deep_deep_red
11.11.04, 16:48
Jestem w trudnej sytuacji. Mam 27 lat i byłam przez 5 lat z facetem (29),
którego bardzo kochalam. Był to nasz pierwszy tak poważny związek. Przez
ostatni rok niestety wszystko zaczęło sie totalnie psuć. Ciągłe kółtnie i
awantury - nie wiem czym to było spowodowane, ale pewnie wdarła się jakaś
rutyna, zazdrość itp (znajomi mówili, zę to nic, tylko się docieramy:/).Jednak
ciągle byliśmy ze sobą, mimo zgrzytów w większości spraw doskonale się
rozumieliśmy. Wiem, że on miał słabość do flirtowania, a 4 miesiące temu
zaczął mnie zdradzać. Przez kolejne 2 miesiące trwaliśmy w trójkę w jakimś
chorym układzie - on twierdził, że nie wie, co ma robic, nie chce ze mną
zrywać, musi przemyśleć (wiem, że to typowa bzdura:/), a ja nie odchodziłam,
bo wydawało mi się ze go dalej kocham. Starałam sie ze wszystkic sił, żeby
wrócił, ale tak sie nie stało. Po jakimś czesie straciłam siły do walki i
prawdę mówiąc niesamowicie żle to wszystko zniosłam psychicznie i
fizycznie.Pozniej też kogoś znalazłam. Jestem z tą osobą od miesiąca i już
czuję że to nie to.To cudowny, wyrozumiały człowiek, seks jest wspaniały, ale
nie potrafimy się ze sobą jakoś porozumieć, mało rozmawiamy (nowy facet raczej
unika kłótni, unika też rozmów jak zdarzają się zgrzyty). Powoli go poznaję i
to co widzę jakoś średnio mi się podoba. Porównuję wszystko z poprzednim
związkiem i widzę, że wszystko słabo wypada.
Mój poprzedni chłopak chce, żebym wróciła, żebym mu wybaczyła. Gdybyśmy
rozstali się z innego powodu to nawet chwili bym sie nie zastanawiala, ale
boje sie, że sytuacja znów sie powtórzy, a nie wiem czy mam jeszcze na to
siłe, boję się ze nie potrafię wybaczyć, że ciągle będę miała o to wyrzuty.
Boję się , ze stracę związek w którym jestem - a przecież nie wiem jak on się
potoczy - może jakoś się poznamy i zrozumiemy. juz nie wiem co mam o tym
myśleć. Nie ukrywam też że zależy mi żeby mój partner myślał o przyszłości - a
ten z którym jestem traktuje wszystko raczej jak zabawę.