Gość: Ania
IP: 80.227.103.*
27.12.04, 10:02
Prosze o pomoc, opinie, bo sama nie umiem sobie z tym poradzic... W czasie
wakacji maz wyjechal na urlop (ja zostalam w domu, bo mamy malutkie
dziecko). Na urlopie poznal kobiete, ktora wyznala mu milosc. Po
przyjezdzie z urlopu telefony do niej sie nie urywaly, o czym ja dowiedzialam
sie dopiero kilka m-cy pozniej. Sam przyszedl do mnie, rozplakal sie i
wyznal, ze wydzwanial do tej kobiety, a powodem tych telefonow byl zal jaki
czul do niej (ona ponoc popadala w histerie, dramatyzowala, plakala...). Ale
twierdzil, ze absolutnie nic miedzy nimi sie nie wydarzylo - zadnych
kontaktow fizycznych, nigdy nic nie czul do niej poza tym, ze bylo mu jej
strasznie zal. Ona wiedziala, ze on ma rodzine - malutkie dziecko i dalej
drazyla. Maz wydal absolutnie fortune na telefony - dzwonienie za granice po
kilka godzin na dobe (mowimy o kilku dobrych tysiacach zlotych miesiecznie).
Czy moge mu wierzyc? Czy przebaczyc? Nie jestem pewna, czy tak naprawde
miedzy nimi nic sie nie zdarzylo. Musze zaznaczyc, ze jestesmy razem od 5-
ciu lat i zawsze ufalam mu 100%-wo: uwazalam go za wspanialego, dobrego,
uczciwego mezczyzne, bylismy przyjaciolmi i dlatego to, co sie stalo tak
bardzo boli. Jakie sa granice zdrady - przebaczania? Czy moze popadam w
paranoje - on twierdzi (i przyjaciele, ktorych wciagnelismy do tej sprawy,
zeby nam pomoc z tego wyjsc), ze naprawde nic sie nie wydarzylo, przyznaje
sie do bledu (wydzwaniania do tej kobiety), ale twierdzi, ze ja 'z igly robie
widly'. A ja czuje sie oszukana, zaufanie zniknelo i ciagle mam w glowie
wizje jego dzwoniacego do tej kobiety godzinami o kazdej porze dnia i nocy.
O czym rozmawiali. Czy to bylo tylko uczucie zalu?
Prosze o opinie osob postronnych. Absolutnie nie prosze, abyscie mi
powiedzieli co robic, ale tylko prosze o opinie.