katte5
16.05.05, 16:10
Miałam przyjaciela ze studiów.Prawdziwego przyjaciela i tylko
przyjaciela.Wyjeżdzalismy razem,płakał mi w mankiet o nieudanych
związkach.Poznał nową dziewczynę,nie lubiła mnie.Nie pozwoliła mu sie ze mną
spotykać więc się nie spotykał. Wyjechała do USA. Poznała kolesia i rzuciła
tego w Polsce.Kiedy tamten rzucił ją- wróciła do Polaka. On ją kochał więc
przyjął z otwartymi ramionami.I znowu zaczęła dyktować warunki.Najpierw nie
wiedziałam, że mu nie wolno mnie widywać, myślałam, że zajety bardzo,jak
wszyscy.Pewnego dnia zaprosił mnie na ich ślub.No i wtedy się zaczęło!
Wariatka pojechała oddać suknię i odwoływać ślub.On poradził sie rodziny.
Powiedzieli-ona ma rację, przecież się z nią żenisz. Zrób jak chce.Przysłał
smsa - że mu przykro, ale musi odwołać zaproszenie. Było mi przykro jak
cholera.A z drugiej strony żal mi go, bo jeśli tak się zaczyna związek, to
wiem czym się skończy. Czy to jest w porządku? Czy tak się zachowuje ukochana
osoba? Albo kochająca? Brak zaufania czy złośliwość?