Dodaj do ulubionych

Publiczne jedzenie

01.03.05, 21:56
Czy macie coś takiego, że wstydzicie się jesc przy ludziach. Ja tak zawsze
miałam. Przy rodzinie to raczej nie. Ale w pracy zawsze jadłam
niskokalorycznie, żadnych ciast na imprezach, ani tyci.
Kiedyś mnie kolega z pracy nakrył na jedzeniu zapiekanki na mieście.
Myślałam, ze się spalę ze wstydu. Wypominał mi wielokrotnie.
Ale ostatnio jem przy ludziach nie tylko jogurciki i jabłka. Sporo przytyłam
i nie ma co udawać, ze z powietrza. Nikt w pracy nie wie o moim problemie i
nie mam zamiaru nikogo wtajemniczać. Nie tłumaczę się skąd taki raptowny
przyrost wagi.
Na początku było mi bardzo ciężko. Wzbudzałam sensację "to ty jesz ciasto?".
Ja to rozumiałam "to dlatego tak przytyłaś". Ale wybijam sobie z głowy te
głupie myśli.
Jem jak inni, częstuję się słodkościami. Przez co nie stawiam w kłopotliwej
sytuacji solenizanta, który biedny mówił "ojej Izuniu a co ty byś zjadła". A
ja "dziękuję, napiję sie wody". A po przyjściu do domu "ciastka, batoniki,
serki itp.
Teraz, jak mam ochotę to kupuję sobie bułkę i jem, po prostu zjadam ją np.
przy wspólnym śniadaniu. Nie chowam się po kątach. Już nikt nie robi wielkich
oczu.
Kiedyś pobiłam wszystko. Będąc na kolejnej diecie, pojechałam do mojej babci
na wieś ze swoim jedzeniem. Teraz dopiero wyobrażam sobie, jak ona musiała
się czuć. Ma 80 lat. Ciężko się napracowała przygotowując obiad, a jej
wnuczka przywozi jedzenie z miasta.
Dzięki Ci Boże, że zdrowieję i normalnieję.
Nie chcę się bać jedzenia. Siebie też nie.
Iza
Obserwuj wątek
    • szczesliwawa Re: Publiczne jedzenie 01.03.05, 22:47
      Kiedyś, kiedy nawet moja waga była w zupełnej normie (zresztą nadal nadwagi mam
      tylko koło 10-15 kg) wstydziłam sie jeść okropnie. Wydawało mi się, że wszyscy
      na mnie patrzą z pogardą (!) i obrzydzeniem, że taka gruba i jeszcze je... Jako
      małolata, która nawet nie miała pojęcia, że coś jest nie tak ze zdrówkiem też
      potrafiłam nie jeść cały dzień, właśnie, żeby mnie nie widziano z żarciem; bo
      niby się odchudzam, a oczywiście wieczorem nadrabiałam - przy mamie, która
      patrzyła z niepokojem na to, ile jem...

      Potem zaczęło się to trochę wyrównywać, ogólnie raczej odpuściłam i nie jem na
      mieście, ale nie ze wstydu tylko z obrzydzenia głównie... a całkiem niedawno
      ogłosiłam wszem i wobez, że się NIE odchudzam, nie mam zamiaru dostosowywać
      swego ciała do czyichś wyobrażeń o ideałach czy normach. mam nadwagę i to nie
      jest ani tragedia ani powód do myślenia źle o mnie ani żaden problem. Jedni są
      rudzi, inni chudzi.

      tak teraz myśle... właściwie wszystkim bliższym znajomym powiedziałam, że mam
      problem z jedzeniem, wyjaśniłam, jak to działa, że się leczę... kurcze, odważna
      jestem... Aha, no i jem, nie wstydzę się nawet poprosić o ciasteczko. Lepiej
      zjeść ciastko przy ludziach niż pół lodówki w samotności...
      • horlaa Re: Publiczne jedzenie 24.03.05, 12:28

        szczesliwawa napisała:

        > tak teraz myśle... właściwie wszystkim bliższym znajomym powiedziałam, że mam
        > problem z jedzeniem, wyjaśniłam, jak to działa, że się leczę... kurcze,
        odważna
        >
        > jestem... Aha, no i jem, nie wstydzę się nawet poprosić o ciasteczko. Lepiej
        > zjeść ciastko przy ludziach niż pół lodówki w samotności...

        szczesliwawa podziwiam Cie...
        chcialabym tak zrobic, tzn powiedziec moim bliskim o problemie, ale nie mam
        odwagi, no i po sytuacji z mamą (nie rozumie) nie wiem czy to by coś dalo...
        poza tym jest jeszcze coś:
        u mnie nie ma problemu z jedzeniem samotnie/wśród ludzi. jesli jestem w pracy
        zachowuję się "normalnie". ogólnie u mnie w pracy ludzie lubią jeść więc to oni
        mnie wyciągają na przerwy. <- wyrzutów sumienia nie mam więc.

        a potem...? potem jestem sama. mieszkam sama, z przyjaciółmi widuję się w
        pubach w weekendy, kiedy pijemy piwo, więc oni nie mają pojęcia jak ja się
        odżywiam. mówienie im o problemach będzie bez sensu.

        myślę, ze gdybym miała przyjaciół, z którymi widuję się w innych sytuacjach
        miałoby to sens.

        a tak jestem wielkomiejskim singlem i ED się w to idealnie wpasowuje. niestety :
        (
    • mostena Re: Publiczne jedzenie 02.03.05, 02:08
      Ta, tez sie wstydze, jak schudlam przestalam - aczkolwiek nadal mi sie to nie
      podobalo za bardzo (zawsze sie mlasnie itepe). Ale wcinalam jogurty, serki etc
      i spoko. Niestety, teraz znowu po katach.
      • kasiolda Re: Publiczne jedzenie 03.03.05, 18:42
        i w tym wypadku mam tak samo,no moze nie do konca,bo jesc publicznie boje sie
        gdy nie mam napadow,strasznie sie krepuje i boje sie ze ktos moglby popatrzec
        na mnie z obrzydzeniem,na to jak jem,ze cos mogloby mi wypasc,ze moglabym
        nakruszyc,ubrudzic sie,pare razy mi sie tak zdarzylo,ale znowu jak mam napad to
        nie mam zahamowan,jem ile wlezie,ale nie patrze ludziom w oczy,nie chce widziec
        ich spojrzen,spuszczam glowe w dol i jem i upadlam sie w ten sposob,teraz jakos
        to sie poprawia powoli,jem w pracy przy ludziach i jak wracam do domu nie
        objadam sie,ale strach zostaje
        • mestrom Re: Publiczne jedzenie 03.03.05, 18:53
          Hej!
          A ja jadlam publicznie wszystko wlasnie do momentu gdy zaczęto mi zwracac
          uwage. Głupie docinki i uszczypliwe uwagi i uśmieszki mnie irytuja, ale nie
          potrafię ich zlekceważyc. Dlatego przestalam jesc publicznie slodycze. Dla
          świetego spokoju. Aby nie zwracać na siebie uwagi i nie dawać komus powodu do
          śmiechu.
          Dobrze mi z tym. Nie zamierzam jesc przy ludziach. Jedynie p[rzy
          przyjaciolkach , ktore malo obchodzi, ze jeste gruba. Czyli przy ludziach jem
          tylko gdy czuję sie swobodnie.
    • ikka Re: Publiczne jedzenie 07.03.05, 09:07
      to niewiarygodne. tydzień temu postanowiłam jeść codziennie ciepły obiad. tak
      więc między zajęciami wpadałam/liśmy do baru mlecznego;) (na wegetariański
      szpinak + coś). ale nie to, tylko że jak w sobotę rodziców nie było w domu i
      sama usiadłam do obiadu, to JAKOŚ SMUTNO BYŁO MI SAMEJ JEŚĆ.
    • rasta.baby Re: Publiczne jedzenie 10.03.05, 14:10
      A ja dalej nie umiem się przełamać i jeść kaloryczne rzeczy przy innych
      ludziach. A jeśli jem, to też ze spuszczoną głową. Mam wrażenie, że każdy na
      mnie patrzy z obrzydzeniem. Obżeram się tylko kiedy jestem sama i kiedy mam
      pewność, że nikt mnie nie zobaczy.
    • ewicja wstydzę się baardzo 23.03.05, 11:26
      Doskonale rozumiem ten wstyd...
      Śniadanie jem normalnie, obiady z rodziną też. Ale wszystko inne po kryjomu. Na
      uczelni kitram się w kiblu i dopiero tam jem. Mam wrazenie ze jak ktos widzi jak
      jem to puka sie w glowe..Bo przecież jestem gruba(75 kg) i nie powinnam nic jeść.
      To chore....Ale nie radzę sobie z tym....
    • mokra_jane Re: Publiczne jedzenie 24.03.05, 14:22
      Ja z jedzeniem publicznie nie mam problemów. Nie cierpię jeść czegoś, co
      przeygotował ktoś inny, niż ja albo moja mama. Nie znoszę obiadów w stołówkach
      studenckich. Denerwuje mnie ten zapach który tam panuje. I jak wchodzę tam z
      myślą że coś kupię do jedzenia, to aż mnie przekręca. I na ogół kupuję tylko
      herbatę albo kawę i wychodzę. Słodyczy, które serwują w studenckiej kawiarni
      też nie lubię. Generalnie do słodyczy mnie od jakichś trzech tygodni nie
      ciągnie. Za to co się dzieje w domu... Przy rodzicach staram się zbytnio nie
      obżerać, ale moja mama często mi gada, żebym coś jeszcze zjadła, że dobrą pizzę
      zrobiła, że może zjem jeszcze kawałek. A jak jestem sama w domu.... to jest
      dopiero tragedia. Potrafię zjeść paczkę chleba chrupkiego z masłem. A potem
      jest mi tak strasznie głupio przed samą sobą. Na szcęście ostatni taki porządny
      atak zdarzył się dawno temu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka