Dodaj do ulubionych

Jestem nowa witajcie :)

12.11.04, 11:05
Mam kłopoty ze słodyczami ... i to duże. Zawsze miałam. Wszystko co związane
z czekoladą potrafi zrujnować największe postanowienia. Wcześniej kiedy byłam
w liceum, na studiach nie zwracałam takiej uwagi na to co jem i nie widziałam
problemu. Potrafiłam iść do sklepu kupić batoniki, czekoladki, ip. i
pochłaniać je w ogromych ilościach... zawsze z postanowieniem że to na
pożegnanie ze słodyczami.Druga moja słabość to lody.. O dziwo nigdy problemów
z wagą nie miałam. Ale lata lecą przemiana materii siada a ja żeby nie tyc
musze jeść coraz mniej. Rzuciłam palenie, ale zaczełąm regularnie ćwiczyć
fitness. Co z tego jak to nie działa !!! Czasem myślę sobie że gdybym jadła
tyle co normalni ludzie nie mieściłabym się już w drzwiach. Nie pomagają
regularne niewielkie posiłki, ani organiczny chrom. Mnie się cały czas chce
czekolady !!!

Przyszła jesień a z nią kolejne kilogramy. Znowu przytyłam. Ważę już 53 kg i
doprowadza mnie to co rano do rozpaczy. Znowu ograniczam jedzenie a waga pnie
się w górę jak szalona. Jak walczyć ze słodyczami ?!?! Jak pokonać to
paskudztwo !!!!!
Obserwuj wątek
    • chmurka813 Re: Jestem nowa witajcie :) 12.11.04, 11:52
      Witam Cie serdecznie:)
      Wiesz my chyba nie udzielimy Ci odpowiedzi jak to pokonac... Kazdego dnia
      stykamy sie z tym samym problemem... raz sie udaje, innym razem nie, ale
      staramy sie... A jesli chodzi o dodatkowe kliogramy - skad ja to znam, waze sie
      rano kazdego dnia i z przerazeniem patrze, jak wskazowka wagi przesuwa sie
      ciagle w prawo:( Ale mimo wszytko nie trace wiary, ze wreszczie to sie
      skonczy... Ty rowniez musisz w to uwierzyc i nie poddawac sie!!! Trzymam za
      Ciebie kciuki i pozdrawiam.
      • neja Re: Jestem nowa witajcie :) 12.11.04, 12:39
        Mnie się nie przesuwa ... mnie cyferki wędrują nieubłagalnie do góry i jeszcze
        żeby tego mało było kupiłam sobie dokładną wagę elektroniczną i tak sama siebie
        co rano i co wieczór katuję:( Wagi schować nie umiem. Jak mi mężulek wyciągną
        baterie to sobie kupiłam komplet swoich. Tragedia :((
        • kasiolda Re: Jestem nowa witajcie :) 12.11.04, 12:54
          dziewczyny dajcie spokoj,czy to ile wazycie jest naprawde takie
          wazne.zastanowcie sie czy warto sie tym tak przejmowac,czy nie czegos
          wazniejszego w waszym zyciu?
          53 kg to nie tragedia.prosze sprobujcie zaakceptowac siebie.nie przykladajcie
          do tego tak duzego znaczenia.nie pozwolcie by to psulo wam humor,sprawialo ze
          czujecie sie gorsze,beznadziejne,do niczego,by nie pozwalalo wam normalnie
          zyc,im wiecej o tym myslicie to tym bardziej sie unieszczesliwiacie.czy warto?
          nikt nie musi wiedziec ile wazycie.wy tez.zamiast codziennie wazyc sie i
          narzekac ze znowu przytylam pora cos z tym zrobic.przede wszystkim zastanowic
          sie czy nie jecie czasem bo cos was boli,z czyms sobie nie radzicie,moze
          wydarzylo sie cos przykrego.moze jestescie chore? neju apetyt na slodycze moze
          wynikac z wysokiego poziomu cukru albo wahan poziomu insuliny,zrob sobie
          badania.mnie tez czasem bardzo bardzo ciagnie do slodkiego,i ostatnio
          psycholozka poradzila mi zeby wtedy wypic sok z marchwi,albo przeciery z
          gerbera,ochota na slodkie znika.polecam.3mam kciuki.
          • neja Re: Jestem nowa witajcie :) 12.11.04, 13:05
            Kasiolda, cukier mam zawsze w dolnej granicy, staram sie też nie jeść rzeczy
            które mają wysoki indeks glikemiczny, żeby uniknąć tych wahań właśnie.. ale
            zwyczajnie dostaję głupoty do głowy jak widzę coś słodkiego i nienawidzę tego !
            A 53 kg to przy moim wzroście i budowie za dużo. Spodnie cisną, brzuch wystaje,
            a ja dostaję szalu ! Nie radze sobie z wagą i już !
            • kasiolda Re: Jestem nowa witajcie :) 12.11.04, 13:16
              spokojnie.na pewno nie jest tak zle.zastanow sie czy czasem nie jesz czegos
              slodkiego gdy jest ci smutno,gdy ktos cie zranil,gdy cos nie poszlo tak jak bys
              chciala.jesli tak,powinnas zajac sie tym,pojsc do psychologa,nauczysz sie
              reagowac inaczej,myslec inaczej i slodycze nie beda ci potrzebne zeby poprawic
              sobie nastroj,zamiast tego lepiej pocwiczyc,potanczyc,posluchac muzyki.i
              spodnie nie beda cisnac ani brzuch wystawac,ale potrzeba cierpliwosci,wiem ze
              chcialabys od razu miec superfigure i juz nigdy nie objadac sie
              slodyczami,niestety tak nie da sie.nie poddawaj sie.konsekwentnie daz do
              celu,nie przejmuj sie ze jednego dnia sie nie uda,przeciez jest jeszcze
              nastepny dzien i nastepny.to nie koniec swiata.
            • szczesliwawa Re: Jestem nowa witajcie :) 15.11.04, 12:35
              > A 53 kg to przy moim wzroście i budowie za dużo.

              To ile masz wzrostu, że za duzo? 100 cm? Chodzić nie możesz czy co...

              > Spodnie cisną, brzuch wystaje,

              Może kup sobie nowe spodnie na początek. Nawet jeśli będziesz ważyć 35 kg i
              będziesz mieć za ciasne spodnie, to będą cisnąć i brzuch będzie wystawać.
              Ludzie...

              A teraz już do rzeczy. Jeśli masz BED i problem z postrzeganiem siebie, żadne
              próby odchudzania Ci nie pomogą, niestety. Jeśli na razie nie chcesz do
              psychologa, to musisz sama zacząć grzebać we własnej głowie. Badać, dlaczego i
              w jakich sytuacjach dostajesz głupawy na widok słodyczy. Jeśli juz to okryjesz,
              to będzie połowa sukcesu.
              Moja rada - jeśli leczysz się z kompulsów, wyrzuć wagę na jakiś czas (sąsiadom
              daj na przechowanie, czy cuś). Bo i tak masz poważny problem z psychiką a
              dokładanie sobie jeszcze obsesji konieczności odchudzania/pozostania szczupłą
              na pewno nie pomoże. A za każdym razem po napadzie będziesz lecieć na wagę i
              marudzic, że przytyłaś, będziesz histeryzować, obiecywać sobie, że juz nigdy
              więcej i od jutra się odchudzam. I zapomnisz, co spowodowało napad. Albo w
              ogóle o tym nie pomyślisz.

              Witam Cię na forum i mam nadzieję, że uda Ci sie wygrzebać z napadów. Pisz, jak
              Ci idzie. Nie jestem specjalnie milutka ostatnio, ale naprawdę i z głębi serca
              życzę nam wszystkim jak najlepiej.

              Pozdrawiam :)
              Sz
              • justynek13 Re: Jestem nowa witajcie :) 15.11.04, 15:24
                JAK WIDZE 53 KG TO CHCE MI SIE PŁAKAC Z ROZPACZY , JA MAM 63
                ROZUMIEM CIE TROCHE
                BO TAK SAMO O MNIE MYSLA DZIEWCZYNY KTORE WAZA 73
                NIE WAZNE ZE TY MASZ 150 JA 160 A ONE 170 CM WZROSTU
                I TAK NASZE CHORE GŁOWY PATRZA NA TE PIEPRZONE CYFERKI

                MAM JUZ DOS TEGO SIEBIE I INNYCH
                TEGO ZE ALBO KTOS JEST ZA GRUBY ALBO ZA CHYDY ALBO W SAM RAZ - JA ZAWSZE WIDZE
                PROBLEM NAWET TAM GDZIE GO NIE MA
                • szczesliwawa Re: Jestem nowa witajcie :) 15.11.04, 18:38
                  > JAK WIDZE 53 KG TO CHCE MI SIE PŁAKAC Z ROZPACZY , JA MAM 63
                  > ROZUMIEM CIE TROCHE
                  > BO TAK SAMO O MNIE MYSLA DZIEWCZYNY KTORE WAZA 73
                  > NIE WAZNE ZE TY MASZ 150 JA 160 A ONE 170 CM WZROSTU
                  > I TAK NASZE CHORE GŁOWY PATRZA NA TE PIEPRZONE CYFERKI


                  No nie... wierzcie lub nie, ale nie wiem ile ważę. Nie obchodzi mnie to. Nawet
                  nie jestem ciekawa.
                  Ja chcę być zdrowa. Jak dla mnie, to możecie mierząc 185 cm ważyc 32 kg i
                  narzekać na otyłość.

                  To nie moja sprawa, nie leży w zasięgu moich zainteresowań. Co mnie interesuje,
                  to kompulsy; to sposoby radzenia sobie z BED a nie z urojonymi czy
                  rzeczywistymi problemami z wagą.
                  • horlaa Re: Jestem nowa witajcie :) 15.11.04, 21:12
                    popieram szczesliwawa w 100 procentach.

                    dziewczyny, nie piszcie już o kilogramach, wyobraźcie sobie, że to nikogo nie
                    obchodzi!!!! naprawdę, nie w tym problem.
                    53, 63, dajmy spokój z cyferkami.

                    poczytajcie uważnie posty z forum, tam jest wyjasnione, dlaczego tak bardzo się
                    o to oburzam(y).

                    trzymam kciuki
                    zmieńcie myślenie
                    i bądźcie pelne nadziei


                    nie narzekać proszę! z narzekania jeszcze nic dobrego nie wyszło :-P
                    • neja Re: Jestem nowa witajcie :) 16.11.04, 17:25
                      dziękuję za wszystkie słowa :) szczęśliwawa nie przepraszaj że nie jesteś miła,
                      bo po pierwsze wcale tego tak nie odebrałam,po drugie chyba trzeba żeby mnie
                      ktoś opieprzył. Co do wzrostu mam 162 i na prawdę tak dziwną budowę że kązdy kg
                      dodatkowy widać bleee.
                      Z wagą nie daję rady, fakt ważę się juz po trzy razy dziennie :(
                      Jest pierwszy sukces, dzisiaj rozkładałam ciasto z okazji imprezy i oblizałam
                      tylko paluszki nic nie zjadlam bo nie chciałam a nie dlatego że się
                      powstrzymywałam, ale gdyby ktoś postawił przede mną czekoledę nie wiem jakby
                      było :(
                      • kasiolda Re: Jestem nowa witajcie :) 16.11.04, 18:31
                        i bardzo dobrze kochana.oto chodzi.czesto jest tak ze jemy cos na co nie mamy
                        ochoty,dlatego ze jest nam zle,zeby rozladowac zlosc,nie patrzymy co jemy,zeby
                        tylko wrzucic cos w siebie,a ty powiedzialas sobie ze nie masz ochoty na ciasto
                        i go nie zjadlas.i nie mysl o tym co by bylo gdyby,ciesz sie tym a nie martw na
                        zapas.pozdrawiam
                      • iza42 waga to nie twoj problem 20.11.04, 05:00
                        neja napisała:

                        > dziękuję za wszystkie słowa :) szczęśliwawa nie przepraszaj że nie jesteś miła,
                        >
                        > bo po pierwsze wcale tego tak nie odebrałam,po drugie chyba trzeba żeby mnie
                        > ktoś opieprzył. Co do wzrostu mam 162 i na prawdę tak dziwną budowę że kązdy kg
                        >
                        > dodatkowy widać bleee.
                        > Z wagą nie daję rady, fakt ważę się juz po trzy razy dziennie :(
                        > Jest pierwszy sukces, dzisiaj rozkładałam ciasto z okazji imprezy i oblizałam
                        > tylko paluszki nic nie zjadlam bo nie chciałam a nie dlatego że się
                        > powstrzymywałam, ale gdyby ktoś postawił przede mną czekoledę nie wiem jakby
                        > było :(
                        Neja sluchaj jestem lekarzem i zapewniam cie -waga to nie twoj problem wiec
                        nie zameczaj sie tym jedzeniem i wazeniem . oczywiscie nadmiar slodyczy szkodzi
                        -tobie prawdopodonie tylko na zeby . Twoj BMI ( body mass index ) -jest ok 20
                        -jest to dolna granica normy , nie powinnas wogole chudnac. Jak ograniczas
                        jedzenie to organizm o nie wola -dlatego prawdopodobnie ciagnie cie do
                        slodyczy. W toba jest inny problem - masz jak to sie w jezyku anglosaskim
                        nazywa -distorted body image -zaburzona percepcje swojego ciala , ktore
                        ocenisz na podstawie tego co widzi sie w czasopismach kobiecych -wychudzone
                        modelki itd. Masz problemy z samoakceptacja.
                        Nie umiem oczywiscie powiedziec dlczego . Moze pomoglby cie psycholog?
                        Staraj sie jesc normalnie -posilki, po ktorych nie czujasz sie glodna -wtedy
                        latwiej jest oprzec sie pokusie jedzenia slodyczy.
                        serdecznie pozdrawiam iza



                        • neja Re: waga to nie twoj problem 22.11.04, 09:46
                          Iza, dziękuję za to co piszesz. Wiem że coś jest nie tak ale widzisz, ja już
                          nie mam 18 lat mam o .... 10 więcej. Więc to nie jest kwestia problemów z
                          wlasnym postrzeganiem chyba jednak. Dzisiaj rano weszlam na wage i znowo
                          zawyłam. Jak tak dalej pójdzie nie wiem co będzie. Na dodatek wszystkiego znowu
                          pochłonęłam dwie trufle dzisiaj z godzkiej czekolady, wczoraj słodycze, przed
                          wczoraj słodycze..... Auuuuuu !!!! Nie daję sobie z tym rady !! A przemiana
                          materii siada i waga wariuje, dawniej nie miałam tego problemu :((( Jestem
                          dzisiaj w dołku...
                          • kasiolda Re: waga to nie twoj problem 22.11.04, 10:41
                            neju,chyba jednak masz problem z postrzeganiem siebie,skoro jestes w dolku z
                            powodu wlasnej wagi i wiek nie ma tu naprawde nic do znaczenia.albo sie siebie
                            akceptuje albo nie.
                            przede wszystkim nie przejmuj sie.uspokoj sie.i pomysl czy to naprawde jest
                            tragedia,czy nie ma wazniejszych rzeczy w twoim zyciu,czy to ze zjadlas dwie
                            trufle to naprwde cos strasznego?jesli jest to dla ciebie takie wazne,to skoncz
                            z zamartwianiem sie,wez sie za siebie,zrob cos z tym,zacznij sie ruszac,poradz
                            sie lekarza,a na przemiane materii dobra jest zielona albo czerwona herbata,
                            produkty bogate w blonnik.pozdrawiam.glowa do gory.
                          • szczesliwawa Re: waga to nie twoj problem 22.11.04, 20:10
                            Wiesz, postrzeganie siebie nie ma za wiele wspólnego z wiekiem... wprawdzie
                            zazwyczaj problemy z tym zaczynają się razem z dojrzewaniem, ale nie znaczy to,
                            że z końcem dojrzewania mijają... Ja mam 27 i ciągle walczę z lustrem...
                            Świadomość wie, że nadwaga nie wartościuje mnie negatywnie (bo ja mam faktyczną
                            niewielką nadwagę, do otyłości sporo mi brakuje, ale jednak...). Jednocześnie w
                            porywie obiektywizmu mogę stwierdzić, że jestem atrakcyjna, hihi. Bo, kurka,
                            jestem ;-)
                            Chciałabym jednak nadwagi nie mieć i tu zaczynają sie schody, bo:
                            - świadomość chce zmniejszenia nadwagi, żeby ciało było zdrowe, żeby nie
                            chorować w przyszłości na choroby związane z otyłością, żeby było lżej biegać.
                            Jednocześnie świadomość wie, że ewentualne chudniecie nie jest priorytetem, ze
                            mam inne problemy (BED), że NIE MUSZĘ CHUDNĄĆ TERAZ, SZYBKO I DUZO.
                            - a podświadomość przebija się z głupotami w stylu "musisz schudnać bo jesteś
                            brzydka i nieszczęśliwa a jak schudniesz twoje życie się zmieni".
                            Im bardziej pozwalam temu złemu duchowi przejąć kontrolę, tym gorzej się czuję
                            ze sobą. Im gorzej się czuję, tym częściej mam napady i tym są one gorsze.

                            Oczywiście, to spore uproszczenie, czasem napady mam z powodów nie zwiazanych z
                            postrzeganiem ciała, co nie zmienia ogólnego schematu.

                            Dlatego tak się pieklę kiedy dziewczyny na tym forum narzekają na wagę i chcą
                            schudnąć jednocześnie cierpiąc na BED. Wydawało mi się, że mostena jest tu
                            chlubnym wyjątkiem, który dzięki diecie pozbył się napadów, ale niestety, ona
                            też nadal cierpi. I niestety, podejrzewam, że wszystkie tutaj, oprócz innych
                            problemów, mamy mniejszy lub większy problem z samooceną. Mylę się?

                            A jeszcze się czymś na koniec pochwalę ;-)
                            Właśnie skończyłam konsumpcję tzw. oponek - przepis z forum kuchnia, tylko z
                            połowy składników i po podzieleniu się z flatmate, popijane tzw cappucino,
                            przepis również z F Kuchnia :)
                            A piszę to, bo:
                            1. Nie mam napadu
                            2. Zjadłam coś pysznego i prawdopodobie potwornie tuczącego i nie mam wyrzutów
                            sumienia.
                            3. Zjadłam po 18. I nie jest to napad.
                            4. Mam nadwagę i jestem w stanie się najeść czymś takim bez wyrzutów
                            sumienia... wiecie, jakie to osiągnięcie... nie mieć wyrzutów sumienia...

                            Byłam głodna, znalazłam fajne przepisy, zrobiłam. Gdybym nie zjadła nic, lub
                            zjadła coś leciutkiego, prawdopodobnie jednak nie minąłby mnie napad dziś lub
                            jutro. Może zjadłabym mniej kalorii podczas napadu, może więcej, ale to nie o
                            kalorie chodzi a o uczucie braku kontroli nad własnym umysłem. Została mi jedna
                            oponka, jest pyszna, ale już nie mogę :-) Wiecie, jakie to miłe, móc przestać
                            jeść...

                            Pozdrawiam,
                            Sz
                            • kasiolda Re: waga to nie twoj problem 22.11.04, 21:48
                              gratuluje szczesliwawa.
                              ja tez sie chce czyms pochwalic.otoz bylam w sklepie i mialam ochote na cos
                              slodkiego,a konkretnie na jezyki.juz od dluzszego czasu.dlugo lazilam po
                              sklepie,szukalam czegos innego,mialam watpliwosci czy powinnam,stalam nad tymi
                              jezykami i zastanwialam sie wziac czy nie wziac,przeciez masz ochote,nie,przez
                              tydzien sie obzeralas,nie mozesz,ale w koncu powiedzialam sobie,mam ochote,wiec
                              czemu nie,mam prawo zaspokajac swoje potrzeby,mam prawo sprawiac sobie
                              rpzyjemnosci i kupilam jezyki i zjadlam je z wielka przyjemnoscia,nie sama,i
                              nie wstydzilam sie,nie czulam sie winna,ze zjadlam przy kims cos takiego.
                              wczesniej roznie z tym bywalo.i wogole widze ze jem wiecej ale nie czuje sie
                              winna,po prostu jem to na co mam ochote,kiedy mam ochote.chyba o to wlasnie
                              chodzi.
                              oby tak dalej!pozdrawiam
                            • parwati Re: waga to nie twoj problem 22.11.04, 22:26
                              > oponka, jest pyszna, ale już nie mogę :-) Wiecie, jakie to miłe, móc przestać
                              > jeść...

                              Nie wiem ale wierze;)
                              Ja czasami mam wrazenie jakbym wogole nie miala "osrodka sytosci" w mozgu.
                              Macie tez takie wrazenie?
                              Przeciez to nie mozliwe zebym miala jakis gigantyczy zoladek... a kazda inna
                              (czyt. normalna;P )osoba po 1/10 moich "racji" zywieniowych podczas napadu by
                              sie przekrecila z przejedzenia i bulu ..... a ja nie czuje NIC.... totalnie.
                              Nawet nie umiem sobie przypomniec jakie to uczucie byc najedzona i nie chciec
                              wiecej.
                            • mostena Re: waga to nie twoj problem 22.11.04, 22:31
                              Ja sie pozbylam dzieki diecie napadow... na czas diety. Teraz bedzie ciekawie,
                              jak sprobuje do niej wrocic. Jestem w nieopisanie czarnym nastroju.
                              • szczesliwawa Re: waga to nie twoj problem 22.11.04, 22:50
                                > Ja sie pozbylam dzieki diecie napadow... na czas diety. Teraz bedzie
                                ciekawie,
                                > jak sprobuje do niej wrocic. Jestem w nieopisanie czarnym nastroju.

                                Zupełnie nie wiem, co mogę Ci powiedzieć... Tak strasznie mi przykro...
                                Mostena, wracaj do kraju, idź do psychologa, bo sie wykończysz... Widzisz, że
                                możliwe jest pozbycie się napadów, nie musisz ich mieć. Ale tylko ty wiesz lub
                                możesz się dowiedzieć, dlaczego nadal Cię gnębią i co zrobić, żeby przestały.

                                Nie chcę sie wymądrzać i zanudzać Cię kolejnymi hipotezami, które juz pewnie
                                sama zdążyłaś rozważyc i odrzucić, w końcu nie jestem zawodowcem tylko biedną
                                ofiarą ;-)

                                Tylko jedno pytanie - czym dla Ciebie jest jedzenie?

                                Zobaczysz, będzie lepiej :-)
                              • kasiolda Re: waga to nie twoj problem 23.11.04, 10:12
                                mostena mi tez jest strasznie przykro,ale sluchaj moze po prostu to jakis
                                kryzys,jesli tak,to nie przejmuj sie,minie,szkoda ze nie masz mozliwosci pojsc
                                do psychologa,to by pomoglo.moze twoj organizm mial dosc diety i teraz nadrabia
                                straty,moze czegos mu brakuje?a moze twoja psychika podpowiada ci ze skoro
                                skonczylas diete to teraz mozesz sobie pozwalac na wszystko?sluchaj,wierze ze
                                cos wymyslisz,jakies rozwiazanie z tej sytuacji i 3mam za ciebie kciuki.dasz
                                rade.pozdrawiam.glowa do gory.napad to nie koniec swiata.pamietaj ze zawsze
                                mozna z tego wyciagnac jakies wnioski i drugi raz nie popelnic tego samego
                                bledu.
                                • mostena Re: waga to nie twoj problem 23.11.04, 17:34
                                  Dziewczyny - nie wiem, jak Wam dziekowac. Podnosicie mnie na duchu BARDZO.
                                  Naprawde.


                                  Organizm to raczej nie - jadlam duzo i zdrowo. Oho! Odkrycie - no chyba, ze za
                                  malo weglowodanow. Hm. Pomysle nad tym.

                                  Nie moge wrocic;( Nie wiem, co ze soba zrobic. Pewnie po Swietach zaczne tu
                                  pracowac, jesli oczywiscie uda mi sie cos znalezc. Bardzo zaluje, bo mi tu
                                  dobrze - a raczej byloby dobrze, gdyby nie to cholerstwo. W takiej sytuacji
                                  jest koszmarnie, jak w horrorze.

                                  Za jakies trzy tygodnie jade; plaszczyk mam obcisly i mi sie w biuscie nie
                                  dopnie, bo i tak sie dopinal z ledwoscia. Boze, zeby jakos dotrwac. Ufarbowalam
                                  wczoraj wlosy. I kupilam sobie oblednie drogi krem i juz nie mam pieniedzy
                                  wcale - Szczesliwawa, poszlam Twoim tropem;) z tym, ze ja jedzenia sobie nie
                                  kupuje, za to nie bedzie mnie stac na nic innego. A co tam, przyznam sie - Lift
                                  Minceur Clarinsa, nie moge patrzec na te opuchniete policzki i podbrodek;
                                  Kasiolda pisalas, zeby jesli cos nam tak bardzo, bardzo przeszkadza - 'zrobic
                                  cos z tym', wiec kupilam ten krem i nie powiem nikomu (poza Wami;)) bo wszyscy
                                  by to uznali za karygodna fanaberie. Bo nie rozumieja, ze na swoj widok w
                                  lustrze mam ochote wyc, i nie dlatego, ze mam krotkie rzesy albo cos tam, tylko
                                  ze zamiast 'brzydka-ladna', mysle o 'gruba-szczupla'. Co w zasadzie na jedno
                                  wychodzi.

                                  Na studiach jak sie wyprowadzilam, ciagnelam diete jeszcze 4 tygodnie, do
                                  pierwszego obzarstwa w nowym mieszkaniu - rok temu, tuz przed Swietami, dzien
                                  przed wyjazdem.

                                  Tu ciagnelam az 4 miesiace. Dlatego, ze wieksza zmiana? Nalozylam sobie juz
                                  schemat, przyzwyczailam sie do zycia tu, wiadomo, ze moj pokoj to nie miejsce,
                                  w ktorym trzymam czekolady w szafkach, wiadomo, ze wolny czas to nie wyciaganie
                                  tych czekolad... i zepsulam to, po prostu.

                                  A teraz ide na podwieczorek.
                                  • kasiolda Re: waga to nie twoj problem 23.11.04, 18:39
                                    > Za jakies trzy tygodnie jade; plaszczyk mam obcisly i mi sie w biuscie nie
                                    > dopnie, bo i tak sie dopinal z ledwoscia. Boze, zeby jakos dotrwac.
                                    Ufarbowalam
                                    >
                                    > wczoraj wlosy. I kupilam sobie oblednie drogi krem i juz nie mam pieniedzy
                                    > wcale - Szczesliwawa, poszlam Twoim tropem;) z tym, ze ja jedzenia sobie nie
                                    > kupuje, za to nie bedzie mnie stac na nic innego. A co tam, przyznam sie -
                                    Lift
                                    >
                                    > Minceur Clarinsa, nie moge patrzec na te opuchniete policzki i podbrodek;
                                    > Kasiolda pisalas, zeby jesli cos nam tak bardzo, bardzo przeszkadza - 'zrobic
                                    > cos z tym', wiec kupilam ten krem i nie powiem nikomu (poza Wami;)) bo
                                    wszyscy
                                    > by to uznali za karygodna fanaberie. Bo nie rozumieja, ze na swoj widok w
                                    > lustrze mam ochote wyc, i nie dlatego, ze mam krotkie rzesy albo cos tam,
                                    tylko
                                    >
                                    > ze zamiast 'brzydka-ladna', mysle o 'gruba-szczupla'. Co w zasadzie na jedno
                                    > wychodzi.

                                    nie moge sie zgodzic,nie,albo ktos jest brzydki albo ladny,waga nie ma tu nic
                                    do tego,znam kilka osob z nadwaga ladniutkich,zadbanych,zreszta uroda to rzecz
                                    wzgledna,jednemu podoba sie to,drugiemu tamto.
                                    i fajnie ze kupilas sobie krem,ze zamiast kupowac jedzenie,zainwestowalas w
                                    siebie,w polepszenie sobie samopoczucia.
                                    > Na studiach jak sie wyprowadzilam, ciagnelam diete jeszcze 4 tygodnie, do
                                    > pierwszego obzarstwa w nowym mieszkaniu - rok temu, tuz przed Swietami, dzien
                                    > przed wyjazdem.
                                    >
                                    > Tu ciagnelam az 4 miesiace. Dlatego, ze wieksza zmiana? Nalozylam sobie juz
                                    > schemat, przyzwyczailam sie do zycia tu, wiadomo, ze moj pokoj to nie
                                    miejsce,
                                    > w ktorym trzymam czekolady w szafkach, wiadomo, ze wolny czas to nie
                                    wyciaganie
                                    >
                                    > tych czekolad... i zepsulam to, po prostu.
                                    nie zepsulas,co najwyzej pojawila sie drobna usterka,ktora da sie naprawic,masz
                                    zycie przed soba mostena.
                                    moze to mialo cie czegos nauczyc?
                                    moze nie tedy droga?
                                    pozdrawiam
                                    • mostena Re: waga to nie twoj problem 23.11.04, 21:15
                                      > nie moge sie zgodzic,nie,albo ktos jest brzydki albo ladny,waga nie ma tu nic
                                      > do tego,znam kilka osob z nadwaga ladniutkich,zadbanych,zreszta uroda to
                                      rzecz
                                      > wzgledna,jednemu podoba sie to,drugiemu tamto.

                                      No przeciez wiem, wlasnie an tym polega problem. Ze mnie sie podoba TO.

                                      > i fajnie ze kupilas sobie krem,ze zamiast kupowac jedzenie,zainwestowalas w
                                      > siebie,w polepszenie sobie samopoczucia.

                                      Ale ja NIE KUPUJE sobie jedzenia... Oto tez chodzi.
                                      ---

                                      Coz. Przestaje smecic, bo to nie ma sensu. Poniewaz myslenia najwyrazniej nie
                                      zmienie (nie sama), wracam do rygoru, ze tak powiem. Scislego. Wczoraj sie nie
                                      objadlam, dzisiaj tez nie. Jutro tez sie pewnie nie objem. A jak objem, to mnie
                                      zastrzelcie. Plaszczyk mi sie nie dopnie w biuscie (nie wiem, czy jeszcze sie
                                      dopina...) i nie bede miala w czym jechac.

                                      pozdrawiam Was, i dziekuje, naprawde jestescie kochane:))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka