balwa
02.10.04, 22:47
Jestesmy razem (?) od 7 lat, on 27 ja 29 lat. Mam wlasne mieszkanie i warunki do bycia z nim dluzej niz przez 2, 3 godziny. Niestety przez cały ten czas nie doczekalam sie aby on zechcial zostac u mnie noc, spac obok, dac sobie zrobic rano sniadanko. Godzina 21 - on zbiera sie i wychodzi(mieszka razem z matka). Widzimy sie czesto - mieszkamy niedaleko, lubimy razem byc, zartowac, chodzic do kina, wyjezdzac - nasze jedyne wspolne noce to wlasnie podczas wyjazdu. Ale sprawy lozkowe wlasciwie nie istnieja, nie ma czulosci. W pospiechu, raz na tydzien to wszystko. Chce czesciej ale tez bardziej swiadomie, bo i tak bardzo to lubie. Ale na razie tkwie, moze sila przyzwyczajenia, czekam na zmiany. Szanuje go, jestem dobrym czlowiekiem, ale to chyba nie ma dluzej sensu. On ucieka od rozmow a ja chcialabym po prostu byc z nim - przez noc, nawet nie co noc, moze byc rzadziej. Smieszne jest to nasze zycie plciowe...