Dodaj do ulubionych

nie umiem kochac

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.04, 12:59
... i boje sie czy kiedykolwiek sie naucze.
Czasem mi sie wydyje ze to czuje, wszystko jest pieknie...ale mija czas
(wiecej mniej) i zwyczajnie mi sie zmienia (nie chodzi tu o to, ze ktos inny
sie pojawia.._ale bez konkretnego powodu.
Wiem, ze to wyglada tylko na zauroczenia, ale to nie tak, ze nagle spadaja
mi klapki z oczu...
patrze sie na tego czlowieka i widze fajnego czlowieka, ale juz nie czuje nic
oprocz sympatii...niekeidy mija troche czasu i znow cos czuje.....
przeciez nie mozna tak kochac falami...!!!
a nie mam jzu nastu lat, zeby to wytlumaczyc wiekeim!
Obserwuj wątek
    • k_i_k_a Re: nie umiem kochac 07.10.04, 13:13
      a co to znaczy kochać? potrafisz sobie na to pytanie odpowiedzeć? Bo mnie co
      rusz ktoś pyta czy kocham... a ja odpowiadam pytaniem na pytanie: co to znaczy
      dla Ciebie? Ktoś definiuje i zazwyczaj po tej definicji odpowiadam - w takim
      razie nie kocham... Ale czy tak jest naprawdę? Nie wiem... Gdy dziś patrzę na
      swoje poprzednie związki nie potrafię powiedzieć czy kochałam. Nie ma
      uniwersalnej definicji miłości i paradoksalnie nawet te stworzone na własny
      użytek niekoniecznie są poprawne. Bo co, jeśli powiem samej sobie, że nie
      kocham? A może w istocie to co czuję do drugiej osoby już należy miłością
      nazwać...
      Jednego jestem pewna - miłość nie jest stanem a procesem. Jeśli ktoś wyznacza
      sobie punkt: TERAZ czuję, że kocham - jest według mnie w błędzie. Bo jeśli za
      chwilę zgniewany odwróci się na pięcie i wyjdzie - czy to znaczy, że przestał
      kochać? Nie widzę zatem nic dziwnego w tym, że w jednej chwili intensywnie
      czujesz, że kochasz, a w drugiej uczucie to jakby za mgłą zostaje... Przecież
      człowiek przeżywa całą gamę emocji, a te mają tak perfidne działanie, że w
      chwili panowania przyćmiewają inne. Co nie oznacza, że je eliminują :)
      Chyba że masz na myśli "zakochanie"... chóry anielskie, motyle w brzuchu i
      takie tam ;) No ale w to już nie wierzę :) Ludzie w pewnym wieku, z jakimś
      bagażem doświadczeń i jakąś samoświadomością mają wykształcone tyle mechanizmów
      obronnych, że zwyczajnie mogą sobie nie pozwolić na takie "uwznioślanie"...
      Pomyśl i odpowiedz sobie - czego tak naprawdę Ci brak i czy rzeczywiście brak
      Ci tego? :)
      • kalinkamaja Re: nie umiem kochac 07.10.04, 13:34
        Milosc nie jest tylko uczuciem,doznaniem, zauroczeniem. To decyzja, wybor,
        wiernosc, odpowiedzialnosc za druga osobe. I nie piszcie, ze to slogany!
        Zgadzam sie z K_i_k_a, ze "milosc nie jest stanem a procesem". Buduje sie ja
        kazdego dnia, nie jest nam dana ot tak! czary mary...hokus pokus...
        tereee:prosze panstwa! przed Wami miloooosc!Na poczatku sa motyle w brzuchu,
        anielskie chory i miekkie kolana, to fakt. Ale jesli cala milosc zatrzymuje sie
        na tym etapie, to dzieki. Sypnie sie predzej czy pozniej.
        • Gość: moniczka Re: nie umiem kochac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.04, 13:42
          kalinkamaja napisała:
          Na poczatku sa motyle w brzuchu,
          > anielskie chory i miekkie kolana, to fakt. Ale jesli cala milosc zatrzymuje
          sie
          >
          > na tym etapie, to dzieki. Sypnie sie predzej czy pozniej.

          zgadzam sie, i wlasnie u mnie sie sypie...ja sie staram cos wypracowac, ....ale
          potem sie zastanawiam,ze chyba lepiej nic na sile.
          Poza tym jak pytam moje kolezanki (nawet mezatki) to odpowiadaja, ze tez czesto
          napada chwila zwatpienia, ze to mzoe nie milosc itd....tez sa fale....nie
          zauwazam tego u mezczyzn (rozmawiam z przyjacielem, bratem) oni jak kochaja to
          24 h na dobe. Nigdy tez takeigo zwatpienia nie widze u swego partnera, a on we
          mnie owszem widzi...
          • owsiwujek A co umiesz? 07.10.04, 13:53
            Gość portalu: moniczka napisał(a):

            > kalinkamaja napisała:
            > Na poczatku sa motyle w brzuchu,
            > > anielskie chory i miekkie kolana, to fakt. Ale jesli cala milosc zatrzymu
            > je sie na tym etapie, to dzieki. Sypnie sie predzej czy pozniej.
            >
            > zgadzam sie, i wlasnie u mnie sie sypie...ja sie staram cos
            wypracowac, ....ale
            >
            > potem sie zastanawiam,ze chyba lepiej nic na sile.
            > Poza tym jak pytam moje kolezanki (nawet mezatki) to odpowiadaja, ze tez
            czesto
            >
            > napada chwila zwatpienia, ze to mzoe nie milosc itd....tez sa fale....nie
            > zauwazam tego u mezczyzn (rozmawiam z przyjacielem, bratem) oni jak kochaja
            to
            > 24 h na dobe. Nigdy tez takeigo zwatpienia nie widze u swego partnera, a on
            we
            > mnie owszem widzi...

            ...a chuj z waszymi anielkimi churami, motylkami czy koleżankami. Gadać mi tu
            prędko: jak z dymaniem? jak z obciaganiem? z połykiem, bez połyku...,
            pozycje.., wymieniać...
            Będą mi tu pierdoły o motylkach opowiadać... ruchawice jedne, przezroczyste,
            wrażliwe...., która dwa chuje na raz brała co?
            ....a która była u komunii ostatnio?
            • Gość: trolejbus Re: A co umiesz? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.04, 14:22
              Te wujek coś nie teges pod kopułkom chiba
          • k_i_k_a Re: nie umiem kochac 07.10.04, 14:27
            hmmmm... tu się akurat z Tobą nie zgodzę. Znam takiego faceta, co włos na
            czworo dzieli i ciągle ma nawracające rozterki w kwestii: kocham - nie
            kocham...;) Poważnie. To dopiero jest męczące...;) Wiesz jak się czuje kobieta,
            której facet ciągle nie wie, czy to to jest TO?
            A co do motyli i kolan... Ja sobie zdaję sprawę z tego, że już nigdy tego nie
            poczuję, nie pozwolę sobie na taką "niefrasobliwość". Ale to wcale nie znaczy
            dla mnie, że nie mogę kochać.
            A czy nic na siłę... Czasem swoją wycofującą postawą możesz zamodelować to samo
            u faceta. Jesli pokażesz, że się wahasz, jeśli okazujesz, że czekasz na coś
            innego, że czegoś innego chcesz... on też w końcu straci motywację i przestanie
            Cię przekonywać... i nawet może mu przestać zależeć na tym związku. Po
            prostu "nazwiesz" mu jakieś stany, uczucia, które być może sam przeżywa, ale
            nie analizuje ich, nie myśli o nich... i zmusisz go do myślenia w
            kierunku: "czy to w ogóle ma sens?"... A wtedy na bank się sypnie.
            Jeśli jest Ci z nim dobrze, jeśli czujesz, że jesteś w jakiś sposób szczęśliwa,
            jeśli potrafisz z nim rozmawiać - daj wam szansę.. Ja się nauczyłam w życiu
            ważnej rzeczy - nie warto kończyć zbyt wcześnie, bo można zmarnować szansę na
            dobry związek. Ale to już Twój wybór.
            • evamari Re: nie umiem kochac 07.10.04, 14:48
              k_i_k_a napisała:

              ,
              >
              > Ja się nauczyłam w życiu
              > ważnej rzeczy - nie warto kończyć zbyt wcześnie, bo można zmarnować szansę na
              > dobry związek. Ale to już Twój wybór.

              swiete slowa!!!!! ja zmarnowlam cos takiego....nie co dzien sie spotyka kogos,
              z kim mozna sprobowac byc w zwiazku...chocby tylko sprobowac.....
              • k_i_k_a Re: nie umiem kochac 07.10.04, 14:58
                ja też raz w życiu uniosłam się dumą, ale do dziś nie wiem, czy nie był to
                błąd. Do czasu, kiedy nie poczuje się, że z tym człowiekiem ZUPEŁNIE nie mam co
                robić, że to NA PEWNO nie ON - warto spróbować. Choćby po to, by sobie potem w
                brodę nie pluć ;)
        • k_i_k_a Re: nie umiem kochac 07.10.04, 14:37
          kalinkamaja napisała:

          > Milosc nie jest tylko uczuciem,doznaniem, zauroczeniem. To decyzja, wybor,
          > wiernosc, odpowiedzialnosc za druga osobe.

          Brawo. Brzmi co prawda jak rzeczywiście jak slogan, ale co zrobić skoro to
          prawda? ;)
          Tak samo jak wile innych Ważnych Rzeczy w życiu - i w tym wypadku podejmujemy
          wybór i cała sztuka polega na konsekwentnym potwierdzaniu tego wyboru każdego
          dnia. Czasem nie jest łatwo. Czasem chce się uciec. Ale miłość przestaje być
          szczeniackim zauroczeniem, kiedy się nie ucieka... No i najważniejsze -
          zrozumienie, że miłość też pociąga za sobą odpowiedzialność za kogoś. Gdy
          jesteśmy z kimś i podejmujemy jakiekolwiek decyzje dotyczące samego siebie w
          istocie podejmujemy również decyzje dotyczące w jakimś stopniu partnera.
          Mniejszym lub większym. Ale musimy się liczyć z tym, że każde nasze działanie
          może znaleźć odbicie w emocjach, uczuciach drugiej osoby...
    • Gość: gf Re: nie umiem kochac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.04, 20:49
      > przeciez nie mozna tak kochac falami...!!!

      jak to? przeciez miłość to światłość podobno ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka