Dodaj do ulubionych

Opieka nad rodzicami

30.06.02, 20:03
Kiedyś rodzice zajmowali sie nami. Potem przychodzi chwila, kiedy sami, chorzy,
starsi, niepełnosprawni, wymagają naszej opieki. Jak to wygląda w najbardziej
bolesnym wydaniu, pisać chyba nie muszę.
Dla mojego pokolenia problem już często obecny.
Moi rówieśnicy na ogół opiekują się niepełnosprawnymi rodzicami, bądź
zdecydowani są takiej opieki się podjąć, gdy przyjdzie czas.
O sobie samych często mówią, że wybiorą wariant domu opieki, żeby nie obciążać
swoich dzieci i nie narażać ich na "wymazanie paru lat z życiorysu".
Jakie są Wasze doświadczenia i ewentualne decyzje? Pytam bardzo nieśmiało, bo
trudno o tym nawet z bliskimi rozmawiać, nie dotykając tego, co boli.
Sama dzieci nie mam, rodzice potrzebują mnie coraz bardziej.


Obserwuj wątek
    • majka14 Re: doświadczeń nie mam żadnych 30.06.02, 20:38
      trzcina napisał(a):
      Jakie są Wasze doświadczenia i ewentualne decyzje?>


      Nasi rodzice (moi i męża) maja się wspaniale mimo sędziwego wieku,
      nie chorują, sa sprawni fizycznie, intelektualnie.
      Zycze im (zarówno i sobie) by dozyli 100 lat w takiej kondycji.
      Gdyby jednak coś (odpukać) tam nawaliło, decyzję podjęlismy juz dawno,
      opiekujemy się dziadkami bez względu na konsekwencje. Aczkolwiek nie
      mieszkamy razem i tez nigdy nie mieszkalismy. Ja mam dzieci, które
      kochaja dziadkow z wielka wzajemnością, więc innej mozliwości, poza
      opieka z naszej strony, nie ma. Jak dotad trzymaja się cudownie.
      pzdr.




    • kamfora Re: Opieka nad rodzicami 30.06.02, 20:41

      Problem jest. Obowiazkiem dzieci jest opieka nad starymi rodzicami.
      Ale, oczywiscie wszystko zalezy od...roznych rzeczy. Niewatpliwie dom
      opieki to jest ostatnia mozliwosc.
      Wiec najpierw - odwiedziny, jezeli nie mieszka sie razem. Wspolne swieta.
      Pomoc w jakichs trudniejszych sprawach...
      Jezeli zas wymagana jest stala opieka - to wtedy chyba warto zatrudnic jakas
      pomoc. Nie starac sie "wymigac" od opieki, ale i nie starac sie samemu
      wszystkiemu sprostac. Chyba tutaj jak najbardziej wskazane znalezienie
      jakiegos "zlotego srodka".
      No i...jednak rozmawiac o tym z bliskimi, nie omijac tego "drazliwego" tematu.

      Pozdrawiam

      PS Tak jakos mi sie napisalo "teoretyzujaco", ale ...znam to z autopsji...:-)))
      • trzcina Re: Opieka nad rodzicami 30.06.02, 22:34
        kamfora napisała:

        >
        > Problem jest. Obowiazkiem dzieci jest opieka nad starymi rodzicami.

        Nie myślę o takiej opiece w kategoriach obowiązku. Raczej nie zniosłabym po
        prostu myśli, że n.p. moja Mama jest gdzieś tam chora między obcymi. Z Ojcem już
        inaczej. Rodzice rozwiedli sie, kiedy byłam dzieckiem, Ojciec dopiero niedawno
        odświeżył kontakty ze mną. I tu musiałabym się podeprzeć pojeciem obowiązku,
        związku z nim szczególnego nie czuję. I co wtedy? Jak sądzisz, Kamforo? Na razie
        nie wiem, nie wyobrażam sobie tego.

        > Jezeli zas wymagana jest stala opieka - to wtedy chyba warto zatrudnic jakas
        > pomoc. Nie starac sie "wymigac" od opieki, ale i nie starac sie samemu
        > wszystkiemu sprostac.

        Zatrudnienie pomocy bywa problematyczne. Najbanalniej - finanse. Wielu moich
        przyjaciół jakoś stara sie łatać - ktos na godziny, reszta oni.


        > No i...jednak rozmawiac o tym z bliskimi, nie omijac tego "drazliwego" tematu.


        Toż nie omijam:)

        pzdr
        t.




        • kamfora Re: Opieka nad rodzicami 01.07.02, 18:54
          Ale to JEST OBOWIAZEK...i moralny, i...prawny. :-)

          Mysle, ze kazdy czlowiek powinien byc "niezalezny w czynie" najdluzej, jak
          tylko to mozliwe. I tak, jak dziecka nie powinno sie wyreczac w czynnosciach,
          ktore potrafi juz wykonywac ,"bo mama zrobi to lepiej i szybciej", tak samo
          stary czlowiek powinien miec te mozliwosc jak najdluzej.
          Nieraz jednak jest tak, ze rodzice celowo daja dzieciom do zrozumienia,
          ze sa bardziej zniedolezniali niz faktycznie sa, bo sie boja, ze dzieci
          widzac ich niezaleznymi - przestana ich odwiedzac.
          Bardzo wazne jest wiec wzajemne zaufanie, szczerosc...chyba milosc, po prostu.

          Zatrudnienie pomocy nie jest wcale az tak kosztowne. Pomijam przypadki
          ekstremalne, kiedy opieka dotyczy osoby lezacej, na przyklad sparalizowanej.

          Najczesciej chodzi o pomoc przy codziennych zabiegach higienicznych,
          zrobienie zakupow, sprzatanie. Jesli zrobi to "fachowa pomoc" wtedy
          dla dzieci pozostaje czas na zaspokojenie "potrzeb duchowych": na rozmowe,
          na "bycie ze soba". Starszy czlowiek, nie sprowadzony do roli "przedmiotu"
          dluzej pozostanie sprawny...niezalezny. Takie pozytywne sprzezenie zwrotne.

          Tak to widze.

          Pozdrawiam.
          • trzcina Re: Opieka nad rodzicami 02.07.02, 18:01
            kamfora napisała:


            > Zatrudnienie pomocy nie jest wcale az tak kosztowne. Pomijam przypadki
            > ekstremalne, kiedy opieka dotyczy osoby lezacej, na przyklad sparalizowanej.


            I głownie o takich myślałam, bo takich parę w najbliższej "okolicy". Wiem, że
            sporo czasu i szarpaniny kosztowało moich przyjaciół dojście do rozwiązań
            dobrych, dobrych dla chorych rodziców i dla nich. W chorobie ciężkiej, trwającej
            latami szybko przychodzi wyczerpanie tzw. "fizycznych":), opiekunów. I w końcu
            nie mają już po co w sobie sięgnąć (lub nie wiedzą, jak to zrobić), żeby móc
            dalej z miłością troszczyć się o rodzica/ów. Dlatego to o czym piszesz niżej jest
            tak ważne.

            > Najczesciej chodzi o pomoc przy codziennych zabiegach higienicznych,
            > zrobienie zakupow, sprzatanie. Jesli zrobi to "fachowa pomoc" wtedy
            > dla dzieci pozostaje czas na zaspokojenie "potrzeb duchowych": na rozmowe,
            > na "bycie ze soba". Starszy czlowiek, nie sprowadzony do roli "przedmiotu"
            > dluzej pozostanie sprawny...niezalezny. Takie pozytywne sprzezenie zwrotne.
            >
            > Tak to widze.

            Pięknie. Dziękuję.
            trzcina



    • Gość: jao Re: Opieka nad rodzicami IP: *.pekao.com.pl 01.07.02, 12:54
      Powiem szczerze, że boję się tego momentu, kiedy będą wymagali takiej
      bezustannej opieki. Już teraz często o tym myślę, bo są obydwoje bardzo
      schorowani. Narazie nie muszę się nimi opiekować jakoś szczególnie (odwiedzam
      ich 1-2 razy w tygodniu, często dzwonię, wożę do lekarzy, gdy potrzeba, czasem
      pomagam finansowo - leki, jedzenie, jakiś większy zakup typu lodówka,
      telewizor). Wiem że i oni obawiają się takiej sytuacji, kiedy "nie będą mogli
      koło siebie zrobić", jak to nazywa moja Mama. Często mówi - kiedy już nie będę
      mogła o siebie zadbać to chciałabym od razu umrzeć, a nie być tobie ciężarem.
      To okropnie przykre, słuchać takich wypowiedzi. Może właśnie tym bardziej
      przykre, że i ja się takiej sytuacji boję? Jestem jedynaczką i nie ma nikogo,
      kto pomógłby mi w tej opiece - będą zdani tylko na mnie....Boję się, jak dam
      sobie radę - głównie z samą sobą,bo jestem osobą dość wygodnicką, nieskorą do
      poświęceń, ale przecież kocham ich ogromnie. Więc jak to będzie? Naprawdę boję
      się o tym myśleć.....
      • armandinho Re: Opieka nad rodzicami 05.01.15, 21:11
        Jest jeszcze opcja, która w Polsce nie jest jeszcze popularna (w przeciwieństwie do krajów bardziej rozwiniętych) tzn. zatrudnienie profesjonalnej opieki. Zaczyna się to zmieniać i pojawiają się firmy takie jak servitum.pl/. U mnie w rodzinie mieliśmy babcię w ciężkim stanie, z którym sami nie potrafiliśmy sobie poradzić (taki moment, że potrzebne były umiejętności medyczne) i super się sprawdzili. W pierwszym etapie przysyłali opiekunki na część dnia, a gdy stan babci się pogorszył zmieniliśmy model i przysłali opiekunkę, która zamieszkała razem z babcią. Rozwiązanie ma kilka zalet. Rodzina w dalszym ciągu ma kontakt taki sam z osobą wymagającą opieki (w przeciwieństwie do domu opieki), a jednocześnie nie ma takiego zmęczenia i zniechęcenia i można normalnie funkcjonować. Po drugie (tak przynajmniej było u nas) dla osób starszych może być ważne, żeby cały czas mieszkać w swoim domu a nie w dpsie. Co więcej jest to opcja która jest sensowna pod względem kosztowym.
        • clarissa3 Re: Opieka nad rodzicami 05.01.15, 21:26
          a nie prosciej byloby za drzwi na smietnik wystawic?

          Zart kiepski, wiem ale - to jak spoleczenstwo w miare postepu obchodzi sie ze swoimi przodkami o pomste do nieba wola!

          Co to znaczy 'funkcjonowac w miare normalnie'?!!!

          Normalnym jest sie przodkami opiekowac!!!!
        • zolza14 Re: Opieka nad rodzicami 05.01.15, 21:37
          A można zapytać jakiego rzędu są to koszty?
      • siwra Re: Opieka nad rodzicami 27.04.16, 06:51
        "Jestem jedynaczką i nie ma nikogo,
        kto pomógłby mi w tej opiece - będą zdani tylko na mnie....Boję się, jak dam
        sobie radę - głównie z samą sobą,bo jestem osobą dość wygodnicką, nieskorą do
        poświęceń"
        Pomyśl o sobie. Pomyśl ze tez będziesz stara i możesz wylądować w mokrym pampersie.
    • lady_in_red Re: Opieka nad rodzicami 01.07.02, 14:34

      Zycie nie ogranicza sie do latwych decyzji, a kwestia
      opieki nad rodzicami to takze decyzja moralna, bo czasem
      wiaze sie z wyborem miedzy swoim zyciem, a zyciem dla nich.
      Jestem w tej wygodnej sytuacji, ze zycie nauczylo mnie
      juz opieki nad rodzicami, a zwlaszcza nad mama od samego
      poczatku. Czasami zastanawialam sie kto tu jest matka, ja
      czy ona. To nie jest latwe, bo wiele prywatnych spraw
      idzie w odstawke, ale ja wiem, ze tak trzeba i gdybym
      miala cofnac czas, nie dokonalabym innych wyborow. Kocham
      swoich rodzicow nad wszystko, jestesmy dla siebie
      wsparciem i miloscia. Nie wolno mi tego nigdy stracic ani
      zgubic...

      pozdrawiam

      Lady in red
      • trzcina Re: Opieka nad rodzicami 02.07.02, 18:10
        lady_in_red napisała:

        >
        > Zycie nie ogranicza sie do latwych decyzji, a kwestia
        > opieki nad rodzicami to takze decyzja moralna, bo czasem
        > wiaze sie z wyborem miedzy swoim zyciem, a zyciem dla nich.


        [...]ale ja wiem, ze tak trzeba i gdybym
        > miala cofnac czas, nie dokonalabym innych wyborow. Kocham
        > swoich rodzicow nad wszystko, jestesmy dla siebie
        > wsparciem i miloscia. Nie wolno mi tego nigdy stracic ani
        > zgubic...

        Dlatego wcześniej mówiłam, że nie myślę o "obowiązku", choć on jest. To tak,
        jakby inny wybór był niemożliwy.
        A jednak bywają inne. Czy są częściej wynikiem wygodnictwa, lęku czy jakoś
        zrozumiałej bezradności? Nie wiem. Jak często nie ma więzi i miłości, o których
        piszecie?

        Dziękuję Wam
        pozdrawiam
        t.




        • Gość: ansha A teraz z innej nieco beczki... IP: *.whb.pl / 172.28.191.* 03.07.02, 11:21
          Piszecie, że oprócz tego, że to obowiązek to chcecie i
          tak pomóc rodzicom. Albo że jesteście kochającą się
          rodziną i w związku z tym nie ma problemu.
          Zazdroszczę Wam. A co ma zrobić osoba, dla której cały
          okres życia i mieszkania z rodzicami (21 lat) to była
          niekończąca się awantura, bicie, alkohol, policja,
          ucieczki z domu, nocowanie po sąsiadach. W końcu -
          wyprowadzenie się z domu i próba wyjścia z ciężkiej
          depresji i nerwicy, nie mówiąc o niezdolności do
          związania się z kimkolwiek dziś, bo uraz pozostał. Ale
          udało mi się i dziś radzę sobie całkiem nieźle. Chcę
          zapomnieć i w końcu być szczęśliwa. Dodam, że nie mam
          rodzeństwa. Tymczasem rodzice się starzeją, jeszcze
          jest dobrze, ale powoli nadchodzą już drobne problemy.
          Mamie pomogę, ale nie chcę poświęcić jej życia,
          siedziec przy niej bez przerwy, bo w końcu też chcę
          mieć własne życie. Może wyjadę do pracy za granicą. Nie
          chcę tu siedzieć do końca życia. Poza tym i tak
          nadejdzie moment, kiedy ja już nie wystarczę, bo pomóc
          będzie potrafił tylko lekarz, kiedy będzie wymagała
          opieki non stop. Mimo to będę starała się jej nieba
          przychylić. Tak myślę jeśli chodzi o mamę. Ale nie
          wyobrażam sobie jakichkolwiek relacji z ojcem. To mnie
          przeraża - niby to mój obowiązek, ale przykro mi - nie
          potrafię. On uważa, że powinnam. Ale ja nie mogę, nie
          potrafię, nie chcę.
    • olga03 Re: Opieka nad rodzicami 03.07.02, 11:59
      Problem jest straszny. Wszystko wygląda ładnie, dopóki to tylko teoria, miłość
      i opieka aż po grób itp., a dziadkowie są cudonymi starszymi ludźmi czytającymi
      dziecom bajki Inaczej ma się sprawa kiedy dochodzi do podmywania 80
      kg "niemowalaka", który dysponuje ogromnym uporem, kiedy całe lata nie mozna
      wyjść z domu na dłużej, nie mówiąc o odwiedzeniu rodziny czy wyjeździe na kilka
      dni. Moja mama boryka się z tym problemem na codzień, opiekując się swoją
      starszą siostrą, która niewiele już rozumie, nie poznaje nikogo z nas, ale
      odznacza się ogomnym zdrowiem i siłą, w przeciwieństwie do mamy. Trwa to już
      prawie osiem lat - osiem lat nieustannej opieki, stresów, pomocy w najbardziej
      intymnych czynnościach fizjologicznych. Ja mieszkam 200km od mamy, mam małe
      dziecko i czasami chce mi się wyć.
      Patrząc na to z tej perespektywy oddałabym wszystko, aby móć w takim przypadku
      mieszkać w domu starości, a nie niszczyć mojej córce całe lata życia.
    • Gość: kamfora Re: Opieka nad rodzicami IP: 62.29.248.* 03.07.02, 12:56

      Coraz bardziej ten watek zmierza w kierunku uzalania sie
      nad losem biednych dzieci skazanych na opieke nad niedoleznymi
      rodzicami...
      Zdarza sie jednak, i to wcale nierzadko, ze to starzy rodzice
      po raz kolejny musza zaczac nianczyc swoje dorosle dzieci,
      ktore ulegly wypadkowi albo mialy zawal/wylew (to taka choroba
      zawodowa wsrod bardzo aktywnych)
      To jest po prostu zycie. I nikt z nas nie zyje w prozni.

      Kazdy chce szczescia, ale przyparty do muru - wlasciwie
      nie bardzo wie, gdzie tego szczescia szukac.
      Nikt nie chce "zmarnowac sobie zycia" przez zmienianie pampersow
      80-kilowemu "niemowlakowi"...

      Ale kto wie, co przyniesie los?

      Tak tylko...w jakas "melancholie" popadlszy
      pozdrawiam
    • Gość: marker Re: Opieka nad rodzicami IP: *.grzegorzki.sdi.tpnet.pl 03.07.02, 15:36
    • Gość: Misia Re: Opieka nad rodzicami IP: *.igf.fuw.edu.pl 05.07.02, 17:34
      Wszyscy tu rozwazacie problem moralny opiekowac sie osoba chora (w moim przypadku niepelnosprawna) czy
      nie! Ja wiem, juz dluzej nie zniose opieki nad moja niepelnosprawna, siedzaca na wozka mama. Pomyslicie coz za
      wyrodna corka. Ale ja juz nie wytrzymoje. Moja mam zachorowala gdy mialam 4 latka w tej chwili mam 21 i od ok.
      10 lat non stop opiekuje sie moja zgoszkniala, pelna goryczy mama. Od kad pamietam ponizala mnie i moja starsza
      siostre. Moja mama wychowala sie w prostej biednej rodzinie, a ma maniery jak co najmniej ksiezna z zamku! Nie
      mam dnia bez awantury i wyzwisk (ostrych) pod adresem moim lub mojej siostry. Siostra nie chce sie opiekowac
      mama chociaz mieszkamy razem - ja jej sie niedziwie. Ona jest po rozwodzie z dzieckim i nie ma nikogo, ja mam
      chlopaka do ktorego uciekam kiedy moge. Gdyby nie siostra to juz dawno zostawilabym ja i uciekla. Moj 11-letni
      siostrzeniec tez nie jest calkiem normalny, jest agresywny - ja go rozumiem skoro od malego babcia mowi do
      ciebie bydlaku ( do kilku letniego chlopca). Moj tata odszedl, taz nie mogl zniesc jej. Ona swietego wyprowadzi z
      rownowagi. Kozysta z uslug opieki socjalnej, ale to tylko 3 godziny dziennie, a w dodatku jak sie trafi jakas mila
      opiekunka to po kilku dniach ucieka. Ja mam juz powazna nerwice. Matka od zawsze mowila nam ze jestesmy
      glupie, niedorozwiniete,do niczego sie nienadajemy, nikt nas nigdy nie pokocha, jestes krowa itd. (moglabym
      wymieniac godzinami jej przezwiska). Pamietam, ze juz majac 13 lat modlilam sie do Boga o smierc. Ja juz wole
      umzec niz spedzic z nia reszte zycia. W tej chwili zreszta juz nie wieze w Boga. Z opowiesci taty, siostry czy
      rodziny wiem, ze od zawsze byla agresywna (kiedys zucila w mojego tate lustrem, a jak ja kilka lat temu
      zapytalam czemu to zrobila to odpowiedziala mi, ze ja zdenerwowal!). Ostatnio zaczela taz chorowac
      psychicznie. Oczywiscie jak jej powiem, zeby skozystala z uslug psychiatry to mi zrobi pieklo. Caly czas mowi, ze
      ja sledza i chca ja zabic jacys bazdomni z osiedla, ze w domu mamy podsluchy i wszyscy dookola spiskuja. Do
      tego jest straszliwa pedantka potrafi zrobic awanture za to, ze wlos lezy na podlodze.. Przykro mi mowic ale moja
      mama to potwor. ona zniszczy kazdego. Przed choroba byla piekna i zgrabna - to byla jej duma. Teraz jest
      zniszczona przez chorobe, gruba i od 12 lat sedzi na wozku.
      Chciala bym znalezc jej jakis dom opieki, gdzie bedzie miala wlasny pokoj i opieke 24 godz. na dobe. Z drogiej
      jednak strony nie mam pieniedzy, a siostra wpadla w powazne dlugi. Co mam zrobic?
      • Gość: Misia Re: Opieka nad rodzicami IP: *.igf.fuw.edu.pl 05.07.02, 17:36
        Jesli znacie namiary jakis dobrych domow opieki to prosze podajcie je.
        Pozdrawiam!
      • kamfora Do Misi 06.07.02, 11:30

        Prawde mowiac, nie bardzo wierze w to, co wypisujesz. Ale to niewazne.
        Przypuscmy, ze napisalas prawde. Masz 21 lat. Czy masz prace?
        Opiekujesz sie mama non-stop, od 10 roku zycia. Z czego sie utrzymywalyscie/
        utrzymujecie?
        Piszesz same niedobre rzeczy o mamie. Ze przeklina, zle Cie traktuje.
        Piszesz, ze mama wpada w psychiczna chorobe. I na pewno nie skorzysta
        z pomocy specjalisty.
        Moze sprobowac zorganizowac wizyte domowa? To przeciez ma byc rozmowa,
        a nie operacja na otwartym sercu! I nie mow, ze nie ma takich specjalistow.

        A co z Toba? Probowalas o tym z kims wczesniej rozmawiac, czy dopiero teraz
        wpadlas na pomysl "pozalenia sie" na forum? Nie masz zadnej rodziny, oprocz
        siostry i rodzicow? Nikt nie interesowal sie losem malej dziewczynki
        skazanej na tak ciezki los?

        Sam problem jest dostatecznie ciezki, nie warto dokladac czegos w celu
        "uatrakcyjnienia" opowiesci.

        Pozdrawiam.
        Jesli naprawde masz problem - napisz na priva.

        • Gość: Misia Do Kamfory IP: *.igf.fuw.edu.pl 09.07.02, 15:36
          Nie dziwie sie, ze mi nie wierzysz. Nikt kto na wlasne oczy i "uszy" nie poznal mojej mamy nie wierzy mi na slowo. Moj
          chlopak na poczatku tez uwazal, ze koloryzuje i przesadzam. Nawet gdy poraz pierwszy ja poznal uwazal, ze to mila
          osoba. W tej chwili mysli o pozwaniu jej do sadu, gdyz zagrozila mu, ze zadzwoni do niego do pracy i narobi mu
          wstydu (a potrafi wymyslac historyjki). Dzwonila do jego rodzicow robiac im awantury. Przyczym poszlo o to ze ono
          powiedzial jej, ze jestem dorosla i moge decydowac sama za siebie i ze on nie bdzie moim tata. Ona chciala abym
          przaz niego sluchala jej polecen. Moj chlopak jest osoba, ktora nie daje soba manipulowac, wiec moja mama go
          zninawidzila.
          Co do rodziny to z nia ladnie wychodzi sie tylko na zdjeciu. Mama ma kilkoro rodzenstwa, ale oni tez maja jej dosyc
          choc w zasadzie glownie maja z nia kontakt telefoniczny. Moja siostra cioteczna powiedziala, ze jesli moja mama nie
          przestanie wydzwaniac do jej mamy to pozwie ja do sadu. Oto pomoc rodziny. Ja ich doskonale rozumiem. Ciocia ma
          chore serce i ciezka sytuacje, a mama dzwoni do niej z chisteriami, ze ja sledza i chca zabic. Nie mowiac o tym, ze
          krytykuje ja, jej meza czy dzieci - choc to bardzo kochajaca sie rodzina i nie mozna im niczego zarzucic.
          Co do pieniedzy to nie zarabiam, studiuje. Tata odszedl dopiero kilka lat temu i lozy na mame alimenty. Poza tym mama
          ma rente. Co prawda i tak wiekszosc wydatkow pokrywa moja siostra. Ona jest starsza o kilkanascie lat i pracuje.
          Tez ma powazne problemy finansowe - utrzymuje mnie, mame i dziecko, a jest sama. Oczywiscie moja mama nie
          potrafi oszczedzac - wydaje pieniadze na "duperele" a siostrze pomaga (finansowo) w znikomym stopniu. Zeby
          chociaz sama siebie utrzymala, ale nie. Wykozystuje moja siostre jako wor baz dna.
          Znajomi mi poradzily, zebym poszukala w internecie ludzi o podobnych problemach. Wiedzialam, ze to glupi pomysl
          szukac pomocy tutaj. Jak juz powiedzialam nie spodziewam sie by mi ktos na slowo uwierzyl. Ale myslalam, ze znajde
          kogos kto jest w podobnej sytuacji. Tu nie chodzi o humanitaryzm, mi nie przeszkadza kalectwo fizyczne mama, ale jej
          harakter. Ja psychicznie z nia nie wytrzymuje. W pewnym momencie nie wytrzymam i sie zabije. To problemu nie
          rozwiaze, bo ktos po mnie bedzie musial i tak sie nia zajac.
          Prosze tylko o pomoc w znalezieniu jakegos dobrego domu opieki.
          Napiszcie, moze ktos mial juz jakies doswiadczenia zwiazane z domami opieki.
    • trzcina Re: Opieka nad rodzicami 06.07.02, 23:31

      Zawsze uważałam, ze gdyby każdy z nas zajął sie tymi, którzy sa blisko, byłoby
      zdecydowanie mniej ludzi samotnych i nieszczęsliwych na świecie. I tak już
      jest, że pół dorosłego życia zajmujemy się dziećmi, a drugie pół rodzicami.
      Jesli je/ich mamy. To ci najbliżsi.

      Trudniej na pewno zająć się chorym, który jest z powodu choroby złośliwy czy
      niekomunikatywny, co zdarza się przy demencji starczej lub przy Alzheimerze,
      czasem po wylewach czy udarach.
      Kiedy to ktoś kochany, podejmujemy się tego. A jeśli to ktoś, rodzic nawet, kto
      nas głeboko i trwale skrzywdził? Nie wiem, nie potrafię odpowiedzieć, czy w
      takiej sytuacji podjęłabym się opieki bezpośredniej.

      Nie watpię (jak zdaje się Ty, Kamforo?), że istnieją ludzie, dla których nie
      jest proste dotarcie do grup wsparcia czy instytucji zajmujących się opieką
      paliatywną. A jest to pomoc bardzo konkretna i niezbędna. Są przeciez ludzie,
      którzy nawet we własnych sprawach są bezradni. Nie wiedzą o istniejących
      czasem w zasięgu ręki możliwościach.
      Często też z całej rodziny opieka spada na jedną osobę, reszta się z niej
      leciutko rozgrzesza. Kiedy cała opieka, także w jej aspekcie finansowym, należy
      do jednej osoby, każdy z nią związany drobiazg urasta do rangi problemu.
      Dlatego powyższe posty nie wydają mi się podkolorowane.
      Nie zmierzam do konkluzji, by z zajmowania się rodzicami rezygnować, nie.
      Trzeba o tym więcej mowić, wzajemnie sobie pomagać, poznawać ścieżki
      ułatwiające trudną z chorym codzienność. Korzystać z doświadczeń tych, którzy
      je mają.
      Piszę i myślę cały czas o przypadkach skrajnych, jakos ich sporo ostatnio wokół
      mnie.
      Zastanawiam się, dlaczego wysiłek heroiczny łatwiej podjąć w przypadku dzieci,
      niż rodziców. Inna miłość, inny wiek? Przykład ludzi, którzy go podjęli dla
      rodziców i wytrwali w najtrudniejszym, pozwala mi wierzyć, że jest to możliwe.

      Strasznie sucho brzmi to, co napisałam. Tak mi łatwiej, widać.

      pozdrawiam
      t.
      • Gość: dodo Re: Opieka nad rodzicami IP: 209.226.65.* 09.07.02, 22:09
        wiele spoleczenstw sie starzeje. podejrzewam, ze dotyczy to rowniez spoleczenstwa
        polskiego.
        nie uwazam wcale, ze opieka nad starymi i chorymi rodzicami jest obowiazkiem
        (prawnym, moralnym czy jakimkolwiek) ich dzieci.
        wedlug mnie obowiazkiem kazdego z nas jest dbanie o siebie i planowanie swojej
        przyszlosci. rowniez tego czasu, gdy staniemy sie starzy, chorzy i niedolezni.
        i wcale nie zakladam, ze moje plany maja uwzgledniac poswiecenie moich dzieci dla
        mnie.
        jako pracujacy czlowiek, odkladam i inwestuje pieniadze z mysla o mojej
        przyszlosci. przyjdzie dzien, gdy z mezem zamienimy dom na mieszkanie w bloku
        (mniej obowiazkow) a potem pewnie na apartament w domu starcow. od dzieci bede
        oczekiwac odwiedzin, zaproszen na swieta, prezentow na urodziny, telefonow od
        czasu do czasu. ale nie podmywania czy karmienia lyzeczka gdyby do tego mialo
        dojsc.
        pisze to z perspektywy kogos, komu 6 krzyzyk juz calkiem bliski a wiec i mysli
        o starosci coraz bardziej namacalne.
        generalnie, jestem za odpowiedzialnoscia za samego siebie.
        oczywiscie, sa okolicznosci, ktorych nie da sie przewidziec i wtedy musi wkroczyc
        milosc, poczucie zwiazkow rodzinnych itd. ale jako generalna zasade przyjmuje, ze
        nie po to wychowuje moje dzieci, by pozniej one spedzily najlepsze lata swojego
        zycia zmieniajac mi pieluchy.
        dzis potrafie zarobic na to, by gdyby w przyszlosci ktos musial to robic (oby
        nie!), to aby to byla tzw. fachowa pomoc, ktorej sie placi i od ktorej sie
        wymaga.
        sama odsluzylam 2 lata opieki nad umierajaca tesciowa - nie bylo innego wyjscia.
        bylo to tragiczne dla wszystkich i z perspektywy, nie widze w tym nic pozytywnego
        ani dla samej zainteresowanej osoby, ani dla reszty rodziny.
        w opiece nad starym czlowiekiem nie ma nic romantycznego czy sentymentalnego -
        jest to ciezka, depresjonujaca praca, ktora trzeba umiec wykonywac i godzic sie
        ze swiadomoscia, ze lepiej nie bedzie.
        • trzcina Re: Opieka nad rodzicami 09.07.02, 22:46
          Gość portalu: dodo napisała:


          > wedlug mnie obowiazkiem kazdego z nas jest dbanie o siebie i planowanie swojej
          > przyszlosci. rowniez tego czasu, gdy staniemy sie starzy, chorzy i niedolezni.
          [...]
          > jako pracujacy czlowiek, odkladam i inwestuje pieniadze z mysla o mojej
          > przyszlosci.
          [...]
          > oczywiscie, sa okolicznosci, ktorych nie da sie przewidziec i wtedy musi wkrocz
          > yc
          > milosc, poczucie zwiazkow rodzinnych itd. [...]


          Cóż, w Polsce wstrząsy systemowe doprowadziły miliony ludzi do sytuacji, że
          pieniądze przez nich odkładane przez lata na zabezpieczenie starości "zeżarło".
          Może i dlatego moje pokolenie rodzicami zajmie/uje się. Jedynie w sytuacjach
          skrajnych zdamy/jemy się na fachową opiekę.
          Ale zachodzą już duże zmiany w myśleniu o opiece nad rodzicami. My już myślimy o
          własnej starości, rodzice dzisiejszch dzieci urządzają życie tak, by one nie
          musiały się nimi opiekować za te 20, 30 lat.
          Dlatego wrzuciłam ten wątek. Czuję w sobie i wokól "myślowe rozdroże".
          Sama widzę potrzebę, nazwijmy to i obowiązkiem, zajęcia sie moimi rodzicami.
          Ale widzę też, jak to wygląda, widzę, jak rozrzucone po Polsce i świecie rodziny,
          z coraz większą trudnościa, graniczącą często z heroizmem, usiłują temu
          obowiązkowi sprostać. Czas wielopokoleniowych rodzin, żyjących w jednym domu,
          mieście, to przeszłość. Żal. Nie sentymentalnie. Złudzeń nie mam. Jak opieka nad
          chorym wygląda, wiem. Żal, że zmierzamy w kierunku takiego świata, że starzeć się
          i umierać będziemy wśród obcych.

          pozdrawiam
          t.












          • onion11 Re: Opieka nad rodzicami 28.02.15, 20:52
            Znam to z autopsji, calkiem biezacy problem dla mnie niestety. Mieszkam za granica, mam 2 malutkich dzieci, mama mieszka w PL, nie mamy zadnej rodziny w poblizu, sasiedzi juz nie dawali rady, opiekunki to po prostu porazka. Sytuacja trudna, zarowno psychicznie, fizycznie jak i finansowo. Jestem jedynaczka.
            • clarissa3 Re: Opieka nad rodzicami 28.02.15, 21:08
              kilka moich znajomych w podobnej sytuacji rozwiazalo sprawe tak ze sciagnely swe matki do siebie, pod opieke zagranica.
              • onion11 Re: Opieka nad rodzicami 01.03.15, 15:07
                Wszystko zalezy od indywidualnego przypadku, stanu zdrowia rodzica i mozliwosci dziecka. Dla mnie takie rozwiazanie jest raczej nierealne.
    • babciajadzienka Re: Opieka nad rodzicami 06.01.15, 12:58
      Nie ma wiekszej zazylosci, milosci, szacunku niz ten do rodzicow. Zeby splacic dlug wychowania nas, nauczenia wszystkiego od zera powinnismy opiekowac sie nimi w ich starosci. W miare wlasnych mozliwosci. Sa rozne sytuacje. Mam Mame staruszke, Dziarska Babcie. Ja tez dopadaja choroby. Ale Babunia zawsze dobrze sie czuje. Wiem, ze to to taka poza zeby nas nie martwic. Martwi sie o moja rodzine bardziej niz ja. Tak Babunie maja. Czlowiek robi sie nieporadny na starosc, zawstydzony jakby swoja ulomnoscia. Raczka sie trzesie. Ta najmilsza, najukochansza raczka. Tyle nam dobrego dala. Tyle rad, tyle wysilku. Same dobre rzeczy. Dbaj o siebie Babuniu Kochana. Pozyj nam jak najdluzej.
      • 123cathy Re: Opieka nad rodzicami 30.04.16, 21:43
        To Pani bardzo subiektywna opinia. Mnie takie słowa o największej miłości, szacunku do rodziców nie przeszłyby przez usta. Nie muszę spłacać żadnego długu , bardzo kocham moje dzieci ( ze wzajemnością) i też nie oczekuję od nich żadnej spłaty- nie wiadomo jak potoczą się ich losy, więc sama zabezpieczam się na przyszłość- mam ku temu predyspozycje. Gdyby się zdarzyło ,że dopadnie mnie np. Alzhaimer to sama zniknę z tego świata zanim ktoś będzie mnie musiał podcierać)
    • trusska Re: Opieka nad rodzicami 06.03.15, 12:14
      trzcina napisał:

      > Kiedyś rodzice zajmowali sie nami. Potem przychodzi chwila, kiedy sami, chorzy,
      >
      > starsi, niepełnosprawni, wymagają naszej opieki. Jak to wygląda w najbardziej
      > bolesnym wydaniu, pisać chyba nie muszę.
      > Dla mojego pokolenia problem już często obecny.
      > Moi rówieśnicy na ogół opiekują się niepełnosprawnymi rodzicami, bądź
      > zdecydowani są takiej opieki się podjąć, gdy przyjdzie czas.
      > O sobie samych często mówią, że wybiorą wariant domu opieki, żeby nie obciążać
      > swoich dzieci i nie narażać ich na "wymazanie paru lat z życiorysu".
      > Jakie są Wasze doświadczenia i ewentualne decyzje? Pytam bardzo nieśmiało, bo
      > trudno o tym nawet z bliskimi rozmawiać, nie dotykając tego, co boli.
      > Sama dzieci nie mam, rodzice potrzebują mnie coraz bardziej.
      >
      >

      To jest trudny temat, bo niby jesteśmy im to winni, bo oni kiedyś poświęcili swoje życie dla nas. Tylko, że w ich przypadku to taki naturalny składnik życia - małe dzieci. Oni nic nie poświęcili dla nas, to był ich etap w życiu. A my opiekując się niedołęznym rodzicem jednak tracimy swoje młode jeszcze lata...
      • lot.ti Re: Opieka nad rodzicami 23.04.16, 18:20
        To jest trudny temat, bo niby jesteśmy im to winni, bo oni kiedyś poświęcili swoje życie dla nas.

        rodzice od zawsze tłukli nam do głów, że jedyne co jesteśmy im winne to żyć własnym, rozwijać skrzydła i być szczęśliwym. wcześnie "wykopali" nas z domu, hojnie wyposażając na start.

        cudownych rodziców mam i nigdy bym ich nie zostawiła bez pomocy, ale oni tej pomocy nie chcą.
    • lot.ti Re: Opieka nad rodzicami 23.04.16, 18:17
      moi (nasi rodzice) postanowili, że kiedy przyjdzie na nich pora idą do domu spokojnej starości. kategorycznie odrzucają opcję "bycia ciężarem" dla swoich dzieci, a mają 3 córki.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka