Gość: ON
IP: *.chello.pl
03.06.02, 02:18
Opowiem Wam "krotka" historie.
Gdy przyjechalem do wawy dzieki bratu za praca, pierwszy raz ja zobaczylem.
Poczulem to cos ale nie zdalem sobie z tego sprawy. Tutaj wynajmujemy "szostka"
3pok. mieszkanie, uczymy sie i pracujemy. Atmosfera byla mila i nie rzadko
przezabawna - w wiekszosci dzieki mnie. Mijaly miesiace, zmieniali nam sie
wspollokatorzy i raz mieszkanie, ale zawsze ona z kolezanka, ja i brat
trwalismy razem. To juz ponad 2 lata. W jej zyciu w tym czasie z tego co wiem
bylo dwoch "facetow". Zbytnio nie bralem sobie tego do siebie bo slabo
utrzymywali kontakty az do teraz gdy stan zagrozenia samotnoscia wydal jej sie
bardzo realny majac juz 27lat. Stalem sie wiec obiektem zainteresowania
wnioskujac to po czestych slownych "docinkach" dajacych do myslenia z jej
strony i przyjaciol. Wszystko by bylo pieknie, gdyby nie moj realizm, ktory
podpowiada mi jednak, ze nie jestem odpowiednim facetem dla niej. W pewnym
sensie mozna by nas przyrownac do ognia (ona) i wody (ja). Mowiac dalej jest
typem panienki dla nadzianego goscia. Ja temu nie moge sprostac. Mimo to jednak
dusi mnie to tym bardziej, ze za miesiac nasze drogi sie rozejda, poniewaz z
bratem i znajomymi znalezlismy 2pok. mieszkanie. I teraz mam dylemat, w ktora
strone mam sie udac? Pytanie prawie wrecz z "Hamleta".