ettrich
03.12.04, 08:25
Emile Cioran
Ta pokusa [wiary] była we mnie czymś stałym, ale jednak zbyt głęboko byłem
już przeżarty sceptycyzmem. W sensie teoretycznym, ale również z racji mego
temperamentu. [...] Jakiś zew religijny, w gruncie rzeczy bardziej mistyczny
niż religijny, zawsze się we mnie odzywał. Uzyskanie wiary jest dla mnie
niemożliwością, podobnie jak niemożliwością jest, bym nie myślał o wierze.
Zawsze jednak górę bierze negacja. Jest we mnie jakby negatywna, przewrotna
rozkosz odmowy. Przez całe życie krążyłem między potrzebą uwierzenia i
niemożnością uwierzenia. Oto przyczyna, dla której tak interesowali mnie
ludzie religijni, święci, ci, którzy za swoją pokusą poszli aż do końca.
Jeśli o mnie idzie, musiałem dać za wygraną, bo zdecydowanie nie jestem
stworzony do wiary. Usposobienie mam takie, że negacja zawsze była u mnie
silniejsza niż afirmacja. Można to uznać za demoniczny aspekt mojej natury.
Zresztą z tegoż powodu nigdy nie potrafiłem uwierzyć głęboko w cokolwiek
bądź. Owszem, chciałbym, ale nie mogłem
---------------------------------------------------------------
Czy to odosobniony przypadek?
Przypuszczam, że częsty, ale
wątpię, aby ktoś potwierdził
moje przypuszczenie