Gość: Jeweller
IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl
06.06.02, 14:55
Taka to bajka:
Mamy w pracy sekretarkę. Ta ma przyjaciółkę. Osoba wspomniana właśnie
przyjechała do Polski. Od dawna częstowała mnie i innych nas tutaj
opowieściami. Piękna to była osoba, rozgarnięta, szczęśliwa, ze wspaniałym
mężem, dzieckiem, domem, który właśnie jest remonowany. Cud, złota
reprezentantka Polski w Wściekłym Kraju.
Spotkały się. Od rana relecje nie ustają. Oczywiście Amerykanka nadal jest
wspaniała - w oczach opowiadającej. Tylko mi terez trudniej w to uwierzyć.
Bo ona taka przebojowa - dowód: jest chamska w restauracji.
Bo jest nieszczęśliwa - dowód: nie przyszedł na spotkanie dawny chłopak, tzw.
miłość życia (nigdy nie przychodził na spotkania), a mąż to ma swoje życie, ona
swoje i im żle, tylko łóżko, praca razem, dziecko, nowy dom i... nic więcej,
tych kilka rzeczy, mąż wziął się z tego, że chciała (a już nie chce?) życiu
zrobić na złość a nikogo nie było w pobliżu.
A i opowiadająca, czuła się jakby gorsza, bo:
- ma takie małe problemy (jest szczęśliwa),
- naraziła się na śmieszność, bo zaparkowała krzywo,
- z powodu jeszcze paru równie istotnych rzeczy.
Trochę nieskładnie. Ale po co ja to opowiadam?
No właśnie. Czy coś mi się dzieje?
Ja nie chcę więcej być wśród takich kretynów!
Albo to ja kretyn, zasugerujcie mi coś delikatnie, proszę.
pozdrawiam