Dodaj do ulubionych

Kocham ją

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 00:29
Mialam dosyc...on odszedl, nie moglam pogodzic sie z tym ze ma kogos innego.
Zostalam z naszym synkiem. Straszne byly te noce, kiedy maly stal pod oknem i
plakal przerazliwie wolajac "Tata, tata...". Wtedy moja cierpliwosc sie
konczyla. Nie wiedzialam jak go uciszyc, sama wpadalam w szal. Czasami go
bilam, czasami tulilam, ale zawsze plakalam razem z nim. Caly czas bylo
ciemno.
Stracilam dom, nadzieje, meza, nie mialam nikogo kto moglby mi pomoc. W
takich momentach najbardziej brakowalo mi Mamy. Wiedzialam i wierzylam ze
tylko ona mogla mi pomoc duchowo. Strasznie za nia tesknilam. W moich
wspomnieniach byla niesamowicie piekna i dobra kobieta, Zawsze miala czas na
przytulenie dziecka. Miala ciezkie zycie, z trojgiem dzieci i mezem
alkoholikiem, ktory przechodzil sam siebie podczas libacji. Jak ja jej
potrzebowalam...
Kiedy czlowiek ma juz dosc robi rozne rzeczy. Nie pomaga modlitwa,
przyjaciele, moze pomoc tylko ktos kogo sie niesamowicie kocha. Kogo kocha
sie nad zycie, ponad wlasne zycie.
Moja depresja sie poglebiala. Pewnej nocy pozamykalam szczelnie wszystkie
okna, polozylam mojego synka spac, zamknelam drzwi na klucz...plakalam. Nie
wiedzialam skad bierze sie az tyle lez. Odkrecilam gaz. Chcialam tego. To nie
bylo spontaniczne ani tez zaplanowane. W czlowieku musi dlugo dojrzewac taka
decyzja.
Bylam samotna, nieszczesliwa, poddalam sie. Wstydzilam sie tego kim byl moj
maz. W domu bylo bardzo ciemno. W pewnym momencie, w tej gluchej ciszy, w tej
otchlani zalu pojawil sie przede mna...moj syn. Wyciagnal do mnie rece,
usmiechnal sie. Powiedzial "MAMA". Wszystko dzialo sie w ciagu kilku sekund,
a dla mnie jego usmiech byl wiecznym zbawieniem. Byl jak slonce...to ono mnie
uratowalo.
Zerwalam sie, zakrecilam gaz, otworzylam okna na cala szerokosc i chwycilam
moje slonce. Nigdy wiecej juz tego nie zrobilam. Malenki usmiechal sie teraz
coraz czesciej. A moze to ja zaczelam patrzec na niego pod innym katem. Nie
wiem...
Nigdy go nie zostawilam, nigdy go nie skrzywdzilam po tym zdarzeniu. Kiedy
byl juz dorosly musial odejsc. Gdy to sie stalo, poczulam ze ktos odcial mi
doplyw tlenu. Mimo ze mialam juz coreczke, kochana, wspaniala i madra. Byla
malutka, ale moj syn byl dla mnie wszystkim. Bylismy zawsze razem, gdy szedl
do szkoly, gdy odrabial lekcje, gdy przychodzili do mnie pryjaciele, gdy
spotkalam mezczyzne z ktorym jestem do dzisiaj. Gdy moj syn umieral, bylam
przy nim, bylam codziennie..."
Mama to magiczne slowo, ktorym nie wolno poniewierac...uwierzcie mi. Sama
musialam do tego dlugo dochodzic, ale analizujac zycie mojej najwspanialszej
Mamy, wstydze sie kazdego krzywego spojrzenia. Jestem ju duza dziewczynka,
ale teraz, gdy nie widzialam jej miesiac, placze slyszac jej glos. Czuje ta
wiez, czuje ze jestesmy jednym cialem. Kocham ja.
Obserwuj wątek
    • kur-w-mor-pier Re: Kocham ją 04.01.05, 01:50
      czy jest cos, poza czlowiekiem, na czym twa swiadomosc mogla przysiasc ?
      np. natura, chwila czystej egzystencji, przedmiot ?
      cos mi to wyglada na uzaleznienie.
      z calym szacunkiem coolerko, ale twe zycie nie bylo zbilansowane emocjonalnie.
      jeden, niekonczacy sie dramat.
    • mskaiq Re: Kocham ją 04.01.05, 07:44
      To bardzo piekna historia. Milosc potrafi zmienic wszystko a w slowie Mama moze
      byc jej tyle ze potrafi ocalic zycie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka