misiulinek29
31.01.05, 08:53
Nie mam już sił. Tak po prostu. Z dnia na dzień było ich mniej, mniej
nadziei, mniej zapału do życia, chwile lepsze, chwile gorsze, a teraz nie mam
juz kompletnie ochoty na dalszą egzystencję. Nic mnie ciekawego w życiu już
nie czeka, jestem po prostu zmęczona. Zmęczona ludźmi, którzy mnie otaczają.
Jest ich coraz mniej i mniej. A z resztę nie zależy mi na koleżankach czy
znajomych. Ważne, że są rodzice, których kocham ponad życie. Zmęczona jestem
pracą, która zaczyna mnie nudzić. Wiem skąd to się bierze, ale nie mogę nic z
tym zrobić. W pracy kwitnę, gdy życie osobiste jest udane, a ponieważ moje
życie osobiste było udane przez pare zaledwie chwil, w pracy jest jak jest.
Nie potrafię jak większość "uciec w pracę". Osoba, z którą jestem jest
pozbawiona uczuciowości wyższej, brak jej ciepła, jest antyrodzinna. Taki
samotnik, któremu nikt do szczęścia chyba nie jest potrzebny, ale z drugiej
strony ciągle szukał kogoś, żeby nie być sam. On z problemam i ja z
problemami, tak by to można w skrócie określić. Każdy dzień przynosi nowe
rozczarowania. Jestem samotna, zrezygnowana. Kiedyś były marzenia to tym
jedynym, co mnie przytuli wieczorem, ukocha, gdy będę cierpiała, doradzi,
wesprze. Teraz już wiem, że takiego człowieka nie ma. Każdy chce tylko, żeby
jemu było dobrze. Mogę płakać, mogę cierpieć, a drugiej "połowie" jakoś to
nie przeszkadza. Ot problemowa jestem. Nie mam ochoty to nie pójdę, źle
zrozumiałaś, twoja sprawa...A rodzice tyle uczyli mnie o pięknej miłości,
kompromisach, o dwóch odnalezionych połówkach...Dlaczego na mojej drodze nie
stanął ktoś, kto właśnie chce, zeby moja sprawa była jego sprawą i odwrotnie.
Ktoś, kto pragnie dzieliś się z drugą osobą troskami, problemami i
szczęsciem, ktoś, kto jest w stanie coś zrobić, gdzieś pójść tylko dlatego,
że on/ona ma na to ochotę. Moim rodzicom się udało. Mnie nie. I jak z tym
żyć? Jak żyć, gdy osoba z którą planujesz przyszłość mówi, że nie trawi
Twojego ojca, który jest dobrym, spokojnym, czułym, szczerym człowiekiem,
który muchy by nie skrzywdził i którego kochasz jak nikogo na świecie?
Wyrasta wtedy taki mur, którego już chyba nic nie zburzy. Niezrozumienie.
Zacietrzewienie. Samotność. Budzisz się z nocy, a obok śpi obcy człowiek,
który nienawidzi tych, których kochasz. Zastanawiasz się co będzie, gdy
odejdą rodzice....będę sama jak palec na tym świecie. Z egoistą, który
twierdzi, że kocha, ale ty jakoś tego nie widzisz w tych najprostrzych
sytuacjach, gestach. Dlatego nie mam siły i nie chcę mieć. Już mi nie zależy
na tym co będzie, mam dość. Moje myśli krążą nad tym, by znaleźć coś co mi
zagwarantuje spokój. Nie mam nawet nikogo, kto by mi w tym pomógł. I nie
chodzi mi bynajmniej o teksty w stylu ułoży się, będzie lepiej.....Mogę
zapłacić, mogę sporo zapłacić, ale chcę mieć gwarancję. Czy ktoś może mi
pomóc?