hieroglif1
10.05.05, 22:46
Nie bede ukrywać, nie mam siły tłumaczyć, co to znaczy.
Nadinterpretacja, wysunięcie zbyt daleko idących wniosków na temat, który nas
zainteresował ( i znowu o interesowaniu się ;) ) i spotykanie się z takimi
rzeczami, powiedziałabym okreslonych "na wyrost" czy wprost "przerost treści
nad formą" wysnuwanych wnisoków sprawia, że mnie opuszczają wszystkie siły.
Więc tutaj także można posłuzyć się pewnym wnioskiem w walce z moją
niesłabnącą słabością- wystarczy powiedzieć coś, od czego wszystko przewraca
się do góry nogami i będzie to oczywiście również za daleko idacy wniosek, bo
jedyne co ulega zmianie to wskaźnik mojej energii- leci na łeb na szyje.
Więc ja pytam wprost, zanim przeinaczę pytanie i zadam go nie w ten sposób, w
który chciałabym- czemu służyć ma nadinterpretacja? Jest to zagadnienie,
które nie tyle mnie interesuje co frapuje, zanadto powiedziałabym, stąd moje
niepokoje.
Według mnie, dodam jeszcze od siebie, nadinterpretacja pozbawia nas prawa
wyboru, ponieważ z góry zakłada jakąś tezę i kieruje tok naszych myśli i
wyborów w stronę, od której pragniemy odciąć się, jeśli nadinterpretacja jest
formą szkodzenia i służy do przejaskrawienia pewnych sytuacji, co da się
odczuć po wybranej formie nadinterpretacji. Z drugiej strony,
nadinterpretacja pozbawia wolności nie myślenia o tym, co napisało się, bo ma
się świadomość groteski między tym, co się napisało a między napisaną
nadinterpretacją.
Poza tym, z wszelkich innych powodów, chociażby z samego faktu istnienia
nadinterpretacji można domyślać się i sądzić, że nadinterpretacja to rzecz o
tyle szkodliwa, co zamykająca w pudełku schematów, a skoro pojawia się
słowo :schemat- mowy nie ma o kreatywności pod jakąkolwiek postacią i formą.
Czy mogą istnieć ludzie zwani niewolnikami nadinterpretacji? Tacy,co to bez
dodania sobie kilku mocno upraszczajacych,a uwłaczajacych sensowi jakiegoś
tekstu podpowiedzi nie są w stanie go w pełni zrozumieć, czy nawet pojąć,
abstarchując od rzeczy, które wypisuje się w wątkach o temacie metafizyki
itp.w ogóle nie dotczy.
Według mnie nadinterpretacja uniemożliwia jakikolwiek DIALOG pomiędzy
stronami,które próbowałyby się porozumieć- jeśli jedna osoba stara się pojąć
to, co inna mogła mieć na myśli i stara się to zrozumieć poprzez określenie
tego swoimi słowami (same w sobie nie jest to złe. Jednak to nie określania
swoimi słowami dotyczy zagadnienie nadinterpretacji), zamist dochodzić do
tego drogą wspólnego dialogu- to o czym tutaj w ogóle gadać?