Dodaj do ulubionych

Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej

24.02.05, 10:46
Jak myślicie: po co właściwie od dzieciństwa człowiek jest męczony wciskaniem
wiedzy, która go nie interesuje - zwykle kosztem tego, co naprawdę go ciekawi?
Dlaczego wszyscy muszą znać zarówno budowę lancetnika, całki i "Potop"?

Wiadomo przecież, że "z niewolnika nie ma robotnika", zatem ten, kogo brzydzą
całki, zapomni o nich w dzień po egzaminie i tylko bedzie mu zal, że stracił
czas i energię i spędził kawałek swojego zycia w sposób odstręczajacy. A
mógłby w tym czasie - z przyjemnościa i w natchnieniu - napisać esej..

Czy system edukacji nie jest chory i nielogiczny? Czemu to służy?
Może hamowaniu kreatywności i naturalnej ludzkiej potrzeby poznania, czyli
finalnie - spowalnianiu postępu, równaniu w dół, podcinaniu skrzydeł?
Czasem wydaje mi się, że szkołę w obecnym kształcie wymyślono po to, by
uwięzić w murach młodych i pełnych energii ludzi - potencjalnych buntowników,
demaskatorów i geniuszy LEPSZYCH od starszych - i mieć spokój, status quo i
utwierdzone przez wieki uzasadnienie dla własnego poczucia wyższosci.

Macie dzieci i patrzycie, jakie maja zdolności i czego się uczą. Sami
byliście uczniami i byc może wkuwaliście gramatykę łacińską. Nie żal wam
potencjału utopionego w niewłaściwej dziedzinie? Jak myslicie, czemu coś, co
jest w oczywisty sposób kiepskie, od stuleci tak dobrze się trzyma?
A może ktoś mi uzasadni, że właśnie jest dobre? :)))
Obserwuj wątek
    • procesor Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 10:56
      Gdyby nie szkoła o istnieniu niektórych dziedzin wiedzy w ogóel dziecię by nie
      wiedziało. Odkrywano by te same prawdy od nowa zamiast poznać je i pójść dalej..
      Co jeszcze?
      Kto by te dzieci uczył poza szkoła? Chodzi mi o czas.

      Oczywiście, szkoałą nie jest najdoskonalszym wynalazkiem. :)
      Ale ma jeszcze funkcje więziotwórcza. No, może teraz już nei tak bardzo. Ale
      moje stare wypróbowane przyjaźnie to te z jeszcze podstawówkowych czasów. Wiesz,
      wspólne cele, wspólny wróg, hehe. :)
      • marybellows Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 11:09
        Zgadzam się jak najbardziej z sugestia, że dzieciom trzeba dać wszystkiego
        posmakować, żeby mogły wybrac, co lubia, i doskonalic się w tym.

        Ale : POSMAKOWAĆ vel degustować, czyli liznąć podstawy, a nie UDŁAWIĆ czyli
        karmić niczym tuczne gęsi niestrawnymi kawałami zbędnej wiedzy...

        Chodzi mi o ilość i powszechność, czyli: proste ułamki - tak, bo to podstawa i
        ma przełożenie praktyczne, ale całki - tylko dla zainteresowanych. Czytanie i
        pisanie, także sprawna stylistyka - tak, ale mesjanizm w "Dziadach" - tylko dla
        zainteresowanych.

        Obserwowałam zmyślnych technicznie chłopaczków niemal rzygających przy poezji
        Petrarki i humanistów nie sypiających w nocy przez wyższą matematykę /to - gdy
        patrzyłam w lustro/. Oczywiście każdy migiem zapomniał to, czego nie trawił. I
        po co to było?...
        • procesor Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 11:18
          Och, Mary, szkoła i program nauczania to temat-rzeka.
          Nie, temat-OCEAN! :)

          Miałam w reku plecak mojego bratanka-gimnazjalisty. Ciężar tego wora był
          porażający. Buntuje się przeciw takiemu zdręczniu dzieciaków - moja córka
          drugoklasitka tez nie ma lekkiego tornistra.
          Mając jednak w pamięci rózne reformy - takż ete co koło mnie się obijały - nie
          mam nadziei na rychła poprawę warunków. Programy od lat sie przeładowuje. Mnoży
          sie rózne programy autorskie - liczba poręczników i innych dodatków jest
          porażająca. Wystarczyły jedne a naprawdę dobry program.

          Jedna rzecz jest dla mnie od razu do przeniesienia na poski grunt - komplet
          podręczników w domu i drugi w szkole. Precz z dzwiganiem ciężarów!
          Ech czasu mi teraz brak.. :) Bo pisac można długo i namiętnie o tym co w szkole.
          • marybellows Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 11:25
            Ja mieszkam niedaleko podstawowej szkoły muzycznej. Małe dziecko do niej idące
            nie jest w stanie nawet pomieścić w rękach: instrumentu, plecaka, worka z
            kapciami, bloku rysunkowego, torby ze strojem na gimnastykę...

            Albo zadawanie do domu niezliczonych prac z założeniem, że "odrobią je" z
            dzieckiem rodzice lub korepetytorzy...

            To jakiś horror! Dlaczego nie ma silnej społecznej reakcji przeciwko
            nieludzkości i głupocie szkół? Przecież sa na świecie lepsze wzorce!..
            • lala.laleczna Przymus szkolny to stosunkowo niedawny 01.03.05, 07:43
              wynalazek. I bardzo szkodliwy, oczywiście. Od dawna twierdzę, że wystarczyłyby
              trzy klasy obowiązkowej nauki dla wszystkich - a reszta powinna uczyć się tego,
              czego sama chce i w takim tempie, jakie mu odpowiada.
              A skąd wiął się chory pomysł z obowiązkiem szkolnym? Socjalistyczny wynalazek:
              czerwoni zakładają, że człowiek jest istotą głupią i leniwą, więc trzeba go
              zmusić do nauki, do ubezpieczenia od choroby, od starości ... Po czym
              WYKSZTAŁCILI typ homo-sovietucusa, który istotnie bez wsparcia państwa nie jest
              w stanie funkcjonować.
              Przyznaję, że z radością przyłączę się do twojej akcji!
              • julian_r1 Re: Przymus szkolny to stosunkowo niedawny 01.03.05, 18:34
                nie jest to wynalazek taki mlody - mieli go juz chyba summerowie - czy tez
                jakis inny lud z tamtego okresu co to pisal pismem klinowym na glinianych
                tabliczkach(osobiscie jestem technikiem i od histori niedobrze mi sie robi).
                Otoz na jednej ze znalezionych tabliczek zapisano rozmowe ojca z synem - i
                jednym z pytan ojca bylo "dlaczego nie bylo cie dzisiaj w szkole" - zreszta
                dzieci kroli, magnatow i innych bogatych ludzi na przestrzeni wiekow byly
                zmuszane do nauki przez swoich rodzicow - dzieki temu madry pan rzadzil
                pospultwem - ciemnota. Ludzie maja w zwyczaju sluchania sie ludzi madrzejszych
                od siebie.
                Edukacja w szerokim zakresie - poprawnie wymuszona rozwija umysl - niestety
                takie sa fakty - intelekt zalazy przedewszystkim od wiedzy ogolnej
                • marybellows Re: Przymus szkolny to stosunkowo niedawny 01.03.05, 18:48
                  Byłoby super, gdyby rzeczywiście ludzie oddawali przywództwo madrzejszym od
                  siebie i słuchali ich. Jakoś nie widzę, żeby tak było. Politycy... Mają moc
                  decyzyjną, rządzą, ale: czy naprawde są najmądrzejsi??? Coś się nie klei w
                  twojej argumantacji - oczywiście nie dołączam do tego szkolnictwa
                  sumeryjskiego, bo o tym akurat nic nie wiem. :)
                • trzewiki Re: Przymus szkolny to stosunkowo niedawny 01.03.05, 22:42
                  nie rozumiem dlaczego ludzie dość często wypowiadają się,że nie lubią historii-
                  to trochę śmieszne;odzywają się być może przykre wspomnienia z lat szkolnych;
                  nie można nie lubić historii w ogóle- można mieć conajmniej negatywny stosunek
                  do pewnych wydarzeń z przeszłości; nie można też "lubić" historii- jedyna
                  alternatywa to znać historię, w mniejszym bądz większym zakresie, nie wyobrażam
                  sobie wyedukowanego człowieka (nie wążne w jakiej dziedzinie)bez świadomości
                  pewnych faktów, wydarzeń, przemian mających wpływ na współczesność; nie można
                  właściwe ustosunkować się do współczesności bez tej wiedzy; znajomość
                  historii,podłoża przemian, ich skutków to pewny rodzaj świadomości,punkt
                  wyjścia do logicznego odbierania, interpretowania rzeczywistości - szczęśliwym
                  trafem mam fantastyczną nauczycielkę od historii!!!!!!!!! Jeszcze jedno- mimo
                  tych wszystkich sugestii- muszę wyrazić swoje zdumienie ;w ostatnim z sondaży
                  na temat znajomości wydarzeń związanych z odzyskaniem niepodległości-
                  publicznie, (w telewizji!!!,bez zakrycia tworzy i zmiany głosu-HIHIHI )wielu
                  dorosłych bez żenady wypowiadało się w podobny sposób "Ja tam nie wiem o co
                  chodzi, w szkole nie lubiłam (lubiłem) historii" buhahaaaaaaaa . To ja się
                  pytam co taki człowieczek może wiedzieć o "okrągłym stole", reformie
                  Balcerowicza, kosztach przemian związanych z przejściem z gospodarki
                  socjalistycznej na kapitalistyczną(kosztem obywateli a propos)-kogo obwiniac za
                  bezrobocie, o coo właściwie chodzi z tymi "polskimi" obozami i o co chodzi temu
                  Putinowi!!!!! ?????????????// buhahahahaha A ja mam 15 lat i wiem, bo na
                  moich lekcjach historii w gimnazjum Nasz Pani pozwala nam się swobodnie
                  wypowiadać, jasno wyjaśnia wątpliwości , prowokuje do spojrzenia na historię z
                  punktu współczesnego młodego człowieka, praktycznie- niekiedy
                  analitycznie,niekiedy globalnie; ok. Panie technik-ide spać ;jutro mam
                  klasówkę, mimo wszystko pozdrawiam
                  • marybellows Re: Przymus szkolny to stosunkowo niedawny 01.03.05, 22:57
                    Dla mnie tez wiedza o ludziach, społecznościach, drodze, jaką przebyli,
                    wartościach, w które wierzyli i celach, jakie osiągnęli, jest jedna z
                    najciekawszych nauk!.. Uważam, że znajomosć historii to autentyczna podstawa
                    erudycji i zrąb osobistej kultury a wręcz pełnej tożsamosci.
                    Na pewno nie zastąpi tego lancetnik, którego budowę podnosi do rangi
                    inteligenckiego credo ktos w dalszych postach..
                • lala.laleczna Mylisz pojęcia. Owszem, szkoła to dawny wynalazek, 02.03.05, 08:52
                  ale przymus szkolny - jako kategoria przymusu prawnego - to kwestia ostanich
                  kilkudziesięciu lat!
              • minerwamcg Najpierw sprawdzać, potem pisać 02.03.05, 00:39
                lala.laleczna napisała:

                > wynalazek. I bardzo szkodliwy, oczywiście.

                Raczej nieskuteczny. Niektórym osobom np. szkoła nie zdołała wbić do głowy, że
                Bismarck nie był socjalistą, i piszą:

                > czerwoni zakładają, że człowiek jest istotą głupią i leniwą, więc trzeba go
                > zmusić do nauki, do ubezpieczenia od choroby, od starości...

                Albo też nie wiedzą, że w Prusach był przymus szkolny. I w carskiej Rosji. I w
                c.k. Austrii. I w XIX-wiecznych Stanach.
                Albo im to wisi i plotą, co im wygodnie. Ale na to żadna szkoła nie pomoże.
                • lala.laleczna Rzeczywiście, nie wiedziałam. Przymus szkolny w 02.03.05, 08:58
                  dziewiętnastowiecznych Stanach? A skąd to wiesz? Będę bardzo wdzięczna za
                  informację. Ja się opierałam na książce Janusza Korwina-Mikke "Naprawić Polskę-
                  no problem". Podaj, proszę, swoje źródło.
      • taki.litwa Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 11:30
        procesor napisała:
        > Gdyby nie szkoła o istnieniu niektórych dziedzin wiedzy w ogóel dziecię by nie
        > wiedziało. Odkrywano by te same prawdy od nowa zamiast poznać je i pójść dalej
        Tak, tylko ze prawdy-niezbedne-do-zycia sa zawarte w pierwszych 4 latach
        podstawowki, mniej wiecej tyle wynioslem ze szkoly i jest mi z tym dobrze. Tyle
        sie nauczylem w szkole, ale to nie znaczy ze jestem jakis prymityw, bo w
        dzisiejszym swiecie wiecej mozna sie nauczyc z internetu, ksiazek czy nawet
        wiadomosci w TV.
    • lunar1978 Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 10:59
      Masz racje Buka w 100 proc. Podpisuję się pod tym obiema rękami. Zresztą jak
      jakiś nauczyciel ma inne podejście do ucznia a nie tylko wciska mu
      wiedzę "łopatą do głowy" to też jest potem sprowadzany "na własciwą drogę".
      Często też tak myślę że wiele czasu spędzonego w szkole było czasem straconym.
      Moim zdaniem jak na początku edukacji u ucznia "stwierdzi się że jest np
      humanistą to w tym kierunku powinno się go kształcić a nie wciskać mu do głowy
      całki czy różniczki, których on nie potrzebuje i szczerze nienawidzi.
      Świadectwo też pięknie później wygląda. Polski, historia 5, matematyka - ledwo
      dopuszczający. Chore !!! Zresztą ja też kiedyś w klasie maturalnej musiałem
      pisać egzamin komisyjny z matmy, ale z humanistycznych nic mi nie brakowało ...
      i po co??? Z tej całej edukacji i tak umiem tylko liczyć. Więcej nie
      potrzebuję.
      • lunar1978 Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 11:00
        ...z matmy rzecz jasna :-)))
        • marybellows Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 11:17
          Zobacz, Lunar! Powyżej piszę to, co ty tutaj napisałeś! A skoro dwie tak
          zmyślne osoby twierdzą to samo i mają podobne uwagi - to chyba mamy rację!

          Ja to tylko zdemoralizowałam się przez chemię itp. - aby przetrwać nauczyłam
          się ściągać i oszukiwać tudzież podlizywać ludziom lepszym z chemii aby mi
          podpowiadali...

          Szkoła taka jak jest uczy tolerancji na bezsens i konformizmu. Jest jak wojsko -
          ceni posłusznych i bezrefleksyjnych. Dlatego dzieciaki jej nie lubia a dorośli
          nie chcieliby do niej wrócić / opisano w "Ferdydurke"/.
          • procesor Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 11:23
            marybellows napisała:
            > Szkoła taka jak jest uczy tolerancji na bezsens i konformizmu. Jest jak wojsko
            > - ceni posłusznych i bezrefleksyjnych. Dlatego dzieciaki jej nie lubia a
            > dorośli nie chcieliby do niej wrócić / opisano w "Ferdydurke"/.

            Nie każda. I w ogóle nie powinna chyba.
            Ale polskie zwykle takie są.
            Takie szkły jacy nauczyciele. A oni w takich sie wychowali, tacy motodycy ich
            uczyli.
            Zmieniając kadrę - zmienimy szkolnictwo.
            • marybellows Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 11:27
              Myślę sobie, że tyle w Polsce się zmieniło, i to w podstawach, a szkoła -
              zmieniła sie tylko powierzchownie i formalnie - inaczej podzielono okresy
              nauki - a to, co najgorsze - zostało i ma się świetnie!...
            • holtijar Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 01.03.05, 08:43
              To bardzo niebezpieczna wypowiedź. Po pierwsze niebezpiecznie uogólniajaca, po
              drugie w politycznie niebezpieczne wątki sie zapuszcza... bo o jakiej kadrze
              mówisz? :) Nie mylmy przyczyn ze skutkami i nie sugerujmy rozwiązań, które
              rozwiązaniami nie są, bo to podobne do rozumowania ekologów pt. "Każmy
              społczeństwu rzucic samochody, a środowisko wyzdrowieje". Ale jak kazać?...
              Poza tym, choć smutne to i straszną prawdę o społeczeństwie naszym odkrywa,
              niewiele w szkole zależy od nauczycieli. To uczniowie tworza szkolę, nie tylko
              w Polsce, wszędzie. Miałam szczęście chodzić do szkoły, do której teraz,, po
              dziesięciu latch, chciałabym wrócić, mimo całek i mimo szczegółów mesjanizmu w
              dziadach... Pozdrawiam.
              • procesor Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 01.03.05, 10:35
                O nie.. :)
                To TWOJA wypowiedx jest niebezpieczna! :)

                > Poza tym, choć smutne to i straszną prawdę o społeczeństwie naszym odkrywa,
                > niewiele w szkole zależy od nauczycieli.

                Bo od nauczycieli BRADZO WIELE zalezy. Zapewnia, cię. Pewnei, jak uczeń nie chce
                NIKT mu wiedzy do głowy nie wbije na siłę. Ale są nauczyciele którzy potrafia
                zainteresowac swoim przedmiotem - i nawet jeśłi uczeń akurat TYM nie jest
                zainteresowany to wie że jednak to może być ciekawa dziedzina nauki.

                Nauczyciel co tylko regułki każe wkuwac - a nie potrafi nauczyc mysleć - nie
                jest dobrym nauczycielem. Są przedmioty na których robienie doświadczeń jest
                istotne - a własnie to jest ciekawsze dla uczniów. Nawet inaczej sie wkuwa
                jakies formułki jeśli potem te wiedze stosujemy w doświadczeniach.
                Chemia, fizyka, biologia, nawet geografia. Inaczej z językiem plskim -
                nauczyciel albo wymaga "jedynie słusznej interpretacji" albo pozwala - i uczy! -
                formułowania własnych sądów. Bo co po wiedzy podręcznikowej której uczniowie nie
                potrafią zastosowac????

                PS Nie mam samochodu. :)) Za to mam starego składaka którego bardzo lubie.. ale
                nie o tej porze roku. I barzdo miło się ogląda środowisko z jego siodełka i zza
                tej kierownicy. :D
          • lunar1978 Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 15:30
            > Ja to tylko zdemoralizowałam się przez chemię itp. - aby przetrwać nauczyłam
            > się ściągać i oszukiwać tudzież podlizywać ludziom lepszym z chemii aby mi
            > podpowiadali...

            No właśnie ... a powinno być tak by uczeń nawet nie pomyślał o ściąganiu. Ale
            tu jest Polska, tu wszystko jest na odwrót. Z chemi też byłem słaby. Zresztą
            doświadczenia wyglądały mniej więcej tak ... nauczyciel dyktuje jak
            doświadczenie wygląda, a uczeń to zapisuje do kajetu. Jutro będzie z tego
            klasówka :-))
    • taki.litwa Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 11:52
      > Czy system edukacji nie jest chory i nielogiczny? Czemu to służy?
      > Może hamowaniu kreatywności i naturalnej ludzkiej potrzeby poznania, czyli
      > finalnie - spowalnianiu postępu, równaniu w dół, podcinaniu skrzydeł?

      To jest tak: dziecko zanim pojdzie do szkoly z radoscia i z wlasnej przyjemnosci
      uczy sie. Tylko ze to co dorosli nazywaja nauka dla dziecka jest zabawa. Zreszta
      nie ma sie co dziwic, skoro swiat dla niego jest tajemniczy, zagadkowy. Dzieci
      sa wszystkiego ciekawe, o wszystko sie pytaja.

      A potem w wieku 7 okazuje sie ze trzeba gwaltownie przerwac ten naturalny proces
      rozwoju i poslac dziecko do szkoly. Mowi sie dziecku, ze po to zeby sie nauczylo
      czytac i pisac(czy nauka pisania i czytania zajmuje 17 lat????). A wszkole -
      jak to w szkole - natura schodzi na dalszy plan, trzeba siedziec kilka godzin(z
      przerwami) w jednym miejscu(!!!), nie mozna zadawac pytan, nie mozna uczyc sie
      tego, czego sie jest ciekawym, nie mozna do niczego samemu dojsc - cala wiedze
      podaje "na tacy" nauczyciel.

      Zeby zracjonalizowac to chore otoczenie mowi sie "skonczyly sie czasy zabawy,
      teraz trzeba sie uczyc". Cieakwe ze zanim dziecko poszlo do szkoly wspaniale
      sobie laczylo nauke i zabawe ;)
      • marybellows Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 12:03
        Ja wręcz w tym wszystkim dopatruję sie spisku dorosłych wynikłego z zawiści...
        O co? No właśnie o ten naturalny, dziecięcy geniusz! Dzieci są radosnymi
        odkrywcami i twórcami, dorośli - na ogół ponurymi wyrobnikami...
        Czyżby dorosłymi, wbrew deklaracjom, ze pragną dla swych dzieci czegoś
        lepszego, kierowała zazdrośc o to, ze gdyby stworzyli dzieciom przyjaźniejsze
        warunki zdobywania wiedzy, dzieci przerosłyby ich: intelektem, poczuciem
        satysfakcji i sensowności życia, odwagą, harmonia emocjonalną?
        Że po prostu byłyby o wiele szczęśliwsze i spełnione?

        Jest tu coś podejrzanego - wszyscy wiedzą, że coś jest gubo "nie tak" - prawie
        wszyscy milczą i aprobują...
        • taki.litwa Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 12:24
          > Dzieci są radosnymi odkrywcami i twórcami,
          > dorośli - na ogół ponurymi wyrobnikami...
          Tu trzeba dodac ze to wlasnie szkola robi z ludzi ponurych wyrobnikow. I
          wiekszosc poczatkowo madrych dzieci, po latach prania mozgu staje sie wlasnie
          takie jak ich rodzice. Tym bardziej ze jest olbrzymia presja, wszedzie dokola
          krzycza ze: "w dzisiejszych czasach trzeba miec to wyksztalcenie." I jeszcze
          mowia ze: "Nauka jest niewazna, liczy sie tylko i wylacznie posiadanie papierka,
          a studia sie powinno wybierac nie te ciekawe, tylko te, po ktorych mozna znalezc
          dobrze platna, nudna prace".
          • marybellows Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 12:40
            To jest przerażające i właśnie przypomina mi się "The Wall"... Sami sobie i
            naszym dzieciom robimy ze świata piekło.. A mogłoby być tak fajnie...!
    • rybolog I tak i nie... 24.02.05, 11:58
      System ktory obowiazuje w Polsce jest systemem zmuszania mlodych ludzi do nauki.
      ma to swoje dobre i zle strony. Dobre to: Nie kazdy jest humanista czy
      matematykiem, wielu po prostu jest "po srodku". A nie przykrecajac im sruby,
      prawdopodobnie oleliby jedno i drugie. Zle to: trafia sie od czasu kilku na stu,
      ktorzy sa naturalnie lepsi w czyms. I jak takich sie nie wylapie i odpowiednio
      nie ukierunkuje, to czas ktory poswieca na bzdury jest czasem starconym i moze
      zniechecic lub, co gorsze, drastycznie opoznic albo zaprzepascic dalszy rozwoj
      danej osoby w tym czyms. A to juz jest wielka strata...Sumujac to wszystko,
      obecny system preferuje ilosc w miare wyksztalconych ludzi niz kilku wybitnych a
      reszta niech sie sama buja...
      • marybellows Re: I tak i nie... 24.02.05, 12:11
        Czyli jakieś jednak uśrednianie..
        Potencjalny polski odkrywca szczepionki na AIDS nie mógł skończyć liceum, bo
        nie pojął zasad accusativus cum infinitivo czy innej cholery tego typu...
        • rybolog Re: I tak i nie... 24.02.05, 12:29
          Ano usrednianie, dla dobra kraju...a potem sa wyniki takie jak napisalas. Ale sa
          tez inne wyniki, tylko ktore lepsze?
          Ten system byl wprowadzony po wojnie zeby masowo wyedukowac spoleczenstwo...Czy
          czas na zmiane?
          • marybellows Re: I tak i nie... 24.02.05, 12:37
            Po stokroć tak, Rybologu!
            Słusznie wskazujesz na genezę systemu: Wtedy właśnie stawiano na uśredniajacy
            kolektywizm a tepiono twórczy indywidualizm.
            Ale teraz co innego procentuje i swiat jest inny. Tylko szkoła taka sama... A
            po niej - nader czesto - ludzie bierni, zahukani, zniechęceni..
            • rybolog Re: I tak i nie... 24.02.05, 13:27
              marybellows napisała:

              > Ale teraz co innego procentuje i swiat jest inny. Tylko szkoła taka sama... A
              > po niej - nader czesto - ludzie bierni, zahukani, zniechęceni..

              I co gorsze niedouczeni, bo nie moga sie wszystkiego nauczyc, nie da
              sie...zreszta, za dlugo te nauczanie w Polsce trwa.

              Rozumiem ze preferujesz system angielski (tez ma swoje wady ale o tym pozniej).
              W tym systemie dzieciak do 16 roku zycia przechodzi z klasy do klasy bez wzgledu
              na to czy sie nauczyl pisac czy nie. Nauczyciela praca jest zeby zachecic
              dzieciaka do przedmiotu ktory wyklada. Pod koniec szkoly dzieciak zdaje egzaminy
              z danego przedmiotu (moze byc 1 albo ile chce). Jednak nauczyciele naciskaja
              zeby do egzaminu podchodzili ci najlepsi. Bo wyniki egzaminu wskazuja na
              kompetencje nauczyciela. Taki nauczyciel woli 5-ciu z najwyzszymi ocenami, niz
              15 ze srednimi. Szkola zreszta tez. I segregacja jest automatyczna, 15 co
              olewaja wszystko, 5 dobrych z matmy, 3 z angielskiego, 2 z czegos tam jeszcze no
              i ten jeden...dobry ze wszystkiego. I ci ostatni maja poswiecane najwiecej uwagi
              nauczycieli...
              • marybellows Re: I tak i nie... 24.02.05, 13:33
                No właśnie. Z tym, że ja bym nawet do szesnastki nie częstowała Petrarką kogoś,
                kto się wyraźnie rwie do murarki, a nie do Petrarki.
                Okroiłabym mu kurs literatury i wprowadziła naukę technik murarskich,
                materiałoznawstwo itp. I szybciej bym pozwoliła ludziom pracować w sposób im
                odpowiadający.
                Napisz coś o innych systemach edukacyjnych, bo to b. ciekawe!..
                • holtijar Re: I tak i nie... 01.03.05, 11:35
                  O! W jakim wieku bladolicego chłopca czy dziewczę zacząć uczyć zaprawę mieszać
                  czy kluski kulać? Już w trzeciej klasie widać, że tata go leje i dzieciak "do
                  niczego innego się nie nadaje"... Byleby proporcje znał. Ups, proporcji dopiero
                  w czwartej uczą. Wybacz, świat znał geniuszy, którzy po trzydziestce dopiero z
                  letargu się przebudzili, ale niedouczone to było i śmieszne się wydawało
                  szerokiej publice, wywiadów nie było, a myśl genialną diabli wzięli bo
                  nieudolnie jakoś opisana... Jakąś szemraną idealistyczną ideologią mi to
                  pachnie. Jak na razie żadnych rozwiązań, jeno wywrotowe teorie :) słyszę
                  (czytam). Potrzebne nam światłe społeczeństwo. Nie zbudujemy tego na garstce
                  samouków, wybitnie uzdolnionych w jednym kierunku. To nie chodzi o szkolny
                  przymus, coś większego się popsuło, nie uważacie. Nawalił jakiś większy
                  tranzystor. Tylko który? Ha!
                  • marybellows Re: I tak i nie... 01.03.05, 11:46
                    Nie uważam, że kulanie klusek jest mniej zacne od rozwiazywania zadan z trzema
                    niewiadomymi a uczenie tego mniej zacne od uczenia tamtego. Nie widzę żadnej
                    perwersji w obrazie choćby i czternastolatka kulającego kluski.

                    Co do lania dzieci i patologii rodzinnych - to jest oddzielny temat, niezbyt
                    mocno związany z systemem edukacji, mocniej - z systemem opieki społecznej.

                    Geniusze obudzeni po trzydziestce też sa tu troche nie a propos - bywali wszak
                    geniusze obudzni po siedemdziesiątce - i co to ma do rzeczy?

                    Natomiast obiema rekami i nogami podpisuje się pod końcowa twoją uwagą: nawala
                    znacznie wiecej, niż system szkolnictwa. Ale gdyby poprawić właśnie system
                    szkolnictwa, może kiedyś nasze kreatywne i aktywne dzieci naprawiłyby więcej?
                    • holtijar Re: I tak i nie... 01.03.05, 12:01
                      moja wypowiedź była jedynie przydługim pytaniem: od kiedy wiadomo na pewno do
                      czego jesteśmy stoworzeni. ot co. i nie o zacność zajęć wszelakich tu chodzi.
                      byłoby "zacnie" gdyby każdy robił to, do czego się nadaję, nieprawdaż? poza tym
                      jekże oddzielić szkołę od społeczeństwa i jego patologii? może mniej
                      humanistycznych teorii a ciut więcej "naukowego" podejścia.
                      • marybellows Re: I tak i nie... 01.03.05, 12:06
                        Humanistyczne nauki to tez nauki: dlaczego w twojej wypowiedzi rozgraniczasz
                        naukowość od humanistyki? I co właściwie konkretnie masz na myśli?
                        • holtijar Re: I tak i nie... 01.03.05, 14:09
                          dobrze. nazwijmy to więc retoryką... chciałabym rozwiązań opartych na
                          praktycznych doświadczeniach. chętnie podyskutuję mniej publicznie. pozdrawaim
                          • marybellows Re: I tak i nie... 01.03.05, 15:09
                            Na końcu tego wątku naszkicowałam pewne pomysły. Lubię pogadać z ludźmi,
                            których żywo interesuje praktyczna rzeczywistość, więc zapraszam do kontaktu -
                            bardzo sie cieszę, że dla kogos ten temat okazał się na tyle interesujący!
        • gibki_07 Re: I tak i nie... 24.02.05, 12:58
          > Potencjalny polski odkrywca szczepionki na AIDS nie mógł skończyć liceum, bo
          > nie pojął zasad accusativus cum infinitivo czy innej cholery tego typu...

          Ten kolega pewnie juz wlewal w siebie odczynniki i po pijaku testowal kolezanki
          z grupy ryzyka? Szkoda, ze go udupili na tym 'accusativus cum infinitivo' ;)
          • marybellows Re: I tak i nie... 24.02.05, 13:27
            No pewnie! Doświadczenia to podstawa!
    • gibki_07 Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 12:22
      Mysle, ze szkola powinna troche przypominac studia na politechnice. Przed
      uczniami trzeba stawiac problemy i uczyc je rozwiazywac.
      Wieksze projekty realizuje sie w zespolach i wtedy okazuje sie, ze nie kazdy
      musi umiec wszystko. Tylko, ze wlasnie wtedy wszyscy staraja sie bardziej. Nikt
      nie chce byc 'najslabszym ogniwem' ;)

      Jesli chodzi o specjalizacje ksztalcenia, to mam zupelnie inne zdanie niz
      autorka watku. To przede wszystkim ludzie o szerokich horyzontach tworza w
      cywilizacji cos nowego.
      Np. Leibnitz tracil czas na calki i rózniczki (w duzej czesci sam je wymyslil:)
      i nie przeszkodzilo mu to w napisaniu paru znanych esejow filozoficznych
      Prawdziwego potencjalu nie da sie utopic na poziomie podstawowki
      • marybellows Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 12:33
        Są ludzie wyjatkowi, jedni na miliony czy nawet miliardy, którzy ciesza się
        ogólną ponadprzeciętną wydolnością intelektualną. Jeśli tacy zechcą uczyć sie
        wszystkiego i w maksymalnym zakresie - ich prawo.
        Ale większość ludzi nie jest równie genialna i wydolna umysłowo we wszystkim.
        Aby był najwiekszy pożytek z ich szczególnych zdolności, należałoby zaangażowac
        ich energię w rozwijanie mocnych stron, w których mogą wiele osiagnąć - z
        pozytkiem dla społeczenstwa. A nie męczyć, zniechecać tudzież budzić poczucie
        nizszości zmuszając do syzyfowego ćwiczenia u nich akurat niewydolnego "organu".
        • gibki_07 Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 14:08
          Cwiczac miesnie barkow mozna poprawic wyniki w bieganiu :)

          Ja tez uwazam, ze nauki w szkole jest za duzo.
          Mysle, ze powinno sie zmniejszyc ilosc encyklopedycznych informacji i
          skoncentrowac na rozwiazywaniu zadan, odkrywaniu zaleznosci
          przyczynowo-skutkowych (historia, geografia), pisaniu wypracowan. Mozna by
          jeszcze dawac okazje do uczciwej pracy zespolowej. Siedzenie na lekcjach zawsze
          strasznie mnie nudzilo.

          Mysle jednak, ze przedmiotow scislych trzeba uczyc kazdego. To cwiczy umysl.
          Proponowalbym za to bardzo skrocony program. Np. z fizyki tylko kinematyka. Za
          to wytlumaczona tak, zby kazdy zrozumial. Polowa fizyki w szkole to kompletne
          glupoty.

          Fajny tekst Simone Weil na ten temat:
          uk.msnusers.com/DylematyEinsteina2/simoneweil.msnw
          • marybellows Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 14:19
            Chyba nikt o zdrowym rozumie nie stwierdzi, ze nasz system edukacji jest ok..
            Ja też nie uważam, że trzeba całkiem eliminować jakis rodzaj wiedzy: bywa, że
            dziecku nagle w wieku np. 12 lat coś zaczyna się podobać...
            Chodzi o to, żeby nie faszerować wszystkich wszystkim ile sie da /lub nie da/,
            tylko lekko uchylać furtki, pokazujac za nimi pewne rzeczy w sposób mozliwie
            atrakcyjny i bezbolesny. Czyli, ze jak ktoś czegoś całkiem nie pojmuje, żeby
            nie miał przez to zamkniętej drogi do dziedzin, które pojmuje i lubi...
            Jakiś system punktowy z możliwością samodzielnego układania programu?..
            • olt Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 14:27
              > Jakiś system punktowy z możliwością samodzielnego układania programu?..

              Hmm, czy to aby nie za wcześnie?
              Wyrosły już w końcu całe pokolenia genetycznie przerażone np. fizyką. ;)
              A może w drugą stronę - połączyć pewne przedmioty w bloki? Historia z geografią, przyrodo-fizyko-
              chemia? Tak, żeby na pewnym poziomie każdy liznął tego i owego, połączonego w większą,
              logiczniejszą całość.
              • marybellows Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 14:36
                Czytaj niżej!
                Treść wypowiedzi na tym wątku - właściwie zbieżnych, pokazuje, że widzi sie
                problem i nawet wie sie, w jakim kierunku iśc. Ale jakos nie do ruszenia jest
                to wszystko? Kto lub co za tym stoi?..
                • gibki_07 Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 15:03
                  > problem i nawet wie sie, w jakim kierunku iśc. Ale jakos nie do ruszenia jest
                  > to wszystko? Kto lub co za tym stoi?..

                  Entropia. Trzeba bylo uwazac na fizyce ;)
                  Uklad samoistnie dazy w strone martwoty i bylejakości.

                  Te bloki przedmiotow, o ktorych piszecie podobno juz sie wprowadza. Nie wiem na
                  pewno, bo na szczescie nie mam dzieci (jak sobie pomysle, ze beda sie meczyc
                  osiem lat w jakiejs brudnej podstawówie :((
                  • marybellows Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 16:35
                    Od razu widać, że fizy dobrze nie liznęłam i z entropim słaba, ale za to z
                    literatury - ho ho! /Wiem nawet, że można napisać "z entropim" - i to nie jest
                    błąd!/ Różni zaradni pozytywiści czy wrażliwi romantycy w literaturze nie mogli
                    pogodzić sie ze zjawiskiem entropii i, na swój sposób walczyli z nim. Czy to
                    nie piękne jak literatura piękna?.. Czy nie uczono nas na etyce co jest ok?
                    I dlaczego u nas tej entropii aż tyle, a gdzie indziej, mam wrażenie, znacznie
                    mniej?.. Czemu akurat Polacy decydujac sie na dzieci muszą wiedzieć, że fundują
                    im na wejściu spory koszmar zwany polska szkołą?..
          • m1k fajny tekst 01.03.05, 15:55
            W praktyce tresura jest praktykowana, gdyż inne niż wymuszanie techniki są
            trudne w opanowaniu i stosowaniu, oraz zawodne. Filozofia nauczania, jak każdej
            innej zwierzchności opiera się na aksjomacie, że skoro rzeczywistość wymusza, to
            i człowiek ma prawo wymuszać, wszak liczą się efekty (korzyści) - to aksjomat
            istnienia praw wynikających z intencji (sic!).
            Czy zatem najwyższą cnotą jest cnota skutecznego wymuszania?
            Tekst jest o tym, ze autotresura jest znacznie skuteczniejsza od tresury, a więc
            manipulacja która do niej prowadzi lepsza jest od przymusu. To jest jakiś
            postęp, skoro stosowanie subtelnych oddziaływań może przynosić większą
            satysfakcję, niż bezpośredniego przymusu, to być może psychopatia potrafi
            ewoluować, niestety jak wiadomo system nauczania oparty jest na przymusie, czego
            autorka otwarcie nie kwestionuje, nie można więc wykluczyć satysfakcji ze
            sprawnego funkcjonowania opresyjnego systemu.
        • olt Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 14:21
          marybellows napisała:

          > Są ludzie wyjatkowi, jedni na miliony czy nawet miliardy, którzy ciesza się
          > ogólną ponadprzeciętną wydolnością intelektualną. Jeśli tacy zechcą uczyć sie
          > wszystkiego i w maksymalnym zakresie - ich prawo.
          > Ale większość ludzi nie jest równie genialna i wydolna umysłowo we wszystkim.

          Ale to, że większość ludzi nie jest "genialna i wydolna umysłowo we wszystkim", nie oznacza jeszcze,
          że są genialni w jednej, jedynej i sprecyzowanej wąskiej dziedzinie, a beznadziejni w pozostałych.
          To raczej rzadkość, widzi mi się.
          Myślę, że rzeczywistym problemem polskiej szkoły nie jest nadmierna 'ogólność' programu, tylko
          niewłaściwe jego podanie. Myślę, że nawet największa sierota jest w stanie wyciągnąć (z satysfakcją/
          przyjemnością) coś dla siebie z najbardziej jej obcego przedmiotu, jeśli zostanie to właściwie podane.

          A swoją drogą dopiero na studiach spotkałam świetnych nauczycieli/wykładowców, którzy z
          przyjemnością przekraczali ścisłe granice nauki która uprawiali, pokazując jej związki z sąsiednimi
          dziedzinami, zamiast maszerować wyłącznie po swoim wąskim poletku wiedzy w tę i z powrotem. Bo
          takie maszerowanie to zabija wszystkich i wszystko. :(
          A wiedza interdyscyplinarna, uwiarygodniona w różnych aspektach nabiera fajnej plastyczności,
          bardziej działa na wyobraźnię, skłania do przemyśleń itp itd.
          • marybellows Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 14:33
            Ja myśle, ze w ogóle porządna /nie - szkolna!/ wiedza jest interdyscyplinarna,
            a "szufladki" to szkodliwy wymysł. Dlatego jestem za pokazywaniem praktycznych
            podstaw - i dalszym wolnym wyborem, co z czym połączyć i rozwijać we własnej
            edukacji. Np. przedmioty skorelowane: muzyka, plastyka, literatura. Albo:
            gramatyka, matematyka, fizyka i chemia. albo: kultura fizyczna, biologia,
            fizyka - itd, co kto lubi.
            Zgadzam sie też z tym, że np. fizykę humaniście można podać od strony postaci
            naukowców i ogólnych definicji i znaczeń tego, co udało im sie odkryć, a
            zamiast męczyć umysł ścisły pytaniem "Co poeta chciał powiedzieć?" - pokazać mu
            ciakawe metrum wiersza. Nie nudziliby się i czuliby bluesa.
            Zrobiłabym wczesną specjalizację - ale bez zamykania dróg do innych, podawanych
            adekwatnie do tej specjalizacji - dziedzin. Fajnie by było, nie?
    • lunar1978 Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 15:24
      Czyli nikt nie stwierdził że polski system edukacji jest zdrowy. Swoją drogą
      tak łatwo przeszczepiamy na polski grunt wzorce z Zachodu prosto z McDonalda,
      ale czegoś pożytecznego jak np sprawdzone metody edukacji jakoś nie można. A
      szkoda ... To naprawdę chore.
      • marybellows Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 24.02.05, 16:38
        Ja też mam wrażenie, że jako społeczeństwo jesteśmy ofiarami naszego własnego
        tłumiącego inicjatywę i myslenie krytyczne wychowania i przez to tylko biernie
        przyjmujemy to, co ktoś nam wciska we własnym interesie, a nie potrafimy
        sięgnąć po atrakcyjne wzorce.
        • anastacia900 Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 25.02.05, 21:13
          Poniekad zgadzam sie z autorem tematu. Jestem licealistka, uczesczam do klasy o
          profilu humanistycznym, tylko ze niestety wiecej czasu musze poswiecac chemii i
          biologii...przez ta cala szkole nie mam za bardzo czasu sobie nawet poczytac
          ksiazek ktroe mnie interesuja bo oczywscie musze wkuwac wiadomosci związkach
          organicznych i znac perfekcyjnie budowy komorek itp
    • xy2 Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 25.02.05, 21:23
      ja te jestem zdania ze nawet szkoły podstawowe powinny byc profilowane. wiedza
      ogólna jest niezbedna ale bez przesady.

      dlatego tez kiedys jak bede miala dziecko poświęce mu tyle czasu, zeby moglo
      rozwijac wlasne zainteresowania i na pewno nie bede wymagala zeby było
      najlepsze we wszystkim.
      • lunar1978 Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 25.02.05, 21:34
        I tak trzymaC na przyszłość, to dobra postawa ...
        • xy2 Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 25.02.05, 21:43
          ale to musi byc trudne wydaje mi sie ...

          • lunar1978 Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 25.02.05, 21:46
            Pewnie że trudne, a myślałaś ze co :-)? Zresztą nie mamy dzieci więc nie mamy
            podobnych zmartwień jak nimi pokierować by znalazły to co je interesuje, by
            szkoła ich "nie wyprała" z dziecięcej ciekawości świata.
            • xy2 Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 25.02.05, 21:50
              nie mam dzieci, ale niewyobrazam sobie nie miec przynajmniej jednego dziecka.

              poza tym ja bym nie pozwoliła zeby szkoła wyparła z mojego dziecka ciekawość
              swiata. odległy to dla mnie problem, ale kiedys moje dziecko bedzie w wieku
              szkolnym to sie wczesniej zorientuje gdzie będzie mogło rozwijac
              zainteresowania:)
              • lunar1978 Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 25.02.05, 22:15
                Nic dodać, nic ująć, tak jakbym sam napisał powyższe słowa
                • xy2 Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 25.02.05, 22:17
                  ciesze sie ze jeszcze ktos podobnie myśli:)

                  • lunar1978 Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 25.02.05, 22:19
                    Ja też :-)

                    Pozdrawiam cieplutko
                    Lunar
                    • xy2 Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 25.02.05, 22:28
                      czemu tacy fajni goscie jak ty pisza o bezsensie zycia, o myslach samobójczych?
                      nie rozumiem
                      • lunar1978 Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 26.02.05, 14:47
                        Pewna osoba napisała w innym wątku mojego zresztą autorstwa:

                        • Re: Czy zawsze jest jakaś alternatywa by odnaleźć sens
                        xy2 25.02.2005 12:24 + odpowiedz

                        mam to samo i zbrzydło mi zycie

                        ...więc chyba jednak coś tam rozumiesz...

                        Pozdrawiam


                        • xy2 Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 26.02.05, 15:19
                          rozumiem. miałam megadoła, czasem sie zdarza
                          • tago_mago Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 01.03.05, 00:59
                            Święta racja, święta racja panowie i panie! Tylko co ma powiedzieć biedny uczeń,
                            który właśnie robi sobie przerwę od równoległego uczenia się historii polskiego
                            średniowiecza i rysowania wzoru całkowitego spalania tristearynianiu glicerolu
                            ;)? Cóż... jestem wybitnie określony, przedmioty humanistyczne to dla mnie bułka
                            z masłem, żeby użyć takiego określenia, a z kolei cała 'przyroda' i nauki ścisłe
                            - torrrtura. I radzę sobie w ten sposób: jutro nie pójdę na chemię, bo nie
                            rozumiem po co mi te cholerne wzory skoro muszę (i chcę!) uczyć się historii. A
                            nie jestem w stanie zrobić dwóch rzeczy jednocześnie. Dodam jeszcze, że z trudem
                            radzę sobie z chemią, matematyką oraz fizyką (wiem dobrze, że mógłbym się
                            postarać i jakoś wybrnąć z tej matni, ale odbyłoby się to kosztem przedmiotów,
                            które naprawdę mnie interesują), a brałem udział w olimpiadzie polonistycznej -
                            czy wisi nade mną widmo powtarzania klasy? Niestety odpowiedź jest oczywista -
                            tak. Co zrobić, co zrobić? Tristearynian glicerolu... Lubię czarny humor, ale
                            bez przesady ;).
                            ---
                            this could be the day
    • camel_3d po to, zeby 01.03.05, 10:03

      > Jak myślicie: po co właściwie od dzieciństwa człowiek jest męczony wciskaniem
      > wiedzy, która go nie interesuje - zwykle kosztem tego, co naprawdę go ciekawi?
      > Dlaczego wszyscy muszą znać zarówno budowę lancetnika, całki i "Potop"?



      pewnego dnia mial nieco wiecej do powiedzienia, niz : "ku..a mac, jaki
      zaje..sty film.. o fak"...
      • marybellows Re: po to, zeby 01.03.05, 11:12
        Cammelu, czy naprawdę wierzysz, że ktoś kiedyś zupełnie prywatnie rozmawia o
        całkach i bydowie lancetnika? Że tym zabawia towarzystwo, albo, co gorsza, na
        lancetnika wyrywa panny?... :)))
        O, nie, kto nie lubi lancetnika, po prostu go szybko zapomina. Ponadto kto
        ciagnie do faków itp. tego akurat lancetnik od nich nie odciągnie i nie naprawi
        moralnie...!
        Piszę o ludziach jak wypowiadajacy się tu licealiści - mających talenty i
        zainteresowania, które są tłumione przez konieczność pracochłonnego
        przyswajania wiedzy, z którą pożegnaja sie na wieki tuż po zaliczeniu danego
        przedmiotu. Ot, co.
        • camel_3d Re: po to, zeby 01.03.05, 14:21
          nie nie mysle, ze wszyscy rozmawiaja o lancetnika i musza o tym rozmawiac. tu
          wlasnie dzieli sie luidzi na inteligencje i pospolstwo. Inteligencja rozmawia
          no wlasnie m.in o lancetnikach, literaturze, ksiazkach, nauce itp..pospolstwo i
          filmach typu terminator, psy itp...czyta super expres i fakt...
          I pewnie dlatego w Polsce rzadza Leppery i tego typu ludzie.
          Gdyby kazdy robil tylko to co o interesuje, to pewnie wszyscy chodzili by na
          plastyke i WF:)
          • marybellows Re: po to, zeby 01.03.05, 15:01
            Nie wiem, w jakich to środowiskach sie obracasz, że tam mówi sie towarzysko o
            całkach, lancetnikach i budowie cząsteczki aminokwasu.. Co to za tajemna elita
            intelektualna?
            Ja się obracam w środowisku inteligenckim - i tam się nie młówi o takich
            raeczach, natomiast mówi się właśnie o sztuce, sporcie.. I, odziwo, jakos nie
            idzie to w parze z głosowaniem na Leppera...
            • camel_3d Re: po to, zeby 01.03.05, 18:30
              obracam sie glownie w srodowisku grafikow, matematykow, astronomow itp.. czyli
              bardziej nauki scisle. Plus od czasu do czasu wsrod ludzi z "kolka"
              literackiego... Coz..o czymsie rozmawia..poczawszy od realiizacji efektow
              specjalnych, poprzez animacje, konczywszy na literaturze... Dosyc spory zakres,
              pewnie przydaje sie kilka lat topornej nauki w szkole.
          • marybellows Re: po to, zeby 01.03.05, 15:04
            Poza tym: To straszne! Postulujesz, żeby ludzie nie robili tego, co lubia, co
            wybierają, co chca... tylko co? To, do czego ich się zmusi? Kto ma mieć takie
            prawo, żeby urządzac drugiemu zycie na najbliższe 50 lat? Ty? Bo ja nie uważam,
            ze ktokolwiek poza samym zainteresowanym.
            • camel_3d Re: po to, zeby 01.03.05, 18:33
              alez skad, ludzie powinni robic to co lubia..ale zycie jest takie, ze trzeba
              robic to co sie musi... nie kazdy moze sobie pozwolic na studia kulturoznawcze
              i znalezc w tym zawodzie prace. Tu wlasnie duzo ludzi bezrobotnych po studich
              to tacy, ktorzy chcieli robic to co lubia..glownie humanisci, kulturoznawstwo
              itp. No i wielu z nie robi nic, albo robi cos co nie koniecznie lubi...
              • marybellows Re: po to, zeby 01.03.05, 18:44
                Hm, skoro taki z ciebie matematyk, to mam argument! Śledź ma myśl i rachuj:
                Delikwent A nie lubi rachować. Mając 18 lat idzie na kulturoznawstwo, gdzie
                przyjemnie spędza 5 lat, po czym podejmuje nielubianą pracę, bo lubianej nie
                znajduje - i tak czeka do 60 - tki...
                Delikwent B nie lubi rachować. Mając 18 lat idzie na studia, których treścia
                jest rachowanie, potem znajduje adekwatna prace - i do 60 robi to, czego nie
                lubi, czyli rachuje.
                Kto wygrywa?
                Moim zdaniem, ten, który 5 najfajniejszych lat swojego zycia spedził z pasja,
                poczuciem przyjemnosci, wsród ludzi, z którymi miał świetny kontakt... Naprawde
                zył, realizował siebie, rozwijał się i czerpał z tego radość.
                Przegrywa ten, który wypełnił ten czas mozolnym przebijaniem sie przez wiedzę,
                której nie lubi, wyrzekaniem się własnych pasji, słowem: nurzaniu się w
                nieprzyjemności i samozaprzeczeniu zamiast w przyjemnosci i samorealizacji..!
                • camel_3d mylisz sie... 02.03.05, 09:25
                  delikwent A moze i spendzil 5 lat..i znajduje prace nie lubiana..lub nie
                  znajduje jej wogole... meczy sie przez cale zycie, ciagle brakuje mu kasy.
                  delikwent B, ma prace, ktorej ni elubi, ale ja ma, zarabia pieniadze i moze
                  sobie pozwolic np na realizacje swoich zainteresowan.
                  Kto lepiej wyjdzie?
                  Obaj maja prace ktorej nie lubia.
                  Czy ty uwazaz, ze studia to juz od razu cale zycie? Te 5 lat to tylko
                  przygotowanie do niego. Kolejne 40 trzeba tak przezyc, zeby miec z nich
                  radosc...
                  Obawiam sie, ze samorealiizacja to przywilej nie dla wszystkich.
              • taki.litwa Re: po to, zeby 01.03.05, 19:54
                camel_3d napisał:

                > alez skad, ludzie powinni robic to co lubia..ale zycie jest takie, ze trzeba
                > robic to co sie musi... nie kazdy moze sobie pozwolic na studia
                kulturoznawcze
                > i znalezc w tym zawodzie prace. Tu wlasnie duzo ludzi bezrobotnych po studich
                > to tacy, ktorzy chcieli robic to co lubia..glownie humanisci, kulturoznawstwo
                > itp. No i wielu z nie robi nic, albo robi cos co nie koniecznie lubi...
                >
                Mysle, ze jak ktos sie czyms interesuje naprawde to i tak znajdzie czas zeby
                robic to co lubi (chociazby w weekendy zamiast ogladania TV :)
                • camel_3d Re: po to, zeby 02.03.05, 09:25
                  no wlasnie...
          • taki.litwa Re: po to, zeby 01.03.05, 18:48
            camel_3d napisał:

            > nie nie mysle, ze wszyscy rozmawiaja o lancetnika i musza o tym rozmawiac. tu
            > wlasnie dzieli sie luidzi na inteligencje i pospolstwo. Inteligencja rozmawia
            > no wlasnie m.in o lancetnikach, literaturze, ksiazkach, nauce itp..pospolstwo
            i
            >
            > filmach typu terminator, psy itp...czyta super expres i fakt...
            > I pewnie dlatego w Polsce rzadza Leppery i tego typu ludzie.
            > Gdyby kazdy robil tylko to co o interesuje, to pewnie wszyscy chodzili by na
            > plastyke i WF:)
            Swoja wypowiedz opierasz na (blednym) zalozeniu, ze szkola ksztalci i rozwija
            zainteresowania... Tak naprawde robi wszystko zeby zniechecic
            potencjalnych 'inteligentow'. Jesli uczen przejdzie przez wszystkie szczegoly,
            formulki, pojecia etc. ktore musi opanowac i bedzie w dalszym ciagu sie
            interesowal przedmiotem, to zrobi to *pomimo* szkoly a *nie dzieki*

            Z drugiej strony sukces tworcow takich jak Terminator czy Psy polega na tym, ze
            dzialaja racjonalnie - robia wszystko zeby widzom podobal sie film...
        • mi-123 Re: po to, zeby 01.03.05, 14:35
          marybellows napisała:
          > O, nie, kto nie lubi lancetnika, po prostu go szybko zapomina. Ponadto kto
          > ciagnie do faków itp. tego akurat lancetnik od nich nie odciągnie i nie
          naprawi moralnie...!

          O fuck! (czytaj fak) Merrybellows... Masz całkowitą rację! Kogo ciągnie do
          pieprzenia, tego żeden bezczaszkowiec od tego nie odciągnie i nie naprawi
          moralnie. Zwłaszcza,że tu (nie obrażając lancetownika) bezczaszkowce występują
          gromadnie:).....
          • efciaeb Re: po to, zeby 01.03.05, 17:51
            Żeby mieć wybór, w wieku 7 lat interesujemy się innymi rzeczami niż w wieku 10,
            i innymi niż mając lat 12, 15 itd. Gdyby już w trzeciej klasie nastąpił podzial
            na grupy według zainteresowań to mielibyśmy społeczeństwo strażaków i
            żołnierzy, nauczycielek i pielęgniarek. Podział na takie grupy w szkole
            średniej dałby nam pełno ginekologów i astronautów, aktorek i modelek. A potem
            się okazuje, że jednak chciałoby się pójść na te studia, które kilka lat
            wcześniej wydawały się się czymś zupełnie nieciekawym. Co nie zmienia faktu, że
            sposób prowadzenia lekcji w naszych szkołach jest tragiczny. Wszędzie
            nauczyciele narzekają na przeładowanie materiałem, a równoczesnie bardzo często
            zajęcia są odwoływane lub zamiast nich traci się czas na jakieś akademie i inne
            uroczystości. A ilość podręczników wywołuje totalne zniechęcenie do nauki.
            • camel_3d Re: po to, zeby 01.03.05, 18:35
              dokladnie tak....


              BERLIN BERLIN!!!
              forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
    • camel_3d marybellows..co proponujesz? 01.03.05, 10:07
      komiksy i video?
      szkola ma na celu nie tylko wpojenie wiedzy, ale tez "roszruszanie" szarych
      komorek. Dlatego mamy matematyki i rzeczy, ktore w normalnym zyciu nie sa
      potrzebne..calki i takie tam... Ostatecznie mozna by bylo skonczyc nauke
      matemytyki na na dodawaniu, mnozeniu, dzieleniu i odejmowaniu...
      • praptak Summerhill 01.03.05, 11:03
        > komiksy i video?
        > szkola ma na celu nie tylko wpojenie wiedzy, ale tez "roszruszanie" szarych
        > komorek. Dlatego mamy matematyki i rzeczy, ktore w normalnym zyciu nie sa
        > potrzebne..calki i takie tam... Ostatecznie mozna by bylo skonczyc nauke
        > matemytyki na na dodawaniu, mnozeniu, dzieleniu i odejmowaniu...

        Jest taka szkoła, www.summerhillschool.co.uk/pages/index.html
        gdzie owo "rozruszanie" szarych komórek dzieje się bez przymusu. Lekcje są
        nieobowiązkowe, jednak uczniowie na nie chodzą. Nie chce mi się tutaj
        przepisywać materiałów dostępnych gdzie indziej, więc proponuję poczytać strony
        w/w szkoły, a jeśli kogoś to bardziej interesuje, książkę "Summerhill" A.S.
        Neilla, jej założyciela. Moim zdaniem powinna to być lektura obowiązkowa dla
        nauczycieli.
      • marybellows Re: marybellows..co proponujesz? 01.03.05, 11:20
        Uważam, że wcześniej powinno się dać dzieciom wybór, co do narzedzia i sposobu
        na rozruszanie własnych komórek /mózgowych i nie tylko/. Ja np. uważam, że
        równie dobrze mozna ćwiczyć umysł na całkach, jak i na nauce gramatyki języka
        angielskiego czy hiszpańskiego. Mając praktyczne upodobania, wybrałabym
        dodatkowy język zamiast matematyki wykraczajacej poza poziom podstawowy.
        Chodzi mi o wybór, o samodzielność i decydowanie o własnym rozwoju, którego
        nasza młodziez jest coraz bardziej pozbawiana przez chory system edukacji.
        Czy znacie Państwo najnowsze zasady pisania matury z polskiego?..
        Otóż jest jedynie słuszny, nudny i niekreatywny schemat, wedle którego
        koniecznie trzeba ułozyc wypowiedź. To jest jakiś chory zamach na ludzka
        kreatywność, wyobraźnię, myślenie krytyczne i święte prawo odbiorcy do
        osobistej interpretacji sztuki... Cos strasznego!...
    • marybellows Konstruktywna propozycja 01.03.05, 13:37
      ..jest taka: PO Pierwsze: początek lekcji od 9.00!
      1.podstawówka: 6 - 12 lat, a tu:
      przez 3 pierwsze lata czytanie, pisanie, język obcy, podstawowe rachunki,
      zajęcia artystyczne i sportowe, przyroda i zajęcia praktyczne / np.
      rozpoznawanie roślin naszej stregy klimatycznej, krzesanie ognia z patyków -
      takie fajne sprawy/ - w zasadzie podobnie, jak jest. Wszystko w stylu
      eksploracji i zabawy.
      2. W kolejnych latach bloki: przyrodniczy, nauk ścisłych, humanistyczny, i
      inne, które dawałyby zarysy istniejących nauk, pozwalały dziecku zapoznać sie z
      nimi, zmierzyć się z ich wyzwaniami, określić z grubsza predyspozycje i
      upodobania. Tu jeszcze uczonoby wszystkiego, bez profilowania, ale przy
      założeniu, że na ocene mierną wystarczy znać najbardziej podstawowe rzeczy z
      danej dziedziny, np. ogólnie wiedzieć, o czym są "chłopcy z Placu
      Broni" /niekoniecznie cytując biografie i charakterystyki poszczególnych
      bohaterów/ albo znać nazwy er i oraz co się wtedy wydarzyło - ale bez
      konieczności określania, ile czasu każda trwała i ich dokładnej kolejności,
      przynajmniej tych dawniejszych.
      3. Gimnazjum, 3 lata - tu już powinno nastąpić wstępne profilowanie, czyli:
      duże wyzwania z bloków zgodnych z profilem i skrótowe, skondensowane, proste
      elementy wiedzy z innych dziedzin - służące głównie podtrzymaniu kontaktu
      dziecka z wieloma naukami, aby mogło np. mając 14 lat odkryć, że jednak kręci
      je matematyka. Tu podzieliłabym dzień szkolny na poranną część
      nauki "stabilnej" i późniejszą część atrystyczno - praktyczno - wuefową. Na tę
      drugą nie chodziłyby dzieci w ramach klas, tylko zainteresowań. Należałoby
      przyjąć, że na lekcji jeden nauczyciel ma pod opieka wiecej wuefistów, niz
      teraz /zamiast 15 chłopców - 30 czyli akurat mw. dwie drużyny/.
      To by nie zwiększyło problemu wolnej sali gimn. itp. w dodatku byłoby
      sprawiedliwiej, bo dlaczego tyle samo za 45 minut pracy ma zarabiać polonista,
      który zajmuje się 30 osobami, prowadzi skomplikowany "spektakl", odpytuje,
      sprawdza prace - i tyle samo ma zarobic wuefista za 45 minutowe przypatrywanie
      się, jak 15 dzieci kopie piłke?
      4. No i wreszcie liceum, 3 lata - tu już profilowanie byłoby zdecydowane. Kto
      by się nagle zainspirował do innej dziedziny - mógłby skorzystać z pomocy,
      zatrudnianego przeciez w każdej szkole, reedukatora, którego zadaniem jest
      opracowywanie przogramów nauki dla szczególnych przypadków - i zmieniłby
      profil. Przedmioty typu wf i artystyczne - układ ten sam, co w gimnazjum.
      Dziecię konczyłoby szkołę mając 18 lat. Bardzo ładnie by się wszystko zbiegało.

      Mam wrażenie, ze nasza szkoła jest stworzona dla wygody nauczycieli, a nie dla
      rozwoju uczniów. I mysle, że dlatego tak jest, bo nauczyciele maja zwiazki,
      głosuja, stanowia silne lobby, a uczniowie sa niepełnoletni, nie głosuja, więc
      sie nie dba o ich interesy. To oni są dla szkoły, a nie szkoła dla nich...
      • myslak naiwnośc.... 01.03.05, 21:23
        Gdyby nauczyciele stanowili silne lobby, klasy już dawno byłyby 15-osobowe i
        szkoła przestałaby wyglądac jak fabryka :(
        • renefer Re: naiwnośc.... 01.03.05, 21:48
          i nie byłoby tej głupiej reformy i "awansu zawodowego"
    • moli_87 MY A RESZTA EUROPY 01.03.05, 21:58
      Jestem uczennicą liceum ogólnokształcącego. według mnie nie masz racji. Jeżeli
      ktoś nei chce chodzić do szkoły to po prostu do niej nie chodzi (np.wagaruje).
      Obowiązek chodzenia do szkoły jest do 18. roku życia. w Polsce rozwijana jest
      wiedza ogólna o świecie. Ile ludzi z samej Europy nie wie gdzie jest Polska??
      Do niedawna większość naszych zachodnich kolegów, nie wiedziało gdzie jest
      Ukraina, drugi co do wielkości kraj w Europie. Jeżeli chcecie kształcić swoje
      dzieci w jednym kierunku, wyślijcie je na stypendium do bogatszych krajów Unii
      Europejskiej np. do Wielkiej Brytanii albo do krajów skandynawskich. Poza tym z
      tego co się wykuje zawsze coś pozostanie, może tylko skrawki, ale zawsze coś i
      czasami wystarczy tylko przypomnienie. Może system jest zły, ale wiedzę ogólną
      trzeba posiadać, by umieć poruszać się w świecie. A jeżeli ktoś chciałby
      napisac esej w natchnieniu, to go napisze i nieważne o jakiej porze dnia.
      Jeżeli będzie to natchnienie, nastepnego dnia bedzie w pełni wypoczęty,
      radosny, zadowolony z tego co napisał i w pełni gotów do pracy.
      • taki.litwa Re: MY A RESZTA EUROPY 01.03.05, 22:44
        > Jeżeli chcecie kształcić swoje dzieci w jednym kierunku, wyślijcie
        > je na stypendium do bogatszych krajów Unii Europejskiej
        > np. do Wielkiej Brytanii albo do krajów skandynawskich
        lol, jak dasz pieniazki...
      • rybolog Re: MY A RESZTA EUROPY 01.03.05, 23:05
        Jak taki uczen moze miec natchnienie jak wie, ze nauczyciel z matmy z palka na
        niego czeka...

      • marybellows Re: MY A RESZTA EUROPY 01.03.05, 23:14
        No właśnie, sama piszesz o jedynie dwu mozliwych drogach: 1. Chodzenie do
        szkoły i "wykuwanie"; 2. Koniec edukacji. A ja myslę o 3. - Chodzenie do szkoły
        ale nie "wykuwanie", tylko rozwijanie się - wedle własnych opcji.
        Jako Polce trudno ci zrozumieć, ze np. dla mieszkańca Australii Ukraina jest
        tak interesująca, jak dla ciebie Ghana. Ba, nawet Sprawa Polska nie jest
        kanonem jego niezbędnej wiedzy!.. Cóż, pewien znajomy wieśniak też był
        oburzony, gdy taksówkarz na Okeciu nie wiedział, gdzie są Bździochy Małe...
        Poza tym: Skąd pomysł, że natchnienie nie męczy, a przeciwnie, relaksuje i daje
        naped do innych prac? Nie omawialiscie jeszcze romantyzmu? Nie widziałas, jaki
        zmeczony i wykonczony jest Mickiewicz siedzący na skale? Jak Słowackiemu oczy z
        wysiłku się wybałuszyły? A poczekaj, aż przyjda modernisci, którzy, jak
        wiadomo, wielbili natchnienie i przezywali je codziennie... Przeczytasz o ich
        mękach, wybladłych twarzach, kroku rozchwianym i nagłych zgonach... Miłej nauki!
        • rybolog Re: MY A RESZTA EUROPY 01.03.05, 23:17
          musisz ludziom humor psuc? :)
        • camel_3d Wybory Miss 02.03.05, 09:31
          Moze i wkuwanie regulek nie jest najlepsze, ale ostatnio byl fajny reportaz o
          wyborach miss w Niemczech.
          Zadne nie wiedziala jak przebiagala granica pomiedzy wsodnimi, a zachodnimi
          Niemcami. Wiekszosc malowala granice polnoc-poludnie:)) A jedna delikwentka
          stwierdzila, ze Polska lezy gdzies w okolicy Berlina, i nabazgrala kolko
          wielkosci 1/20 Niemiec tuz na polnoc od stolicy Niemiec..
          Ale oczywiscie wszystkie sie interesowaly psychologia, socjologia i pokojem na
          swiecie...
    • taki.litwa Re: Spiskowa teoria sensu nauki szkolnej 04.03.05, 20:45
      podbijam ten to watek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka