Dodaj do ulubionych

co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytuacja?

09.06.02, 20:29
Piszę pracę roczną z psychologii na temat: "Co decyduje o tym, że ludzie
zachowują się konformistycznie - osobowość, czy sytuacja?" Studiuję politologię
i niezbyt się na tym znam, a wykładowca jest wymagajacy. Nie mogę znajeźć nic
na ten temat i niem mam pomysłu na tę pracę, dalego mam do Was prośbę:
podzielcie się ze mną swoimi przemysleniami na ten temat, super by było gdyby
mi ktoś polecił literaturę, tylko nie mównie, że Mika i Aronson, bo tam
niewiele jest. Możecie pisać na gazetową skrzynkę, żeby nie zaśmiecać forum,
chyba że temat Was zainteresował. Będę niezmiernie wdzięczny za każdą radę i
opinię.
Jarek
Obserwuj wątek
    • ta_mar_ta Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytuacja? 10.06.02, 20:33
      Bardzo ciekawy temat, gratuluję :)
      Na razie myślę...
      Dzisiaj skłaniam się do odpowiedzi : osobowość, ale może jeszcze nie odkryłam
      wszystkich pokładów swoich doświadczeń.
      Medytuję zatem, dziękując za pożywkę dla myśli moich.

      Serdeczności
      Ta_
    • Gość: vipera Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytuacja? IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 10.06.02, 20:38
      ja_rek napisał(a):

      > Piszę pracę roczną z psychologii na temat: "Co decyduje o tym, że ludzie
      > zachowują się konformistycznie - osobowość, czy sytuacja?" Studiuję politologię

      Wydaje mi sie, ze i jedno i drugie w jednakowym stopniu.
      Ale jeszcze nad tym pomysle ;-)
    • Gość: Melba Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytuacja? IP: *.chello.pl 10.06.02, 20:44
      Cialdini "wywieranie wpływu"
    • Gość: ida Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytuacja? IP: *.csk.pl 10.06.02, 21:17

      Le Bon- "Psychologia tłumu"
      • iwa.ja Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytuacja? 10.06.02, 21:39
        Myślę, że tu powinna być koniunkcja. Ja jestem w pewnych sytuacjach
        konformistką, w innych nonkonformistką. I nie chodzi tu o rodzielenie między
        sprawami małymi i dużymi. Czasami po prostu nie chce mi się walczyć,
        odpuszczam. Czasami w gównianych sprawach toczę krew, jakby było o co.
        Osobowość? Myślę, że jestem raczej nonkonformistką (z definicji znaku Barana),
        tak na wszelki wypadek lubię się pobić. Ale bywają sytuacje z zalożenia
        wymagające ogona pod siebie. I wtedy - o ile mój wewnętrzny Mars nie nakaże mi
        komuś dać w dziób, jeżeli uda mi się siebie samą wziąć za twarz i przemówić do
        siebie, i posłuchać, co mówi moje mądrzejsze ego, to... Nie, nie. To na pewno
        nie może byc traktowane oddzielnie: osobowość lub sytuacja.
    • kwieto Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytua 10.06.02, 21:38
      Zarazem osobowosc, jak i sytuacja. Zgodzenie sie na cos "dla swietego spokoju"
      wlasciwie tez mozna podciagnac pod konformizm? Jesli tak, to sytuacja wplywa na
      konformistyczne zachowanie o ile ktos uzna, ze "gra nie warta swieczki", albo
      ze nie ma szans przebic zdania innych (a wie, ze forsowanie wlasnej opinii
      skonczy sie klotnia) itd. Osobowosc - bo sa ludzie podatni na wplyw innych, sa
      tacy, ktorzy "zawsze musza miec inne zdanie" (antykonformizm?), bo nie sa pewni
      swoich zmyslow... To ostatnie jest ciekawe. Np. gdy slyszysz bzdury wygadywane
      przez autorytet z tej dziedziny. Zakrzykniesz, ze to co mowi jest bzdura, czy
      predzej stwierdzisz, ze moze Ty nie masz wszystich informacji i sie nie
      orientujesz?
      • iwa.ja Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytua 10.06.02, 21:48
        Wiesz, Kwieto, uczestniczylam dzisiaj w pewnej nasiadówce, na ktorej zmurszały
        profesor mówił bzdury. Akurat mówił o tym, na czym się znam. Ale on jest moim
        szefem. Myslisz, że podniosłam łapkę, żeby z nim popolemizować? Skądże! Ale to
        nie tylko konformizm. To także szacunek dla jego osiągnięć. I wieku.
        Jeszcze raz powtarzam, nie można polaryzować: osobowość czy sytuacja. W życiu
        nie bywa okoliczności czarno - białych, ot co!
        • Gość: ida Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytua IP: *.csk.pl 10.06.02, 21:59
          iwa.ja napisał(a):

          > Ale to
          > nie tylko konformizm. To także szacunek dla jego osiągnięć. I wieku.


          Szacunek dla osiągnięć i wieku jako usprawiedliwienie dla opowiadania bzdur?
          Ja właśnie wtedy ten szacunek tracę(jeśli wcześniej go miałam,bo co do niektórych
          osób nie mam juz czego tracić). Ale jeśli mnie te bzdury w zaden sposób nie
          dotyczą, to zwyczajnie wolę mieć "swiety spokój" i sie nie odzywam.
          • iwa.ja Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytua 10.06.02, 22:15
            Ależ ja to właśnie powiedzialam. Ze względu na szacunek dla jego wieku
            przymykam oczy i sie nie odzywam. Chociaz cierpie wewnetrznie.
            • kwieto Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytua 10.06.02, 22:19
              A co by bylo gdyby poprosil Cie o zaopiniowanie tych bzdur?

              Swoja droga - nie chodzilo mi o polaryzowanie, a raczej o wylapanie akcentow na
              ktore wplyw moze miec osobowosc, a na ktore moze miec sytuacja - choc
              oczywiscie, w rzeczywistosci zawsze jest to jakis konglomerat.
            • Gość: ida Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytua IP: *.csk.pl 10.06.02, 22:31
              iwa.ja napisał(a):

              > Ależ ja to właśnie powiedzialam. Ze względu na szacunek dla jego wieku
              > przymykam oczy i sie nie odzywam. Chociaz cierpie wewnetrznie.

              Ależ ja wiem, że właśnie to powiedziałaś :-)
              I to nie zastanowiło, bo ja nie odczuwam czegoś takiego jak szacunek dla wieku.
              Jaka niby jest różnica między kimś kto ma np 80 lat i gada bzdury, a kimś kto ma
              20 lat i gada dokładnie takie same bzdury? Że jest starszy to mu wolno?
              • iwa.ja Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytua 10.06.02, 22:39
                Jest róznica. Wolno mu. Naprawde!!!
                • Gość: ida Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytua IP: *.csk.pl 10.06.02, 22:45
                  iwa.ja napisał(a):

                  > Jest róznica. Wolno mu. Naprawde!!!


                  To poproszę o łopatologiczne wyjasnienie dlaczego mu wolno.
                  Już prędzej bym pozwoliła gadać bzdury temu młodszemu. Bo jest młody,
                  niedoświadczony, życia nie zna....
                  • iwa.ja Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytua 10.06.02, 23:03
                    Bo jest stary. Bo ma osiągniecia naukowe. Bo zapomina. Bo ma trudności z
                    wyciągnieciem wniosków. Bo jest w pełni oddany jakiemus problemowi, ale jego
                    uzasadnienie sprawia mu trudnosci. Bo...Ida, tak nie mozna. Nikt i tak go nie
                    slucha. nikt go nie cytuje w bibliografii pracy magisterskiej. Nie mozna
                    czlowiekowi troche sie sklonic? Kiedys zrobil cos wielkiego.
                    Wielokrotnie musialam moim studentom wykreslac pewne radykalne poglady cytowane
                    za starymi. Fakt. To jest niebezpieczne. Ale takie platoniczne potakiwanie? Czy
                    to jest konformizm?
                    na marginesie dodam, ze nie tylko ja sie nie odezwalam. To sie nazywa podobno
                    (fonetycznie) kindersztuba...
                    • Gość: ida Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytua IP: *.csk.pl 10.06.02, 23:28
                      iwa.ja napisał(a):

                      > na marginesie dodam, ze nie tylko ja sie nie odezwalam. To sie nazywa podobno
                      > (fonetycznie) kindersztuba...

                      Niezupełnie... To zjawisko, które prezentujesz to coś odwrotnego do dyskryminacji
                      wiekowej.
                      Dlaczego w pierwszym rzędzie stawiasz wiek, jakiśtam dorobek... a dopiero na
                      samym końcu wartośC merytoryczną wypowiedzi tej osoby?
                      • iwa.ja Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytua 10.06.02, 23:38
                        I co ja mam na to odpowiedzieć? Bo tak. Bo tym dorobkiem, wiekiem,
                        doswiadczeniem ktos się wykazał. A że komórki mu już szwankują? Wierz mi, dla
                        mnie to jest rzeczywiscie problem, kiedy moi studenci cytują bzdurne wypowiedzi
                        starych profesorów. Muszę im delikatnie tłumaczyć, żeby lepiej pewnych opinii
                        nie brali pod uwage. Ale i my będziemy kiedyś starzy.
          • pastwa Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytua 10.06.02, 22:18
            Pewien wybitny profesor, wychował podobnego sobie, ale nie w tym sęk. Podczas
            jednego z odczytów ów świetny lecz wiekowy już naukowiec, dał popis kompletnego
            poplątania fachowości z urojeniami, nikt nie przerwał, bowiem każdy zdawał
            sobie sprawę ze stanu umysłowego szanownego pana.
            Po odczycie, równie wybitny wychowanek, miast znęcać się nad szwankującym już
            umysłem swego mentora, podziękował mu za interesujący wykład z pełnym
            szacunkiem.
            I szczerze powiem taka postawa jest mi bardziej bliska, bo w takich przypadkach
            nie wytykamy już pomyłek, ale zarzucamy tak naprawdę komuś, że jest stary i
            niedołężny intelektualnie, a to prawie jak wytykanie choremu umysłowo jego
            choroby.
            • iwa.ja Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytua 10.06.02, 22:26
              I tuś jest mi bliski, Pastwa! No właśnie. A gdyby, jak sie dopomina Kwieto,
              przyszlo mi zaopiniowac to, co powiedzial geriatryczny profesor, to znalazlabym
              te watki, ktore popieram. I tylko tyle. To naprawde, moim zdaniem, q, nie jest
              konformizm!!!
              • kwieto Slepa uliczka 10.06.02, 22:41
                Zapedzilismy sie w slepa uliczke, Bo wpadlismy w pulapke "szacunku dla wieku".
                Odmlodzmy zatem profesora, i przyjmijmy, ze jest noblista, ktory dopiero co
                skonczyl trzydziesci lat. I gada bzdury. co wtedy?

                A swoja droga, konformizm dotyczy uleglosci wobec odmiennych pogladow jako
                takich, czy tylko tych, ktore prezentowane sa przez grupe? Zajrzalem z rozpedu
                do slownika wyrazow obcych i znalazlem - "konformista - wyznawca panujacego w
                Angli kosciola Anglikanskiego" I dopiero teraz mamy problem :(



                • pastwa Re: Slepa uliczka 10.06.02, 22:44
                  To nie tyle szacunek dla wieku, co raczej dla regresu umysłowego związanego ze
                  starością i to łatwo rozróżnić.
              • Gość: ida Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytua IP: *.csk.pl 10.06.02, 22:42
                iwa.ja napisał(a):

                > I tuś jest mi bliski, Pastwa! No właśnie. A gdyby, jak sie dopomina Kwieto,
                > przyszlo mi zaopiniowac to, co powiedzial geriatryczny profesor, to znalazlabym
                >
                > te watki, ktore popieram. I tylko tyle. To naprawde, moim zdaniem, q, nie jest
                > konformizm!!!


                No widzisz, chyba jednak sporo do powiedzenia mu tu także osobowość. Ja, to że
                bym się nie odezwała, odczuwam jako konformizm. Bo chcę mieć "swięty spokój", a
                poza tym jak ktoś chce robić z siebie idiotę to dlaczego miałabym mu tego
                zabraniać.
                • pastwa Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytua 10.06.02, 22:47
                  No ale co jest chlubnego w krytykowaniu schizofrenika za jego poglądy, czy to
                  jest takie mądre,chyba raczej nie. Podobnie jak kopanie leżącego.
                  • Gość: ida Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytua IP: *.csk.pl 10.06.02, 22:53
                    pastwa napisał(a):

                    > No ale co jest chlubnego w krytykowaniu schizofrenika za jego poglądy, czy to
                    >
                    > jest takie mądre,chyba raczej nie. Podobnie jak kopanie leżącego.


                    Ale dlaczego zeszliśmy na schizofreników i leżących?
                    • pastwa Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytua 10.06.02, 23:00
                      Zeszlismy, poniewaz słusznym jest raczej krytykowanie ludzi mających jeszcze na
                      cos realny wpływ, a trudno brac powaznie osobę starą, bredzącą głupoty(niczym
                      schizofrenik), które są dla wszystkich oczywista bzdurą. Nic w tym godziwego
                      zwyczajnie.
                      • Gość: ida Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytua IP: *.csk.pl 10.06.02, 23:14
                        pastwa napisał(a):

                        > Zeszlismy, poniewaz słusznym jest raczej krytykowanie ludzi mających jeszcze na
                        >
                        > cos realny wpływ, a trudno brac powaznie osobę starą, bredzącą głupoty(niczym
                        > schizofrenik), które są dla wszystkich oczywista bzdurą. Nic w tym godziwego
                        > zwyczajnie.

                        Nawet jeśli te głupoty maja wpływ na nasze życie? Ja myślę, że wiekszośc ludzi
                        darowuje sobie jakąkolwiek krytykę wobec ludzi starych, chorych itp, bo nikt o
                        zdrowych zmysłach nie traktuje tego co mówią poważnie, dopóki nie usiłują tych
                        swoich bzdur wprowadzać w życie. Zgodziłbyś się w imię szacunku dla wieku, czy
                        czego tam jeszcze, żeby ten ktos te bzdury wypraktykował na Tobie? Siedziałbyś
                        cicho?
                        • pastwa Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytua 10.06.02, 23:20
                          No skąd, to już zupełnie inna sytuacja. Mimo wszystko starałbym się sie
                          wyperswadować te banialuki w sposób wyważony i z szacunkiem odżegnywałbym się
                          więc od bezwzględnego miażdżenia i ośmieszania publicznego tej osoby.
                          • iwa.ja Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytua 10.06.02, 23:27
                            Wlaśnie!!!
                            • Gość: ida Spróbujmy coś wyprostować IP: *.csk.pl 10.06.02, 23:47
                              Stary, zniedołęzniały profesor opowiada bzury. Te bzdury nie mają żadnego wpływu
                              na życie słuchaczy. Jak stwierdziła Iwa, ona by siedziała cicho daltego, że
                              profesor stary, zniedołęzniały...To go usprawiedliwia. Ale absolutnie nie uważa
                              tego za konformizm. A raczej szacunek dla wieku, dobre wychowanie ...

                              Ale na sali jest obecna jakaś osoba, która ocenia ludzi po tym co mówią, a nie
                              czy są starzy i schorowani. I ma ogromną ochotę protestować. Ale też będzie
                              milczeć, gdyż zdaje sobie sprawę, że to co mówi ten profesor nie ma żadnego, ale
                              to żadnego wływu na jej życie. Tylko, że czuje, że milcząc postepuje
                              konformistycznie. Nagina się.

                              Z czego ta odmienna interpretacja wynika? Osobowości? A może
                              konformizm/nonkonformizm to jest coś bardzo subiektywnego, i każdy pod tym
                              pojęciem rozumie coś innego?
                              • pastwa Re: Spróbujmy coś wyprostować 11.06.02, 01:05
                                Nad czym się tu głowic, w pierwszym przypadku mamy prosty przykład okazania
                                szacunku dla osoby wybitnej, lecz schorowanej, tym samym zdradzającej się
                                otwarcie w swym bajdurzeniu. Tylko słuchacz nie wtajemniczony w stan umysłowy
                                wykładającego, miałby sensowny powód protestowania.

                                W drugim przykładzie chętny do krytyki słuchacz, ma już zupełnie inne podejście
                                do ludzi.
                                Tak naprawdę różni te dwie postawy, sposób rozumowania o człowieku.

                                Pierwszy słuchacz wartościując ludzi uwzględnia wpierw relacje pomiędzy
                                wypowiadanymi treściami a ich stanem umysłowym, a następnie ocenia dopiero
                                wpływ rozpatrywanego przypadku na życie innych, co ma sens dla mnie.
                                Drugi słuchacz nie stosuje natomiast żadnej taryfy ulgowej, skrytykowałby wiec
                                nawet osobę bredzącą przez sen przy jednoczesnej 40 stopniowej gorączce. Jedno,
                                co go powstrzymuje, to brak przełożenia wypowiadanych przez profesora słów na
                                własne życie.

                                Pastwa
                                • Gość: ida Re: Spróbujmy coś wyprostować IP: *.csk.pl 11.06.02, 06:47
                                  Zupełnie żeśmy się nie zrozumieli :-(
                                  • pastwa Re: Spróbujmy coś wyprostować Ida 11.06.02, 08:07
                                    Może więc tak Ido.

                                    W pierwszym przypadku nie ma dla mnie konformizmu, gdyż zwyczajnie ów słuchacz
                                    nie kieruje sie własnym wygodnictwem, czy tez obawą przed reakcja otoczenia,
                                    rezygnując z krytykowania profesora. W jego rozumieniu sytuacji, takie
                                    postępowanie jest nie na miejscu.
                                    Natomiast człowiek z sytuacji numer "dwa" jest dla mnie dziwny w swym
                                    postępowaniu, gdyż nie bardzo wiadomo, o co mu chodzi, bo z jednej strony ma
                                    jakieś krytyczne uwagi, a z drugiej strony stwierdza, że go to mało obchodzi,
                                    bo nie dotyczy. Nie rozumiem wiec u tego osobnika powstałego stanu
                                    niezadowolenia ze swej powściągliwości, to jest sztuczne dla mnie.
                                • kwieto Re: Spróbujmy coś wyprostować 11.06.02, 07:11
                                  A ja mysle, ze pierwszy sluchacz po prostu ma bardzo gleboko zakorzenione
                                  stereotypy. No bo czy ow wspomniany gdzies przeze mnie 30 letni noblista nie
                                  moze byc schorowany i nie w pelni wladz umyslowych? A 80 latka bedziemy
                                  taktownie ignorowac, natomiast z 30 latkiem wdamy sie w polemike. Nawet, jesli
                                  okaze sie, ze ich stan umyslu jest identyczny.

                                  Natomiast ciekawe jest, ze 80 latek jest tu traktowany a priori jako osoba
                                  niespelna rozumu. Dyskryminacja?
                                  • Gość: ida Re: Spróbujmy coś wyprostować IP: *.csk.pl 11.06.02, 08:00
                                    A czy uleganie głęboko zakorzenionym stereotypom nie jest jakąś formą konformizmu?

                                    Definicja ze słownika j.polskiego
                                    "konformizm- postawa bezkrytycznego podporządkowania się normom, wartościom i
                                    poglądom uznanym za obowiązujące w danej grupie społecznej"

                                    Jak ktoś się czemus bezkrytycznie podporządkowuje to nawet nie zdaje sobie
                                    sprawy, że zachowuje się konformistycznie. I uważa, że to jest żaden konformizm,
                                    tylko "tak jest, bo tak jest i już, co mi tu pan/pani od jakis konformistów
                                    wymyśla" :-)
                                    • kwieto Ha! profesor do piachu! 11.06.02, 08:19
                                      Wiedzialem (acz nie bylem pewien) ze konformizm dotyczy grupy i tylko grupy.
                                      Wiec polemika z profesorem jako taka to totalnie nietrafiony przyklad.
                                      Natomiast dylemat czy poddac sie stereotypom i nie dyskutowac, albo czy sie nie
                                      poddac i dyskutowac - tu mamy niezly dylemat.
                                      • pastwa Re: Ha! profesor do piachu! 11.06.02, 08:31
                                        Jednakże czasami krytykując jednostke narażamy sie całej grupie, vide wątek o
                                        Papiezu.
                                      • Gość: ida Re: Ha! profesor do piachu! IP: *.csk.pl 11.06.02, 09:07
                                        kwieto napisał(a):

                                        > Wiedzialem (acz nie bylem pewien) ze konformizm dotyczy grupy i tylko grupy.
                                        > Wiec polemika z profesorem jako taka to totalnie nietrafiony przyklad.
                                        > Natomiast dylemat czy poddac sie stereotypom i nie dyskutowac, albo czy sie nie
                                        >
                                        > poddac i dyskutowac - tu mamy niezly dylemat.


                                        No może nie tak do końca nietrafiony.
                                        Ale zostańmy przy tym, że ten profesor jest jednak stary i schorowany.

                                        Dajmy na to w jakiejś grupie społecznej panuje przekonanie, że osób starych i
                                        schorowanych się nie krytykuje, niezależnie od tego jakie bzdury wygadują. I ta
                                        grupa nie zadaje sobie pytań, a dlaczego nie? normalnie nie, bo nie, koniec
                                        kropka. Bo tak było jest i będzie. Nikt niczego nie kwestionuje. I nikt nie
                                        uważą, że zachowuje się konformistycznie. W ich mniemaniu zachowują się
                                        normalnie, a nie konformistycznie.

                                        Ale przychodzi jakaś jednostka(może z innej grupy społecznej gdzie panuje
                                        zupełnie inne przekonanie), dla której to wszystko wcale nie jest takie
                                        oczywiste. No bo dlaczego wobec ludzi starszych stosuje sie taryfe ulgową? I
                                        wolno im mówić co im slina na język przyniesie beż zadnych konsekwencji. Jakaś
                                        bzdura.
                                        I ta jednostka postrzega tę grupę jako bandę konformistów, bo jej zdaniem, ktoś
                                        kiedyśtam uznał, że starym ludziom wolno opowiadać brednie, a wszyscy to za nim
                                        bezkrytycznie przejęli. No i tak im wygodnie. Jesli ta osoba będzie siedzieć
                                        cicho, to grupa nawet nie zauważy, że między nimi jest jakiś nonkonformista, bo
                                        zachowuje się jak "jeden z nas". natomiast, dla tej osoby, to że będzie siedziała
                                        cicho jest odczuwane własnie jako konformizm. Bo zachowała sie dokładnie tak jak
                                        ta cała grupa, mimo że nie powinna, zrobiła to wbrew sobie itd

                                        Natomiast jeśli zwróci uwagę temu nieszczęsnemu profesorowi, grupa automatycznie
                                        uzna ją za nonkonformistę. Ale zkolei ona sama tego nie określi jako
                                        nonkonformizm. Dla niej to będzie cos normalnego, że jak ktoś wygaduje bzdury to
                                        należy mu zwrócić uwagę. Jaki tu nonkonformizm?

                                        Wychodzi na to, że wszystko, jak to w zyciu bywa, zależy nie od osobowości, czy
                                        sytuacji tylko od miejsca siedzenia... :-)
                                        • kwieto Re: Ha! profesor do piachu! 11.06.02, 09:31
                                          A ja jestem ciekaw jak sie bedzie zachowywac grupa? Rzuci sie na ta osobe, czy
                                          zastanowi sie nad jej podejsciem? Ciekawe...

                                          P.S.
                                          Pastwa, Twoje sluchawki powoduja, ze nie slysze stukania klawiszy :((
                                        • pastwa Re: Ha! profesor do piachu! 11.06.02, 10:53
                                          Powiedziałbym, że wszystko zalezy od tego, kto ocenia dane postepowanie.

                                          Ps. Kwieto chcesz mi powiedziec, ze to stukanie w klawisze jest az tak miłe dla
                                          ucha ? Zatem poprosze Cie o nagranie tychże "stukotów", chętnie tego
                                          posłucham ;-)
                                  • pastwa Re: Spróbujmy coś wyprostować 11.06.02, 08:12
                                    kwieto napisał(a):

                                    > A ja mysle, ze pierwszy sluchacz po prostu ma bardzo gleboko zakorzenione
                                    > stereotypy. No bo czy ow wspomniany gdzies przeze mnie 30 letni noblista nie
                                    > moze byc schorowany i nie w pelni wladz umyslowych? A 80 latka bedziemy
                                    > taktownie ignorowac, natomiast z 30 latkiem wdamy sie w polemike. Nawet, jesli
                                    > okaze sie, ze ich stan umyslu jest identyczny.

                                    Przy moim podejsciu do postawionego problemu, ów słuchacz powinien postapić
                                    dokładnie tak samo odnosnie 30 letniego profesora.


                                    > Natomiast ciekawe jest, ze 80 latek jest tu traktowany a priori jako osoba
                                    > niespelna rozumu. Dyskryminacja?

                                    Ta "dyskryminacja" jest efektem wczesniejszego założenia odnośnie stanu
                                    umysłowego mówcy, który swoją drogą został przez naturę tak "zdyskryminowany".

                                    • kwieto Re: Spróbujmy coś wyprostować 11.06.02, 08:20
                                      No dobrze, ale moj przyklad nigdzie nie mowil ze on jest stary i
                                      zniedoleznialy, byl tylko autorytetem. To wy "dospiewaliscie" sobie reszte...
                                      • pastwa Re: Spróbujmy coś wyprostować 11.06.02, 08:27
                                        Kiedy ja nie odnosze sie do Twojego przykładu jeno Iwy i mojego, bo to te
                                        opisy zostały wcześniej przez Ide poddane rozwazaniom( przynajmniej ja cały
                                        czas sie do nich właśnie odnoszę).
                • iwa.ja Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytua 10.06.02, 22:48
                  Zara, zara... Jeżeli noblista ma trzydzieści lat i gada idiotyzmy, to bym go
                  pokryla blotem. Liczac na to, ze podniesie te rekawiczke.
                  Jeszu, kosciol anglikanski...Nie mam tego slownika.
                  • iwa.ja Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytua 10.06.02, 22:50
                    O wlasnie, Pastwa, przeczytalam Twoj wpis. Popieram. Starosc to inwalidztwo,
                    wiec popieranie czy kontestowanie nie ma nic wspolnego z konformizmem czy non.
                    • kwieto Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytua 10.06.02, 23:00
                      No dobrze, wiec wrocmy do konformizmu jako takiego. Czyli nobliste z blotem.
                      Nawet jesli zgadzala by sie z nim polowa audytorium? (co wcale nie oznacza, ze
                      druga polowa nie zgadza sie z Toba). Zaznaczam, on gada idiotyzmy podlug
                      Ciebie, ale nie masz na to dowodow w postaci obliczen, danych, wykresow - masz
                      tylko swoj umysl, i on Ci podpowiada, ze cos Ci w jego wywodzie nie gra.
                      • iwa.ja Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytua 10.06.02, 23:07
                        No to bym kurcze walczyla! A co mnie obchodzi druga polowa audytorium! Ja mam
                        pewnosc, ze on mowi bzdety. O to Ci chodzi?
                        • kwieto Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytua 10.06.02, 23:11
                          No wlasnie. Bo niektorzy by jednak ulegli presji. Szczegolnie, gdy chodzi o
                          rzeczy "rozmyte" - nie jawne i ewidentne bzdury, ale rzeczy ktore mozna
                          interpretowac na kilka sposobow...
        • Gość: vipera osobowosc konformisty IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 11.06.02, 14:00
          Jeżeli chodzi o starego Profesora – należy jednak
          polemizować. Mysle, ze polemika w tym przypadku nie ma nic wspolnego
          z jakimkolwiek brakiem szacunku – a wrecz przeciwnie: o braku szacunku
          swiadczy tej polemiki brak. Wlasnie to sluchanie z nutka wyzszosci, czy
          tez poblazliwosci – swiadczy o braku szacunku. To moje zdanie.

          A sam konformizm. Jest wtedy, kiedy zachowujemy się zgodnie
          z „oczekiwaniem” grupy, wbrew wewnetrznemu przekonaniu,
          wbrew sumieniu, za to w nadziei na jakies dorazne korzysci
          (niekoniecznie zreszta materialne)
          Osoba, która mowi coś publicznie, a prywatnie
          zupelnie cos innego – nie wzbudza we mnie szacunku. Bez względu
          na to, jak by tę różnicę uzasadniała – jest konformistą.
          Przy czym to „mówienie publiczne” może ograniczać się do braku
          wypowiedzi również.

          Ale w koncu konformizm nie jest karalny ;-)
    • Gość: ! Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytuacja? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 10.06.02, 22:09
      A może by tak samemu synku popracować, to Ty chcesz być magistrem! Chociażby
      poszukać w katalogu tematycznym w uniwersyteckiej albo narodowej.
      • agnesd Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytuacja? 11.06.02, 05:43
        A na zebraniu szkolnym?
        Ja się często czuję marną ulegającą presji konformistką na wywiadówkach.
        Źle się z tym czuję i nie lubię.
        Najczęściej mam inne zdanie niż mamy aktywistki oraz wychowawczyni.
        Nie mam żadnych problemów w indywidualnych kontaktach z nauczycielami.
        Natomiast grupa kobiet na zebraniu gada głupoty a ja nic. No chyba, że już
        zupełnie przeginają.
        Uchylam się od opinii, po pierwsze dlatego, że konsekwencje mojej niezłomności
        poniesie w szkole dziecko a nie ja. Po drugie dlatego, że to co one mówią
        niewiele zmienia.
        To jest konformizm? Na ogół idę pod prąd, czasem przesadnie. Również przy
        przełożonych mi się zdarza. I nagle na wywiadówce robię się cicha i siedzę w
        kąciku.
        A student pewnie, niech sam poszuka, ale my pogadać możemy, nie?
        • iwa.ja Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytuacja? 11.06.02, 07:43
          Oj, ale to co opisałaś, nie ma nic wspolnego z konformizmem, moim zdaniem. Tez
          przerabialam wywiadowki i kretynskie dyskusje mam o mentalnosci kucharek (a
          dyskusji na zebraniach spoldzielni mieszkaniowych nie widzialas? a posiedzen
          naszej polskiej Dumy?). Zachowywalam sie dokladnie tak samo, ale z nastepujacym
          tlumaczeniem (wielokrotnie na necie juz o tym pisalam): stangret i kucharka to
          nie zawod, to mentalnosc. Z mentalnoscia tego typu nie moge miec nic wspolnego.
          To tak troche jak z plackiem krowim na lace. Dopoki nie wdepniesz, nie smierdzi.
          Pozdrawiam
          • Gość: Renka Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytuacja? IP: *.home.cgocable.net 11.06.02, 08:42
            Kazdy z nas ma pewien poziom wiedzy, ktora powinien sie dzielic z tymi, ktorzy
            bladza.
            Dopuszczanie do rozpowszechniania bzdur, tj mowienia rzeczy,w ktore tak
            naprawde nikt nie wierzy i nie maja one zadnego dla grupy znaczenia, jest moim
            skromnym zdaniem bledne. Mimo szacunku dla ogolnej wiedzy profesora i jego
            dorobku naukowego,kazdy zdaje sobie sprawe z tego, ze to mlodzi naukowcy maja
            swieze spojrzenie na problem i stanowia w ogole tzw "swieza krew", ktora jest
            niezbedna w transfuzji wiedzy brakujacej profesorowi.Zatem, nalezaloby zaczac
            polemike z profesorem. Jezeli nie poddalby sie jej, nalezaloby go wygwizdac. I
            tyle mam do powiedzenia.
            pozostajaca bez szacunku dla intelektualnych konformistow, Renka
            Sorry, profesorze, ale to Twoja nauka :)
            • pastwa Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytuacja? 11.06.02, 13:23
              Należy tu jeszcze cos rozróżnić, bo rzeczywiście wyjdzie, że rozważamy tu
              szacunek dla samej jedynie starości i prestiżu zajmowanego stanowiska.

              Mając na tapecie słuszność krytyki wspomnianego już profesora całkowicie
              NIESZKODLIWEGO dla otoczenia w swym „starczym” bajdurzeniu, należy sobie
              postawić pytanie, jaki wydźwięk/cel ma mieć strofowanie takiego człowieka.
              Idąc po kolei i zaczynając od pozostałych słuchaczy, sensu jakiegokolwiek brak,
              jaki „koń” jest każdy widzi, przechodząc do samego siebie, tez nie widzę
              specjalnego sensu no chyba żeśmy sadystami. Pozostaje już tylko ów profesor,
              ale w tym przypadku uważam, że publiczne wyszydzenie jego półświadomych
              wywodów, tez nic nie da, gdyż nie będzie on przez swój stan umysłowy zdolny
              wyciągnąć pozytywnych dla jego „badań” wniosków.
              Tak naprawdę krytyką tą zrobimy cos o wiele gorszego i szkodliwego
              dla „profesora” ( człowieka), bo zabijemy najprawdopodobniej istniejąca w nim
              pasje naukowca, która to trzyma przy życiu, miast dziadzienia w bezczynności.
              Tu nie chodzi już o prawdę, ale o nie odbieranie takim ludziom nadziei, że ich
              życie ma jeszcze sens, nie powinno się im go odbierać, tylko ze względu na
              własne twarde zasady odnośnie nietolerowania oczywistych błędów.
              Jaki sens ma zatem wysłuchanie przez grono intelektualistów „przełomowego” dla
              nauki odkrycia „profesora”, ano taki, ze to daje poczucie wagi i słuszności w
              nie rezygnowaniu z własnych pasji/życia.
              Tak najkrócej można zobrazować powyższe, przypadkiem człowieka, który poświęcił
              swe życie dla ratowania innych ludzi i niestety okazało się, że było to
              poświęcenie pozbawione sensu, w wyniku błędu w ocenie sytuacji.
              Czy zatem takiemu umierającemu na naszych oczach bohaterowi, powiemy prosto w
              oczy, ze jego czyn był bez żadnego znaczenia zgodnie z prawdą, czy może lepiej
              ją przemilczeć i dać umrzeć „profesorowi” z poczuciem satysfakcji ?

              Pastwa
    • otryt Wchodzimy w układ , czy z nim walczymy...? 11.06.02, 11:07
      Ja bym spojrzał na sprawę konformizmu z innej strony. Konformizm jako świadome
      wchodzenie w nieuczciwe i patologiczne układy personalne w gospodarce i
      polityce, a także wszędzie tam , gdzie dzięki takim układom można dla siebie
      coś "załatwić". Często bywa tak , że ludzie są wybierani do przeróżnych
      gremiów i instytucji dlatego, że obiecują walczyć z tymi pasożytniczymi
      układami, a gdy już tam się znajdą, miast walczyć wchodzą pełniej w ten układ i
      korzystają z niego. W jakiejś książce przeczytałem znamienne zdanie. Na
      pierwszym posiedzeniu rządu Jana Krzysztofa Bieleckiego padło
      pytanie : ...walczymy z tym układem, czy w niego wchodzimy...? Ale takie
      pytanie może też zadawać sobie każdy z nas na swoim poletku. Ci , którzy
      decydują się na walkę muszą oprócz uczciwości posiadać także pewną mądrość,
      wiedzę ,umiejętność przewidywania, odwagę, wytrwałość oraz siłę charakteru, aby
      jego działania odniosły pozytywny skutek. Konformizm widziałbym więc jako brak
      tych pozytywnych cech. Przypomnijmy sobie tytułową postać filmu „Konformista”
      Bertolucciego. Był to słaby i tchórzliwy człowiek.

      Według mnie konformizm to przede wszystkim cecha charakteru.

      Pozdrawiam

      • iwa.ja Re: Wchodzimy w układ , czy z nim walczymy...? 11.06.02, 16:29
        Myslę, że powyższe to była odpowiedź na pytanie, którego wcześniej nie zadałam:
        jaka jest różnica między nonkonformistą a anarchistą? Pytanie może głupie, ale
        takie właśnie mi się nasunęło po przeczytaniu niektórych wpisów, ktore mogą
        oznaczać, ze miewamy problemy z definicjami. No, proszę, kto poda precyzyjne
        rozróżnienie?
        • kwieto Re: Wchodzimy w układ , czy z nim walczymy...? 11.06.02, 16:48
          Anarchista nie znosi wszelkich ukladow i wszelkiego porzadku (prawa, rzadu,
          itd.) - postepuje zgodnie z dewiza "prawo to ja". Czyli - potepia w czambul
          WSZYSTKIE zasady i normy

          nonkonformista - krytykuje stereotypy, schematy, postepuje zgodnie z wlasnym
          uznaniem i nie opiera sie ani na argumentacji "przez oczy" (wszyscy tak robia
          to i ja), ani "na kolanach" (madrzy ludzie tak robia). Ale jest w stanie poddac
          sie pewnym ogolnie przyjetym zasadom - przepisom prawa, poszanowaniu wlasnosci,
          tolerancji dla odmiennosci (anarchista chyba tepi wszystko co mu stanie na
          drodze) Aczkolwiek zastanawia sie nad tymi zasadami, weryfikuje je - i zgodnie
          z wlasnym przekonaniem albo poddaje sie im, albo je neguje.
          • iwa.ja Re: Wchodzimy w układ , czy z nim walczymy...? 11.06.02, 17:01
            kwieto napisał(a):

            > Anarchista nie znosi wszelkich ukladow i wszelkiego porzadku (prawa, rzadu,
            > itd.) - postepuje zgodnie z dewiza "prawo to ja". Czyli - potepia w czambul
            > WSZYSTKIE zasady i normy
            >
            > nonkonformista - krytykuje stereotypy, schematy, postepuje zgodnie z wlasnym
            > uznaniem i nie opiera sie ani na argumentacji "przez oczy" (wszyscy tak robia
            > to i ja), ani "na kolanach" (madrzy ludzie tak robia). Ale jest w stanie poddac
            >
            > sie pewnym ogolnie przyjetym zasadom - przepisom prawa, poszanowaniu wlasnosci,
            >
            > tolerancji dla odmiennosci (anarchista chyba tepi wszystko co mu stanie na
            > drodze) Aczkolwiek zastanawia sie nad tymi zasadami, weryfikuje je - i zgodnie
            > z wlasnym przekonaniem albo poddaje sie im, albo je neguje.

            No własnie. Więc przyjrzyjmy sie teraz wątkowi o profesorze. Czy powstrzymywanie
            sie od publicznej (niepublicznej) krytyki tego pana jest dowodem na konformizm?
            Czy też moze - w radykalnej formie - świadczy, ze "powstrzymujący się" akceptuje
            pewne normy? Ergo: nie jest anarchistą.
            Na powyższym przykładzie starałam się udowodnic, ze czasem mylimy jednak te
            pojęcia. Czy udało mi się?
            aha. Gdyby rzeczony pan profesor skrytykował mnie (w duchu swojego wystąpienia),
            rozmowa byłaby nieco inna, acz w dalszym ciągu z poszanowaniem jego słabości. Mój
            nonkonformizm (to wyjaśnienie dla kogoś powyżej, kto mój brak reakcji na
            profesora okreslił jako postawa konformistyczna) przejawiał sie niejednokrotnie
            we wchodzeniu w polemikę (ośmieszającą) przeciwnika, ktory bywał np. profesorem w
            srednim wieku, nikt nie rozumiał, o czym on mówi (a człowiek bełkotał). W zwiazku
            z powyższym nikt nie śmiał powiedzieć, że krol jest nagi. Czy muszę dodawać, ze
            taki jeden (klasyczny przypadek idioty o pseudonimie "profesor"), ktory niegdyś
            popełnił idiotyczny artykuł w liczącej się gazecie, nie odpowiedział na mój z
            kolei artykuł wskazujący na brak logiki w jego rozumowaniu?
            • Gość: ida Re: Wchodzimy w układ , czy z nim walczymy...? IP: *.csk.pl 11.06.02, 17:30

              >
              > No własnie. Więc przyjrzyjmy sie teraz wątkowi o profesorze. Czy powstrzymywani
              > e
              > sie od publicznej (niepublicznej) krytyki tego pana jest dowodem na konformizm?
              >
              > Czy też moze - w radykalnej formie - świadczy, ze "powstrzymujący się" akceptuj
              > e
              > pewne normy? Ergo: nie jest anarchistą.
              > Na powyższym przykładzie starałam się udowodnic, ze czasem mylimy jednak te
              > pojęcia. Czy udało mi się?


              Sorry Iwa, ale ja tu czegoś w Twoim rozumowaniu nie rozumiem.
              Powstrzymywanie się od publicznej krytyki tego profesora nie można tak
              jednoznacznie uznać za konformizm, dopóki sie nie doprecyzuje jakie przekonania
              prezentuje grupa ludzi jaka profesora otacza. Konformistą/nonkonformistą jest się
              tylko i wyłącznie w odniesieniu do czegoś(poglądów, zachowań ogólnie przyjetych w
              danej grupie ludzi).
              A wcześniej powiedziłaaś, że się takiego człowieka nie krytykuje , bo szacunek
              dla wieku, dla przeszłych osiągnięć, no i że generalnie wolno mu pleść bzdury, no
              bo wolno (nie uzasadniłaś tego, albo ja to przegapiłam) No i po co skoro to i tak
              nie ma żadnego znaczenia. I jeśli wszyscy słuchacze będą milczeć mysląc podobnie,
              to moim zdaniem jest to przejaw pewnego konformizmu-no bo po co się wychylać,
              dyskutować...No i ten wiek, starszy człowiek...Pogada, pogada i na tym się
              skończy...
              I takim zachowaniem "powstrzymujacy się" rzeczywiście akceptują pewne normy
              (przyjete w danym środowisku).

              Ale co znaczy ta opozycja -"Czy też może- w radykalnej formie-"
              Właściwie co "czy też może"?
              I co ma do tego, że nie jest anarchistą? Nonkonformista też nie jest anarchistą


              • iwa.ja nie rozumiemy sie, Ida 11.06.02, 17:45
                W sytuacji opisanej, jak mi sie wydaje, wszyscy lub prawie wszyscy, sluchali
                tego pana z pewnym pobłażaniem, wiedząc, ze ma pewne problemy. Było oczywiste,
                ze nikt go nie będzie krytykował (bo wiekowy, bo ma wielkie osiagnięcia,
                bo...). w daszym ciągu nie wydaje mi się jednak, zeby to był przejaw
                konformizmu. Raczej: zgadzanie sie z pewnymi normami zachowań. W tym więc
                sensie napisałam, może demagogicznie i zartobliwie, że nie bylismy
                anarchistami.
                Dam może inny (też pewnie demagogiczny) przykład zachowania, ktore jest
                powszechne dla pewnej grupy ludzi. Strasznie chce mi sie beknąć po posiłku
                spozywanym w duzym gronie. Dlaczego miałabym tego nie zrobić? Przecież ktoś
                powiedział, ze nie jest to eleganckie, a ja się z tym moge nie zgadzać. OK,
                zduszam to beknięcie w sobie. Jestem konformistką?
                Przepraszam, ale nie było moją intencją zwulgaryzowanie tematu. Chciałam tylko
                jeszcze raz podkreslić, że nie wszystkie normy zachowań wymuszają postawę
                konformistyczną.
                • Gość: ida Re: nie rozumiemy sie, Ida IP: *.csk.pl 11.06.02, 18:00
                  iwa.ja napisał(a):

                  > W sytuacji opisanej, jak mi sie wydaje, wszyscy lub prawie wszyscy, sluchali
                  > tego pana z pewnym pobłażaniem, wiedząc, ze ma pewne problemy. Było oczywiste,
                  > ze nikt go nie będzie krytykował (bo wiekowy, bo ma wielkie osiagnięcia,
                  > bo...). w daszym ciągu nie wydaje mi się jednak, zeby to był przejaw
                  > konformizmu. Raczej: zgadzanie sie z pewnymi normami zachowań.

                  To ja jeszcze raz przytoczę definicję ze słownika języka polskiego(tym razem w
                  całości)
                  "konformizm-postawa bezkrytycznego podporządkowania się normom, wartościom i
                  poglądom uznanym za obowiązujące w danej grupie społecznej; zgadzanie się z
                  czymś, przystosowanie się do czegoś"

                  W świetle tej definicji co znaczy to "raczej"?
                  Zgadzanie się z pewnymi normami zachowań= konformizm
                  • iwa.ja Re: nie rozumiemy sie, Ida 11.06.02, 18:14
                    to mi troche przypomina dowcip, skąd sie biorą dzieci. Z przekształcenia wzoru:
                    dziecko + zapałki = pożar.
                    W ten sam sposób można udowodnić, ze brak zgody na pewne normy to anarchizm.
                    Może więc ta encyklopedyczna definicja nie jest pełna?
                    OK. Jestem konformistką, ponieważ bezkrytycznie przyjmuję, że nie wolno bekać
                    przy jedzeniu, kraść i obrażać ludzi starszych. A co na to inni forumowicze?
                    • Gość: Melba zapytać nastolatka IP: *.chello.pl 11.06.02, 18:28
                      Przypominają mi się nastolatki, które "programowo" przechodzą fazę buntu wobec
                      zasad i norm, nawt takich podstawowych, jak zachowanie przy stole. Przeciętny
                      nastolatek to istota ostra w poglądach, zdecydowana i bardzo
                      nonkonformistyczna. Potem powoli wszystko wraca do "normy". Czy norma jest
                      jednak matrycą dobrą, bo najlepszą z możliwych, czy dobrą, bo wygodną?
                      Czy zatracając bunt i wygładzając nasze oceny i nastawienie do świata nie
                      przykładamy ręki do jego niedoskonałości?
                      • Gość: ida Re: zapytać nastolatka IP: *.csk.pl 11.06.02, 18:45
                        Gość portalu: Melba napisał(a):

                        > Czy norma jest
                        > jednak matrycą dobrą, bo najlepszą z możliwych, czy dobrą, bo wygodną?
                        > Czy zatracając bunt i wygładzając nasze oceny i nastawienie do świata nie
                        > przykładamy ręki do jego niedoskonałości?

                        No właśnie mi się wydaje, ze przykładamy :-(
                        Cholernie mnie denerwuje podejście typu "przez 20/50/80 lat tak było, i było
                        dobrze , to po co to zmieniać?"
                        A wszelkie zmiany(w tym te na lepsze) mają szansę zaistnieć dopiero wtedy jak
                        przyjdzie ktoś (jakiś nonkonformista)i oświadczy, że to jakaś bzdura, i że od
                        dzisiaj będziemy to robić inaczej...
                    • Gość: ida Re: nie rozumiemy sie, Ida IP: *.csk.pl 11.06.02, 18:32
                      iwa.ja napisał(a):

                      > to mi troche przypomina dowcip, skąd sie biorą dzieci. Z przekształcenia wzoru:
                      >
                      > dziecko + zapałki = pożar.
                      > W ten sam sposób można udowodnić, ze brak zgody na pewne normy to anarchizm.
                      > Może więc ta encyklopedyczna definicja nie jest pełna?


                      To podaj pełniejszą.
                      Z przyjemnością posłucham uzasadnienia, że brak zgody na pewne normy to jest
                      anarchizm. Bo ja się ztym stwierdzeniem nie zgadzam.


                      > OK. Jestem konformistką, ponieważ bezkrytycznie przyjmuję, że nie wolno bekać
                      > przy jedzeniu, kraść i obrażać ludzi starszych. A co na to inni forumowicze?


                      Bekanie przy jedzeniu w pewnych kulturach jest normą.
                      I co ma tu do rzeczy złodziejstwo? Ci co kradna to nonkonformiści?
                      I kto mówi o obrażaniu ludzi starszych? Zwrócenie uwagi, że ktoś nie ma racji i
                      podanie uzasadnienia dlaczego, i gdzie nie ma racji, to jest zaraz obrażanie?
                      • iwa.ja Re: nie rozumiemy sie, Ida 11.06.02, 18:56
                        Ojojoj, robi się gorąco. Nie znam pełniejszej definicji konformizmu i nie mam
                        zadnego pomysłu. Wydaje mi sie tylko, że ta zacytowana przez Ciebie jest zbyt
                        ogólnikowa. OK, bekanie itd. Sa różne normy w różnych kulturach. Ale są. Czy w
                        kraju, w ktorym pożądane jest beknięcie dla uczczenia talentów gospodyni,
                        moje "niebeknięcie" oznaczałoby nonkonformizm? Chyba nie. Konformizmem jest
                        według mnie odpuszczenie sobie (np. walki), bo inni z czyms tam nie walczą.
                        Jezeli to jest uzasadnione (że nie walczą), ja też odpuszczam. Mozna zwrócić
                        uwagę staremu profesorowi, pewnie. Tylko, po pierwsze, jest to bezcelowe, bo on
                        ma juz przeżuty pogląd i go nie zmieni. Po drugie, nawet najbardziej delikatny
                        sposób wskazania mu, że sie myli, może go zranić (obrazić?).
                        Jeszcze raz, podporządkowanie sie pewnym normom nie jest konformizmem (takim
                        jak np. 10 przykazań). Konformizmem jest natomiast zachowanie z opisanego wyzej
                        przypadku: nie wiem, o czym mówi ten facet, bo używa niezrozumiałych słów
                        (pustosłów), ale skoro jest profesorem, to chyba wie, co mówi, więc nie bede
                        tego weryfikować.
                        Mam podac nazwiska takich profesorów? A proszę bardzo, mają swoje "szkoły",
                        doktorantów, płodzą jedną ksiażke za druga itd. Zgadzanie sie na kontynuowanie
                        tego stanu rzeczy jest konformizmem (tchórzostwo, lenistwo?). Nie tylko w nauce
                        wystepują postawy konformistyczne, nie tylko. Przyczyny - jak w nawiasie. I,
                        wracajac do tytulowego pytania, winna jest i osobowość, i sytuacja. Czy
                        doktorant (przed obroną) odważy się podwazyc pogląd swojego promotora? Mamy
                        konformizm? Mamy.
                        Tylko nie mieszajmy do tego zgody na stereotypy zachowań. I ma racje Melba. Z
                        nonkonformizmu, wraz z otorbieniem się dziećmi, domem, latami, bagazem
                        doswiadczeń itp. czasami sie, niestety wyrasta. Tylko rogaci walczą aż do
                        grobu. Ja walczę. Pozdrawiam, Ida.
                        • pastwa Przesada 11.06.02, 19:02
                          Przy takim rozpasaniu znaczeniowym słowa "nonkomformista" dojdziemy zaraz do
                          stwierdzenia, że wszyscy naukowcy odkrywający nowe teorie przez obalenie
                          starych są nonkomformistami. Natomiast wszyscy trzymający się prawa grawitacji
                          przyjetej jako prawdę akceptowana od lat, zostaną komformistami.

                          Cała ta rozmowa jest w tym momencie o tyle zbędna, że śmiało bez dalszego
                          wyjaśniania, doskonale potrafimy w zyciu rozróżnić obie postawy w ciągu kilku
                          minut,bez tych wszystkich karkołomnych definicji, gdyż to się czuje w mig,choć
                          naukowo wyjasnia godzinami( jak wyżej widać).

                          Ps. Jednakże robimy to przeciez głównie dla intelektualnej zabawy, a nie dla
                          poznania "prawdziwego" znaczenia tych słów, czyz nie ;-)
                          • Gość: ida Re: Przesada IP: *.csk.pl 11.06.02, 19:10
                            pastwa napisał(a):

                            > Przy takim rozpasaniu znaczeniowym słowa "nonkomformista" dojdziemy zaraz do
                            > stwierdzenia, że wszyscy naukowcy odkrywający nowe teorie przez obalenie
                            > starych są nonkomformistami. Natomiast wszyscy trzymający się prawa grawitacji
                            > przyjetej jako prawdę akceptowana od lat, zostaną komformistami.

                            Moim zdaniem w pewnym sensie są nonkonformistami, bo kwestionują coś co ktoś
                            kiedyś "odkrył" a wszyscy za nim bezmyślnie powtarzają.
                            Prawo grawitacji nie jest jakąstam prawdą objawioną czy jakiśtam pogląd
                            jakiejstam grupy ludzi, tylko prawem fizyki. Zmierzalnym. Z wynikami na papierze.
                            A to jest spora różnica.
                            • pastwa Re: Przesada 11.06.02, 19:17
                              Owszem jest to prawo fizyki, ale czy bezmyslnie powtarzane, nie robi z
                              człowieka konformisty( w analogiczny sposób jak ktoś wyżej pokazał)?
                              • Gość: Melba Re: Przesada IP: *.chello.pl 11.06.02, 19:21
                                Czyli konformizmem jest powtarzane twierdzenie Pitagorasa? :)
                                • pastwa Re: Przesada 11.06.02, 19:21
                                  Jeśli bezmyślnie, to wynika że tak :-)
                                  • Gość: Melba Re: Przesada IP: *.chello.pl 11.06.02, 19:28
                                    :)Czyli wkuwanie na pamięć "myślne" jest mądrościa, a bezmyślne - konformizmem:)
                                    Tak na serio, zgadzam się i z Iwą i z Idą i wiecie co? Zastanawiam się, czy
                                    Wasza różnica postrzegania problemu nie wynika z uprawianej dziedziny? czym
                                    innym jest przymknięcie oka na bajdurki profesora - czego, Iwuś?handlu
                                    zagranicznego na przykład? - a czym innym medycyny. Jak sądzicie?
                                    • pastwa Re: Przesada 11.06.02, 19:32
                                      Gość portalu: Melba napisała:

                                      :)Czyli wkuwanie na pamięć "myślne" jest mądrościa, a bezmyślne - konformizmem:)

                                      Nonkomformizm( "myślność") moja droga nie oznacza jeszcze mądrości :-)
                              • Gość: ida Re: Przesada IP: *.csk.pl 11.06.02, 19:32
                                pastwa napisał(a):

                                > Owszem jest to prawo fizyki, ale czy bezmyslnie powtarzane, nie robi z
                                > człowieka konformisty( w analogiczny sposób jak ktoś wyżej pokazał)?

                                Nie. Czy człowiek bezmyślnie powtarzający, że brzoza brodawkowata na wiosnę ma
                                zielone liście jest konformistą? A co ma twierdzić skoro liście brzozy
                                brodawkowatej na wiosnę są zielone?
                                Dlaczego ktoś miałby kwestionowac istnienie siły grawitacji skoro sam może sie
                                przekonać na własne oczy, że takowa istnieje. Jak się cos upuści to to coś spada
                                na ziemię, a nie leci do góry.
                                • pastwa Re: Przesada 11.06.02, 19:37
                                  Gość portalu: ida napisał(a):

                                  > pastwa napisał(a):
                                  >
                                  > > Owszem jest to prawo fizyki, ale czy bezmyslnie powtarzane, nie robi z
                                  > > człowieka konformisty( w analogiczny sposób jak ktoś wyżej pokazał)?
                                  >
                                  > Nie. Czy człowiek bezmyślnie powtarzający, że brzoza brodawkowata na wiosnę ma
                                  > zielone liście jest konformistą? A co ma twierdzić skoro liście brzozy
                                  > brodawkowatej na wiosnę są zielone?

                                  Nie bardzo wiem jak mozna powtarzać takie stwierdzenie bezmyslnie, którego sens
                                  opiera sie tylko na rozróżnianiu kolorów, więc nie trzeba czegokolwiek rozumiec,
                                  co innego gdyby robiła to osoba niewidoma.

                                  > Dlaczego ktoś miałby kwestionowac istnienie siły grawitacji skoro sam może sie
                                  > przekonać na własne oczy, że takowa istnieje. Jak się cos upuści to to coś spad
                                  > a na ziemię, a nie leci do góry.

                                  My przewaznie nie mamy problemów z dostrzeganiem takich "oczywistości", kłopot
                                  pojawia się, kiedy trzeba je naukowo opisać i zrozumieć, bo o tym teraz mówimy.
                                  • iwa.ja dobrze sie bawie, 11.06.02, 19:52
                                    gdy czytam to wszystko, rowniez moje posty. A tak troche poważniej. Jak sądze,
                                    matematyka tudziez inne nauki ścisle dają niewiele marginesu do swobodnej
                                    (czasem bzdurnej) interpretacji. Natomiast nauki, nazwijmy, spoleczne, w tym
                                    ekonomia - ojej, jak dają! Tylko czy my na tym wątku właśnie o tym mamy mowić?
                                    Jeszcze raz ruszę tego idiote profesorka z bozej łaski (nie, nie tego starego).
                                    Jezeli piszę doktorat u takiego egzemplarza i, przepraszam, rzygać mi się chce,
                                    kiedy czytam jego wypociny naukowe, to mam dwa wyjścia: konformistyczne i non.
                                    Facet jest miły, nie czepia sie, a ja muszę mieć ten doktorat szybko, bo np.
                                    jest to warunek uzyskania fajnego zagranicznego stypendium naukowego. I co?
                                    Morda w kubeł i nawet go bedę cytować w mojej pracy.
                                    Wariant "non": zmieniam promotora (o ile znajdę) i trafiam na fachure, ktory
                                    jednak nie ma dla mnie czasu i jak juz ma, to jest cholernie wymagający. Praca
                                    się wlecze, a finał nie jest wiadomy.
                                    A ileż to magistrantów, doktorów, habilitantów dopisuje do bibliografii pozycję
                                    napisaną np. przez promotora czy przyszlego recenzenta (choc jakość tej pozycji
                                    jest żadna, lub praca ta nijak nie ma sie do tematu naszej pracy)! Żywy
                                    konformizm, a co!
                                    Ale staruszek sepleniący bzdurki! Przyda sie komu? Zaszkodzi? To po co mu
                                    przypieprzać!
                                    • kwieto Re: dobrze sie bawie, 11.06.02, 20:04
                                      O kurcze, na to zeby cytowac we wlasnej pracy promotora, to nie wpadlem :(
                                      Pewnie dlatego, ze nie mialbym co cytowac - on jest specem z zupelnie innej
                                      branzy, hihi
                                      • iwa.ja Re: dobrze sie bawie, 11.06.02, 20:07
                                        kwieto napisał(a):

                                        > O kurcze, na to zeby cytowac we wlasnej pracy promotora, to nie wpadlem :(
                                        > Pewnie dlatego, ze nie mialbym co cytowac - on jest specem z zupelnie innej
                                        > branzy, hihi
                                        Ojej, Kwieto, a gdzie Twój instynkt?! To popraw swoją pracę tak, zeby jego branża
                                        jakoś się wpasowała! Chcesz się obronić, czy nie? hihi


                                        ps. do poprzedniego mojego postu. Pozostawienie staruszka luzem nie jest
                                        konformizmem. To litość.

    • kwieto A wlasnie ze nie! -z zycia nonkonformisty 11.06.02, 20:02
      Tak sobie obserwuje (piate przez dziesiate, przyznaje) rozmowe o tym co jest
      nonkonformizmem, a co nie. Moze po prostu swiadome i madre lamanie schematow?
      (w odroznieniu od Anarchii - programowemu lamaniu schematow, niezaleznie od
      tego czy warto czy nie)

      W sumie jak sie zastanowic, to wyjdze na to, ze niemal wszyscy naukowcy... moze
      naukowcy nie, ale na pewno odkrywcy i wynalazcy sa nonkonformistami. Kopernik
      byl nonkonformista, bo zanegowal opinie, ze ziemia jest centrum swiata. samo
      negowanie tu jest mniej istotne, bardziej to, ze wzial w ogole taki pomysl pod
      uwage i postanowil go zbadac.
      Kolumb byl nonkonformista, uparcie twierdzac, ze znajdzie droge do Indii rozna
      od wszystkich innych drog - i wyruszyl w podroz w odwrotnym kierunku niz inni
      (choc zapewne pukali sie oni w czolo)
      Naukowcy prowadzacy badania nad lewitacja (juz mozliwa dla malych obiektow),
      teleportacja, podrozami miedzygwiezdnymi...

      A nonkonformiste najlepiej opisuje wypowiedz (bodaj Einsteina): "Wszyscy
      wiedza, ze tego sie nie da zrobic. Nagle, zjawia sie ktos, kto nie ma o tym
      pojecia. I on to robi"

      Swoja droga, tytulowe "a wlasnie ze nie!" to tekst ktorego nauczyl mnie
      promotor, gdy rozmawialismy o argumentowaniu swoich wypowiedzi, a takze o
      prowadzeniu polemik slownych. Chodzilo wlasnie o negowanie KAZDEJ opinii z
      ktora sie stykam. Moze nie tyle negowanie, co branie w watpliwosc i samodzielna
      weryfikacje, o wyrabianie osadow wlasnych, a nie opieranie sie na tym "co
      ludzie mowia"
      • Gość: Melba Re: A wlasnie ze nie! -z zycia nonkonformisty IP: *.chello.pl 11.06.02, 20:09
        kwieto napisał(a):


        > Swoja droga, tytulowe "a wlasnie ze nie!" to tekst ktorego nauczyl mnie
        > promotor, gdy rozmawialismy o argumentowaniu swoich wypowiedzi, a takze o
        > prowadzeniu polemik slownych. Chodzilo wlasnie o negowanie KAZDEJ opinii z
        > ktora sie stykam. Moze nie tyle negowanie, co branie w watpliwosc i samodzielna
        >
        > weryfikacje, o wyrabianie osadow wlasnych, a nie opieranie sie na tym "co
        > ludzie mowia"

        No tak, wszyscy na forum przeczytali? Wsio jasne :)
    • Gość: Olka Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytuacja? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 11.06.02, 20:20
      Ja kiedys dawno temu pisalam prace ( nie magisterska) na temat : konformizm a
      wolosc czlowieka, na podstawie bodajze ksiazki Borowskiego o obozach
      koncentracyjnych. W jakim stopniu jestesmy wolni, powiedzmy bedac na wolnosci,
      czy tez bedac totalnie( moze byc to jednak tylko pozornie) zniewoleni przez
      jakis system. Wiem ze uzywalam tu przyklady pracy niewolniczej ludzi budujacych
      piramidy egipskie, oraz niewolnictwo fizyczne i wolnosc duchowa wlasnie
      bohaterow Borowskiego. Pozdrawiam
      • iwa.ja Re: co decyduje o konfornizmie osobowość czy sytuacja? 11.06.02, 20:30
        A teraz ja_rek wydrukuje sobie, cosmy tu powygadywali i ma gotową pracę
        magisterską. Proszę o umieszczenie nas w bibliografii. We wstępie proponuję: w
        literaturze przemiotu często spotykane są różne definicje konformizmu. Podobnie
        często postawa konformistyczna kojarzona jest z wolnością, a wlaściwie jej
        brakiem. Przesądza to więc o tym, że jednoznaczne przyporządkowanie tej postawy
        osobowości nie jest możliwe. Można nawet postawić tezę, iz jest ono blędne...
        OK, ja_rek. I co dalej?!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka