liza7
08.05.05, 20:28
Umowilam sie w weekend ze znajomym. Poszlismy na kawe. Fajnie mi sie z nim
rozmawialo. Znamy sie od kilku miesiecy. Mysle, ze sie lubimy, kolegujemy.
Napisalam "randka", choc to spokanie chyba nie do konca bylo randka. Ale...
Tak dawno z zadnym facetem sie nie umawialam nawet na zwyczajna kawe, ze juz
po spotkaniu czulam sie, jakbym miala zaraz zemdlec. Cos jak stan
podgoraczkowy, jak przed trudnym egzaminem: scisniety zoladek, niemalze
nudnosci. Co sie ze mna dzieje? Nie jestem zakochana, tylko spanikowana.
Dlaczego? Ktos umie mi to rozsadnie wyjasnic?