heniek.8
20.03.17, 17:56
mam taką rozkminkę, powiedzcie mi co myślicie
pracuję z takim gościem z którym często zdarza mi się rozmawiać
no i zauważam, coś czego nie rozumiem albo nie potrafię nazwać
ten gostek ma tendencję do takiego dawania rad, udzielania wyjaśnień, nie wiem jak to nazwać
przykład hipotetyczny (którego nie było ale by mógł się zdarzyć) : mam np. twaróg i mówię że sobie zrobię z tego sernik, a ten zaczyna mi doradzać "możesz to sobie zrobić z pomidorami, cebulą i czymś tam..."
i tak kilka razy dziennie :)
w duchu sobie myślę "nie pytałem cię o rady" odpowiadam łagodniej , raczej coś w rodzaju "chyba będę wiedział jak sobie z tym poradzić"
przykład 2 (prawdziwy):
koleś (inny, czyli osoba trzecia) mówi tak "zauważyłem, że w angielskim lidlu są tańsze rzeczy niż w polskim".
odpowiedź tego typa: "no tak, bo w Polsce jest drożej" (wybuchnęliśmy śmiechem).
jest to w zupełnym przeciwieństwie do mnie, bo np. moja reakcja gdybym mi ktoś powiedział że sobie upiecze sernik, by była taka że bym to przyjął do wiadomości,
a nawet gdyby zapytał "a może jednak nie sernik, może coś innego byś doradził?" to bym odpowiedział "na co tylko masz ochotę"
no i zastanawiam się nad sobą, nad nim - czy to ja mam za duży dystans do ludzkich spraw, czy on ma za mały?