wdowiec33
24.11.23, 11:29
Witam. Mam 33 lata i zostałem wdowcem.
Prowadziłem piękne życie z Żoną, byliśmy 15lat parą, od kilku małżeństwem. mieliśmy dom, dobre prace, spełnialiśmy marzenia, non stop podróżowaliśmy.
Z racji pracy często się mijaliśmy w ciągu tygodnia, jednak nadrabialiśmy wspólny czas prowadząc dom, oraz podrózując.
Byłem przyzwyczajony, że czasami nie widzimy się 2-3 dni, bo Żona jeździła w delegacje.
1,5 miesiąca temu Żona wracajàc z delegacji zadzwoniła żebym po Nią przyjechał, bo się źle czuje. Wytłumaczyłem, że dojadę za kilka godzin bo była daleko, wsiadłem w auto i pędziłem, a Żonie kazałem zadzwonić na pogotowie. Zabrali ją do szpitala, dojechałem, robili badania, zdecydowali się na operację, jednak po kilku godzinach zmarła.
Byłem przy niej, ale to był taki szok, że myślałem że to film, że zaraz się obudzę, a koszmar się skończy. Niestety. Z dnia na dzień Odeszła zostawiając wszystko, w tym mnie.
Rozpacz jest nie do opisania, tęsknota i szukanie odpowiedzi co można było zrobić inaczej, co poszło nie tak.
Piszę tutaj, bo chciałbym się dowiedzieć jak inni radzili sobie z takim przeżyciem.
Chodzi mi o to, że nie mogę ciągle w to uwierzyć, ciągle czekam aż wróci, aż zadzwoni. Miewam dni lepsze i gorsze, często łapie się na tym, że chcę coś się Jej poradzić, o coś zapytać, tak jakby nic się nie stało.
Rodzina mnie wspiera, mówią mi, że muszę w końcu uwierzyć, ale psycholog wyjaśnił mi, że może tak być, że mózg będzie bronił organizmu, nie dopuszczając tej informacji.
Czy takie przeżywanie jest normalne? Czy coś ze mną jest nie tak?
Są dni, kiedy normalnie śpię, normalnie funkcjonuję, a są noce bezsenne, dni rozdygotane.
Nie jestem czasami w stanie płakać, modlić się, bo tal bardzo w to nie wierzę.
Jak to wytłumaczyć?