Dodaj do ulubionych

gdy boli...

IP: 209.226.65.* 23.04.02, 16:15
co myslicie o bolu? tym fizycznym np. zeba albo bolu porodowym, albo migrenie?
czy za wszelka cene staracie sie znalezc srodek usmierzajacy ten bol, czy
raczej probujecie przeczekac?
czy myslicie, ze umiejetnosc radzenia sobie z bolem fizycznym pomaga w radzeniu
sobie z bolem ducha? a odwrotnie?
tak pytam, bo bywam u mojego meza w szpitalu jako wolontariusz. czytam bajki
i opowiadam niestworzone historie dzieciom, ktore czesto znaja w zyciu tylko
bol (fizyczny) i potrafia znosic go w imponujacy sposob. zastanawia mnie skad
czerpia sile ducha by znosic bol ciala.
czy jest w ogole cos pozytywnego w bolu?
Obserwuj wątek
    • roseanne Re: gdy boli... 23.04.02, 16:25
      bol bolowi nie rowny.
      porod - to cala metafizyka, wiesz ,ze to do czegos prowadzi, czemus sluzy i co
      wazniejsze minie.

      Tez sie naogladalam cierpien w szpitalach. Niesamowite z jakim spokojem
      przyjmuja je dzieci - boli, bo tak byc musi.
      Ludzie starsi tez znosza bol w pokoju, jest to jakby rezygnacja. Czasami
      znajduja oparcie w wierze (ze moga ten bol komus lub czemus ofiarowac).
      najgorzej znosza bol osoby w wieku 20 - 40. Sa niecierpliwi i zadajacy
      natychmiastowej reakcji.

      podobno bol uczy pokory - bo ja wiem?

      nie zawsze lykam "proszki"
    • goga.74 Re: gdy boli... 23.04.02, 16:37
      Sama nie wiem. Od dwoch lat cierpnie z powodu bolu -
      problemy z nerwem trojdzielnym mnie dopadly.
      Z tego powodu zmuszona bylam przeorganizowac cale moje
      zycie w tym rowniez zawodowe- tzn. z pewnych spraw
      zrezygnowac. To jest bardzo bolesne, bo jednak jakas tam
      realizacja zawodowa byla dla mnie zawsze wazna.
      "Pozytywy" - ciesze sie kazdym dniem gdy mnie nic nie
      boli i oduczylam sie narzekania, martwienia sie
      blahostkami. Ja bym to ujela tak - bol fizyczny sprawia,
      ze mniej rzeczy "duchowo" mnie boli.Patrzy sie na wiele
      spraw z innej perspektywy. Ale marze ze to sie kiedys
      skonczy, bo chcialbym funkcjonowac jak normalny czlowiek.

      > co myslicie o bolu? tym fizycznym np. zeba albo bolu
      porodowym, albo migrenie?
      > czy za wszelka cene staracie sie znalezc srodek
      usmierzajacy ten bol, czy
      > raczej probujecie przeczekac?
      > czy myslicie, ze umiejetnosc radzenia sobie z bolem
      fizycznym pomaga w radzeniu
      >
      > sobie z bolem ducha? a odwrotnie?
      > tak pytam, bo bywam u mojego meza w szpitalu jako
      wolontariusz. czytam bajki
      > i opowiadam niestworzone historie dzieciom, ktore
      czesto znaja w zyciu tylko
      > bol (fizyczny) i potrafia znosic go w imponujacy
      sposob. zastanawia mnie skad
      > czerpia sile ducha by znosic bol ciala.
      > czy jest w ogole cos pozytywnego w bolu?

    • vicca Re: gdy boli... 23.04.02, 16:53
      Z punktu widzenia biologii ból jest błogosławieństwem - jak boli to wiadomo że
      coś jest nie tak i trzeba sprawdzić co. Istnieje bardzo mała grupa ludzi (20
      czy 30 na całym świecie) która bólu wcale nie odczuwa - co za tym idzie muszą
      się regularnie poddawać wszystkim możliwym badaniom by mieć pewność że wszystko
      jest ok.
      Ale czy to naprawdę takie szczęście - nie lubię jak mnie coś boli i wymyślam
      1500 środków na to by przestało. No chyba że już koniecznie musi ;)
      • czarodziejka Re: gdy boli... 23.04.02, 16:55
        vicca napisał(a):
        > nie lubię jak mnie coś boli i wymyślam 1500 środków na to by przestało.
        > No chyba że już koniecznie musi ;)

        tzn. kiedy? kiedy "musi" bolec?

        • Gość: dodo Re: gdy boli... IP: 209.226.65.* 23.04.02, 18:18
          ja tez mysle, ze czasem "musi" bolec zebysmy mogli poczuc, ze zyjemy albo zeby
          byc jak goga - bardziej wyczulonym na piekno momentow, gdy nie boli.
          zastanawia mnie jednak np. prog czegos, co moja matka nazywala zezwierzeceniem
          z bolu. czy mozna sie na cos takiego przygotowac? czy mozna ten prog przesuwac
          w miare "przyzwyczajania sie" do bolu, czy wrecz przeciwnie - im bol dluzej
          trwa, tym trudniej go zniesc? no i ciagle ta sama kwestia - na ile odczuwanie
          bolu fizycznego laczy sie z odpornoscia na bol ducha i vice versa...
          • Gość: roseanne Re: gdy boli... IP: *.sympatico.ca 23.04.02, 18:22
            z wykladow pamietam, ze im dluzej boli tym gorzej sie to znosi.
            Chyba, ze widzi sie sens tego cierpienia - vide: porod lub ucieczka w
            poswiecenie religijne
            • Gość: dodo Re: gdy boli... IP: 209.226.65.* 24.04.02, 14:31
              Gość portalu: roseanne napisał(a):

              > z wykladow pamietam, ze im dluzej boli tym gorzej sie to znosi.
              > Chyba, ze widzi sie sens tego cierpienia - vide: porod lub ucieczka w
              > poswiecenie religijne

              jest jeszcze jedna opcja - sport. wcale nie zartuje. moj syn gra w hokeja i nawet
              najokropniejsze urazy na lodzie znosi ze stoickim spokojem udajac, ze wszystko
              jest ok zeby tylko nie byc odeslanym na lawke. co innego, gdy mu w domu kartka
              papieru spadnie mu na palec u nogi - o, wtedy to jest dopiero bol i rozpacz ;-)
              wniosek chyba jednak taki, ze nawet z bolem wszystko zalezy od motywacji i tego,
              co sobie czlowiek sam wmowi. a moze nie? moze to tylko moj syn?
              • Gość: roseanne sporty, pasje IP: *.sympatico.ca 24.04.02, 15:17
                mysle, ze nie tylko Twoj syn.
                A moje poodgniatane paluszki - bo staram sie uprawiac tance
                a zdarte paluchy i pokoslawiona sylwetka tancerek baletu....
                Ale to wszystko dlatego ,ze widzisz sens tego co robisz.

                jaki jestsens znoszenia innego rodzaju bolu.
                a'propos hokeja, to moj chlopczyk tez chyba sie zarazil
                • Gość: Malwina Re: bol IP: *.abo.wanadoo.fr 24.04.02, 15:55
                  w zyciu sie nie zgodze ze niby bol wartosci moralnej dodaje.
                  Natomiast "musi" bolec jak zlamiesz noge bo gdyby nie to bys sie na niej oparla i tu bum bim bam
                  katastrofa nastepuje. "musi" bolec jako ostrzezenie - uwaga uwaga cos nie gra, zajmij sie okiem, palcem,
                  kolanem.
                  Cala reszta o tej uszlachetniajacej roli bolu jest klamstwem ! (wiem o czym mowie !)
                  • goga.74 Re: bol 24.04.02, 16:05
                    Chyba latwije jest znosic bol, dgy sie wie ze on
                    przejdzie. Porod- boli ale przestanie. Tak samo bolaca
                    noga po zlamaniu itd. Pisalam wczesniej o moim
                    problemie i kilku "pozytywach" ale przede wszystkim
                    chce zeby to byl juz koniec. Jestem osoba niewierzaca,
                    wiec religijnego sensu w tym nie widze. Staram sie zyc
                    mimo bolu pelnia zycia i sie cieszyc zyciem, ale sensu
                    samego bolu jako takiego jednak nie widze.
                    • Gość: dodo sens bolu? IP: 209.226.65.* 24.04.02, 17:37
                      moze nie moralna czy uszlachetniajaca wartosc. hmmm... raczej nawet mysle, ze
                      na pewno nie ale jezeli to, co ludzie mowia, ze "tyle wiemy o sobie ile nas
                      sprawdzono" ma jakis sens, to moze jest to paradoksalnie wartosc wzmacniajaca
                      naszego ducha? w tym sensie, ze wiem ile moge wytrzymac - burz, wiatrow, bolu
                      zeba czy zlamanego zebra sie nie boje, bo wiem "czym to pachnie".
                      ale z drugiej strony... moze boje sie jeszcze bardziej, bo wlasnie juz wiem...
                      • goga.74 Re: sens bolu? 24.04.02, 18:33
                        Ja tam woalalbym nie byc sprawdzona.
                        A chyba wiekszosc lucdzi bol wytrzymuje, tzn. cierpni
                        ale sie z tego powodu nie zabija. Nadzieja ze kiedys
                        przestanie + instynkt samozachowawczy wedlug mnie niz
                        sila ducha.
                        • trzcina Re: sens bolu? 24.04.02, 23:57
                          Jaki sens? Nie śmiem odpowiadać, bo taki, który znam, nijak się ma do bólu,
                          jaki znosić muszą choćby dzieci, o których dodo piszesz.
                          Czy ból uszlachetnia, czy degraduje? Na pewno silny ból fizyczny wypycha nas z
                          nas samych, ograniczając myśl, świadomość, redukuje nas do czucia, bólu. Już
                          nie ma nas, jest on - wszechwładny. I jedno pragnienie - żeby się skończył. Gdy
                          boli, bardzo,a kres bólu nie wiadomo kiedy, szczęściem jawi się jego brak, nic
                          więcej.
                          W ataku bólu słowa- degradacja, uszlachetnienie nie istnieją, a użycie ich
                          przez osobę stojącą obok - to nadużycie.
                          Nie do zrozumienia jest, jak ból silny i przewlekły , wracający falami, znieść
                          można godnie. A iluż tak właśnie go znosi.
                          Nie sądzę, by ból fizyczny uodparniał na duchowy, to jednak odrębne "kategorie".
                          Cierpienie duchowe degradować, uszlachetniać może. Sporo czynników ma na to
                          wpływ. "Jakość" człowieka, siła cierpienia, głównie. Jeśli ból nas nie
                          przerasta, mamy wpływ na to, co z nim zrobimy.

                          Pozdrawiam
                          Proszki na ból, a jakże, zażywam, wtedy, kiedy nie mogę z bólem wejść do norki
                          i jak chore zwierzę przeczekać.

                          • Gość: inka_s Wszystko jest wzgledne IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 25.04.02, 00:37
                            Ból przewlekły trudniej znieść chyba. Ale nawet krótki atak intensywnego bólu
                            moż e nas całkowicie wyłączyć - i to bez utraty przytomności. Kto miewa migreny
                            wie o czym mówię. Ale na migrene nic u mnie nie działa poza snem...
    • czarodziejka boli... 01.05.02, 17:43
      podobno "cierpienie uszlachetnia"
      ale ja ... boje sie bolu ...
      wolalabym zawsze umiec go szybko usmierzyc
    • ta_mar_ta Re: gdy boli... 08.05.02, 00:35
      Ból fizyczny jest o tyle przydatny, że sygnalizuje niebezpieczeństwo dla
      organizmu czyli uraz, chorobę. Jednak wiele podstępnych chorób rozwijających
      się swobodnie i szeroko-nie boli (niestety) i w/wym sygnału odpowiednio
      wcześnie nie wysyła.

      Poza tą rolą nie znajduję żadnej innej "korzyści" z odczuwania bólu fizycznego,
      a znajduję tylko jego negatywne skutki.

      Moja Mama cierpiała straszliwie...dlaczego?...za co?.... po co?....te pytania
      przysparzają mi bólu psychicznego do dziś ( a minęło ponad 18 lat od Jej
      śmierci). Czy ten ból, który tyle lat odczuwam jest konieczny ?...
      dlaczego?...za co?...po co?...

      Ta_
      • Gość: dodo Re: gdy boli... IP: 209.226.65.* 09.05.02, 14:32
        cos w tym jest ta_mar_to, mnie sie tez wydaje, ze czesto obserwujacy z boku
        (jak ty w przypadku twojej mamy)cierpi bardziej i dluzej niz sama osoba, ktorej
        bol dotyczy.
        obserwuje to wlasnie gdy hmmmm.... po polsku to jest chyba "pracuje spolecznie"
        choc brzmi to koszmarnie prl-owsko, w szpitalu dla bardzo (!) chorych dzieci.
        niektore z nich cierpia koszmarnie, wielu z nich lekarstwa nie zawsze pomagaja
        a jednak w momentach, gdy bol "odpuszcza" potrafia regenerowac sie prawie
        w 100%, zwlaszcza psychicznie.
        zupelnie inaczej ma sie sprawa z ich rodzicami i opiekunami - poki dziecko
        cierpi - walcza by mu pomoc, sa skupieni na tej pomocy bardziej niz na
        czymkolwiek innym (nie spia, nie jedza itd.) - gdy jednak bol dziecka mija, nie
        potrafia sie w zaden sposob zrelaksowac - tkwia w tym "ciemnym pokoju" strachu
        i bezsilnosci choc akurat w danym momencie mogliby choc na moment dac swojej
        psychice odpoczac.
        czy to jest tylko kwestia roznicy pomiedzy dorosloscia i dziecinstwem? sama nie
        wiem...
        • Gość: Epson Re: DO DIABLA Z BOLEM...... IP: *.eyrkonaeac12.dialup.ca.telus.com 10.05.02, 01:32
          Bol uczy nas wspolczucia dla innych. Chociaz chyba mozna do tego przywyknac i
          zobojetniec jesli ma sie z tym do czynienia na codzien, jak chociazby sluzba
          zdrowia. Osobiscie jestem za zniesieniem wszelkiego bolu: fizycznego,
          psychicznego i kazdego innego. Nienawidze cierpiec i patrzec na cierpienia
          innych. Do diabla z bolem. Ludzie za czesto maja z nim do czynienia. Proponuje
          wprowadzic raj na ziemii od dzisiaj. Ale sie zagalopowalem. Wybaczcie , ale mam
          dolek psychiczny. Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka