Gość: Imagine
IP: *.unl.edu
01.11.04, 15:48
jest tylko i wylacznie cierpienie. Im dalej od cierpienia w kierunku dobrego
samopoczucia (jakiegokowliek formatu), tym mniej zapotrzebowania na religie
i jej "poslugi".
To co wyzej napisalem, nie jest zadna proba osmieszenia, wykpienia czy
obrazenia wierzacych. Zanikanie wiary wraz z ustepowaniem cierpienia nie
wynika z ludzkiej niewdziecznosci, jak niektorzy chcieliby nam to wmowic,
klepiac swe "jak trwoga to do boga". Wynika to raczej z naturalnego procesu
"komfortowania swiadomosci" w kierunku niezaleznego, doroslego bytu.
Jesli ktos, komu "sciele sie" ze zdrowiem, finansami etc, odchodzi od
trzymania sie boskiej kiecki, to wyobrazmy sobie nas wszystkich, nagle
zdrowych, kochajacyc i kochanych, finansowo zabezpieczonych ... czy byloby
cos jeszcze o co moznaby prosic boga ? z czego sie spowiadac ?
Religia jest wiec opium dla ludu, nieszczesliwego, uciemiezonego, cierpiacego.
I nie chodzi mi tu tylko o tzw. fizoli, uposledzonych ekonomicznie. Tu chodzi
o nas wszystkich cierpiacych ... chorujacych, umierajacych, walczacych ze
soba i z kazdym z osobna ...
Imagine.