Gość: kismeth
IP: 213.17.227.*
04.07.02, 14:26
dawno, dawno temu, w pięknym kraju nad brzegiem brudnej rzeki stalo miasto. W
mieście tym mieszkala księżniczka ktora wyglądała jak żaba wagi najlżejszej
bokserskiej (nie wiem jaka to). Księżniczka do pałacu w ktorym odbywala bale i
inne zajęcia, ktorym oddają się dobrze wychowane księżniczki, dojeżdzała
ekspresową karetą publiczną, bo to była całkiem niebogata księżniczka (recesja
na rynku).
Pewnego dnia, gdy czekała na karetę (która się spóźniała jak to miała w
zwyczaju) zobaczyła - no właśnie - rycerzem to on nie był, ani giermkiem, ani
paziem, ani błaznem, ani szambelanem, ani czarodziejem, ani nawet ogrem... Nie
_Wiadomo_Kto podszedł do księżniczki i powiedział głosem wyraźnym - "Mam
nadzieję, że nie masz swojego rycerza. Jak nie to już masz - mnie. Zakochałem
się" po czym przeszedł do czynności udowadniających jego zakochanie.
Żabia księżniczka zbaranaiała - "o co tu chodzi? Bo chyba nie o pocałunek
odczarowujący - nie jestem w końcu żabą, ani nie o pocałunek prawdziwej
miłości - przecież go nie znam?"
Pełna rozterki księżniczka po chwilowej konsternacji uwolnia się od
Nie_Wiadomo_Kogo i w stanie absolutnego szoku wsiadła do karety która właśnie
podjechała.
Nie_Wiadomo_Kto został i machał na pożegnanie rękami jak wiatrak.