mathias_sammer
10.01.05, 12:41
Czesc kardiologu i bulterierko. Witam tez gf, ktora widze od kilkunastu minut
swojego na forum pobytu. W ciagu ostatnich dni dalsi znajomi (rodzina i
przyjaciele wiedza) przyslali zapytanie, czy i ja jestem bezpieczny po
wydarzeniach w Azji.
Niektorym juz odpisalem. By uniknac powtorzen sytuacyjnych.., zupelnie
zbednych postanowilem jeszcze raz zajrzec na forum GW. M.in. w Krabi, Katanoi
Bay czy na Phi Phi bylem dokladnie rok przed katastrofa. Zyje, jestem zdrowy
i ciesze sie, ze nikt nie oplakuje mojej domniemanej smierci, jak juz
zapewnie chciano. Wlasciwie to wszystko co mialem do napisania i powiedzenia.
Zastanawiam sie jeszcze czy powinienen dodac skoro bylem kilkanascie minut i
przeczytalem kilka watkow..? Powiedzialem wlasnie "a" to powiem "b". Czytajac
komentarze na polskim forum typu "Bajki o pomocy Niemcow moze sobie Pan pisac
na forum niemieckim. Polacy za dobrze znaja historie. Ofiary niewolniczej
pracy w niemieckich obozach musialy sie procesowac, zeby otrzymac jakas
symboliczna kwote. (..)Szczegolnie budujace byly reportaze w niemieckiej
telewizji o polskich zlodziejach na pontonach i wypowiedz burmistrza Görlitz,
ze jesli Zgorzelec jest nizej, to juz Polakow problem, z ich zaleje.
Reportaze z polskich terenow tez byly piekne ... az sie lezka w oku
rewizjonistom uronila.
Tylko k u r w a moze jeszcze liczyc na cos dobrego ze strony Niemcow.(..)
Lepiej dla Niemcow by bylo gdyby ich w ogole nie bylo. "- rzecz oczywiscie o
pomocy dla Azji- ucieszylem sie. Tak ucieszylem sie jednoczesnie przyznajac
sam przed soba, ze zmarnowalem duzo czasu. Czy dalem w tym roku cos Owsiakowi
na Swiateczna Orkiestre? Nie, pierwszy raz od istnienia orkiestry nie dalem
ani grosza, co wiecej nie wstydze sie i nie zaluje.
Przeczytalem tez pobieznie dwa watki marty(numer dlugi) i krisha lub
odwrotnie. Spodobalo misie jedno zdanie niejakiej/go "eeeee" bedace dla mnie
swietnym acz smutnym podsumowaniem calosci wpisanym przeze mnie w formie
zapytania : "Ja to facet, Marta to kobieta. Życie wirtualne stało się
realne."...(?)
Moja osobista przyjaciolka bulterierka zapytala mnie czy naprawde mozliwym
jest nie pisywanie i nie czytywanie forum. Wiem, ze odpowiedz moze nie
miescic sie w niektorych wirtualnych glowach, ale potwierdzam: tak, jest
mozliwym. Stan calkowitej nieobecnosci jest nawet bardzo przyjemny.
Uswiadomilem sobie (powtorze to, co napisalem na gorze), ze zyskalem
dodatkowe minuty, ktore moge na wiele sposobow i przy uzyciu wolnej woli
wykorzystac. Bardzo fajne uczucie. Co jeszcze..? Acha, z Polski dostalem
maila ze zdjeciem chlopca ze szpitala w Phuket szukajacym bliskich. W dniu
otrzymania (ok. godz. 8.30) wiadomosc rozeslalem do kilku niemieckich stacji
Tv i gazet, do DRK, do Francji, Kanady i Szwecji. Jedna stacja telewizyjna
odpowiedziala (za co jestem ogromnie wdzieczny), ze znaleziono juz jego
rodzine. Nie dociekalem oczywiscie kto ja znalazl i gdzie, wazne ze dziecko
jest lub bedzie wkrotce odebrane. Ciesze sie rowniez, ze tak szybko pomyslano
o mnie jako dodatkowym kanale dystrybucji informacji. Czy , tak jak kiedys,
zdenerwowaly mnie komentarze o Niemcach, czy tez tlumaczenie i analiza
dziennikarki na odstawie artykulu z "The Economist"..? Nie. Zupelnie nie. Czy
(cytuje z glowy, ale i pewnie przekrecam) "denerwuje sie jesli obraza sie
kogos kogo lubie"..? Nie i Ciebie tez nie powinno denerwowac.
Kompletnie bez znaczenia dla Niemcow.
Zyje. Nie bylem w tym roku Azji. Nie ma jednak miejsc, ktore odwiedzilem.
M.S.