Dodaj do ulubionych

Problemy romantycznej duszy

30.12.04, 13:24
Czy romantyzm pomaga w życiu czy szkodzi?trudno mi wypośrodkować między
romantyczną naturą-życie w własnym świecie,swoich myślach i
wyobrażeniach,tajemniczością ,a obowiązkowością,prozą życia.ostatnio w
internecie natknęłam się na adres dawnego znajomego,którego darzyłam
sympatią,a który ledwo mnie zauważał,nie widziałam go 10 lat,napisałam do
niego list,lecz nie przyznałam się,że to ja,obawiałam się,że nie będzie
chciał ze mną rozmawiać.on bardzo chętnie podjął korespondencję,świetnie się
nam rozmawia przez net na tematy psychologiczne,życiowe,dużo mówimy o
przemijaniu.boję się przyznać ,kim jestem,a jednocześnie wiem,że mu się to
należy,czuję,że go oszukuję,jeśli zależy mi na nim,powinnam nawiązać normalny
kontakt,w necie dla niego jestem tajemniczą, inteligentną ,piękną i wrażliwą
panią x,to prawda,ale życie już nie jest tak romantyczne-człowiek nie zawsze
korzystnie wygląda,nie zawsze ma błyskotliwe odpowiedzi,musi pracować,jeść,ma
problemy-to też prawda.boję się,że jak pokażę mu jaka jestem w prozie
życia,nastąpi koniec tej pięknej aury,duchowego porozumienia,jaki mamy w
necie:(

nie oczekuję rad,lecz proszę o trzeźwy osąd sytuacji,własne zdanie
forumowiczów nt.romantyczności,jak ją pogodzić z prozą życia.to dla mnie
ważne.
Obserwuj wątek
    • morelowo_brzoskwiniowa Re: Problemy romantycznej duszy 30.12.04, 13:37
      Romantyczność dodaje życiu uroku, ale na pewno nie jest zbyt praktyczna.
      Czasami trudno coś wypośrodkować, czasami romantyczność może przytłaczać...
      Wiesz, 10 lat to ponad 3500 dni, w ciągu których mogło się wiele zdarzyć. To,
      że ten ten mężczyzna nie był wtedy Tobą zainteresowany, nie znaczy, że teraz
      też nie jest... Jeśli nie spróbujesz będziesz żyła w niepewności, będziesz
      zastanawiać się "co by było gdyby"... Spróbuj :-)
      • hapiness Re: Problemy romantycznej duszy 30.12.04, 20:58
        Mnie też urzeka ta opowieść. A może my wszyscy jesteśmy dziś za bardzo
        praktyczni? Za bardzo zabiegani i materialni?
        Ten romantyzm jest nam bardo potrzebny. A ty autorko postu spróbuj. Jak tego
        nie zrobisz, to się nie przekonasz.Pozdro!
    • mala.ania Re: Problemy romantycznej duszy 30.12.04, 13:40
      Ladnie to opisalas, wierszykarnio. Ale przyznaj sie jak najpredzej. Jezeli Cie
      polubil, to jest nadzieja, ze wybaczy Ci ten "przekret". Jezeli uczucie "bycia
      oszukanym" w nim zwyciezy - to odejdzie. Przeciagajac te historie z pewnoscia
      zyskasz kilka dalszych urokliwych chwil i dni, ale tylko tyle.
      Koncowy rezultat bedzie taki sam: albo Ci wybaczy, albo odrzuci. Tyle, ze jesli
      odrzuci, spadniesz z wiekszej wysokosci.
    • Gość: Hubert Re: Problemy romantycznej duszy IP: *.chello.pl 30.12.04, 13:44
      Mozesz miec wszystko co najlepsze. Nie musisz z niczego cennego rezygnowac.

      Pozdrawiam Hubert
      • Gość: krish Re: Problemy romantycznej duszy IP: *.chello.pl 30.12.04, 14:37
        hubert, czy ty jestes botem?

        bo czasami pieprzysz nie na temat


        >Mozesz miec wszystko co najlepsze. Nie musisz z niczego cennego rezygnowac

        wiesz co mysle o zwolennikach pozytywnego myslenia, kiedy ich pozytywne
        myslenie, sprowadza sie do tego, by ktos inny, niezalezny zachowal sie tak a nie
        inaczej?

        wiec nie p i e r d o l - mowiac "mozesz" bo to zaklada ze facet jest bezwolna
        masa. a on ma wlasny rozum uczucia i wole. i moze wybierac.
        • Gość: Hubert Re: Problemy romantycznej duszy IP: *.chello.pl 30.12.04, 20:35
          > wiesz co mysle o zwolennikach pozytywnego myslenia, kiedy ich pozytywne
          > myslenie, sprowadza sie do tego, by ktos inny, niezalezny zachowal sie tak a
          ni
          > e
          > inaczej?

          Nie wiem co myslisz o takich ludziach. I nie za bardzo mnie to interesuje,
          szczegolnie ze mnie to nie dotyczy. Ja akceptuje niezaleznosc czlowieka, jego
          myslenia, dzialania i decydowania. Mam wrazenie, ze bierzesz mnie za kogos
          innego z Twojego zycia, kim ja nie jestem, ale w jakis sposob Ci go przypominam.

          > wiec nie p i e r d o l - mowiac "mozesz" bo to zaklada ze facet jest bezwolna
          > masa. a on ma wlasny rozum uczucia i wole. i moze wybierac.

          Ja to widze wlasnie odwrotnie: mowiac "mozesz" uznaje sie wolna wole - mozesz
          ale nie musisz. I nie rozumiem w jaki sposob mozna wyprowadzic zalozenie o
          ktorym mowisz. Ja zupelnie tego nie dostrzegam, ze mowiac "mozesz" zaklada sie
          ze odbiorca przekazu jest "bezwolna masa".

          Pozdrawiam Hubert
          • Gość: krish Re: Problemy romantycznej duszy IP: *.chello.pl 30.12.04, 21:11
            jezu, ja sie chyba nie nawroce...

            czytam cie i zastanawiam sie jak mozna w sasiednich postach umieszczac
            przeciwstawne tresci na ten sam temat



            ps. nie przypominasz mi nikogo z zycia

            dzieki bogu

            a moze mam pecha...
        • Gość: Hubert Re: Problemy romantycznej duszy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.12.04, 04:27
          > hubert, czy ty jestes botem?

          ja, huberrrrr############
          <bad command or file name>
          <bad command or file name>
          <bad command or file name>
          • Gość: Hubert Re: Problemy romantycznej duszy IP: *.chello.pl 31.12.04, 10:47
            ???????????
            Co to bylo?

            Ja tego nie napisalem.

            Pozdrawiam Hubert
    • Gość: sdf Re: Problemy romantycznej duszy IP: *.range81-157.btcentralplus.com 30.12.04, 13:46
      zgodnie z prawem moora w 2020 komputer bedzie mial mozliwosci ludzkiego mozgu,
      a w 2030 mozgow wszystkich ludzi na ziemi
      wtedy wprowadze swoja swiadomosc do komputera i moge byc romantykiem do bolu
      czego i wam zycze ;)
      • ettrich Re: łał nt 30.12.04, 13:51
    • aretha04 Re: otóż własnie ..... 30.12.04, 21:37
      w necie większość z nas jest miła, sympatyczna, uwodzicielska i fajnie,
      ale w życiu codziennym jesteśmy często innymi ludźmi, niestety:(
      ci sami, ale jakże inni ......
      niestety (albo stety) "doświadczyłam" tego we własnym życiu:(
      pozdr.
      A.
      • Gość: justi Re: otóż własnie ..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.04, 23:05
        Dlatego powinniśmy jak najczęściej przebywać w realnym świecie,
        aby być sobą i nie udawać kogoś lepszego niż jesteśmy.
        I tego właśnie życzę sobie i wszystkim Forumowiczom w 2005 Roku.
        Dobranoc.
    • vielonick trzezwy osad 30.12.04, 23:58
      ale prosze nie plakac w zwiazku z tym ;)

      z tego co wyczytalam
      Twoim problemem nie jest romantyczna dusza
      a niewiara we wlasne sily i brak szczerosci

      to nie sa cechy jakos przypisane do romantyzmu i da sie je...
      jesli nie zwalczyc to ograniczyc

      a prawdziwe duchowe porozumienie jest i w necie i w 'realu'

      powodzenia :)
      • wierszykarnia Historii ciąg dalszy 31.12.04, 20:21
        rzeczywiście ostatnia wypowiedź to kubeł wody na moją rozpaloną głowę.
        opowiem teraz dokładnie,jak było.mieszkaliśmy w jednym akademiku na jednym
        piętrze,on studiował historię ,ja nauczanie początkowe.był typowym
        podrywaczem,łamaczem niewieścich serc,inteligentny,błyskotliwy,dziwnym trafem
        przyciągał szare myszki,ale on nie zwracał na nie uwagi,tylko podobały mu się
        pewne siebie piękne kobiety,one natomiast szukały mężczyzny
        spokojnego,takiego,który da im oparcie,poczucie stabilizacji,a nie
        takiego,który skacze z kwiatka na kwiatek.często bywał u nas w pokoju,podrywał
        moją atrakcyjną kolezankę,mnie traktował jak powietrze,kochałam się w nim
        pokryjomu i cierpiałam.kiedyś siedziałam smutna na kanapie,on podszedł do mnie
        i dał mi zeszyt,zapisane były w nim wiersze,powiedział:''to na poprawę
        humoru''.przeczytałam te wiersze i napisałm w zeszyscie ołówkiem kilka swoich
        myśli.po studiach wyprowadziłam się do innego miasta,on został na uczelni i
        podjął pracę w bibliotece,tak nasze drogi się rozeszły.rok po studiach wróciłam
        na uczelnię na studia podyplomowe,pewnego dnia stałam pod tablicą ogłoszeń i
        szukałm jakiejś informacji,nagle...usłyszałam jego głos,krótko ze mną
        rozmawiał,tematy oficjalne-praca,studia,a na koniec zapytał,jak ja mam
        właściwie na imię,zmroziło mnie to,tyle godzin spędzał w moim pokoju i nie
        pamiętał mojego imienia:(
        • wierszykarnia Re: Historii ciąg dalszy 31.12.04, 20:30
          po dziesięciu latach urządziłam sobie zabawę w szukanie w internecie informacji
          o dawnych znajomych i dowiedziałam się,że mój dawny znajomy wydał tomik
          poezji,ma swoją stronę internetową,tam znalazłam adres e-mail,napisałam kilka
          swoich myśli i wysłałam i tak się zaczęło.zdaję sobie sprawę,ze to nie może się
          ciągnać a nieskończoność,a jednocześnie obawaiam się,że jak powiem ,kim
          jestem,nie bedzie chciał ze mną rozmawiać,może sobie przypomni tę szarą
          myszkę,na którą nie warto zwracać uwagi i da sobie spokój.w listach jestem
          szczera,piszę o tym,jaka jestem,o tym,jakie były nasze dawne kontakty,a on jest
          wciąż ciekawy,kim jest tajemnicza pani,jesli powiem,czar pryśnie.chyba od
          początku zrobiłam błąd,napisałm mu dzisiaj,że to ostatni list i znikam z jego
          życia,bo wiem,że w realu nie znaleźlibyśmy porozumienia,poruszyło go to ,prosi
          o kontakt,chce się spotkać realnie,a jeśli do tego nie dojrzałam,może być
          jakikolwiek kontakt,nawet wirtualny.nie wiem co mam dalej robić:(
          • vielonick Re: Historii ciąg dalszy 02.01.05, 01:34
            dziewczyno! masz wszystkie atuty w reku!
            badz "femme fatale" (cudzyslow ;) a nie zahukana myszka

            w kilku slowach powiedz prawde
            ...albo sie z nim umow - niech mu szczeka opadnie ;)))

            powodzenia, trzymam kciuki
            i naprawde zycze wiecej wiary we wlasne mozliwosci :))))
            skoro bylas z nim szczera, naturalna i pisalas co myslisz
            - czemu czar ma prysnac?
            zainteresowalas go soba, swoim wnetrzem, osobowoscia
            czerp z tego :)))

            a moze rzeczywiscie czar prysnie ale po Twojej stronie?
            10 lat to masa czasu, ludzie sie zmieniaja
            Ty go znasz i pamietasz dawnego
            a on jest inny teraz
            Ty tez jestes inna
            - swiadoma swej wartosci kobieta

            to do dziela :)))))
            • wierszykarnia Re: Historii ciąg dalszy 19.01.05, 08:58
              no...nie bardzo jestem zadowolona,oczywiście mój brak odwagi nie pozwolił
              przyznać się,kim jestem i jednocześnie chęć utrzymania tej znajomości.on pisze
              do mnie co drugi dzień,jednak jedno mnie niepokoi-on zawsze się spieszy,listy
              wyglądają tak,jak by były pisane na szybkiego i na odwal i w każdym
              dodatek:''dzisiaj się spieszę'',albo:''na resztę odpowiem później,bo nie mam
              dzis czasu'',albo :''kończę już ,bo ktoś mi teraz przeszkadza''.w każdym liście
              to samo.z początku wybaczałam mu to,ale tracę już cierpliwość i mam ochotę mu
              to wygarnąć,z drugiej strony-nie chcę go wystraszyć,bo nie wykluczam,że kiedyś
              się zdecyduję z nim spotkać,nie chcę zaprzepascić tej znajomości.mam dylemat-
              być szczera i nie zawsze miła(bo również nie zgadzam się jego poglądami) czy
              grzeczna,aby go nie wystraszyć.nie mam podejścia do facetów,nie jestem
              głupia,nie lubię jak on mi coś radzi,próbuje pouczać,nie umiem przyjmować
              niektórych jego słów luzacko.
              chętnie poczytałabym ,co o tym myślicie,żeby mieć różne spojrzenia na ten
              problem.z góry dziękuję:-)
              • lunar1978 Re: Historii ciąg dalszy 19.01.05, 12:01
                Fajna historia :-)Rozumiem Ciebie doskonale co to znaczy nie mieć odwagi, ale w
                tym przypadku myślę że naprawdę warto. Boisz się że się rozczaruje, tyle lat
                minęło, ludzie się zmieniają, on pewnie też się zmienił i wcale nie musi to być
                na korzyść ... Moim zdaniem to nic nie kosztuje. Warto się tak męczyć? Może
                zauważy że wcale nie jesteś taką szarą myszką, tylko kimś naprawdę ciekawym. A
                może to właśnie Ty będziesz mogła powiedzieć ... boże w kim ja się kochałam.
                Nie przekonasz się dopóki się z nim nie spotkasz. Po takim spotkaniu po latach
                będziesz dużo, dużo mądrzejsza i poznasz odpowiedzi na wszystkie wątpliwości.


                • wierszykarnia Re: Historii ciąg dalszy 19.01.05, 19:31
                  lunar,Twoja rada jest zdrowa,ale ja mam tendencję do komplikowania sobie
                  życia,żałuję,ze nie przyznałam się kim jestem,im dłużej korespondujemy,tym
                  trudniej mi to wyznać:(
              • psychoguru Fantazje i rzeczywistowsc 19.01.05, 19:17
                wierszykarnia napisała:

                > być szczera i nie zawsze miła(bo również nie zgadzam się jego poglądami) czy
                > grzeczna,aby go nie wystraszyć.nie mam podejścia do facetów,nie jestem
                > głupia,nie lubię jak on mi coś radzi,próbuje pouczać,nie umiem przyjmować
                > niektórych jego słów luzacko.

                Twoje opis wskazuja na psychike w ktorej zbyt duza rola nalezy do systemu
                fantazjowania. Fantazje i marzenia sa generowane przez system planowania
                przyszlosci dla przedstawienia i oceny roznych mozliwych dzialan.

                U ciebie proces jaki ma miejsce to fantazjowanie o facecie. Gdy facet okazuje
                sie w realu inny niz fantazja generowane sa silne sygnaly negatywne. Nie jest
                to wlasciwy sposob wchodzenia w zawiazek: albo partnera sie akceptuje albo nie.
                Na dodatek facet moze byc kompletnie inny niz w twoich fantazjach. Z jego
                postepowania wynika tak jakby wkolo mial mase chetnych dziewczyn i ustawia cie
                w kolejce.
                • wierszykarnia Re: Fantazje i rzeczywistowsc 19.01.05, 19:38
                  psychoguru,poruszyła mnie Twoja wypowiedź,wiesz...masz rację,ja mam wobec niego
                  oczekiwania i odbieram go negatywnie,gdy nie pasuje do wymyślonego przeze mnie
                  obrazka.wczoraj swoimi słowami ''spieszę się'' wywołał u mnie
                  przygnębienie,napisałam niemiły list,ale całe szczęście go nie wysłałam,gdyż
                  zdaje sobie sprawę z własnych schiz.dlatego wciąż cenzuruję słowa,jak do niego
                  piszę,bo ciagle mam wrażenie ,że odbieram go przez pryzmat własnych problemów
                  emocjonalnych, czyli nierealnie,ciągkle się zastanawiam,co jest normalne w moim
                  zachowaniu względem niego a co nie,na wszelki wypadek staram się mu nie podpaść.

                  jak myślisz,ciężki przypadek ze mnie?jak się tego pozbyć?:-)
                  • psychoguru Do realu 19.01.05, 22:06
                    wierszykarnia napisała:

                    >...
                    > jak myślisz,ciężki przypadek ze mnie?jak się tego pozbyć?:-)

                    Przypadek wyglada na nielekki... a pozbyc sie go mozesz przez
                    powrot z fantazji do realu tylko nie wiadomo jak bo nie ma informacji:

                    Pytanie z czego wynika rozstrojenie twojego systemu planowania aktywnosci
                    zyciowej. Odpowiedzi nalezaloby szukac w historii zycia i historii stanu
                    psychicznego oraz historii zwiazkow z facetami. Tam gdzies prawdopodobnie
                    jest klucz do wyjasnienia twojego obecnego dziwnego zachowania. Jedna
                    mozliwosc jaka sie nasuwa to niedojrzalosc bo to zachowanie jakby przypomina
                    nastolatke.

                    W kazdym razie to co teraz krecisz wyglada na malo obiecujace i rozsadne.
                    Nalezaloby to rozstrzygnac albo przez skonczenie albo przez kontakt w realu.
                    I w ogole wrocic do realu czyli kontakotwac sie z realnymi facetami.

                    • renkaforever Re:randka w ciemno 20.01.05, 03:52
                      Znajomosci internetowe szczegolnie te dluzsze to spora szansa na trwaly uklad.
                      Ja znam kilka takich historii, poznali sie na necie a i w realu sa szczesliwi
                      razem.
                      • wierszykarnia Re:randka w ciemno 20.01.05, 09:54
                        reankaforever,dlatego chcę spróbować najpierw przez internet,dać mu się bliżej
                        poznać,realnie jestem raczej nieśmiałą i mało odważną osobą,często gram,nie
                        jestem sobą,mówię to co wypada,a nie to co czuję.gdybym spotkała się z nim
                        realnie,mogłabym zaprzepaścić szansę na pokazanie prawdziwej siebie.
                    • wierszykarnia Re: Do realu 20.01.05, 09:49
                      psychoguru,
                      jednym słowem mam umysł 30-latki a mój rozwój emocjonalny zatrzymał się w wieku
                      15 lat;-)wiem o tym,jestem DDA,gdzieś przeczytałam,że człowiek to kielich,który
                      rodzice napełniają miłością,a kielich nienapełniony całe życie żebra o miłość i
                      pragnie związać się emocjonalnie z osobą,która okaże im odrobinę
                      zainteresowania.sytuację bardziej komplikuje fakt,że on rwnież jest dorosłym
                      dzieckiem.mam świadomość własnej nienormalności,jestem w trakcie terapii,ale
                      pytanie,czy mam być osobą niedojrzałą z własnymi słabościami czy udawać
                      normalną taką ,jaką wypada być.
                      wrócić do realu,to rzeczywiście najrozsądniejsza rada,dzięki:)
                      • renkaforever Re: byc soba, nie udawac 21.01.05, 02:51
                        Mnie sie wydaje, ze gadanie na necie pozwala na lepsze poznanie sie.Efekt
                        spotkania w realu sila rzeczy zalezy od wygladu. Trzeba sie do tego
                        przyzwyczaic, do tego szoku, oswoic sie tak, zeby ten szok nie byl zbyt duzy,
                        tzn po tych rozmowach na necie bedziesz miala obraz bardzo zblizony do
                        prawdziwego. Zbudujesz sobie jego obraz, dowiesz sie jak ma styl ubierania
                        sie, jakich perfum uzywa, ile ma wzrostu itd, to wszystko do kupy zgarniesz i
                        masz go jak na dloni, wtedy zadecydujesz czy masz szanse albo czy warto to
                        kontynuowac :)
                        • wierszykarnia Re: byc soba, nie udawac 22.01.05, 15:39
                          renkaforever
                          ja wiem,jak on wygląda i jaki jest,a w każdym bądź razie był kiedyś:-)
                      • psychoguru Real i tylko real 21.01.05, 22:56
                        wierszykarnia napisała:

                        > pragnie związać się emocjonalnie z osobą,która okaże im odrobinę
                        > zainteresowania.sytuację bardziej komplikuje fakt,że on rwnież jest dorosłym
                        > dzieckiem.mam świadomość własnej nienormalności,jestem w trakcie terapii,ale
                        > pytanie,czy mam być osobą niedojrzałą z własnymi słabościami czy udawać
                        > normalną taką ,jaką wypada być.

                        Najlepiej byloby gdybys skupila sie na terapii i dala sobie spokoj z ta
                        znajomoscia bo to najprawdopodbniej eliminuje skutecznosc terapii.

                        I zastosuje to:

                        > wrócić do realu,to rzeczywiście najrozsądniejsza rada,dzięki:)

                        Sprawe powinnas jak najszybciej zakonczyc albo przeniesc do realu.
                        • wierszykarnia Re: Real i tylko real 22.01.05, 15:41
                          psychoguru,Ty to umiesz mnie sprowadzić na ziemię:-)
                          masz rację,zaczynam działać:-)
                          • wierszykarnia Re: Real i tylko real 31.01.05, 10:38
                            sprawa wyglada następująco:pożegnałam się,napisałam,że to już jest ostatnia
                            wiadomość ode mnie,nie przedstawiłam się.nie dał za wygraną,przysyłał do mnie
                            listy raz,dwa razy w tygodniu,aby...jak to napisał...dać znać o sobie w
                            razie,jak bym zmieniła zdanie:-)

                            dzisiaj nie wytrzymałam i odpisałam mu,lecz wyjaśniłam dokładnie,kim jestem,jak
                            się poznaliśmy,jak wyglądam,wszystko ze szczegółami z przeszłości i ... znów
                            się pożegnałam.cieszę się,że w końcu przestałam się lękać o to,że jak
                            napiszę ,kim jestem ,nie będzie chciał ze mną rozmawiać,sama zakończyłam
                            rozmowę,lecz z nadzieją,że mimo wiedzy,kim jestem,dalej będzie chciał nawiązac
                            kontakt,wtedy nie wykluczam dać mu szansy,a jeśli zamilknie,znaczy,ze znajomość
                            nie jest warta funta kłaków.
                            • south-east Wierszykarnio... 31.01.05, 13:52
                              3mam kciuki za Ciebie, a może Was:))))))
                              Też mam za sobą internetową znajomość. W realu jest inaczej tylko, wcale nie
                              gorzej:)))))
                            • vielonick Re: Real i tylko real 31.01.05, 23:38
                              dobrze zrobilas, ze napisalas prawde
                              (szkoda, ze tak pozno...)

                              i trzymam kciuki! :)))
                              on moze przezyc szok, ze osoba, ktorej ufal i zwierzal sie
                              nie byla z nim szczera, moze czuc sie oszukany
                              ale powinien tez zrozumiec Twoje racje

                              pozdrawiam i napisz pozniej co dalej :)
    • kur-w-mor-pier Re: Problemy romantycznej duszy 31.01.05, 17:28
      wspanialy temat. powiem ci cos. tez nie widze piekna w tzw. prozie zycia.
      dla mnie zawsze najlepsze wakacje to te byly, o ktorych marzylem i te ktore
      wspominam.
      jedynym miejscem, piekniejszym niz wyobrazenie o nim, to las. natomiast ludzie,
      sytuacje, miejsca, lepiej mi jakos wygladaja z oddali, w marzeniach ...
      Imagine.
      • beznadziejna2 Re: Problemy romantycznej duszy 31.01.05, 17:38
        kur-w-mor-pier napisał:

        > wspanialy temat. powiem ci cos. tez nie widze piekna w tzw. prozie zycia.
        > dla mnie zawsze najlepsze wakacje to te byly, o ktorych marzylem i te ktore
        > wspominam.
        > jedynym miejscem, piekniejszym niz wyobrazenie o nim, to las. natomiast
        ludzie,
        > sytuacje, miejsca, lepiej mi jakos wygladaja z oddali, w marzeniach ...
        > Imagine.

        dokladnie z daleka obserwuje sie inaczej.
    • illona Re: Problemy romantycznej duszy 31.01.05, 18:29
      Hej,
      Wierszykarnio ... myślę, że wyznając prawdę zrobiłaś to, co zrobić powinnaś.
      Piłka jest teraz po jego stronie:-)
      Zastanawiam się tylko jak uargumentowałaś to, że znając go, nie przyznałaś się
      od samego początku. Nie wiem, czy w ogóle się z tego tłumaczyłaś?
      On może czuć się nie tylko oszukany, ale i zmanipulowany,
      a to drugie chyba trudniej wybaczyć...
      tak sądzę, patrząc wyłącznie przez swój pryzmat.
      Ale ludzie są różni... na szczęście :-)
      Podejrzewam, że to, co zrobiłaś było po to, aby on poznał Twoją .. duszę,
      romatyczną duszę, dałaś mu tę szansę. Jeśli ją odrzuci, po prostu powiesz "pa"
      i jemu i iluzjom, którymi żyłaś.
      Powodzenia :-)
      • wierszykarnia Re: Problemy romantycznej duszy 31.01.05, 20:04
        south,dziękuję za dobre słowo:-)lecz sytuacja w tej chwili jest dla mnie
        przygnębiająca,dostałam od niego odpowiedź,mój list go poruszył,lecz...i to
        jest najgorsze...nie kojarzy mnie z przeszłości:-(tak zawaliła się moja
        nadzieja,że mogłam być dawniej w minimalnym/w milimetrowym nawet stopniu dla
        niego ważna
        :-(z drugiej strony mam czystą kartę...

        kur,marzenia są fascynujące,ale zderzenie z prozą życia może być
        piorunujące,dlatego im szybsze zderzenie,tym lepiej,tylko ja ciagle się
        boję.boję się ,że mnie odrzuci,albo przypomni sobie mnie,jak się spotkamy w
        realu i się cholernie zrozczaruje,skoro teraz mnie nie pamieta,a zaczęło mi na
        nim zależeć:-(

        illona,napisałam mu prawdę,o swoich obawach,wyjaśniłam dlaczego nie przyznałam
        się do tej pory,kim jestem.napisałam powód:''obawiałam się,że jeśli dowiesz się
        kim jestem,będzie to miało wpływ na przebieg rozmowy,obawiałam się jej
        przerwania.napisałam mu też:

        ''nie planowałam z Tobą korespondencji,chciałam tylko napisać kilka słów na
        temat wierszy i zniknąć,a potem głupio mi było przyznac się.obiecałam sobie,że
        jak skończymy rozmowę,przedstawię się,ale Ty nalegasz,więc będę musiała
        zakończyć ją teraz''-
        to było ostatnie zdanie mojego listu,było one prowokacją.tego samego dnia
        dostałam wzruszającą i szczerą odpowiedź,a w niej prośba,abym nie zrywała
        kontaktu,żebym zostawiła przeszłość i dała mu sznasę poznania się w
        teraźniejszości.

        nie wiem,jak mam dalej postępować:-(
        • south-east Re: Problemy romantycznej duszy 31.01.05, 20:18
          Potraktuj to dosłownie. Spotkajcie się i... zobaczycie.
          Romantyczna cząstka Ciebie (bardzo kobieca:) tęskni za modelową
          sytuacją/związkiem, który powinien zacząć się od pierwszego
          wejrzenia/kliknięcia. A życie rzadko nadąża za marzeniami. Moim zdaniem na
          szczęście:)))))

        • illona Re: Problemy romantycznej duszy 31.01.05, 20:31
          Droga Wierszykarnio...
          on nie kojarzy Cię z przeszłości?
          Jak to rozumieć? Pisałaś, że całkiem niedawno z nim rozmawiałaś (gdy
          rozpoczęłaś studia podyplomowe). Jesteś dla niego ... powietrzem?
          Z drugiej strony... bez powietrza trudno żyć :-)))
          No nie wiem...
          jedno jest pewne, że konfrontacja jest niezbędna.
          -------
          Mam wrażenie, że...
          tak mocno go sobie wyidalizowałaś, że tak mocno uosobia on dla Ciebie ten
          ideał, czytaj potrzebę akceptacji, miłości... bo jest taki nieosiągalny, jak
          któreś z Twoich rodziców...
          cokolwiek się stanie, będziesz tym żyć jeszcze długo, i na tym się
          koncentrować, a nie na sobie...
          Żyjesz iluzjami? Marzeniem, że ktoś Cię pokocha bezwarunkowo? Jeśli takiej
          miłości nie dostało się w dzieciństwie, nie znajdzie się jej w życiu
          dorosłym... Tej pustki nikt nie zapełni, oprócz nas samych, naszej pracy nad
          sobą. Ty ciągle masz problem z sobą, ze swoją własną tożsamością... i tego nie
          zmieni żaden królewicz, którego chcesz odczarować...
          Trzymaj się mocno :-)
        • psychoguru Real, real, real 01.02.05, 09:05
          wierszykarnia napisała:

          > to było ostatnie zdanie mojego listu,było one prowokacją.tego samego dnia
          > dostałam wzruszającą i szczerą odpowiedź,a w niej prośba,abym nie zrywała
          > kontaktu,żebym zostawiła przeszłość i dała mu sznasę poznania się w
          > teraźniejszości.
          > nie wiem,jak mam dalej postępować:-(

          Widac ze gdy przechodzilas od swiata swoich urojen do realu nastepowal bardzo
          zimny ale bardzo orzezwiajacy prysznic. Reczywistosc jest inna niz urojenia
          ale akurat w tym przypadku okazala sie calkiem pozytywna. Po pierwsze okazalo
          sie jasno ze facet jest po prostu calkiem n o r m a l n y czyli zyje w realu z
          pewna domieszka fantazji (bo jednak z toba korespondowal). I w koncu to on
          zasugerowal spotkanie w realu. Teraz sytuacja jest oczywista zgodnie z tym
          co zalecano poprzednio czyli przechodzeniem do realu: po prostu odpowiedz na to
          bardzo pozytywnie. Niezaleznie od wyniku takiego spotkania bedzie mialo ono
          NIEZWYKLE korzystny wplyw na twoja psychike bo radykalnie ograniczy wplyw
          swiata urojonych marzen. Dlatego nie ociagaj sie z przejsciem do realu,
          sytuacja jest w gruncie rzeczy bardzo interesujaca bo bedziesz miala mozliwosc
          zorientowania sie jak sprawy wygladaja w realnym swiecie. A wiec dalej real,
          real i jeszcze raz real.
          • fleuret Re: Real, real, real 01.02.05, 09:36
            co jest złego w pięknym ogrodzie marzeń?
            fleur
            • south-east Re: Real, real, real 01.02.05, 10:04
              Kwiatku, ogrody trzeba umiejętnie zaplanować/pielęgnować.
              Marzenia są zastrzykiem stymulującym do działania. Rozsądek pomaga utrzymać
              równowagę, kiedy niemożliwe są do spełnienia. Nie zamiast, ale obok (siebie)
              powinny mieć udział w podejmowaniu rękawiczki od Losu.
              Wierszykarnia ma obraz tego jak chciałaby, żeby było. Teraz pora przekonać się
              jak będzie.
    • ya_bolek Re: Problemy romantycznej duszy 01.02.05, 01:38
      Nic dodac ni ujac. Taka yest kolej rzeczy. Zwlaszcza mezczyzni zafascynowani sa
      kobietami tylko do momentu, kiedy je blizej poznaja. Czyz tajemniczy nieznany
      lad, widziany z bocianiego gniazda na szczycie masztu szkunera nie yest bardziej
      interesujacy od znanych oplotkow?
      • ziemiomorze Re: Problemy romantycznej duszy 01.02.05, 01:44
        ya_bolek napisał:

        > Nic dodac ni ujac. Taka yest kolej rzeczy. Zwlaszcza mezczyzni zafascynowani
        sa
        > kobietami tylko do momentu, kiedy je blizej poznaja.

        Uparlabym sie, ze to dotyczy tylko tych niedojrzalych. Mniejsza o ich
        procentowy udzial w populacji.

        Czyz tajemniczy nieznany
        > lad, widziany z bocianiego gniazda na szczycie masztu szkunera nie yest
        bardzie
        > j
        > interesujacy od znanych oplotkow?

        No, czyz? I co, przez cale zycie zapetlac sie w trasie: bocianie gniazdo->
        nieznany lad-> swojskie oplotki-> bocianie gniazdo... to wyglada jak scenariusz
        skeczu Monty Phytona, nie wydaje Ci sie czyz?
        • ya_bolek Re: Problemy romantycznej duszy 01.02.05, 19:18
          Ach Ty Ziemiomorze! Czyz nie tylko nie spotkalem kobiety, ktora by mnie krecila
          juz po zejsciu na lad i zbadaniu wyspy ale przy tem i nie spotkalem faceta,
          ktorego dana kobieta by fascynowala na dluzsza mete. Owszem, yest duzo
          niedojrzalych, zakompleksionych, zaleznych od swoich kobiet yak od tlenu w
          atmosferze ale ya takim wcale nie zazdroszcze.
          No wiec? Czyz nie tak?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka