marybellows
24.02.05, 10:46
Jak myślicie: po co właściwie od dzieciństwa człowiek jest męczony wciskaniem
wiedzy, która go nie interesuje - zwykle kosztem tego, co naprawdę go ciekawi?
Dlaczego wszyscy muszą znać zarówno budowę lancetnika, całki i "Potop"?
Wiadomo przecież, że "z niewolnika nie ma robotnika", zatem ten, kogo brzydzą
całki, zapomni o nich w dzień po egzaminie i tylko bedzie mu zal, że stracił
czas i energię i spędził kawałek swojego zycia w sposób odstręczajacy. A
mógłby w tym czasie - z przyjemnościa i w natchnieniu - napisać esej..
Czy system edukacji nie jest chory i nielogiczny? Czemu to służy?
Może hamowaniu kreatywności i naturalnej ludzkiej potrzeby poznania, czyli
finalnie - spowalnianiu postępu, równaniu w dół, podcinaniu skrzydeł?
Czasem wydaje mi się, że szkołę w obecnym kształcie wymyślono po to, by
uwięzić w murach młodych i pełnych energii ludzi - potencjalnych buntowników,
demaskatorów i geniuszy LEPSZYCH od starszych - i mieć spokój, status quo i
utwierdzone przez wieki uzasadnienie dla własnego poczucia wyższosci.
Macie dzieci i patrzycie, jakie maja zdolności i czego się uczą. Sami
byliście uczniami i byc może wkuwaliście gramatykę łacińską. Nie żal wam
potencjału utopionego w niewłaściwej dziedzinie? Jak myslicie, czemu coś, co
jest w oczywisty sposób kiepskie, od stuleci tak dobrze się trzyma?
A może ktoś mi uzasadni, że właśnie jest dobre? :)))