Dodaj do ulubionych

nauczyć się żyć samemu

IP: 217.30.131.* 15.05.02, 17:11
Podobno żeby umieć być z kimś, trzeba się najpierw nauczyć żyć samemu. Myślę,
że to prawda, bo jeśli człowiek boi się samotności, to nigdy nie będzie
wiedział, dlaczego tak naprawdę jest z daną osobą (może dlatego, że nie umie
być sam?) i nie zbuduje dobrego związku. Mam więc pytanie - jak nauczyć się być
samemu? Niedawno rozleciał mi się kolejny związek i jest mi teraz tak
okropnie ... pusto :( Nie piszcie, że trzeba się czymś interesować poza
facetami, bo ja naprawdę mam pasje i nie jestem kobietą, która żyje tylko dla
mężczyzny, ale to nie zmienia wiele - dalej czuję przerażenie na myśl o
samotnym weekendzie, o telefonie, który nie zadzwoni itd. Jak się nauczyć
widzieć wartość w swojej samotności i cieszyć się nią? Może Wy wiecie?
Obserwuj wątek
    • Gość: Melba To łatwe IP: *.chello.pl 15.05.02, 17:27
      To nie jest takie trudne. Trzeba uświadomić sobie, jak bardzo ważna TY jesteś,
      że jesteś całym swoim światem i dopóki TY żyjesz, swiat się kręci. Rodzina,
      przyjaciele, znajomi, kochankowie...mogą odejść (zaraza morowa ;)), a TY
      zostaniesz ze sobą aż do końca.
      Możesz wyobrażać sobie siebie totalnie spełnioną i szcęśliwą i czy będzie to
      nagroda Nobla, czy największy orgazm w zyciu, wyobraź sobie, że już to masz, że
      Ci się spełniło i "tamta TY" daje Ci silę, wsparvie, rady. I pamiętaj,
      cokolwiek robisz, bądź wręcz zarozumiała na swoim punkcie, bo TY jesteś
      przecież najważniejsza!!!
      Czsem ja zastanawiam się, że amm tak cudowną miłość i wspaniałego partnera ale
      potem mówię sobie - no jasne, przecież jestem naj na całym świecie, więc
      musiałam spotkać tego naj faceta. :)Dodam tylko, że ten facet i sporo innych
      przemian w życiu zdarzyły mi się własnie gdy...nauczyłąm się żyć samej ze sobą,
      kochać i podziwiać siebie. I może ten post na to nie wygląda, ale woda sodowa w
      wyniku tego nie uderzyła mi do głowy :) Powodzenie, najwspanialsza kobieto
      świata(o oczywiście zaraz po mnie :))
      • dalla Re: Do Melby 15.05.02, 20:36
        czyli po prostu "pokochaj siebie", czyz nie?

        A mozesz powiedziec, jak to zrobilas? Bo mowic sobie mozna rozne rzeczy, ale
        jak w nie uwierzyc? Latwiej przekonac otoczenie niz siebie....
      • roseanne poznaje ta lekcje 15.05.02, 22:02
        to bylo w "Idzie Sierpniowej"
        • Gość: Melba Do Dalla i roseanne IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.05.02, 22:24
          W Idzie? Kurcze, muszę odświeżyć :)Dallo, to nie dokładnie tak, że "pokochaj
          siebie"DLA MNIE, podkreślam DLA MNIE to shit niewiele działający, zaśmiecający
          półki w księgarniach. Jak to zrobiłam? Ja motywuję się NEGATYWNIE z reguły.
          Naszło mnie to kiedyś tak, jak opisywałam - moge znaleźć się an końcu świata,
          rodzina odejdzie, mąż zostawi, dzieci założą sobie kolonię na księżycu a ja
          będę, będę, będę...Jestem jedyną osobą z którą spędzam KAŻDĄ chwilę, więc
          postarałam się być jak najbardziej zadowolona z teh istotki. Gadam do siebie,
          opieprzem się, przekonuję i nie, nie jestem świrnięta. Myślę o swoich wadach
          jak o zaletach - upór = konsekwencja itp. i...otaczam się ludźmi. I wiecie co?
          Oni mnie lubią! M. zakochał się we mnie, kiedy ja się zakochałam w sobie. Aha,
          mam jeszcze cudowną siostrę, jesteśmy totalnie uzależnione od siebie i jedna
          traktuje drugą jak ósmy cud świata. Skoro ktoś może mnie TAK kochać, to ja
          chyba na to zasługuję, prawda...?
          I tak dalej, polecam myślenie tym torem. Afirmacje? Niestety, co rano stawałam
          przed lustrem i mówiłam sobie : jesteś wysoka, jestś wysoka i co ? Dalej 165
          cm ;)
          Na każdego jest pewnie inny haczyk. Polecam NLP, bo właśnie w nim siedzę po
          uszy i jestem jeszcze szczęśliwsza i pełniejsza optymizmu.
          Powodzenia, wspaniałe kobiety.
          Choc pewnie najwspanialsza jest kicia, prawda, roseanne?
          • dalla Re: Do Melby 15.05.02, 22:43
            Probowalam NLP, gdzies tak okolo pol roku, ale jakos nie bardzo na mnie
            dzialalo. Masz jakies namiary w Warszawie - bo stamtad piszesz...?
            • Gość: Melba Dalla IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.05.02, 22:46
              Skończyłam właśnie kurs Practitioner, a poza tym mogę polecić Ci swoją
              ternerkę, ciekawa osoba, no i "odfobiowała" mi tatkę :)Chcesz tu czy na priv?
              • dalla Re: Melba 16.05.02, 02:14
                Poprosze na priva i moze jeszcze kilka szczegolow, bo bardzo mnie to
                interesuje. Ale to juz sie popytam mailowo :)
    • novia Re: nauczyć się żyć samemu 15.05.02, 20:49
      Mysle, ze masz absolutna racje twierdzac, ze trzeba byc najpierw ze soba
      dopiero pozniej z kims. Kiedys, przed laty nie umialam za dobrze radzic sobie z
      samotnoscia. Jestem ekstraweryczka potrzebuje ludzi wokol siebie.
      Rozpoczelam "bezplatny kurs" jaki otrzymalam od zycia i musze powiedziec, ze
      udalo sie. Dzis umiem zyc ze soba, a przez to potrafie jeszcze lepiej zyc z
      innymi i wsrod innych. Ciezka to byla praca, mozolna, zakonczona jednak
      sukcesem. Obecnie potrafie "dawkowac" sobie bycie sama, dawkowac swoja
      samotnosc i czuc sie spelniona. Odzyskalam upragniony i wyteskniony spokoj
      wewnetrzny, ktory jest niezbedny do normalnego funkcjonowania.
      novia
      • novia Re: nauczyć się żyć samemu 15.05.02, 20:51
        Nie dopisalam pytania: Lilly, czy pytasz o metody? W jaki sposob mozna osiagnac
        taki stan?
        novia
    • kwieto Dobre cwiczenie na poczatek 15.05.02, 20:58
      Kiedys zetknalem sie z takim cwiczeniem. Otoz chodzilo o to, zeby kazda rzecz
      robic tak, jakby sie bylo wraz z "czcigodnym gosciem" - czyli, nawet kiedy
      jestes sama, dbaj o siebie, ubieraj sie ladnie, rob wszystko tak, jakby zawsze
      i wszedzie byl z Toba ktos, kogo bardzo szanujesz... A kiedy wejdzie Ci to juz
      w krew, wystarczy zapytac sama siebie: "kto jest owym czcigodnym gosciem?" :"))
      • rona1 Re: Dobre cwiczenie na poczatek 15.05.02, 21:37
        To ciekawe co piszesz Kwieto. Myslisz ze traktowanie siebie w taki sposob moze
        zmienic nasze wewnetrzne przekonanie o swoim poczuciu wartosci? Ty tak robisz? Bo
        ja gdy jestem sama to w ogole nie dbam o siebie:-( WLasnie stwierdzilam ze jesli
        sie ladnie ubieram to chyba tylko dla innych.

        kwieto napisał(a):

        > Kiedys zetknalem sie z takim cwiczeniem. Otoz chodzilo o to, zeby kazda rzecz
        > robic tak, jakby sie bylo wraz z "czcigodnym gosciem" - czyli, nawet kiedy
        > jestes sama, dbaj o siebie, ubieraj sie ladnie, rob wszystko tak, jakby zawsze
        > i wszedzie byl z Toba ktos, kogo bardzo szanujesz... A kiedy wejdzie Ci to juz
        > w krew, wystarczy zapytac sama siebie: "kto jest owym czcigodnym gosciem?" :"))

        • kwieto Re: Dobre cwiczenie na poczatek 15.05.02, 22:39
          No wlasnie - "kiedy jestem sama to o siebie nie dbam". A w koncu dla kogo
          wlasciwie zyjesz? Dla innych? czy dla siebie? Dlaczego wiec traktujesz sie
          gorzej niz innych? (no bo skoro dbasz o siebie tylko przy innych to
          oznaczaloby, ze Ty sama w sobie na to nie zaslugujesz)

          A juz najgorzej jest, jesli dajesz sie niektorym osobom lepic jak plastelina.
          Chodzi o taka sytuacje, kiedy jestes w stanie, dla jakiejs osoby, na kazde
          wlasciwie jej skinienie rzucic wszystko i zmienic totalnie swoje plany,
          poswiecajac spotkania z przyjaciolmi, dawno umowione wizyty i tak dalej...
          To tez jest taki przejaw traktowania sie jak osobe gorsza, ktora musi sie
          starac, by "zasluzyc" na wzgledy owej osoby. Brrrr
          • rona1 Re: Dobre cwiczenie na poczatek 16.05.02, 21:38
            Kwieto masz racje. Od dzis dzieki temu co napisales bede przebywac przez 24
            godziny na dobe w towarzystwie "czcigodnego goscia". Chociaz to bedzie strasznie
            truuuudne dla mnie i na sile. Bo nie mam o sobie zbyt dobrego zdania i nie czuje
            sie tak.

            • kwieto Re: Dobre cwiczenie na poczatek 16.05.02, 21:47
              Coz, mam nadzieje, ze Ci sie uda :"))
              Jesli nie bedzie na poczatku wychodzic, to sie nie przejmuj, nikomu to chyba
              nie wyjdzie, tak permanentnie sie szanowac ;"))
    • debe Re: nauczyć się żyć samemu 15.05.02, 21:57
      Watro nauczyc sie "zyc samemu" nie ze wzgledu na to zeby umiec byc z kims.
      Dla samego siebie przede wszystkim.
      Kochac i szanowac siebie. Nie zawsze trzeba sie tego uczyc. Znam wiele osob,
      ktore to "wyniosly" z domu, znam inne, ktore sie same nauczyly, lub ucza. Znam
      tez takie, ktore pewnie do tego nigdy nie dojda.
      Najwazniejsze, to chyba chciec. Zdac sobie sprawe, ze naprawde ja jestem
      najwazniejsza/y.
      Przyklad Kwieto fajny.
      Pamietam, jak jeszcze za dawnych czasow, mieszkalam sama, i potrafilam dla
      sibie tylko przygotowac i pieknie podac obiad + dobre winko. I zajadac sie nim,
      siedzac pzry stole w dresach i starej bluzie. Bo tak wlasnie lubie...
    • trzcina Re: nauczyć się żyć samemu 15.05.02, 22:02

      Trudno zaczynać naukę bycia samemu, kiedy właśnie wyrwano Ci podłogę spod stóp.
      Tak jest w takim "pusto", o którym piszesz, po związku. Trzeba zacząc od
      podłogi. Żeby ona była, kiedy ktoś będzie i kiedy nie bedzie nikogo. Na
      początek pewnie to, o czym pisze Melba - stać się ważną dla siebie. Odnaleźć
      to, co ważne dla Ciebie. Jeśli już takie sprawy, ludzi masz, to start
      nienajgorszy:) I pomyśl sobie, że masz ten czas darowany na to właśnie, żeby
      coś nowego budować w sobie. To może być piękny czas.
      • Gość: Melba Trzcino...? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.05.02, 22:32
        A co myślisz o popytaniu o parę rzeczy samej siebie? Pamiętacie "złote myśli"?
        Zrobić sobie samemu "100 pytań do...MNIE" i właśnie pobyć ze sobą. Bo pewnie po
        związku ma się zatarte granice i nie do końca wie, co moje, co jego we mnie...
        (właśnie wrzucam grzybki do zupki, bo M. tak lubi, choć ja nie bardzo :)) I
        może to ważne, żeby na początek przypomnieć sobie, że ja właśnie lubię zupkę
        bez grzybków i stepowanie przy kominku :) A skoro to lubię, to juz mam jakiś
        punkt zaczepienia. I rozpieszczać siebie koniecznie i zachwycać się sobą, w
        końcu każda ma to COŚ, czego zazdroszczą jej inne...
        • trzcina Melbo... 15.05.02, 22:38
          Pytać siebie? Koniecznie, zwłaszcza jeśli pusto, od czego wtedy zaczynać, jak
          nie od pytań? A jak pełno, pytania tez nie zaszkodzą. Pytań jest tyle, że od
          razu się puste wypełnia, a pełne dopełnia, nie? A już, jak na ślad odpowiedzi
          się trafi...Ech, życie wreć zaczyna...
      • Gość: Lilly Re: nauczyć się żyć samemu IP: 62.87.145.* 15.05.02, 22:43
        Dziękuję Wam wszystkim za rady!
        Być dla siebie najważniejszą, wierzyć w swoją wyjątkowość - ciągle nad tym
        pracuję, a ten zakończony związek bardzo mi pomógł docenić siebie, mimo że się
        skończył - taki mały paradoks. Patrzeć na siebie z perspektywy świetlanej
        przyszłości - będę pamiętać! Dbać o siebie, jakby ktoś ważny był obok -
        zobaczymy, czy wrodzone lenistwo się nie odezwie :). Robić dla siebie miłe
        rzeczy i uczyć się być samą, żeby było mi lepiej, a nie żeby umieć być z kimś -
        to chyba dobre podejście. I wszystko traktować jak lekcję - przecież
        nieskomplikowane życie jest nudne i nie prowadzi do rozwoju, prawda?
        Ciekawe czy jutro budząc się rano pomyślę znowu z przerażeniem: "Boże, ja nie
        chcę być sama". A jeśli jutro się nie uda, to może pojutrze?
        Gdybyście jeszcze znali jakieś sposoby (najlepiej z autopsji), to zachęcam do
        pisania.
        I pozdrawiam :)
        • Gość: Melba Lilly a może by tak? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.05.02, 22:50
          CZEŚĆ MALEŃKA!!!
          ??????????????? :):):):):):):)
        • Gość: INE Re: nauczyć się żyć samemu IP: 212.160.93.* 17.05.02, 16:48
        • Gość: rudaczek Re: nauczyć się żyć samemu IP: 212.160.93.* 17.05.02, 16:51
          pozdrawiam cie serdecznie ja tez jestem sama od 2 dni - przerabiam to nie
          pierwszy raz i wiem tez nie pierwszy raz ze najwazniejsze to znowu od poczatku
          pokochac siebie i nauczyc sie sama wszystkiego znowu od poczatku, na poczatek
          wzielam sobie kota ;-) niewiele pomaga ale troszke jednak :-)
          • Gość: Lilly Re: nauczyć się żyć samemu IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.05.02, 17:12
            Dzięki za wsparcie. Chyba właśnie przechodzę kryzys :( Może to wina
            zbliżającego się weekendu?
            Najgorsza w tym wszystkim jest świadomość, że znowu nie wyszło... Wiem, co
            powiecie - wysokie poczucie własnej wartości buduje wewnętrzne przekonanie, że
            następnym razem się uda, bo przecież jestem świetna, więc nie może być inaczej.
            Może kiedyś się uda, ale dlaczego to nie może być już teraz?!
            Niestety jestem uczulona na sierść kota, ale pomyślę, jak się w ten weekend
            inaczej pocieszyć.
            Aha, chciałam dziś rano po przebudzeniu powitać się słowami "Cześć, maleńka!",
            ale o ile dobrze pamiętam było to raczej: "Cholera, czy to słońce musi razić
            mnie w oczy?!!" Oj, dużo pracy przede mną :)
            Pozdrawiam!
            • kwieto Na marginesie 17.05.02, 17:26
              Hmmm... jesli masz sie uczyc zyc samemu tylko po to, by "nastepnym razem sie
              udalo" to chyba sie nie uda. Bo caly czas podtekst jest taki, ze MUSISZ miec ta
              druga osobe. wiec - co to za bycie samemu? Zrezygnujesz z niego natychmiast gdy
              pojawi sie pierwsza okazja na bycie z kims - nie wazne czy bedzie to ktos
              naprawde odpowiedni, czy "lepszy taki niz zaden".

              Sek w tym, jak sie nauczyc byc ze soba i radzic sobie pomimo tych wszystkich
              "znowu nie wyszlo" - traktowac je tak jak przegrana partyjke szachow - po
              prostu odwracasz szachownice i grasz dalej.
              • Gość: Lilly Re: Na marginesie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.05.02, 17:43
                Pewnie jest trochę racji w tym, co piszesz, ale to nie jest tak, że ja MUSZĘ z
                kimś być, tylko CHCĘ. Mam sobie wmawiać, że nie chcę jak chcę? Przecież
                większość ludzi do tego dąży. Nie chodzi mi o to, żeby się przemienić w kobietę
                samotną z wyboru, ale nauczyć się doceniać to, co mam - teraz samotność. I nie
                traktuję bycia z kimś jako wyznacznika mojej wartości, choć może z tych moich
                postów można odnieść takie wrażenie. Ech, sama już nie wiem, o co mi chodzi ...
                • kwieto Re: Na marginesie 17.05.02, 17:49
                  Oczywiscie to MUSZE jest troche przerysowane. Natomiast problem polega na tym,
                  ze jeli nauczenie sie byc ze soba sama traktujesz tylko jako praktyke "do
                  nastepnego razu" to podstawowe zalozenia sa troche nie takie. Moze sie czepiam,
                  ale tak mi sie wydaje, ze idea nauczenia sie bycia samemu ma sens jesli w ogole
                  "zapomnisz", ze mozna byc z kims. I jesli wtedy bedziesz potrafila byc
                  szczesliwa, to bycie z kims nie bedzie realizacja jakichs potrzeb, a raczej
                  swiadomym wyborem. Natomiast jesli to ma byc na starcie traktowane jako
                  rozwiazanie "na chwile" to troche watpie, ze sie uda...
                  • Gość: Lilly Re: Na marginesie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.05.02, 18:01
                    Faktycznie moje "chcenie" bycia z kimś może zniweczyć naukę bycia samemu, bo
                    nigdy nie zaakceptuję tego drugiego stanu marząc o pierwszym ... Może nie będę
                    się zastanawiać nad tym wszystkim tak bardzo - po prostu teraz jestem sama i
                    postaram się, żeby było mi z tym dobrze, a co będzie później to będzie. Taki
                    mały kompromis :)
                    Dzięki!
        • debe Re: nauczyć się żyć samemu 17.05.02, 17:23
          Lilly,
          nie chce Cie dolowac, ale, przynajmniej u mnie, nie ma takiego przekonania ze
          musi sie udac. Wrecz przeciwnie. Zdaje sobie sprawe, ze wiele rzeczy moze sie
          nie udac. Tylko, ze to mnie nie doluje.
          Po prostu mam prawo do bledow, do podejmowania zlych decyzji, wiem, ze moge sie
          pomylic. Moze bede wtedy zla na siebie, (czasami jestem), ale nie zdarza mi sie
          zalowac..., ze wszystkiego mozna sie czegos tam nauczyc, z niepowodzen tez..
          pozdrawiam
    • Gość: Andrzej Re: nauczyć się żyć samemu IP: *.unl.edu 15.05.02, 22:29
      Gość portalu: Lilly napisał(a):

      > Podobno żeby umieć być z kimś, trzeba się najpierw nauczyć żyć samemu. Myślę,
      > że to prawda, bo jeśli człowiek boi się samotności, to nigdy nie będzie
      > wiedział, dlaczego tak naprawdę jest z daną osobą (może dlatego, że nie umie
      > być sam?) i nie zbuduje dobrego związku. Mam więc pytanie - jak nauczyć się być
      >
      > samemu? Niedawno rozleciał mi się kolejny związek i jest mi teraz tak
      > okropnie ... pusto :( Nie piszcie, że trzeba się czymś interesować poza
      > facetami, bo ja naprawdę mam pasje i nie jestem kobietą, która żyje tylko dla
      > mężczyzny, ale to nie zmienia wiele - dalej czuję przerażenie na myśl o
      > samotnym weekendzie, o telefonie, który nie zadzwoni itd. Jak się nauczyć
      > widzieć wartość w swojej samotności i cieszyć się nią? Może Wy wiecie?

      Do tego potrzebna jest swiadomosc, ze tak naprawde to jestesmy zawsze sami.
      Wystarczy chciec to polubic.
      pozdr, Andrzej.
      • Gość: Lilly Re: nauczyć się żyć samemu IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.05.02, 17:23
        Wiesz, Andrzeju, ja lubię być czasem sama, nawet tego potrzebuję, ale nie chcę,
        żeby tak było zawsze, bo wtedy nikt by mnie nie przytulał :(
        A jeśli chodzi o bycie samemu w głębszym rozumieniu, to znaczy w ostatecznym
        rozrachunku, bo przecież umieramy sami (chyba o to Ci chodzi), to jest to dla
        mnie argument przeciwny - trzeba tym bardziej się starać być blisko innego
        człowieka, tak blisko jak to tylko jest możliwe. Ale może się mylę?
    • wredna2 Re: nauczyć się żyć samemu 17.05.02, 17:57
      No tak... mozna sie uczyc zyc samemu,wciaz od nowa , ale po co? Nie ma przeciez
      zadnej pewnosci, ze potem bedziemy umieli zyc z kims!

      Chyba ze nie mamy innego wyjscia i jestesmy sami... wrednie sami... ale wtedy
      jest to po prostu zwykly akt uprzyjemniania sobie naszego samotniczego zycia...!

      Nie chce sama dla siebie byc " szacowna osoba"! Wole nia byc dla kogos...

      To ze dbam o siebie na codzien, ze traktuje siebie jak " normalnego czlowieka" ,
      ze nie jestem "bylejaka" bo jem z talerza i uzywam dobrych perfum , bo kazde
      krzeslo na ktorym usiade " jest mnie godne"...to po prostu tylko wypadkowa moich
      cech, mojej kultury i wychowania! Tak samo zachowuje sie bedac z kims!

      Bo gdy tego nie mam w swojej psychice,raczej nie nabede ... nic z tego!!

      A Ci, co nie mieli czasu, szansy, mozliwosci... nauczyc sie zycia "
      samotniczego? bo na przyklad nie mieli dogodnych warunkow lokalowych???/ osobne
      mieszkanie... to przeciez bardzo istotny element tej calej nauki...!!!/ lub w
      wieku 18-19-20 lat los , bez pardonu, rzucil ich w objecia tego "kogos
      drugiego" , a na dodatek dolozyl jeszcze " kogos trzeciego... malutkiego?.

      Czy to znaczy, ze juz na starcie przegrali?

      Po co mnozyc przyklady ... wiadomo , ze zycie samemu jest inne , a zycie z kims
      to znow calkiem co innego. I z kazdym "kims innym " jest inne!

      Ale czy na pewno chodzi o samotne "wdzieczenie sie " przed lustrem do siebie, gdy
      nasze odbicie w nim jest jedynym naszym dobrym towarzystwem?
      Po co...jak lubie siebie, to czy sama czy z kims...

      A zwiazki rozpadaly sie i rozpadac beda, czy mielismy " warunki " czy nie by sie
      tego nauczyc... a wiecie dlaczego???
      Bo po prostu zwyczajnie nie umiemy zyc z ludzmi...powtarzajac wciaz z uporem, ze
      tak nam dobrze z samym soba...

      wrednie

      pozdrawiam..
      • debe Re: nauczyć się żyć samemu 17.05.02, 18:33
        ale tu chodzi wlasnie o to lubienie siebie...
        ja uczenia sie byc samemu nie utozsamiam z byciem samym.
        Nie zgodze sie, ze do tego trzeba byc samemu, ze trzeba mieszkac samemu.
        Mozna przeciez lubic siebie/albo sie tego uczyc majac meza, dziecko...
        A moze sie myle?
        Dla jednego w lubieniu siebie pomaga wdziecznie sie przed lustrem, dla innego
        nie ma to zadnego zwiazku. Wiadomo, kazdy jest inny..
        Chodzi chyba o to, zeby nie utozsamiac bycia samemu z"dopustem Bozym", a faktu,
        ze mam chlopa/meza jako recepte na szczecie.

        Racja, jak sie lubie, to sama czy z kims!!!
        Racja, ze nic nie gwarantuje powodzenia zwiazku...

        Ale dla wielu recepta na szczescie to chlopak, maz, lepsza praca, madrzejszy
        szef, lepszy samochod, i mozna by tak w nieskonczonosc..
        Tzn. jak bede mial/a to to bede szczesliwy, ale tak mozna przez cale zycie
        przeciez... a latka leca
        • wredna2 Re: nauczyć się żyć samemu 17.05.02, 18:52
          debe napisał(a):

          > ale tu chodzi wlasnie o to lubienie siebie...

          > Ale dla wielu recepta na szczescie to chlopak, maz, lepsza praca, madrzejszy
          > szef, lepszy samochod, i mozna by tak w nieskonczonosc..
          > Tzn. jak bede mial/a to to bede szczesliwy, ale tak mozna przez cale zycie
          > przeciez... a latka leca

          Wiesz...

          A moj byly szef tak kochal siebie samego , ze postanowil zaplacic 20 mln dolarow,
          zeby poleciec "sam ze soba" w podroz kosmiczna...
          Czy daloby mu to pelnie szczescia? Nie wiem i on tez nie wie, bo znalazl sie
          ktos, ktos dal wiecej...bo po prostu kochal sie jeszcze bardziej...

          wr.
          • kwieto Re: nauczyć się żyć samemu 17.05.02, 19:03
            Ale kochanie siebie samego nie polega przeciez na snobizmie!
            A poza tym, skad wiesz - moze on siebie nie kochal, i ta podroz w kosmos
            mialabyc swego rodzaju szpanem by powiedziec sobie: "jestem taki wspanialy, czy
            juz zasluzylem na to by byc szczesliwy?"
            Moze jego "wyskok" mial raczej uciszyc kompleksy?
            Skad wiesz...
            • wredna2 Re: nauczyć się żyć samemu 17.05.02, 19:11
              A jestes pewien, ze w wiekszosci przypadkow nie na snobizmie polega kochanie
              siebie? Bo ja nie! Ale moze dlatego, ze raczej nigdy nie mialam z tym problemow...

              A ten moj ex-szef...? Pewno, ze nie wiem czym sie kierowal... to zapewne miala
              byc jakas forma " uhonorowania siebie" , dowartosciowania siebie
              we wlasnych oczach ($)($)... wiec dokladnie takie wlasnie kokietowanie siebie
              przed lustrem , tyle ze za duuuuuuuze pieniadze...

              • kwieto Re: nauczyć się żyć samemu 17.05.02, 19:15
                Ale snobizm to jest "szpan" a szpan jest nie po to aby sobie zrobic
                przyjemnosc, tylko zeby pokazac znajomym, ze nas na cos stac, ze jestesmy tacy
                wspaniali/bogaci/niekonwencjonalni.

                A czy ktos, kto kocha siebie i zna swoja wartosc czuje potrzebe ciaglego
                udowadniania sobie i otoczeniu ze jest "wielki"? Nie sadze. Jesli znam swoja
                wartosc, mam do siebie "zdrowy stosunek" to nie musze niczego udowadniac. No i
                snobizm znika...
                • debe Re: nauczyć się żyć samemu 17.05.02, 19:36
                  moze byc tez tak, ze szef sie bardzo kocha, a na wycieszke po prostu chcial
                  sobie pojechac, a ze go stac, to dlaczego nie...
                  jezeli np. bylo to jego marzenie i nie szkoda mu pieniazkow...


                  Co do snobizmu, to wynika on chyba bardziej z niekochania siebie i proby
                  dowartosciowania, a nie z kochania. Jak Kwieto napisal, jesli znam swoja
                  wartosc, nie potrzebuje nikomu nic udowadniac; to jakie wrazenie zrobie na kims
                  (np.podroz w kosmos robi wrazenie na wielu z pewnoscia), po prostu mnie nie
                  obchodzi. Na zdaniu/opini ludzi, ktorym trzeba zaimponowac i tak mi nie
                  zalezy...
                • wredna2 Re: nauczyć się żyć samemu 17.05.02, 19:53
                  A czy czlowiek zawsze, w kazdych warunkach zyciowych zna wartosc wlasnej
                  egzystencji? A jak jest sam, samotny... to kto ma go dopieszczac, dowartosciowywac
                  Robi to sam tak, jak potrafi, jak go na to stac.

                  Bedac biedakiem np.gdy stac nas tylko na serwetke papierowa do ust, mozna miec
                  calkiem niezle mniemanie o sobie...mozna charakteryzowac sie cechami
                  psychicznymi, mentalnymi nieprzecietnymi , ale w naszym wlasnym mniemaniu...bo
                  rozrzut moze byc tu jak jak "z kalasznikowa..." kazdy swoje walory ma prawo
                  stawiac ponad to , co sadza o tym inni? Dopiero ktos z boku moze zrewidowac
                  nasze o sobie mniemanie i pojawia sie problem, jak chetnie zgodzimy sie z ta
                  ocena

                  A majac pieniadze i to duze pieniadze, nie zawsze musimy przeciez pozostawac w
                  sprzecznosci z samym soba...mozna sie cenic i rownoczesnie lubowac sie , kochac
                  sie w tych naszych pieniadzach.

                  Skoro mnie stac i skoro i tak swiata nie zbawie, wiec robie sobie przyjemnosc za
                  duze pieniadze. Wiec moze to nie zawsze tylko snobizm..

                  no tak..i znowu kolo sie " skwadracilo"
                  • kwieto Re: nauczyć się żyć samemu 17.05.02, 20:00
                    No dobrze, ale ja nie widze niczego zlego w uleganiu wlasnym zachciankom. No bo
                    jesli mam ochote pojsc do kina, czy poleciec w kosmos, to dlaczego nie?
                    Naprawde, z wielka checia bym w kosmos polecial. Pytanie po co to robie. Jesli
                    robie to by imponowac, cos "udowodnic" - to gdzies w podtekscie mamy kompleksy.
                    A jesli jestem wolny od takich podtekstow, po prostu chce sobie sprawic
                    przyjemnosc - to co w tym zlego?
                    • wredna2 Re: nauczyć się żyć samemu 17.05.02, 20:42
                      ufffff......

                      wr.
                      • kwieto Re: nauczyć się żyć samemu 17.05.02, 21:05
                        ...fffffffu

                        A o co my sie wlasciwie klocilismy?
                        • wredna2 Re: nauczyć się żyć samemu 17.05.02, 21:14
                          My sie klocilismy? My?????

                          Kurcze .. to jak to jest jak rozmawiamy ze soba spokojnie?

                          ale musza byc "flaki z olejem.."

                          :)))


                          • kwieto Re: nauczyć się żyć samemu 17.05.02, 21:24
                            Spieralismy, jesli wolisz :"))
                  • debe Re: nauczyć się żyć samemu 17.05.02, 20:03
                    ale jak ktos z boku bedzie nas rewidowal, to zawsze robi to ze swojego punktu
                    widzenia, czyli wg wlasnych wartosci, pragnien itp.
                    a przeciez te wartosci moga i bardzo czesto sie roznia, wiec co wnosi ocena
                    innych? a jak jeszce dochodzi zdanie kilku osob, to w ogole mozna chyba
                    zwariowac.

                    wiadomo, pieniazki dobre sa, tez by mi sie troche przydalo. Ale czy wtedy bede
                    bardziej sie lubiec?
                    Z pewnoscia pozwole soboe na wiele rzeczy, ktore chcialabym, al teraz mnie nie
                    stac.
                    Ale to cala roznica. Jesli siebie nie lubie, to watpie czy gory kasy mi pomoga..
    • Gość: ida Re: nauczyć się żyć samemu IP: *.csk.pl 17.05.02, 18:30
      Gość portalu: Lilly napisał(a):

      > Podobno żeby umieć być z kimś, trzeba się najpierw nauczyć żyć samemu. Myślę,
      > że to prawda, bo jeśli człowiek boi się samotności, to nigdy nie będzie
      > wiedział, dlaczego tak naprawdę jest z daną osobą (może dlatego, że nie umie
      > być sam?) i nie zbuduje dobrego związku.


      jest jeszcze inny problem -gdy już nauczysz sie żyć sama, to krąg osób, z którymi
      będziesz umiała być, znacznie się zawięzi.

      Bo bedziesz już dobrze wiedziała DLACZEGO nie umiałabyś być z tą czy inna
      osoba...

      I nie będziesz w ogóle się chciała pakować w taki związek, tylko po to żeby się
      dowiedzieć, że jest tak jak myslisz...
      • kwieto Re: nauczyć się żyć samemu 17.05.02, 18:33
        Gość portalu: ida napisał(a):


        > jest jeszcze inny problem -gdy już nauczysz sie żyć sama, to krąg osób, z który
        > mi
        > będziesz umiała być, znacznie się zawięzi.
        >

        Ale za to krag znajomych raczej sie rozszerzy. A i nie sadze, zebys plakala za
        tymi, z ktorymi nie chcialabys byc...
        • Gość: ida Re: nauczyć się żyć samemu IP: *.csk.pl 17.05.02, 18:49
          kwieto napisał(a):

          > Ale za to krag znajomych raczej sie rozszerzy. A i nie sadze, zebys plakala za
          > tymi, z ktorymi nie chcialabys byc...

          Zgadza się.
          Powinnam była napisać bardziej dosadnie, że wtedy wszelkich "popaprańców" wyczuwa
          się na kilometr... I odpowiednio szerokim łukiem omija, a nie płacze...

    • amalfi Re: nauczyć się żyć samemu 19.05.02, 21:13
      Życie samemu wbrew pozorom nie jest ani takie przykre ani trudne.
      Wystarczy pewna dawka egoizmu. Zawsze jest coś, jakieś zajęcie, które lubię
      szczególnie. Wolny weekend to własnie taka pora, gdzie robię to, na co mam
      ochotę. Nic nie robienie - to też jakieś zajęcie, szczególnie po ostro
      przepracowanym tygodniu.
      Gdy dokucza brak rodziny, brak mężczyzny/kobiety - wystarczy popatrzeć na
      znajomych - ile wśród nich jest szczęśliwych par?? Ile żyje tylko dla dzieci?
      Czasami patrząc dookała cieszę się, że nie mam problemów i mogę patrzeć z
      filozoficznym dystansem na życie.
      Czasami warto pomyśleć, jak może wyglądać moje życie za 5, 10, 20, 50 lat.. w
      wersji optymistycznej i pesymistycznej.
      W każdym przypadku należy robić to, co się lubi. To zawsze pomaga.
      Pozdrawiam.
      A.


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka