demony_i_ja
05.10.22, 11:49
Nie wiem czy to zbliżający się koniec epizodu czy co, ale gdzieś po malusiu mój mózg się odpręża. Oby. Nadal męczy mnie jakaś alternatywa rzeczywistość, jakieś, a gdyby to nie potoczyło się tak, a inaczej... Jednak natręctwo tych myśli jest mniejsze...
Wspomnienia nadal są ale zaczynają się klarować z nich wnioski.
Jestem w średnio przyjaznym mi otoczeniu, tęsknie za domem. To wzbudza wspomnienia bycia tam, wspomnienia również sprzed czasu jak wszyscy mnie wystawili. Czasu kiedy było mniej stresu, więcej adrenaliny. Wspomnienia względnego spokoju psychicznego bo, znałam drogi którymi szłam i pozwalałam sobie być szczęśliwa przez uszczesliwianie innych, nie myśląc o tym głębiej. A jednak we wspomnieniach tych jak już wcześniej pisałam uciekam z domu... by żyć.
Lata w których człowiek poznaje świat raczej spędziłam w stagnacji i nagle w życiu dorosłym świat i jego różnorodność wyrwały mnie z tego, zaczęłam odkrywać też inną siebie.
Czy ze szczęścia można wpaść w depresje? Mam to do czego tak uciekałam wcześniej. Może więcej stresu i boksowania się z życiem by zostać na powierzchni, ale jednak.