31.05.02, 14:02
Zastanawiałam się, czy w ogóle pisać tutaj, w obawie że pewna osoba bedzie mnie
podejrzewać o ukrytą motywację, ale uznałam, że nie powinnam się tym
przejmować...
Kiedyś na tym forum było pełno Toi. Nadal jestem w kontakcie lub przyjazni z
paroma osobami. To dla mnie z różnych powodów jakieś szczególne zjawisko/
miejsce/ spotkanie - wcale niekoniecznie anonimowe, a zresztą... nieważne.
Nigdy nie pisałam z tej strony - ze strony osoby wołającej o reakcje, o listy.
Zawsze byłam po drugiej. Teraz... próbuję sobie pomóc na najróżniejsze sposoby,
zachować jakiś stan przytomności i równowagi, przygłuszyć to, co czuję.
Chciałabym tylko, żebyście do mnie napisali, niech będą banały mniejsze lub
większe, i wszystko, co sama wiem i tyle razy mówiłam innym.

Myślałam, że jakiś tam rozsądek życiowy czy inna inteligencja emocjonalna
uchronią mnie przed związaniem się z tzw. 'nieodpowiedną osobą', przed
zaufaniem tam, gdzie powinnam być ostrożna, przed wszystkim, co się teraz stało
i dzieje. Nie mogę uwierzyć, i nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że po 10
dniach od ostatniego 'kocham', usłyszę 'po prostu przestałem 'to'
czuc', 'przeszlo mi'; ze właśnie tej osobie wystarczy jeden kryzys, trudnosci,
dostrzegalne różnice, by mu 'przeszło'; ze nigdy nie chciał budować, starać
się, a w problemach ocalać, bo wszystko ma wyjśc 'samo', a jesli cos nie
wychodzi, to 'to nie ma sensu'. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że zwiążę się
z osobą tak niedojrzałą, że będę o niej myślała dokładnie odwrotnie. Mam do
siebie pretensje. Nie moge teraz ufać samej sobie. Zawsze zwyciężał rozsądek,
koncentrowanie się na sprawach ważnych i pilnych, gdy zdarzały się kryzysy mnie
i bliskim. Teraz jest tępy bol, i wściekłośc i bezsilność, gdy siadam do pracy
i nie jestem w stanie nic zrobić, a własnie teraz to takie ważne, i takie
pilne, tyle rzeczy od tego zależy. Powtarzam sobie najróżniejsze mądre,
przytomne, nawet cyniczne rzeczy, wrzeszczę na siebie i na ten ból, a ten ma
mnie w nosie. Wiem że minie, że zagoi sie, że nic nowego pod słońcem, że nie
pławić się w tym, że praca, że inni, ze dramaty mniejsze i większe. Ta wiedza
teraz nie pomaga. Myślałam, że się nie dam, że nie będzie mnie tak okropnie
bolało.

Toi
Obserwuj wątek
    • poison1 Re: Toi 31.05.02, 14:07
      Zawsze się znajdzie coś, co nas "powali". Widocznie u Ciebie to jest właśnie
      teraz to. Modne ostatnio powiedzenie "co cię nie zabije to cię wzmocni" chyba w
      Twoim wypadku będzie teraz jak najbardziej na miejscu?

      Ps. A co to jest to "toi"? Bo mi się kojarzy z jednym - z kibelkami TOI-TOI.
      • Gość: Malwina Re: Toi to nie jest Moi IP: *.abo.wanadoo.fr 31.05.02, 14:10
        zwazywszy okolicznosci proponuje zmiane nicka : z "Ty" na "Ja" :-)
      • toi Re: Toi 31.05.02, 15:51
        Na razie za cholere nie wzmacnia, a potem - mozliwe. Tylko bedzie trudno... z
        zaufaniem. Samej sobie. Innej milosci. Milosci... Ech.

        Co do mego nicka - urocze, Lukrecjo Borgia, jesli nie popelnilam bledu w
        spellingu. ;))) Kibelki nie maja nic do rzeczy, nie pomyslalam o tym uroczym
        skojarzeniu. Toi nic nie znaczy. Imie stworzone pol-przypadkowo. Ladnie brzmi.
        Niektorym kojarzy sie ze mna. Mnie z kims i ze sztokholmskim epizodem w zyciu,
        Muminkami i Tove Jansson, i mowa skandynawska, na pewno nie francuska, Melbo,
        nie jestem zaimkiem... ;)))
        Boze, jaka ulga moc pisac o bzdetach, dac sie rozbawic...
        • toi Re: Toi 31.05.02, 15:53
          Malwino, nie Melbo, pardon... Melba spotkala sie pod dzwonem z roznymi fajnymi
          ludzmi, tak...
        • Gość: Malwina Re: Toi IP: *.abo.wanadoo.fr 31.05.02, 16:12
          tu nie ma melby ! jestem oburzona ! jak moglas mnie pomylic !? MNIE ?!!!
          a dla mnie i tak toi bedzie po francusku ! na ! bo inaczej tego odczytac nie moge i basta !
          a propos wyrzutow sumienia i innych autozalow : kiedys chodzilam z facetem ktory przesylal mi cytaty
          z prusta i poezje verlaine, przez caly rok !
          myslalam sobie, glupia dziewczyna, ze on taki" literacki" i "ksztalcony". A poniewaz literatura jest moja
          pasja bardzo mi sie to podbalo.
          Alez gdzie tam ! Poniewaz ksiazki sa moja pasja facet ubral maske by mnie slicznie uwiesc.
          Nie czytywal NIC. Ogladal wszystkie mecze pilki noznej i zapuszczal korzenie na kanapie.
          No, ale tego doswiadczylam pozniej ....
          • toi Re: Toi 31.05.02, 16:21
            Pilka nozna mi nie grozila, Proust tez nie, kanapa, kto wie?...
            Nie uwazam, ze mial maske...
          • Gość: maly.k Francja, literatura i pilka nozna IP: 139.57.24.* 31.05.02, 16:27
            Tylko jedno:
            Niech zyje Senegal.

            Pozdrawiam,

            mk. (i moja maska)
          • Gość: inayat Re: pilka nozna IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 31.05.02, 16:30
            Malwina czemu nie lubisz pilki noznej? To jest niepojete!:-)))
        • Gość: Melba Oł noł IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.05.02, 18:23
          Toi, odczep się, rzepie, to nie ja pisałam powyżej :) Ja tez kocham Muminki i
          Tove, a moje koty nazywają się Mimbla i Too- tiki :) Pozdrówki i uszyska do
          góry, btw, czy nie czujesz się teraz jak Filifionka? Przejdzie, jak listopad w
          Dolinie M.
      • maly.ksiaze Uzytek z bon-motow 31.05.02, 16:02
        poison1 napisał(a):

        > Modne ostatnio powiedzenie "co cię nie zabije to cię wzmocni" chyba w
        > Twoim wypadku będzie teraz jak najbardziej na miejscu?

        Moj kolega ma takie haselko na scianie:
        "Whatever doesn't kill you, makes you stronger. Seriously injured, but stronger."

        Nie tlumacze, bo kto ma zrozumiec, zrozumie.

        Pozdrawiam,

        mk.

        PS. To haselko to chyba jednak zart.
        • toi Re: Uzytek z bon-motow 31.05.02, 16:09
          :) ...
    • Gość: Malwina Re: Toi IP: *.abo.wanadoo.fr 31.05.02, 14:08
      z przyjemnoscia cie odnajduje na tym forum :-)
      jestesmy mistrzyniami w samooskarzaniu sie
      a gdybys tak pomyslala do jakiego stopnia ludzie potrafia grac i ukazywac sie w innym swietle,
      przybierac maski, udawac ? Moze nie mialabys sobie tyle do wyrzucenia ...?
      • onnanohito Re: Toi 31.05.02, 14:59
        Kochana Toi.
        Wszystko już ode mnie słyszałaś. Trzymaj się. Najważniejsze w tej sytuacji TO
        NIE MIEĆ DO SIEBIE PRETENSJI!!!!!! Prosze Cię, Kochana. Później przyjdzie czas
        na przemyślenia itd. Teraz najwazniejsze to nie kierować wobec siebie samej
        żadnych oskarżeń i zadbac o siebie. Boli? Wykrzyczeć, wypłakać. To moja metoda,
        wypróbowana. Gdy zostałam potraktowana, tak jak Ty, było to dwa lata z hakiem
        temu - nie dość, że cały mój ból zamieniłam we wściekłość, to skierowaną wobec
        osoby, przez którą cierpiałam. Kochana! Nie radze Ci tego, ale mi pomogło ...
        Zadzwoniłam do niego i po prostu ... Nic więcej nie powiem. No może tyle, że to
        on miał potem depresję i wydzwaniał żebrząc o moją sympatię.
        Toi kochana, jesteś taką wspaniałą dziewczyną. Nie miałysmy kontaktu przez
        ostatnie czasy, to tez przez osobe, która Cię tak skrzywdziła... Po prostu
        bałam się, że TO się stanie, a przeciez żadne moje słowa nic by tu nie
        zmieniły, usunęłam się w kąt.
        Trzymam za Ciebie kciuki i musisz, słyszysz, musisz się wziąć w garść!!!!!!
        Za parę lat (miesięcy? dni?) ta osoba nie będzie znaczyła NIC, a to, co teraz
        dzieje się w Twoim życiu, te wszystkie ważne i bardzo ważne sprawy będą miały
        wpływ właśnie na Twoje życie za parę lat!!!!
        Kochana, pamiętaj, że TY jestes najwazniejsza!!!!
        Słyszysz mnie?
        Mam nadzieję, że jeszcze zdążyłaś to przeczytać ...
        Jestem wściekła, wiesz? Kolejny gazetowy przykład nieodpowiedzialnego Romea, co
        to zakochuje sie na zabój, a potem "przechodzi mu". Niestety nie Ty pierwsza i
        nie Ty ostatnia. I nie miej do siebie pretensji, przeciez nie mogłas tego
        pzrewidzieć! Przeciez gdy zakochujemy się to dzieją się z nami rzeczy nad
        którymi nie możemy zapanowac!!!! I nie mozemy na chłodno kalkulowac wszystkich
        za i przeciw bo wtedy przecież nie byłoby w tym nic pięknego i wartego
        przeżycia!
        Nie warto Toi, Kochana, nie warto tak cierpieć!!! Słońce za oknem, przed Toba
        CAŁE życie, wiesz? I bedzie pięknie, na pewno, to Ci moge obiecać!!!
        Do zobaczenia niebawem!
        M
        • toi Re: Toi 31.05.02, 15:59
          Wiem, M. Wszystko wiem. A on nie chcial skrzywdzic, tylko... Wiesz, dzieciak w
          piaskownicy tez nie wie i 'nie chcial'. Po prostu...
      • toi Re: Toi 31.05.02, 15:56
        Gość portalu: Malwina napisał(a):

        > z przyjemnoscia cie odnajduje na tym forum :-)
        > jestesmy mistrzyniami w samooskarzaniu sie
        > a gdybys tak pomyslala do jakiego stopnia ludzie potrafia grac i ukazywac sie w
        > innym swietle,
        > przybierac maski, udawac ? Moze nie mialabys sobie tyle do wyrzucenia ...?

        Nie wiem czy sie oskarzam, po prostu myslalam, ze nie dopuszcze do czegos
        takiego...

    • Gość: kamfora Re: Toi IP: 195.216.121.* 31.05.02, 14:49

      Toi, trzymaj sie!

      Prawde mowiac - bardzo mna to, co napisalas wstrzasnelo...

      (sprawdz swoja skrzynke, prosze)

      • toi Re: Toi 31.05.02, 16:07
        'Kamfora'... Tez ladnie... :) Nie wiem dlaczego, ale nic nie dochodzi na
        skrzynke gazetowa. Twoj list znalazlam w skrzynce, ktora mialam skazac na
        zapomnienie i znikniecie. Nie zniknela, odszorowalam, odpucowalam, i jest.
        Dziekuje. Przepraszam za milczenie - mialam klopoty ze skrzynkami i dostepem do
        Internetu, teraz mam ograniczony, ale w miare regularny i czesty. A dzis
        wyslalam Ci krotki liscik 'prawdziwy -kopertowy'...

        xxxtoi@hotmail.com
        poison - prosze bez skojarzen! Tutaj nie wiedzialam... :)
    • abujak Re: Toi 31.05.02, 14:57
      Po prostu nie wierzę w to, żeby po 10 dniach przestać kochać. To
      ostatnie "kocham" musiało być nieszczere. To, że mu przeszło musiało stać się
      wcześniej, chyba że stało się coś w ciągu tych 10 dni, co odmieniło jego
      spojrzenie na was, na waszą przyszłość, na waszą miłość.
      • onnanohito Re: Toi 31.05.02, 15:03
        Abujak, nie masz racji!
        Tez to przeżyłam i pamiętam Jego spojrzenie, jak sie rozstawaliśmy (mieszkał w
        innym mieście) i wiem, że Jego kocham było wtedy prawdziwe!
        Po prostu .... niektórzy M tacy są! Zaczynają myśleć o przyszłości, przestaje
        im drgać serce i żołądek na dźwięk głosu osoby, z którą są i stwierdzają,
        że ... im przeszło!
        TOI!!! TRZYMAJ SIĘ!!!!!!
        • toi Re: Toi 31.05.02, 16:16
          Prawdziwe, nieprawdziwe... Nie wiem. To co sie stalo, udowodnilo, ze
          nieprawdziwe. A ja.. chcialam mu wierzyc, i tyle. On... coz, zdawalo mu sie.
          Mysli, ze nie klamal. Klamal, ale o tym nie wiedzial. Nie klamal. Co za
          roznica. Tyle jest rzeczy wazniejszych od slow... Poznaje sie po owocach, jak
          mowi pewna madra ksiazka, hi.
    • roseanne Re: Toi 31.05.02, 15:12
      przykro mi
      nie wiem co Ci powiedziec.
      Dziekuje za Zwirka i Muchomorka
      • toi Re: Toi 31.05.02, 16:24
        :) ...
    • Gość: inayat Re: Toi IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 31.05.02, 15:24
      Kochana Toi
      Musisz wyciagnac nauczke z tego zwiazku i po prostu isc dalej wlasna droga.
      Potraktuj to co sie stalo jako kolejny etap w Twoim rozwoju psychologicznym i
      duchowym.
      Wiesz ktos kto mowi ze kocha a za chwile stwierdza ze jest zmeczony, bezradny i
      rozczarowany i ze "to jednak nie to" prawdopodobnie ucieka w ten sposob przed
      wlasnymi problemami (i tu sie dziwie najbardziej poniewaz wiem o kogo chodzi).

      "Zwiazek jest PRACA i ciaglym uczeniem sie siebie w KONTAKCIE z drugim
      czlowiekiem i poznawaniem partnera poprzez relacje z nami. W miare uplywu lat
      uczymy sie stopniowo kochac nie ideal, nie nasze wyobrazenia, ale te realna
      osobe.....dostrzegac cudowne i zachwycajace w tym co prawdziwe i zwyczajne,
      doswiadczac milosci zdolnej oprzec sie najciezszym probom". Co warte bylo
      jego "kocham"?

      A jesli Ty tez prawdziwie kochalas to zycz mu teraz wszystkiego najlepszego....
      Toi jestem z Toba. Trzymaj sie!
      • toi Re: Toi 31.05.02, 16:41
        Gość portalu: inayat napisał(a):

        > Wiesz ktos kto mowi ze kocha a za chwile stwierdza ze jest zmeczony, bezradny
        i
        > rozczarowany i ze "to jednak nie to" prawdopodobnie ucieka w ten sposob przed
        > wlasnymi problemami (i tu sie dziwie najbardziej poniewaz wiem o kogo chodzi).

        O?... Coz, inayat, w takim razie powinnas wiedziec, ze on nie ma problemow. ;)


        > zycz mu teraz wszystkiego najlepszego....
        >

        Zycze mu wszystkiego najlepszego. Zycze kolejnej dziewczynie ostroznosci i
        wyobrazni i dojrzalosci z jego strony, albo identycznego podejscia do zycia,
        jakie ma on... coz jeszcze? Zycze sobie samej wiecej wyobrazni i innych
        takich. 'Psychologicznych i duchowych.' Zycze sobie pozbierania sie. Zycze sobie,
        zeby minelo. Zebym pozwolila zeby poszlo sobie, umiala zamknac ten rozdzial.
        Zycze sobie, zeby przestalo mi sie wszystko z nami kojarzyc. Zycze sobie obudzic
        sie i stwierdzic, ze to byl tylko sen.

        • Gość: inayat Re: Toi IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 31.05.02, 18:20
          > Zycze sobie obudzic sie i stwierdzic, ze to byl tylko sen.

          Wychodzi na to ze to TY jestes niedojrzala. Az tak zle bylo ze to co bylo chcesz
          zamienic w sen?
          Z Twoich dzisiejszych postow wychodzi mala, zraniona, niedojrzala dziewczynka
          ktora uwaza ze caly swiat powinien lezec u jej stop. A jak ktos twierdzi inaczej
          to niech zniknie na zawsze z jej zycia i z pamieci. Moze wystarczylo go kochac,
          byc przy nim i czekac?
          • Gość: Toi Re: Toi IP: 213.77.9.* 31.05.02, 18:34
            Gość portalu: inayat napisał(a):

            > > Zycze sobie obudzic sie i stwierdzic, ze to byl tylko sen.
            >
            > Wychodzi na to ze to TY jestes niedojrzala. Az tak zle bylo ze to co bylo chces
            > z
            > zamienic w sen?

            Nie to co bylo, tylko to, co jest teraz, inayat...

            > Z Twoich dzisiejszych postow wychodzi mala, zraniona, niedojrzala dziewczynka
            > ktora uwaza ze caly swiat powinien lezec u jej stop.

            ??????????????? Swiat nie ma do tego zadnych powodow, a ja takiej potrzeby,
            ochoty, ani pogladu.


            Moze wystarczylo go kochac
            > ,
            > byc przy nim i czekac?

            Bylam i czekalam, wiesz? Bardzo...
            Inayat, co sie stalo? A zreszta... Teraz juz sie bedzie w tym watku dzialo co
            chce, troszke sie rozrosl... Forum jak to forum. :) Nie mam ani sily ani
            mozliwosci wyjasniania, tlumaczenia, dyskutowania, po co?... Dzieki ogolnie.



        • seboc Re: Toi 31.05.02, 18:31
          > Zycze mu wszystkiego najlepszego. Zycze kolejnej dziewczynie ostroznosci i
          > wyobrazni i dojrzalosci z jego strony, albo identycznego podejscia do zycia,
          > jakie ma on... coz jeszcze? Zycze sobie samej wiecej wyobrazni i innych
          > takich. 'Psychologicznych i duchowych.' Zycze sobie pozbierania sie. Zycze sobi
          > e,
          > zeby minelo. Zebym pozwolila zeby poszlo sobie, umiala zamknac ten rozdzial.
          > Zycze sobie, zeby przestalo mi sie wszystko z nami kojarzyc. Zycze sobie obudzi
          > c
          > sie i stwierdzic, ze to byl tylko sen.
          >

          Brzmi to bardzo poważnie. Patrzę sobie w kalendarz, jakie urządzenia Ludzkość
          kontruowała przez kilka miesięcy...

          Wystrzeleni z procy i, zdaje mi się, myśleli, że lecą na Księżyc.

          pozdrawiam
    • wredna2 Re: Toi 31.05.02, 16:35
      Czesc Toi

      rzeczywiscie dawno sie nie pokazywalas, nie chcialas czy nie moglas?

      a teraz nagle chcesz i mozesz...i mimo ze podobno nie ma w tym ukrytej motywacji
      to jednak od razu oskarzasz... a przeciez wiesz dokladnie, sama innym pewno nie
      raz pisalas, ze nigdy nie ma tak, ze winna jest tylko jedna strona...w zadnym
      zwiazku, chyba ze w straaaaaaasznie bardzo patologicznym, ale Twoj raczej taki
      nie byl.. na pewno nie byl...

      poza tym mam wrazenie, ze dokladnie wiedzialas kto jest po drugiej stronie, bo
      ten ktos nigdy sie nie ukrywal ze swoja tozsamoscia, ze swoim sposobem
      postrzegania zycia, milosci, malzenstwa i diabli tam wiedza czego jeszcze, tak
      pelno go bylo wszedzie, denerwujac czesto nie tylko mnie, ale pewno i Ciebie i
      innych...zreszta skoro ja wiedzialam to wszystko,to Ty na pewno jeszcze lepiej...


      i teraz / przepraszam/ pokazujesz strasznie zaskoczona twarz, ze jakas prawda ,
      tak przeciez oczywista dla wszystkich , Ciebie nagle okrutnie zaskoczyla, ze
      porazona jestes nagle brakiem u tego kogos wrodzonej "woalki", brakiem checi
      do "gry" i checi dopasowywania sie... i jeszcze ten zarzut tu i teraz o
      niedojrzalosc, to jakby troche noz w plecy...:(

      wiem , ze cierpi sie w takich momentach jak ten i bardzo Ci wspolczuje,
      szczegolnie ze inne wazne sprawy przed Toba, ale czy rzeczywiscie cierpienie
      upowaznia do tego by tylko oskarzac!

      Przezylam kiedys prawie analogiczna sytuacje, ale mnie to identyczne z Twoim
      doswiadczenie nauczylo jednego, ze w zyciu i w zwiazku , i to w trudnym zwiazku,
      a ten Twoj taki chyba byl od poczatku , nalezy cieszyc sie chwila, nie naciskac,
      nie kombinowac i nie wymuszac nic kuszac zly los , bo to najprostsza droga by
      uzyskac efekt calkiem odwrotny od zamierzonego! A w tym konkretnym przypadku,
      bylo to wrecz ewidentne, ze tak wlasnie moze sie stac...
      sama wiec musisz sobie odpowiedziec, co i dlaczego sie wlasciwie wydarzylo

      pozdrawiam

      wredna
      • toi Re: Toi 31.05.02, 17:05
        wredna2 napisał(a):

        > Czesc Toi
        >
        > rzeczywiscie dawno sie nie pokazywalas, nie chcialas czy nie moglas?
        >
        > a teraz nagle chcesz i mozesz...i mimo ze podobno nie ma w tym ukrytej motywacj
        > i
        > to jednak od razu oskarzasz... a przeciez wiesz dokladnie, sama innym pewno ni
        > e
        > raz pisalas, ze nigdy nie ma tak, ze winna jest tylko jedna strona...w zadnym
        > zwiazku, chyba ze w straaaaaaasznie bardzo patologicznym, ale Twoj raczej taki
        > nie byl.. na pewno nie byl...

        Dobrze, jestem w polowie winna, ze mu przeszlo i przestalo sie chciec. Oskarzam?
        Ale o co?

        >
        > poza tym mam wrazenie, ze dokladnie wiedzialas kto jest po drugiej stronie, bo
        > ten ktos nigdy sie nie ukrywal ze swoja tozsamoscia, ze swoim sposobem
        > postrzegania zycia, milosci, malzenstwa i diabli tam wiedza czego jeszcze, tak
        > pelno go bylo wszedzie, denerwujac czesto nie tylko mnie, ale pewno i Ciebie i
        > innych...zreszta skoro ja wiedzialam to wszystko,to Ty na pewno jeszcze lepiej.
        > ..
        > i teraz / przepraszam/ pokazujesz strasznie zaskoczona twarz, ze jakas prawda
        > ,
        > tak przeciez oczywista dla wszystkich , Ciebie nagle okrutnie zaskoczyla, ze
        > porazona jestes nagle brakiem u tego kogos wrodzonej "woalki", brakiem checi
        > do "gry" i checi dopasowywania sie... i jeszcze ten zarzut tu i teraz o
        > niedojrzalosc, to jakby troche noz w plecy...:(


        Tak sie sklada, ze nie widzialam NIC w jego postrzeganiu zycia, co pozwoliloby mi
        wpasc na to, ze mu 'przejdzie' po tak intensywnym i zaangazowanym byciu ze soba.
        Z pogladami na milosc i malzenstwo zgadzalismy sie. O dopasowywaniu sie mowil
        wiele razy, o checi do 'gry', o empatii itd. Rozmawialismy, pisalismy,
        rozumielismy sie. To, co sie stalo, bylo zaprzeczeniem tamtego. Widzialam kogos
        bardzo dojrzalego, do diabla. Jaki noz w plecy??? A jesli W OGOLE kogos oskarzam,
        to siebie, ze dalam sie zaskoczyc, ze, nie wiem, glupia bylam???...
        Zastanawiajace, jedni pisza, 'nie obwiniaj sie', a ktos inny 'tylko go
        oskarzasz'...


        > Przezylam kiedys prawie analogiczna sytuacje, ale mnie to identyczne z Twoim
        > doswiadczenie nauczylo jednego, ze w zyciu i w zwiazku , i to w trudnym zwiazku
        > ,
        > a ten Twoj taki chyba byl od poczatku , nalezy cieszyc sie chwila, nie naciska
        > c,
        > nie kombinowac i nie wymuszac nic kuszac zly los , bo to najprostsza droga by
        > uzyskac efekt calkiem odwrotny od zamierzonego! A w tym konkretnym przypadku,
        > bylo to wrecz ewidentne, ze tak wlasnie moze sie stac...
        > sama wiec musisz sobie odpowiedziec, co i dlaczego sie wlasciwie wydarzylo

        Naciskalam, odbieralam wolnosc osobista, robilam sceny, bylam nietolerancyjna,
        zupelne zaprzeczenie Toi. Ech, Wredna...
        • wredna2 Re: Toi 31.05.02, 17:35
          toi napisał(a):

          > Dobrze, jestem w polowie winna, ze mu przeszlo i przestalo sie chciec.

          Wiesz, ze to tak wlasnie moze byc? Bo to , ze komus nagle przechodzi czesto ma
          swoje podloze wlasnie w tej drugiej osobie,/ tak samo przeciez jak nagle
          zakochanie sie, ktore notabene nikogo nie dziwi!!!/... i na to nie ma rady,
          niestety! Czasem wystarczy inne spojrzenie na kogos by to co uwazalismy za
          milosc, okazalo sie po prostu czyms zupelnie innym ...i wystarczy wtedy ulamek
          sekundy by przyszla swiadomosc tego faktu...


          > Ale o co?

          No, o to ze nie wyszlo...wiesz, czasem nie wychodzi... vis major!


          > Tak sie sklada, ze nie widzialam NIC w jego postrzeganiu zycia, co pozwoliloby
          > mi wpasc na to, ze mu 'przejdzie' po tak intensywnym i zaangazowanym byciu ze
          soba
          > Z pogladami na milosc i malzenstwo zgadzalismy sie. O dopasowywaniu sie mowil
          > wiele razy, o checi do 'gry', o empatii itd. Rozmawialismy, pisalismy,
          > rozumielismy sie. To, co sie stalo, bylo zaprzeczeniem tamtego. Widzialam kogos
          > bardzo dojrzalego, do diabla. Jaki noz w plecy??? A jesli W OGOLE kogos oskarza
          > m to siebie, ze dalam sie zaskoczyc, ze, nie wiem, glupia bylam???...
          > Zastanawiajace, jedni pisza, 'nie obwiniaj sie', a ktos inny 'tylko go
          > oskarzasz'...

          Rozumiem, ze bylabym cacy, gdybym mowila jak wszyscy... ale ja z jakichs blizej
          nieznanych powodow zajelam miejsce po przeciwnej stronie i to Cie dotknelo...?
          niepotrzebnie!! tez uwazam ze nie powinnas sie obwiniac, bo tak naprawde nie ma
          winnych gdy konczy sie milosc lub to co za milosc uwazalismy...to naprawde dosc
          czesty wypadek wiec potraktuj to jako doswiadczenie na przyszlosc i tyle.


          > Naciskalam, odbieralam wolnosc osobista, robilam sceny, bylam nietolerancyjna,
          > zupelne zaprzeczenie Toi. Ech, Wredna...

          No coz, to Twoje slowa...

          Ech, wredna mowisz? Ano, wredna !
          • toi Re: Toi 31.05.02, 17:55
            wredna2 napisał(a):

            > toi napisał(a):
            >
            > > Dobrze, jestem w polowie winna, ze mu przeszlo i przestalo sie chciec.
            >
            > Wiesz, ze to tak wlasnie moze byc? Bo to , ze komus nagle przechodzi czesto ma
            > swoje podloze wlasnie w tej drugiej osobie,/ tak samo przeciez jak nagle
            > zakochanie sie, ktore notabene nikogo nie dziwi!!!/... i na to nie ma rady,
            > niestety! Czasem wystarczy inne spojrzenie na kogos by to co uwazalismy za
            > milosc, okazalo sie po prostu czyms zupelnie innym ...i wystarczy wtedy ulamek
            > sekundy by przyszla swiadomosc tego faktu...

            No dobrze, dobrze juz... Mozliwe, moze masz racje.


            > > Naciskalam, odbieralam wolnosc osobista, robilam sceny, bylam nietolerancy
            > jna,
            > > zupelne zaprzeczenie Toi. Ech, Wredna...
            >
            > No coz, to Twoje slowa...

            To byla ironia...
            >
            > Ech, wredna mowisz? Ano, wredna !

            Nie obrazilam sie, ee, jak mam sie do Ciebie zwracac, skoro tak sie podpisalas? :)

          • toi Re: Toi 31.05.02, 18:10
            wredna2 napisał(a):

            > toi napisał(a):
            >
            > > Dobrze, jestem w polowie winna, ze mu przeszlo i przestalo sie chciec.
            >
            > Wiesz, ze to tak wlasnie moze byc? Bo to , ze komus nagle przechodzi czesto ma
            > swoje podloze wlasnie w tej drugiej osobie,/ tak samo przeciez jak nagle
            > zakochanie sie, ktore notabene nikogo nie dziwi!!!/... i na to nie ma rady,
            > niestety! Czasem wystarczy inne spojrzenie na kogos by to co uwazalismy za
            > milosc, okazalo sie po prostu czyms zupelnie innym ...i wystarczy wtedy ulamek
            > sekundy by przyszla swiadomosc tego faktu...

            No dobrze, dobrze, moze masz racje...
            >
            > > Naciskalam, odbieralam wolnosc osobista, robilam sceny, bylam nietolerancy
            > jna,
            > > zupelne zaprzeczenie Toi. Ech, Wredna...

            > No coz, to Twoje slowa...
            To byla ironia...

            > Ech, wredna mowisz? Ano, wredna !
            Nie obrazilam sie. Jak mam sie do Ciebie zwracac, skoro tak sie podpisujesz? :)

            • wredna2 Re: Toi 31.05.02, 20:09
              toi napisał(a):
              , Ech, Wredna...


              > > Ech, wredna mowisz? Ano, wredna !
              > Nie obrazilam sie. Jak mam sie do Ciebie zwracac, skoro tak sie podpisujesz? :)


              Mila Toi

              Alez mow mi wredna, jak wszyscy , tyle ze mnie chodzilo bardziej o to "Ech..."
              takie karcące i stawiajace mnie do kąta...a nie czuje bym na to zasluzyla

              pozdrawiam

              wr.
    • Gość: fnoll Re: Toi IP: *.bydgoska.krakow.pl 31.05.02, 17:25
      czy to jest niedojrzale - przestac kochac i powiedziec o tym?

      osobiscie, wiedzac ze nigdy nie bede mial kontroli nad najwazniejszymi dla
      mnie oosbami, nad tym co czuja i robia, wole nie laczyc wlasnej do nich
      milosci z jakimis wymaganiami wobec nich

      co innego milosc, a co innego sztuka bycia razem

      milosc wybacza, milosc niczego nie zada etc. kiedys w to uwierzylem i
      szczesliwie jakos tak mi zostalo - polecam takie ulozenie sie wobec milosci,
      jest plodne i bezbolesne :)))

      powodzenia na sciezkach milosci

      fnoll
      • onnanohito Re: Toi 31.05.02, 17:43
        Fnollu Drogi.

        Powiedz mi, jak mozna przestać kochać?

        W jednym tylko przypadku to sobie wyobrażam - gdy następuje
        długotrwały "rozkład pożycia", gdy z dnia na dzień ludziom jest ze sobą coraz
        gorzej, nie mogą się porozumieć, gdy dzieją się różne zewnętrzno - wewnętrzne
        złe rzeczy. Ale - po prostu mi przeszło - budze się i stwierdzam, że nie wiem,
        co ten facet obok mnie w łóżku robi i czemu jest moim mężem i stwierdzam, że
        przestałam Go kochać???

        Wybacz, ale to jakaś kosmiczna bzdura.

        A może inaczej - mówię Mu "Kocham Cię", mija 5 minut i stwierdzam, że jednak
        przestałam???

        Czy to jest dojrzałe - powiedzieć komuś "Kocham Cię" nie biorąc
        odpowiedzialności za swe słowa?

        To, że usłyszałam od mojego Męża (wówczas chłopaka) KOCHAM CIĘ i to, że czułam
        to samo oznaczało dla mnie, że choćby się waliło i paliło - jesteśmy razem. I
        że nie przejdzie nam ot tak sobie to uczucie, bo to jest moim zdaniem
        niemożliwe.

        Czy ktoś KAZAŁ osobie, o której pisze Toi powiedzieć właśnie "Kocham Cię"????

        To wielkie słowa i niosą ze sobą wielką odpowiedzialność, no chyba, że ktoś
        jest właśnie niedojrzały, drogi Fnollu.

        Pozdrawiam.
        • Gość: fnoll Re: Toi IP: *.bydgoska.krakow.pl 31.05.02, 19:43
          mysle, ze do roku/dwoch bycia z soba, gdy ludzie dopiero zaczynaja sie
          nawzajem obwachiwac i zapacho-zwyczajami przenikac, odkochanie zdarzyc sie
          moze, i to w sposob rownie nagly co zakochanie

          gdy ludzie sie w sobie zakochuja to wpierw robi sie niezly miedzy nimi tygiel,
          a w tyglu jak to w tyglu - zdarzyc sie moze reakcja lancuchowa co kruche
          jeszcze naczynie rozwali

          i gdy ktos potrafi to przyznac - to to sie chwali

          trudno, zycie toczy sie dalej

          nie zadal bym od nikogo od poczatku uczuc trwalych i niezmiennych, taka
          pewnosc rodzi sie z czasem, powoli, gdy sie we wspolnym miejscu korzenie
          zapusci

          a wczesniej, nie mam zludzen, jestesmy jak te taczanki na stepie :)

          pzdr

          fnoll
      • toi Re: Toi 31.05.02, 18:02
        Gość portalu: fnoll napisał(a):

        > czy to jest niedojrzale - przestac kochac i powiedziec o tym?

        Sloneczko... On tego nie powiedzial tak po prostu. MUSIALAM O TO ZAPYTAC.

        > osobiscie, wiedzac ze nigdy nie bede mial kontroli nad najwazniejszymi dla
        > mnie oosbami, nad tym co czuja i robia, wole nie laczyc wlasnej do nich
        > milosci z jakimis wymaganiami wobec nich
        >
        > co innego milosc, a co innego sztuka bycia razem
        >
        > milosc wybacza, milosc niczego nie zada etc. kiedys w to uwierzylem i
        > szczesliwie jakos tak mi zostalo - polecam takie ulozenie sie wobec milosci,
        > jest plodne i bezbolesne :)))
        >
        > powodzenia na sciezkach milosci
        >
        > fnoll

        Fnoll, ja Cie nie rozumiem. Tez nie uwazam, ze wymagania to dobry pomysl. Sztuka
        bycia razem. No i? Sztuka. Samo sie nie dzieje. Zgadzam sie z Toba, a idac za
        Twoim tokiem rozumowania moge powiedziec, ze go kocham, ale nie moge z nim byc,
        jesli chce ocalic swoja tozsamosc, dume, dobrostan psychiczny, whatever. Moze tak
        jest wlasnie.

        • Gość: fnoll Re: Toi IP: *.bydgoska.krakow.pl 31.05.02, 19:49
          toi napisał(a):

          > Gość portalu: fnoll napisał(a):
          >
          > > czy to jest niedojrzale - przestac kochac i powiedziec o tym?
          >
          > Sloneczko... On tego nie powiedzial tak po prostu. MUSIALAM O TO ZAPYTAC.

          aaaaa... no to sie odstosunkowuje wobec tego od mojego stosunku do kwestii
          dojrzalosci, a ze pytac i rozmawiac roznie mozna, to nie majac przed oczami
          tasmy video z tego dramatycznego momentu - pozostaje neutralny


          > Twoim tokiem rozumowania moge powiedziec, ze go kocham, ale nie moge z nim
          > byc,
          > jesli chce ocalic swoja tozsamosc, dume, dobrostan psychiczny, whatever.

          kumam, choc przyznam, ze w swoim doswiadczeniu mialem odwrotnie (mimo odrzucenia
          chcialem byc gdzies obok, nie narzucajac sie naturalnie), ale co historia to
          inaczej

          ale dumy nie kumam

          pzdr

          fnoll
      • Gość: Arie Re: fnoll IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 31.05.02, 19:24
        Czytam co piszesz i ogarnia mnie zdumienie bo albo zupelnie nie wiesz o czym
        piszesz albo nie masz pojecia na czym polega milosc.Milosc to
        zaborczosc,bezkompromisowosc ,pazernosc,zazdrosc,egoizm w najczystszej
        postaci.Jesli druga strona nie odpowiada tak jak oczekuje tego Twoje
        zakochane "wnetrze" masz pozory tragedii tak jak przezywa to autorka tego
        watku.Milosc spelnia sie tylko i tylko w warunkach wzglednej rownowagi
        potrzeb ,oczekiwan i mozliwosci z jednej strony a tego co mozna dac z
        drugiej.Kiedy ta rownowaga zostaje zachwiana pozostaj forum z zalosnym
        uzalaniem sie nad niewdziecznoscia tego ktory akurat ma dosc kochania.O
        uczucia trzeba zabiegac ,pielegnowac jak najdelikatniejsze kwiatuszki,tyle ze
        jest to zadanie dla niewielu a rzeczywiste efekty sa udzialem nielicznych,co
        nie znaczy by nie probowac.
    • seboc Re: Toi 31.05.02, 17:56
      A mi się zdaje, że nie istnieje zajebiste zdanie, które podsumuje Twoje
      rozterki. Mało - nawet mam nadzieję, że takiego nigdy nie usłyszę.

      Właśnie rozchodzę się z żoną, małżeństwo trwało niespełna 4 lata.
      Co ja mam sobie odpowiedzieć?

      - że wtedy byłem głupi, a teraz zmądrzałem - gdy żana i jej strona (powstała
      niechciana barykada), twierdzą, że odwrotnie

      - że byłem głupi i zmądrzałem - jeśli tak, dużo mnie to kosztowało i kosztuje
      nadal, wstyd mi

      - że mi przeszło - pytałem siebie, siedzieć razem było nieznośnie, a kochanie -
      pogubione gdzieś za horyzontem

      - albo inna kombinacja zmian, jaka nastąpiła u mnie i u niej

      I taki mam stan, zdrowy myślę, w nikogo nie uderzam, na nikim nie usiłuję się
      zawiesić. Rozterkę rozwiąże czas, za chwilę może popatrzę na siebie inaczej.
      • seboc Re: Toi 31.05.02, 17:57
        A mam powiedzieć, że mi smutno?
        Kiedy, do cholery, nie jest!
    • kwieto Kwieto 31.05.02, 18:29
      Tak, wszystkim ktorzy sie domyslaja moge odpowiedziec - to ja jetem tym
      niedojrzalym facetem, ktory rozstal sie z Toi.

      Chcialbym tylko pare rzeczy uscislic, bo obraz ktory jest tu przedstawiany
      przez Toi uwazam za bardzo krzywdzacy.

      Toi:

      Od poczatku mielismy pewne watpliwosci czy to jest to, czy to wypali,
      wiedzielismy ze to jest trudny zwiazek - chocby przez ponad 300 kilometrowa
      odleglosc. Zdecydowalismy sie jednak sprobowac. Tak na prawde nie znalismy sie
      w momencie wypowiedzenia slow "kocham Cie" i nie znamy sie tak na prawde do
      dzis. Ile razy sie spotkalismy przez te 5-6 miesiecy? Jedna dwudniowa randka na
      miesiac? Gdzies w ktoryms momencie tego poznawania sie, pojawily sie
      watpliwosci, czy jednak rzeczywiscie ma to sens, czy na pewno do siebie
      pasujemy. Zadzwonilem, chcac o tych watpliwosciach porozmawiac, rozwiazac ten
      problem dotyczacy nas. Uznalismy, ze najlepiej bedzie przejsc w stan
      "separacji". Potem nastapila klotnia o wspolne zachowania podczas ostatniego
      naszego spotkania, probowalem rozmawiac, tlumaczyc, wyjasniac swoj punkt
      widzenia na pewne sprawy - spotkalem sie jedynie ze stwierdzeniem, ze moje
      argumenty "sa smieszne". Mimo to postanowilismy nie zrywac calkowicie kontaktu,
      ze bedziemy ze soba rozmawiac, wysylac SMS-y... Gdy wyslalem jednego czy dwa
      takie teksciki i nie doczekalem sie odpowiedzi - uznalem, ze nie chcesz po
      prostu rozmawiac. Ty napisalas z zapytaniem, dlaczego przestalem pisac - a co
      mialem zrobic, gdy moje SMS-owane listy trafialy w proznie??
      Potem, gdy udalo sie nam ulagodzic cala sytuacje, zadzwonilas, mowiac ze gdy
      bedziesz niedlugo w Warszawie, prawdopodobnie bedziesz nocowac. Zapytalas, czy
      chce bys nocowala u mnie. Na tle tego wszystkiego o czym pisalem powyzej -
      odparlem: "nie wiem". Bo nie wiedzialem czy jest to dobre wyjscie, czy przy
      takich problemach ze zrozumieniem sie wzajemnie chce tego, czy ma to sens w tym
      momencie. Mialem klamac i mowic ze nie mam zadnych watpliwosci?

      To Ty odpowiedzialas wtedy: "skoro nie wiesz, to ja nie chce takiego ukladu".
      To Ty zdecydowalas, ze moje watpliwosci sa dla Ciebie nie do przyjecia.

      A teraz mnie nazywasz niedojrzala osoba? Moze. Ale nie bardziej niedojrzala niz
      Ty.




      Nie chce aby to forum zamienilo sie w wyciaganie wzajemnych zalow i pretensji.
      Dlatego wiecej nie napisze niczego w tym watku.
      • Gość: Toi Re: Kwieto IP: 213.77.9.* 31.05.02, 19:15
        Nie chcialam, nie zamierzalam robic jednego: zdawac relacji. A teraz co? Musze
        odpowiedziec, prawda?

        Relacje maja to do siebie, ze strasznie sie je znieksztalca. Loftus, i inne
        czynniki, nie wiem. Nie bede przywolywac przeciez innej wersji wydarzen, nie
        robmy z siebie posmiewiska, nie po to tu napisalam. A oczywiscie moja wersja jest
        inna, i nie wiem, napisac, ze nie pamietasz? Tak, napisalam tu swoja wersje, a
        potem zaznaczylam i wcisnelam delete, bo wygladalo to zupelnie idiotycznie, co za
        psychodrama ponura... Pomyliles sie chyba powaznie w tych relacjach, tym, jak
        zaczynaly i konczyly sie rozmowy, pomysly, pytania, kto co kiedy jak i
        dlaczego... Mam przywolac to, co najbardziej zabolalo, uswiadamiac komu? Na
        litosc boska, koniec tego.
        To idiotyczne, co teraz robimy. Koniec watku. Dziekuje wszystkim. Bardzo,
        naprawde. Chcialam, zeby ktos do mnie napisal, tylko tyle. Dzieki. Przepraszam.
    • mariposa ooo lala! 31.05.02, 18:42
    • antosia Re: Toi 31.05.02, 18:49
      Niepotrzebnie tu piszecie Toi i Kwieto. Czuje sie jak podczas ogladania jakiegos
      serialu brazylijskiego.
      Okazuje sie ze wszyscy was tu znaja?
      a.
      • mariposa Antosia 31.05.02, 18:52

        zycie, zycie jest nowela...
        • onnanohito Re: Antosia 31.05.02, 18:58
          Antosiu Miła.

          Co to znaczy - niepotrzebnie tu piszecie?
          Każdy może tu pisać o czym chce, Ty również :-)

          I to też nieprawda, że wszyscy ich znamy.

          Wiesz co, Kwieto?
          Jak myslisz, ile osób wiedziało, że to o Ciebie chodzi, zanim tego nie
          napisałeś?

          Mogłeś sobie darować to wyjaśnienie :-(

          Ale, co tam, niech tam Toi jeszcze bardziej pocierpi, cóż to ma za znaczenie.

          Smutno mi!!!!!!!!
          • mariposa Re: Antosia 31.05.02, 19:02
            onnanohito napisał(a):

            > Antosiu Miła.
            >
            > Co to znaczy - niepotrzebnie tu piszecie?
            > Każdy może tu pisać o czym chce, Ty również :-)
            >

            ONNAOHITO, a pamietasz ten niesmak, kiedy odkrylas, ze Gwiazdor ma kapcie sasiada?
            • onnanohito Re: Antosia 31.05.02, 19:07
              Motylu Drogi!

              Ale te kapcie to nam tutaj zaprezentował Pan K., nieprawdaż?

              Moim zdaniem pokazał chłopak klasę.

              Smutno mi!!!!!
              • Gość: fnoll Re: Antosia IP: *.bydgoska.krakow.pl 31.05.02, 23:15
                onnanohito napisał(a):

                > Smutno mi!!!!!

                smutno mi ze ci smutno!!!

                swiat juz nie bedzie taki sam...
          • momi Re: Antosia 31.05.02, 19:08
            onnanohito napisał(a):

            > I to też nieprawda, że wszyscy ich znamy.
            >
            > Wiesz co, Kwieto?
            > Jak myslisz, ile osób wiedziało, że to o Ciebie chodzi, zanim tego nie
            > napisałeś?
            Bywam tu bardzo rzadko, ale domyśliłam się i było to nadzwyczaj proste. Jest to
            niesmaczne. Pewne sprawy powinno załatwiać się w cztery oczy. Jeśli Toi jedynie o
            wsparcie chodziło to mogła zmienić nick.
            >
            • Gość: Toi Re: Antosia IP: 213.77.9.* 31.05.02, 19:22
              momi napisał(a):

              > onnanohito napisał(a):
              >
              > > I to też nieprawda, że wszyscy ich znamy.
              > >
              > > Wiesz co, Kwieto?
              > > Jak myslisz, ile osób wiedziało, że to o Ciebie chodzi, zanim tego nie
              > > napisałeś?
              > Bywam tu bardzo rzadko, ale domyśliłam się i było to nadzwyczaj proste. Jest to
              >
              > niesmaczne. Pewne sprawy powinno załatwiać się w cztery oczy. Jeśli Toi jedynie
              > o
              > wsparcie chodziło to mogła zmienić nick.

              Moglam, myslalam o tym. Chcialam, by odezwaly sie osoby, ktore mnie znaly, i nie
              chcialam pisac jako ktos inny. Ale masz racje. Przepraszam. Koniec.
              > >

              • momi Re: Antosia 31.05.02, 19:28
                Gość portalu: Toi napisał(a):

                > Moglam, myslalam o tym. Chcialam, by odezwaly sie osoby, ktore mnie znaly, i ni
                > e
                > chcialam pisac jako ktos inny. Ale masz racje. Przepraszam. Koniec.

                Wirtualnie 'znam' Cię . Lubiłam Cię czytać , rozmawiać z Tobą kiedyś i uważam za
                Wspaniałą Osobę.Pozdrawiam serdecznie.

                • momi Re: Toi 31.05.02, 19:30
                  Poprzednia odpowiedz była, rzecz jasna, do Toi.
          • kwieto Re: Antosia 31.05.02, 19:15
            onnanohito napisał(a):


            > Ale, co tam, niech tam Toi jeszcze bardziej pocierpi, cóż to ma za znaczenie.
            >

            A ja sobie moge cierpiec, czytajac te zarzuty, to jednostronne patrzenie na moje
            zachowanie i moje slowa?

            Jeszcze do dzismyslalem o calej sprawie mniej wiecej w taki sposob:

            www.gazeta.pl/alfa/home.jsp?dzial=0511&forum=210&wid=2015492&aid=2016927
            www.gazeta.pl/alfa/home.jsp?dzial=0511&forum=210&wid=2012404&aid=2016583

            A teraz... ech....
            • Gość: Jeweller Re: Antosia IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 31.05.02, 22:13
              kwieto napisał(a):

              > onnanohito napisał(a):
              >
              >
              > > Ale, co tam, niech tam Toi jeszcze bardziej pocierpi, cóż to ma za znaczen
              > ie.
              > >
              >
              > A ja sobie moge cierpiec, czytajac te zarzuty, to jednostronne patrzenie na moj
              > e
              > zachowanie i moje slowa?
              >
              > Jeszcze do dzismyslalem o calej sprawie mniej wiecej w taki sposob:
              >
              > <a href="www.gazeta.pl/alfa/home.jsp?dzial=0511&forum=210&wid=2015492&ai
              > d=2016927"target="_blank">www.gazeta.pl/alfa/home.jsp?dzial=0511&forum=210&wid=
              > 2015492&aid=2016927</a>
              > <a href="www.gazeta.pl/alfa/home.jsp?dzial=0511&forum=210&wid=2012404&ai
              > d=2016583"target="_blank">www.gazeta.pl/alfa/home.jsp?dzial=0511&forum=210&wid=
              > 2012404&aid=2016583</a>
              >
              > A teraz... ech....

              Tak, licytujcie się. Wiecie co? Ta manifestacja to jest DNO. Jeszcze daleko i
              daleko. Czasem mówiłeś coś mądrzej, czasem mniej. A teraz - jak myślisz, czy
              któremukolwiek z nas potrzebne wiedzieć, kto cierpi bardziej? A zajmijcie się
              oboje prawdziwymi problemami, dzieci.

              pozdrawiam, jutro Dzień Dziecka
      • Gość: seboc Re: Toi IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 31.05.02, 20:22
        unreality show

        forum - bitwa

        a ja powiem, do tego nominowanego, który odejdzie ze spuszczoną głową:

        Bądż twardy (twarda)
    • kropel Rady "Inteligentne i Mądre" 31.05.02, 19:13
      I tu widac ( bez obrazy bardzo proszę, mówię to bezosobowo ) że te wszystkie
      rozumowo-teoretyczne rady forumowe można o kant d... potłuc.

      Ps.Co sie więc liczy ? Możność wygadania się chyba, eech...


      • Gość: Renka Re: moja nieskromna opinia w tej sprawie IP: *.home.cgocable.net 31.05.02, 19:46
        Nigdy bym w zyciu nie skojarzyla Kwieta z Toi.Mowi sie, ze ludzie szukaja sie
        na zasadzie przeciwienstw, ale..Kwietem trzeba umiec zawladnac, wtedy moze cos
        z niego sie wydusi... Toi, jestes za slaba na Kwieta.Masz wrazliwosc mimozy i
        latwo sie ploszysz.Chociaz nie brak ci skutecznosci, to Kwieto po prostu ma
        swoje zasady i jest uparty i jest w ogole kandydatem na starego kawalera :)
        Gdyby byl juz po rozwodzie, rowniez bym sie nie zdziwila.
        Toi, potrzebujesz kogos bardzo pewnego siebie, ale takich osob sie nie naciska
        i nie mysli sie za nie.Z silnymi, wyraznymi osobowosciami postepuje sie jak z
        jajkiem. Pomalutku i ostroznie.Wiem cos o tym :))))))
        • proo bez tematu 31.05.02, 20:22
          Nie podnoście już tego wątku!
          To okrutne.

          Ccciiiiiiiiiiii ..........

          "..Bądź , proszę cię , na rozstań moście
          Nie zabijaj tej Miłości ..
          Daj spokojnie umrzeć JEJ."

          proo
        • ktos8 Re: moja nieskromna opinia w tej sprawie 01.06.02, 12:37
          Gość portalu: Renka napisał(a):

          > Toi, potrzebujesz kogos bardzo pewnego siebie, ale takich osob sie nie naciska
          > i nie mysli sie za nie.Z silnymi, wyraznymi osobowosciami postepuje sie jak z
          > jajkiem. Pomalutku i ostroznie.Wiem cos o tym :))))))

          Renka, nie znasz Toi, a ja, tak sie składa, i owszem. To bardzo silna, wyrażna,
          piękna osobowość. Wrażliwa, ale nie mimoza na pewno. Podnosi się, walczy z
          przeciwnościami, łatwo się nie poddaje. Wystarczy spojrzeć na jej życiorys i dom.
          Przytomność życiowa ogromna. Sporo okazji, by nauczyć się mądrości, trudności
          życia, odpowiedzialności, rozumienia drugiego człowieka. W dodatku wierzę, że nie
          naciskała, jak ją znam, chciała duetu, ale wzięła całe budowanie na siebie. A tak
          się nie da, i o tym chyba wiedziała. Teraz jest w kiepskim stanie, nigdy tak
          chyba jeszcze nie było, bliscy się martwią, ale wiem, że się z tego wydostanie, i
          ona też wie.

    • Gość: fantasia Re: Toi IP: 62.233.138.* 31.05.02, 20:19
      No a stara ciotka jak zwykle orientuje się dopiero po fakcie.
      Jak zaczął pisać o tym Kwieto, krzywiło mię. Że dlaczego, na forum, jak to.
      Gdym przed chwilą ujrzała Twój nick, to mnie z krzesełeczka wyrzuciło.

      Ale po dwóch minutach zastanowienia stwierdziłam, że tak właśnie być musiało.
      Tu się znaleźliście, choć nie szukaliście (albo właśnie owszem), i tu się też
      zgubiliście, gdzieś w połowie drogi (dlaczego połowie?) pomiędzy monitorami a
      dłońmi. No i tu się jakby znów szukacie, znajdujecie, gubicie...

      A ja, choć telewizora od paru lat nie widziałam, wciąż mam przed oczkami
      Archiwum X - "the truth is out there". Błeee, ale banał.

      No, nie da się być nie będąc. Nie da się, Misiu, moja droga K... Nie da się,
      noż kurwa mać...

      To, co czujesz, to jeden zestaw kapci. Przecie wiedziałaś, co czynisz. Nikt Cię
      pod pistoletem. Chciałaś. Było to dobre. Nie mów teraz, że on taki, owaki,
      klapki z oczu, królewicz stał się żabą... To nieprawda. Wiedziałaś dużo
      wcześniej, jaki jest, kim jest. A które z faktów przyjmowałaś do wiadomości,
      których nie - sama to wybierałaś. I on wybierał. I nie mów teraz, że to była
      pomyłka. To za łatwe. A co to za cierpienie, które jest proste? Że coś było,
      nie jest. Że czas, że złudzenia, że fizyczny ból rozbuchanej wrażliwości, że
      ktoś wsadził palec tam, gdzie boli... Tak to każdy potrafi. No więc skoro już
      cierpisz, to się wysil trochę. Spróbuj się uśmiechnąć do niego. Spróbuj
      rozłożyć na łopatki gniew i rozgoryczenie... Działa.
      "wiele razy jeszcze
      umierać będziesz aż się nauczysz
      na samym końcu wreszcie kochać życie"

      A drugi zestaw kapci to przeca ten cały układ, moje fucking ulubione w dupę
      jebane słowo. Odległość. Wióry, co lecą, gdy drwa rąbią (czyt. gdy suma
      osobowości w układzie zakłóca równowagę w przyrodzie). Wiek. Dojrzałość, ta
      znacznie szerzej pojęta niż tylko poszczególne gesty i relacje. Pragnienia,
      potrzeby i insze tam pokwikiwania człowieka w człowieku... Sprawy, Rzeczy,
      Ludzie, Miejsca, Terminy. Tak się nie da. Zupełnie niezależnie od tego, kto z
      kim. Okay, nie jest to fajne. Wiem. Ale.

      No i ten wirtual. Mejle, esemesy i w ogóle data transmission w miejsce... Tak,
      ja wiem, że po to one są, te wszystkie bajery, żeby przy ich pomocy udawać, że
      one są naprawdę. Ale one nie są naprawdę.

      I co Ci jeszcze napisać?
      Zadzwonię do Ciebie wieczorem późnym. A może nie dziś. Bo cóż powiem? "A nie
      mówiłam"? Niewielka atrakcja. Daj znać, jeśli masz ochotę do mnie pokwakać. A
      może wleź w pociąg i przyjedź na pół dnia do domu wariatów? (tylko nie mów, że
      Sprawy, Rzeczy, Terminy i Kasa, błagam. Wiesz dobrze, że o kant dupy to
      wszystko. To już wolałabym, żebyś mi odpowiedziała "daj mi spokój, ja cię
      organicznie nie znoszę". Naprawdę).

      Wiesz co, Toi?
      Cholernie Cię lubię.
      Mocno, znaczy.

      Co z tego? Nic. Z tego nie musi nic wynikać.

      ***
      "Musisz się poddać łagodnej przemocy
      nie ma ucieczki przed słabością
      drapieżcy mają miękkie pióra
      wiosła łagodnie młócą mgłę

      Musisz się poddać ciemności olśnienia
      szumom głuchoty
      systematom snów
      kalectwu przeczuć

      Zaufać oddaleniu które zbliża
      samotność jest najbardziej zażartym dialogiem
      już inny idzie aby się narodzić
      pewny jak cios dopiero potem będzie słaby

      A nie zapomnij podziękować matce gdy odchodzi
      za to że w snach cię będzie ratowała
      i dźwigaj winę niewdzięczności
      przyjmując zawsze chleb za kamień

      I wreszcie trzeba zgodzić się na siebie
      jak się godzimy wcześniej na zło świata
      cóż więcej mogę ci powiedzieć
      oprócz jednego szumiącego morza"
      ***

      • ktos8 Kwieto, czy Ty aby... 01.06.02, 13:02
        ... nie mijasz się nieco z prawdą? O ile MNIE wiadomo, "randki" były częściej i
        dłużej. Tydzień - kilka dni i zawsze pod jednym dachem? I jaką dziewczynę
        znałeś bliżej i lepiej? (Tu ryzykuję, bo nie wiem na pewno, ale z tego, co
        wynika z Twojej pisaniny od dawna...) I coś się chyba nie zgadza z tymi
        zdarzeniami, decyzjami, jak to było, hmmmmm, hmmm... Toi nie podała tutaj
        swojej wersji (W jakiej sytuacji ją postawiłeś? Wybór publiczne, personalne
        wybebeszanie, a pogodzenie się z tym, co napisałeś?), bo w ogóle pomysł z
        ujawnianiem się i podawaniem tych "zdarzeń"... Halo???? :( Nawet jeśli sporo
        osób wiedziało, ze Ty, mogliśmy o tym nie wspominać. Wredna22, bardzo się do
        tego przyczyniłaś... Po Twoim pierwszym poście to było oczywiste. A Toi chyba
        liczyła na nasz takt i chyba nie do końca wiedziała, ile osób wie i się domyśla.

        Kwieto...Sam napisałeś w innym, przywołanym wątku, że przecież potrafisz
        się "dogrywać", a ona była "świetna", ale nie robiłeś tego... Bo czegoś Ci
        zabrakło. Czyżby... tego, żeby Ci NA NIEJ zależało? Uczucia? Skoro nie była
        ważniejsza od niczego, co TWOJE i co TY... Tak napisałeś... Stwierdzić po tak
        krótkim czasie, podobno przejściowym w sensie odległości (jak myślisz, jak tam
        jej egzaminy, pamiętasz? :( ), że nie mówicie wspólnym językiem i kropka, nie
        warto, gdy już w tym byliście po uszy? To jest właśnie straszna niedojrzałość,
        kochany.
        Nie była ważna? To nie grzech. Ale... trzeba uważać na słowa, nie stwarzać
        przekonujących pozorów, nie oswajać tak. Na nią. Zanim będzie za póżno. Tyle o
        niej wiedziałeś. Tu też dojrzałość.
        Życzę wszystkiego dobrego.

        Toi, wiesz, ze to minie. Boli, ale minie właśnie jak sen. Myślę o Tobie.
        • ktos8 Re: Kwieto, czy Ty aby... 01.06.02, 13:14
          Aha, fantasia ma rację, te wirtuały... Ale hmmmmm jak tam rachunki
          telefoniczne? Nie odrywaliście się od telefonu w przerwach... Nie mów, że od
          początku siamto i owamto, bzdury, kochany.
          No nic.
          Szumiące morze. Szumi wszystkim. Każdemu smutno.
    • 7turysta Kwieto 01.06.02, 14:01
      twoje cale wpisy na tym forum...wiesz co? jestes niewiarygodny! ...300km? i co
      z tego! jedz do niej, niech da ci w gebe, niech sie wyzyje na tobie, przytul
      ja, niech sie wyryczy w twoich ramionach. nie zostawia sie kobiety w takim
      stanie.

      te cale (sorry) pierdolone frazesy na tym forum sa gowno (sorry) warte, jesli
      tylko slowami zostaja.
      • Gość: Anna27 znowu mnie kusi by sie odezwac... IP: *.proxy.aol.com 01.06.02, 16:49
        ...a mialam nie pisac.
        Sprobuje byc obiektywna i udac, ze to nie o kwieto tylko o jakims anonimowym
        chlopaku. Obiecuje nie robic personalnych wycieczek. Kwieto jesli to czytasz,
        to nie mysl, ze sie wyzywam. To tylko pare mysli o ogolnych o zwiazkach, ktore
        nie przetrwaly.

        Po pierwsze uwazam, ze Toi miala prawo czuc zal i smutek i powiedziec o tym na
        forum. Nie powiedziala imienia tego, ktory przestal kochac. On sam nam o tym
        powiedzial. A wiec to nie toi zrobila z tego virtual reality show. Z poczatku
        mozna bylo jej problem traktowac jak problem kazdej dziewczyny, ktora facet
        olal. Potem ten facet przestal byc anonimowy za swoja wlasna zgoda.

        Ja mysle ze to jest OK, jesli toi wyraza swoje uczucia w przestrzeni publicznej
        i nie oskarza nikogo imiennie. Moze rzeczy nie zostaly dopowiedziane miedzy
        nimi i toi czula, ze na forum latwiej jej bedzie powiedziec to co lezy na
        watrobie. Mysle, ze nie zrobila tego w nadziei, ze chlopak sie ocknie - bo
        nikt nikogo nie zmusi do milosci. Nie wiadomo kiedy sie skonczyla ta milosc i
        czy wystarczylo na to 10 dni. To chyba nie jest naistotniejsze. Wyglada na
        to, ze potencjal tego zwiazku sie chyba wyczerpal i nie ma sensu dyskutowac kto
        byl niedojrzaly.

        Ze zwiazkami na odleglosc problem jest taki, ze znaczna jego czesc rozgrywa sie
        w naszej wyobrazni. Slyszalam tez opinie psychologow, ze w zwiazki na
        odleglosc pakuje sie ludzie rozczarowani zwiazkami z kims geograficznie
        bliskim. Nie wiem czy to prawda w waszym przypadku- w moim przypadku byla. W
        zwiazek na odleglosc trzeba wlozyc dwa razy wiecej pracy (i forsy- sorry za
        pragmatyzm) niz w taki z dziewczyna z tej samej wsi. Nie kazdy to wytrzymuje.
        Nie jest to nawet kwestia dojrzalosci czy nie, ale gotowosci do poswiecania
        sie, wlozenia ogromnej czesci siebie dla czegos co jest tak naprawde nieznane.

        Racjonalnie mozna wytlumaczyc, ze ktos waha sie isc dalej w taki zwiazek. Ale
        emocjonalnie to zawsze jest bolesne dla tego porzuconego. Kazde zerwanie
        boli. A zerwanie z kims kogo sie wiecej piescilo w myslach niz w realu boli
        chyba jeszcze bardziej.

        Nie podobaja mi sie podsumowujace posty fnolla i wrednej2, bo zaprzeczaja temu,
        ze toi ma LUDZKIE i NIEZBYWALNE prawo byc teraz roczarowana, zla, zraniona,
        oskarzajaca. Takie jest prawo kogos, kto zostal porzucony.
        • kwieto Ostatni wpis 01.06.02, 17:31
          Anno, ale to ja zostalem porzucony. To Toi powiedziala, ze nie chce kontynuowac
          tego zwiazku
          • Gość: inayat Re: Ostatni wpis IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 01.06.02, 17:49
            kwieto napisał(a):

            > Anno, ale to ja zostalem porzucony. To Toi powiedziala, ze nie chce kontynuowac
            >
            > tego zwiazku

            Co z tego ze tak powiedziala. Powiedziala i liczyla na to ze bedziesz ja
            przepraszal i blagal o powrot. A Kwieto jest twardy i nie zebrze o nic.
            To moj ostatni wpis. Wiecej sie nie wtracam. Obydwoje macie wine.
            • Gość: onnanohi Re: Ostatni wpis IP: *.devs.futuro.pl 01.06.02, 22:04
              Kwieto!
              Jesteś zwykłą, małą świnką, nie każdy wie, jak i dlaczego to się odbyło, ale
              Ty, Toi i niestety ja wiemy!!!!

              Więc nie pisz tu, że zostałes porzucony, biedny, mały chłopczyku.

              Jestem wściekła i chciałabym ci dac w pysk, zarozumialcze.

              Zbudowałeś sobie swój cudny świat, jak Renka!!! Wy zawsze macie rację i nic i
              nigdy nie przekona Was, że jest inaczej.

              Kwieto, naprawde tak słabo znałeś Toi, żeby nie mieć na tyle wyobraźni, aby
              poczuć, jaki ból sprawi jej to, co tu napisałeś? Cała ta historia - zadzwoniła,
              nie zadzwoniła. To po prostu jest tak bardzo niskie, takie licytowanie się:"a
              ja mam rację, bo ona w piatek powiedziała, że". Podłe po prostu.

              Spójrz w lustro, Kwieto, tylko się nie przestrasz, co tam zobaczysz. Jesteś
              taki inteligentny, oczytany i głęboki, ale ... Wiesz co? Bałam się o Toi, bo
              uważałam, że to Ty jesteś i zawsze będziesz dla siebie najważniejszy, nawet
              kosztem innych osób. I bałam się, że ją skrzywdzisz. Takie miałam wrażenie,
              wiesz kiedy. Bo bardzo dobrze można Cię było poznać na forum.

              I w takiej sytuacji, kiedy wszyscy, nawet całkiem obcy ludzie mogą wyczytać w
              postach Toi przeogromny smutek i stratę Ty MUSIAŁEŚ podać swoją wersję, bo TY
              jesteś najważniejszy. Zero współ-odczuwania. I to wobec osoby, która była Ci
              tak bliska. Chciałabym wierzyć w to, że naprawdę myslisz, że Twoja wersja jest
              prawdziwa. Ale przyjmując nawet i takie założenie, mogłeś zachować ją dla
              siebie ...

              Pozdrawiam.

              Toi! Trzymaj się!!!!!!!!!!!!!!!
              • Gość: Melba Takie mam głupie wrażenie... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.06.02, 22:51
                że Onnanohi, Toi i Kwieto i Fantasia pewnie też i kto tam jeszcze się zna
                bardziej realnie, mogliby sobie o tym pogadać w swoim realnym gronie. Ale
                oczywiscie nie musze tu wchodzić i czytać, jak pewnie powiecie. Nie wchodzę
                więc. Dziwnie się porobiło...
                • proo *** 01.06.02, 23:21
                  Kwieto!
                  Na miłość boską! Nie reaguj!

                  onnanohi,
                  czy Ty żebrzesz w imieniu toi o miłość?
                  Czy też chcesz ukarać Kwieto za to , że uczciwie przyznał ,
                  że "chemia wyciekła mu z żył" i kłamać nie umie ... nie może ..?
                  To żenujące.

                  proo

              • Gość: fnoll onnanohi IP: *.bydgoska.krakow.pl 02.06.02, 04:13
                musze przyznac, ze najbardziej w wirtualnym odbiciu calej historii zniesmacza
                mnie twoj histeryczny wklad :)
        • Gość: fnoll Re: znowu mnie kusi by sie odezwac... IP: *.bydgoska.krakow.pl 02.06.02, 04:06
          Gość portalu: Anna27 napisał(a):


          > Nie podobaja mi sie podsumowujace posty fnolla i wrednej2, bo zaprzeczaja
          > temu,
          > ze toi ma LUDZKIE i NIEZBYWALNE prawo byc teraz roczarowana, zla, zraniona,
          > oskarzajaca. Takie jest prawo kogos, kto zostal porzucony.

          jednak jako ludzie wolni mamy prawo nie korzystac z tego prawa :)

          no chyba, ze ktos poczuwa sie do bycia zniewolonym...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka