Dodaj do ulubionych

po zdradzie

06.06.05, 14:15
Przeczytałem już chyba większość wątków zdrady jakie się pojawiły na forum GW.
Ale w związku z tym mam pytanie, które się przewijało wiele razy. Co dalej, jak to przeżyć i poukładać?

Najbardziej mi zależy na opinii osób, które mają to już za sobą i im się udało. Takich nie było za wiele, a jeśli były to raczej na świeżo, a co dalej nie wiadomo, co po pół roku, co po roku, co po 2 latach. Jak to się utrzymuje, czy jednak da się przetrwać i na nowo cieszyć się sobą nawzajem?

Z góry dziękuję za opinie.

/qazeq
Obserwuj wątek
    • hansii Da sie. 06.06.05, 14:50
      Na tym forum mlodzi ludzie opisuja swoje swierz erany, wiec jak cos chcesz
      powaznie sie dowiedziec, to idz na forum 40+. Albo jakies podobne.

      Z doswiadczenia WIELU moich znajomych, wiem od dawna ,ze da sie.
      Jezeli tylko ludzie naprawde chca ze soba byc.

      W Zyciu do hollery, sa wazniejsze sprawy , niz zdrada.

      - Milosc, dzieci, kariera zawodowa, rozwoj intelektualny itd.
      • qazeq Re: Da sie. 06.06.05, 15:07
        hansii napisał:

        > Na tym forum mlodzi ludzie opisuja swoje swierz erany, wiec jak cos chcesz
        > powaznie sie dowiedziec, to idz na forum 40+. Albo jakies podobne.
        a gdzie takie znaleźć, bo przeszukałem GW i jakoś nie widzę. szukałem też w trakcie czytania od jakiegoś czasu całego forum GW o zdradach, ale na 40+ nie trafiłem.

        > Z doswiadczenia WIELU moich znajomych, wiem od dawna ,ze da sie.
        > Jezeli tylko ludzie naprawde chca ze soba byc.
        no własnie, jeśli chcą ze sobą być. rany są zbyt świeże jeszcze, ale część znaków wskazuje na to, że jadnak chcą. A może znasz kogoś ze swoich znajomych, kto mógłby się podzielić bezpośrednimi doświadczeniami, jeśli tak to będę wdzięczny. Adres e-mail priv jak login.

        > W Zyciu do hollery, sa wazniejsze sprawy , niz zdrada.
        >
        > - Milosc, dzieci, kariera zawodowa, rozwoj intelektualny itd.
        też mam takie odczucia. ktoś gdzieś na forum napisał kiedyś, że w radio usłyszał coś takiego:
        "80% małżeństw które sie nie rozpadły z powodu zdrady po 5 latach deklarowało, że sa bardzo szcześliwi, gdy z kolei 50% z tych ktorzy się rozwiedli twierdzili, że sa nieszcześliwi."

        no więc jakoś się jeszcze trzymam
        /qazeq
        • gorzatax wpisz w wyszukiwarkę 40+ w temacie 06.06.05, 15:14
      • elpida76 Re: Da sie. 06.06.05, 18:49
        Co może być ważniejszego od wzajemnej miłości? Jeśli ktoś zdradził drugą osobę
        to świadczy o tym, że tak naprawdę to jej nie kochał.
        Powiesz pewnie,że dzieci są ważniejsze...tak zagadzam się z tym,ale jak żyć w
        małżeństwie gdzie dochodzi do nieporozumień (związanych ze zdradą, rzecz jasna)
        Przecież to napewno będzie rzutować na atmosferę rodzinną...
        • hansii Re: Da sie. 06.06.05, 18:53
          elpida76 napisała:

          > Co może być ważniejszego od wzajemnej miłości? Jeśli ktoś zdradził drugą osobę
          > to świadczy o tym, że tak naprawdę to jej nie kochał.

          Wiec nie swiadczy. Zwlaszcza dla mezczyzn. Milosc to milosc, seks, to seks.
          i przyjmij to do aprobujacej wiadomosci.
          • elpida76 Re: Da sie. 06.06.05, 19:01
            Jak można rozgraniczać te dwie rzeczy? Dla mnie seks i miłość to jedno.Całkowite
            oddanie się drugiej osobie...
            • hansii Re: Da sie. 06.06.05, 20:10
              elpida76 napisała:

              > Jak można rozgraniczać te dwie rzeczy?
              Dla mnie seks i miłość to jdno. ałkowite oddanie się drugiej osobie...<


              Ile razy mam CI to powtarzac?
              - to dla Ciebie, kobiety

              Mezczyzni to rozgraniczaja - i przyjmij do do wiadomosci.
              Nie mysl o tym, gdyz to Ci nic nie da.

              Przyjmij, ze mezczyzni sa INNI.
              • elpida76 Re: Da sie. 06.06.05, 20:18
                Niezłe uproszczenie sprawy. Nie usprawiedliwiaj się "innością".Nie muszę niczego
                przyjmować do siebie.Wiem co to jest zdrada i o czym świadczy.
                • hansii Re: Da sie. 06.06.05, 20:20
                  i "WIEDZ" sobie dalej.

                  Dopoki nie zrozumiesz, ze mezczyzni sa INNI,
                  tak dlugo bedziesz natykac sie na rafy.
                  • psychopata.z.borderline a ty dokąd nie zmienisz zdania, będziesz 06.06.05, 20:30
                    wiódł pieskie życie (zdradzajacy czuje sie jak pies i za pokute ma chodzenie na
                    smyczy na co sie zgadza)
                    • hansii powaznie, powiadasz? 06.06.05, 20:33
                      codziennie rano kapie sie w basenie
                      i jakos nic sobie nie wyrzucam.

                      od wyrzucania mam Ciebie.
                      tylko POPERFUMUJ sie ladnie.
                      • psychopata.z.borderline Re: powaznie, powiadasz? 06.06.05, 20:35
                        a ty sie wymyj, zanim komukolwiek wspomnisz o perfumowaniu
                        • hansii czytaj uwazniej, dziewcze. 06.06.05, 20:44
                          jak codziennie rano kapie sie w basenie, to z definicji jestem umyty.

                          nie rob bledow logicznych - mezczyzni toleruja u kobiet balaganiarstwo..
                          swiadomego falszerstwa - nigdy.
                          • psychopata.z.borderline Re: czytaj uwazniej, dziewcze. 06.06.05, 20:47
                            ty mówisz o świadomym fałszerstwie?


                            nie robie błędów logicznych, a skoro taki genialny jestes powinienes to wiedziec
                            • hansii TAK, - o TWOIM falszerstwie. 06.06.05, 20:55
                              O tej jednej izbie dla jednego dziecka w Polsce.

                              To bedzie za 100 lat (moze) i doskonale to wiesz.

                              mimo to - marudzisz na ten temat bez sensu.
                              • psychopata.z.borderline Re: TAK, - o TWOIM falszerstwie. 06.06.05, 20:57
                                wygodniej zdradą, która tysiace razy pojawiała sie na forum.

                                lepiej ludziom mydlic oczy pierdołami i fałszerstwem, jak to w mediach
                                • hansii odlatujesz, dziewcze... 06.06.05, 21:00
                                  bylem, do tej pory dla Ciebie dosc wyrozumialy.

                                  wygodniej mieszkac samemu w pokoju z kuchnia, niz w modelu 2 + 2.
                                  napewno.

                                  nie chce byc zlosliwy i dalej nie rozwine tego tematu.
                                  wybieraj sama.

                                  bye.
                                  • psychopata.z.borderline Re: odlatujesz, dziewcze... 06.06.05, 21:06
                                    nie bądź wyrozumiały, nie oczekuje tego

                                    moje zycie to mój wybór, ŚWIADOMY podkreślam, nie napędzany presją czasu i
                                    wyrachowania
                                    • hansii zostaw wiec ten swiadomy wybor innym 06.06.05, 21:07
                                      i daj im rowniez spokoj
                                    • hansii zostaw wiec ten swiadomy wybor innym 06.06.05, 21:07
                                      i daj im rowniez spokoj
                                      • psychopata.z.borderline komu? 06.06.05, 21:10
                                        ja nikogo nie krzywdze, nie rzucam pomidorami, jajkami, kamieniami
                                        • hansii Krakusia, zbasuj - bueno? 06.06.05, 21:43
                                          wymysl ciekawszy temat.
                                          • psychopata.z.borderline Re: Krakusia, zbasuj - bueno? 06.06.05, 21:54
                                            nie ja podjęłam sie tego tematu
                              • elpida76 Re: TAK, - o TWOIM falszerstwie. 06.06.05, 21:54
                                To chyba nie to forum...
                  • elle666 Re: Da sie. 06.06.05, 21:17
                    a jak przyjmie do wiadomosci to przestanie natykac sie na rafy? i zyc z mezem ,
                    ktory ja zdradza bo jest inny i mu wolno? bzdura
              • aureliana Re: Da sie. 08.06.05, 15:08
                hansii mega uproszczenie. smiesza mnie ludzie, ktorzy maja poglady w stylu,
                kobiety sa z wenus a mezczyzni z marsa, czy tam odwrotnie.
                jestesmy tym samym gatunkiem. ty czlowiek, ja czlowiek. tylko czasem poglady
                maja inne.
                ja akurat jestem kobieta i doskonale potrafie oddzielic seks od milosci.
                nie generalizuj i nie mac kobiecie w glowie


                hansii napisał:

                > elpida76 napisała:
                >
                > > Jak można rozgraniczać te dwie rzeczy?
                > Dla mnie seks i miłość to jdno. ałkowite oddanie się drugiej osobie...<
                >
                >


                > Ile razy mam CI to powtarzac?
                > - to dla Ciebie, kobiety
                >
                > Mezczyzni to rozgraniczaja - i przyjmij do do wiadomosci.
                > Nie mysl o tym, gdyz to Ci nic nie da.
                >
                > Przyjmij, ze mezczyzni sa INNI.
              • ramyus Re: Da sie. 12.06.05, 14:29
                Prawda jest taka, ze mezczyzni owszem rozgraniczaja to - ale jedynie wowczas
                gdy chodzi o ich wlasna zdrade. Nie ma w tym nic z szowinizmu, to zwykla
                natura - mezczyzna moze swobodnie uprawiac seks bez zaangazowania
                emocjonalenego, u kobiet natomiast to rzadsze. W tym ostatnim przypadku, w
                wiekszosci przypadkow za seksem na boku cos jednak idzie w zakresie emocji.
                Kobiety nie zapominaja zaraz na drugi dzien rano, o obcym facecie z ktorego
                lozka wyszly, mezczyzni owszem.
              • katetoja I wyginą jak mamuty? 13.06.05, 10:49
                Co to za argument: są inni i tyle. Jeśli się decydują być z kimś to seks i
                miłość muszą iść w parze. Kiedy nie idą, to się nazywa zdrada. A wtedy naprawdę
                nie wystarczy powiedzieć, sorry, ale jestem tylko facetem
        • hatika Re: Da sie. 06.06.05, 20:51
          co to znaczy kochac tak naprawdę? "Jeśli ktoś zdradził drugą osobę
          > to świadczy o tym, że tak naprawdę to jej nie kochał"
          Przeciez do zdrady wystarczy czasem tylko moment, gdy góre biora emocje, nie
          mysli się logicznie nad zadnym za i przeciw, to sie dzieje i już. Zdrada rodzi
          się tez z ukrytych pragnień, z braku miłości w dzieciństwie, jest milony
          powodów, ale jesli załozyc, że z braku miłości, to na cóz budowanie związku po
          zdradzie? Komu wtedy zalezy? Przecież nie buduje drugiego fundamentu osoba zdradzona
          • hansii Re: Da sie. 06.06.05, 20:57
            ale jesli sie zalozy, ze z tysiaca innych powodow, niz brak milosci,
            to moze jednak sprawa jest otwarta, co?
            • hatika Re: Da sie. 06.06.05, 21:03
              Otóż to, do tego zmierzam, Elpida, jak jej nick, ma nadzieję, niestety wątpię,
              żeby kiedykolwiek odbudowała sie normalność, jesli na samym początku jej
              zabrakło. Zapewne osoba, która zdradziła ma duże szanse zrobić to ponownie,
              zaczyna czuć sie bezkarnie, tym bardziej właśnie, że wybaczono krzywdę
          • katetoja To zachowaj to dla siebie 13.06.05, 10:52
            Jeśli twoja zdrada naprawdę była tylko porywem emocji, to nie mów o tym
            partnerowi. Twoje katarsis będzie dla niego bolesne i upokarzające. Po co to
            robić? Lepiej naprawić błąd swoim późniejszym postepowaniem
      • psychopata.z.borderline sam nie wierzysz w to co mówisz 06.06.05, 20:20
        nigdy nei jest tak samo.

        zaufania nie odbudujesz
        • jmx Re: sam nie wierzysz w to co mówisz 06.06.05, 22:24
          psychopata.z.borderline napisała:

          > nigdy nei jest tak samo.


          Kurna, wtrącę się bo już nie mogę.

          1. jesli ktoś chce z kimś być po takim traumatycznym przeżyciu to jego sprawa,
          to że ja czegoś nie umiem nie znaczy
          2. skoro doszło do zdrady to znaczy że coś było nie tak (generalnie), skoro
          było nie tak to nie ma co się roztkliwiać, że nie będzie tak samo bo... to
          znaczy, że może być lepiej (razem lub osobno)
          3. a na odejście zawsze jest czas,

          link do forum 40+
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12248
          • procesor Jmx łączę sie z Tobą w bólu ;D 06.06.05, 22:55
            ulzyło ci gdy to napisałś ale
            doskonale wiesz że to nie trafi :D

            ja sobie a muzom (bo w sumie nie do niej??) pisze w innym watku.. :)
            • jmx Re: Jmx łączę sie z Tobą w bólu ;D 06.06.05, 22:59

              czytałam, czytałam... cztery!!! razy nciskałam "odpisz" ale się nie
              złamałam! ;)))))
          • jmx Re: sam nie wierzysz w to co mówisz ERRATA 06.06.05, 23:01

            > 1. jesli ktoś chce z kimś być po takim traumatycznym przeżyciu to jego
            sprawa,
            > to że ja czegoś nie umiem nie znaczy, że inni też nie będą potrafić
    • anka322 Re: po zdradzie 06.06.05, 15:02
      Zdrada boli zawsze...po pół roku i po roku również, ale trochę inaczej.
      Najlepszym lekarstwem jest mocne postanowienie "nie będę o tym myslała,
      rozgrzebywała, staram się zapomnieć i wybaczyć". Przeżyłam to i wiem, że z
      każdym kolejnym miesiącem jest lepiej chociaż nie ukrywam, że są chwile kiedy
      na niego patrzę ze łzami w oczach i myślę "jak mogłeś mi to zrobić, przecież
      tak bardzo Cię kocham", a kiedy się pyta dlaczego jestem smutna i czy coś się
      stało odpowiadam "nic Kotku,tylko boli mnie głowa"Wtedy wiem, że nie mogę
      wracać wiecznie do tego tematu, bo i po co?kocham go i chcę z nim być, ale
      niestety już mu tak nie ufam i tego boję się najbardziej.Zaczynam go
      kontrolować...i czuję się z tym okropnie! Więc życzę powodzenia i ogromnego
      serca bo tylko tak można wybaczyć zdradę i kochać nadal!
      • jazycie Re: po zdradzie 06.06.05, 15:27
        Trudno jest zyc z ta świadomościa ze osoba ktorej ufales zawiodła Cię....
        to wraca jak bumerang..pytania łzy...zal...ale mozna z tym zyc...przeciez jest
        rodzina...dzieci...tylko to zostaje juz w sercu...i niestety juz nigdy nie
        bedzie jak przed...
        ej zycie...zycie....
        • elle666 Re: po zdradzie 06.06.05, 21:20
          mozna zyc, tylko po co? po co sie wiecznie zmaratwiac, denerowowac,
          rozgrzebywac rany skoro mozna zyc inaczej?
      • maureen2 Re: po zdradzie 06.06.05, 15:44
        jezeli głowa boli cie nieustannie,seks chyba tez nie sprawia przyjemności,to on
        znowu cię zdradza,bo nie ma innego wyjścia.
        • elpida76 Re: po zdradzie 06.06.05, 18:59
          mężczyźni czasami mają wszystko (żonę,która nie zna bólu głowy;),seks, który
          daje im pełną satysfakcję)a i tak zdradzają...dlaczego?
          Poza tym wydaje mi się,że jeśli raz się zdradzi to wcześniej czy później znowu
          do tego dojdzie.
          • elle666 Re: po zdradzie 06.06.05, 21:21
            zgadzam sie
      • hatika Re: po zdradzie 06.06.05, 20:59
        Pewnie, że zdrada boli, ale jeśli załozyć, że kochanka została tez odrzucona, bo
        są wyrzuty w stosunku do zony, to taka rozłąka równiez nie pozostaje bezbolesna.
        Ale oczywiscie kochance nikt nie współczuje, wazna jest zona, która czyms jednak
        popchneła do zdrady, czegos w zwiażku brakowało, a pozostaje swiętością
        • hatika Dlaczego nikt nie wspólczuje kochankom? 06.06.05, 21:08
          też mają uczucia, też mozna je krzywdzić złośliwymi osądami, a przecież potrafią
          kochać...
          • maja45 Re: Dlaczego nikt nie wspólczuje kochankom? 06.06.05, 21:31
            Rany! wspólczuć lasce, która z własnej nieprzymuszonej woli wskakuje kolesiowi
            do wyrka, wiedząc ,ze rozbiaja rodzinę?
            I jeszce zwala winę na żonę,zeby poprawić sobie samopoczucie?
            niektórzy to mają fantazję;)
            M.
            • hatika Re: Dlaczego nikt nie wspólczuje kochankom? 06.06.05, 21:38


              > Rany! wspólczuć lasce, która z własnej nieprzymuszonej woli wskakuje kolesiowi
              > do wyrka, wiedząc ,ze rozbiaja rodzinę?
              > I jeszce zwala winę na żonę,zeby poprawić sobie samopoczucie?
              > niektórzy to mają fantazję;)
              Fajnie! A oczywiście mąz, który zdradza jest bez winy, to zawsze kobieta wazi do
              wyrka, on biedactwo, tylko rozkłada sie grzecznie, i popiskując z grymasem na
              twarzy poddaje sie! Co za bezsens, uwazasz, facet majacy zonę nie uwodzi? Jakże
              często on własnie ukrywa prawdę o istnieniu zony! A kochanka pozostaje normalna
              kobietą, czsem o niczym nie majaca pojecia.
          • elpida76 Re: Dlaczego nikt nie wspólczuje kochankom? 06.06.05, 21:50
            Jeżeli kobieta, która wie, iż facet ma żonę i mimo wszystko idzie z nim do
            łóżka, to wie na co się pisze. I nie ma co współczuć takim istotom. Gorzej jest
            jeśli kobieta nic nie wie o "drugim" życiu swojego wybranka...
            • hatika Re: Dlaczego nikt nie wspólczuje kochankom? 06.06.05, 21:55
              A jesli wie o zonie? I dlatego nie chodzi tu o zdradę łóżkową? Czy czas jaki
              poświęca, swoje myśli, spotkania, rady, całą siebie stanowi o jej potępieniu?
              Przez to,ze własnie stworzyła barierę,przez zwykłą babską solidarność, została
              odepchnięta, a mimo to ktos zagrał jej uczuciami? Jest zła?
              • elpida76 Re: Dlaczego nikt nie wspólczuje kochankom? 06.06.05, 22:05
                Nie twierdzę, że takie osoby są złe. Nie zamierzam też oceniać innych.Mówię o
                kobietach,które z własnego wyboru porywają się na "zakazany owoc".Takim nigdy
                nie współczuję.Zresztą w przeciwieństwie do zwierząt zostaliśmy obdarowani
                umysłem-korzystajmy z niego.
          • mickey.mouse A czego im wspolczuc? 13.06.05, 09:24
            Jedyny przypadek kiedy mozna im wspolczuc, to wowczas, gdy zostaly oszukane -
            kiedy abnjgazujac sie w zwiazke, nie mialy pojecia ze wchodza w trojkat. W
            kazdym innym przypadku nie zasluguja na cien wspolczucia. W koncu sila ich nikt
            nie zmuszal do zostawania tym/ta trzecia
          • anka322 Nikt im nie broni! 16.06.05, 13:24
            tylko niech lokują swoje uczucia w wolnych facetach a nie takich, którzy mają
            rodziny...dzieci. Znasz takie powiedzenie?"Jak suka nie da to pies nie weźmie?"
    • lodzian3 Re: po zdradzie 06.06.05, 21:40
      nigdy nie zrozumiem ludzkiego fenomenu fałszu, bo dlaczego zdradzamy i nie
      tylko poprzez seks? Tylko kto jest w gorszej sytuacji, bo jak dla mnie zawsze
      ten, który zdradził. Łazić tak z tym swoim ubabranym ja nie jest fajnie. To w
      końcu do cholery jego problem, a nie tego oszukanego. Może by w końcu odwrócić
      rolę ofiary? Nigdy nie zdradziłam, ale napatrzyłam się na różne akcje pt.
      uderzam do ciebie maleńka a żonka w domu siedzi albo wiesz, kochanie tych parę
      spotkań na imprezie w rytmie drumbassowym, nie musiałaś o tym w końcu wcale
      wiedzieć...
      jak dla mnie odjazd
      i żenada
      • hatika Re: po zdradzie 06.06.05, 21:46
        Dokładnie! Niektórzy wbili sobie do główek mylne i zbyt proste stereotypy.
        Niektórzy nie maja widac pojecia o ludzkiej podłości, do czego takie
        zafałszowanie może prowadzić. Najłatwiej jest oszukać samego siebie, widząc sens
        w tym co się robi źle. Prawdy zawsze są różne, bo kazdy patrzy swoimi oczami,
        nie ma sensu uogólniac, kto jest dobry, a kto zły. Akurat w zdradzie wybór ma
        każda ze stron
    • monia933 Re: po zdradzie 06.06.05, 22:49
      No cóz u mnie to może nie była taka typowa zdrada - chociaż pewności znikąd....Czasem mysle , ze wiem wszystko i nie jest źle, czuję że juz się z tym pogodziłam. Innym razem czuje strach, ze jest coś o czym nie wiem, ze może to było cos więcej... Ale przeżyłam to bardzo, bardzo.... minęły dwa miesiące odkad wiem - i boli nadal.. najgorsze jest to że nie ufam i nie czuję sie już bezpiecznie. Boję sie, co będzie za dwa lata czy pięć - a może to się powtorzy ? Brakuje zaufania w związku i rodzi sie pytanie - czy bez zaufania jest sens nadal razem być. Na codzien potrafi być pięknie i miło - ale często budze sie z lękiem albo zamyślam się nad tym co sie stalo i czuje kłucie w sercu... czy to kiedys minie - nie wiem :(
      • bba4 a jak sie nie przyzna? 06.06.05, 23:08
        mnie interesuje tez inna strona tej zawiłej sytuacji.
        Co myśli, czuje, czy załuje ta strona co zdradziła i się nie przyznała.

        I czy jednak dla dobra sprawy zaniechac przyznania sie. Dlatego aby nie uracic
        tej ukochanej osoby.Aby nie zburzyc tego spokoju domowego ogniska.
        ?
        • monia933 Re: a jak sie nie przyzna? 06.06.05, 23:23
          bba4 napisała:

          > mnie interesuje tez inna strona tej zawiłej sytuacji.
          > Co myśli, czuje, czy załuje ta strona co zdradziła i się nie przyznała.
          >
          > I czy jednak dla dobra sprawy zaniechac przyznania sie. Dlatego aby nie uracic
          > tej ukochanej osoby.Aby nie zburzyc tego spokoju domowego ogniska.
          > ?

          Nie wiem tak do końca co czuje ta druga strona... mój mąż który mnie zdradził (co najmniej uczuciowo) mówi ze żałuje i że wie że zrobił zle...
          Jednak wydaje mi sie że to ja bardziej przeżywam tą sprawę. On chciałby juz o wszystkim zapomnieć i życ jak dawniej. On śpi spokojnie i zajmuje sie tym co dawniej. Ja zadreczam sie i próbuje dociec co tak naprawde sie stało. Może to dlatego, ze nie przyznał mi sie od razu, i tylko potwierdzał to co sama odkryłam. Niewiele dodał od siebie, a ja chciałabym wiedzieć wszystko. Wydaje mi sie że byłoby mi łatwiej, gdyby opowiedział mi jak było od poczatku do końca. Poza tym denerwuje mnie że po cześci zrobił mne winna tego co sie stalo - podczas gdy ja byłam calkowicie uczciwa wobec niego. Boli, jak to cholernie boli.
          Co do spokoju domowego ogniska - jesli wiesz że ktoś kogo kochasz szukał "pocieszenia" poza związkiem, nie może byc mowy o spokoju... Może kiedyś - ale nie wiem ile musiałoby upłynąć czasu i co ta strona która zdradziła musiałaby zrobić, aby znowu moc jej zaufać. Nawet jeśli wiesz tylko czastke tego co sie stało, to już i tak nie bedziesz spać spokojnie... będziesz szukac aby dowiedzieć się dlaczego, z kim sie spotkal, ile razy itd. Chyba że jesteś odporny i potrafisz żyć w niepewności.
          • mickey.mouse Re: a jak sie nie przyzna? 12.06.05, 14:49
            monia933 napisała:

            > bba4 napisała:
            >
            > > mnie interesuje tez inna strona tej zawiłej sytuacji.
            > > Co myśli, czuje, czy załuje ta strona co zdradziła i się nie przyznała.
            > >
            > > I czy jednak dla dobra sprawy zaniechac przyznania sie. Dlatego aby nie u
            > racic
            > > tej ukochanej osoby.Aby nie zburzyc tego spokoju domowego ogniska.
            > > ?
            >


            > Nie wiem tak do końca co czuje ta druga strona... mój mąż który mnie zdradził
            (
            > co najmniej uczuciowo) mówi ze żałuje i że wie że zrobił zle...
            > Jednak wydaje mi sie że to ja bardziej przeżywam tą sprawę. On chciałby juz o
            w
            > szystkim zapomnieć i życ jak dawniej. On śpi spokojnie i zajmuje sie tym co
            daw
            > niej. Ja zadreczam sie i próbuje dociec co tak naprawde sie stało. Może to
            dlat
            > ego, ze nie przyznał mi sie od razu, i tylko potwierdzał to co sama odkryłam.
            N
            > iewiele dodał od siebie, a ja chciałabym wiedzieć wszystko. Wydaje mi sie że
            by
            > łoby mi łatwiej, gdyby opowiedział mi jak było od poczatku do końca. Poza tym
            d
            > enerwuje mnie że po cześci zrobił mne winna tego co sie stalo - podczas gdy
            ja
            > byłam calkowicie uczciwa wobec niego. Boli, jak to cholernie boli.
            > Co do spokoju domowego ogniska - jesli wiesz że ktoś kogo kochasz
            szukał "pocie
            > szenia" poza związkiem, nie może byc mowy o spokoju...


            Wiesz, wyglada na to, ze to pewien staly schemat - w kazdym przypadku
            powtarzalny. Co do joty. Nie, ja nie wierze w zaden zal osoby zdradzajacej,
            dopoki faktycznie nie straci kogos, kogo zdradzil. To co piszesz, jest
            identyczne jak w przypadku mojego zwiazku. Dazenie osoby zdradzajacej do jak
            najszybszego zamkniecia sprawy, irytacja gdy osoba zdradzona chce o tym
            rozmawiac, spokojny sen... Niestety jest tak, ze powiedziec przepraszam jest
            dziecinnie latwo, w stosunku do problemow z ktorymi Ty musisz sie teraz
            zmierzyc, a "co milego przezylem, to moje". Czytalem gdzies wypowiedz
            dziewczyny, ktora mimo ze caly czas zapewniala meza o swoim zalu, tak naprawde
            zrozumiala co zrobila, dopiero gdy w koncu ja zostawil. Mysle, ze tak jest w
            kazdym przypadku.


            Może kiedyś - ale nie w
            > iem ile musiałoby upłynąć czasu i co ta strona która zdradziła musiałaby
            zrobić
            > , aby znowu moc jej zaufać. Nawet jeśli wiesz tylko czastke tego co sie
            stało,
            > to już i tak nie bedziesz spać spokojnie... będziesz szukac aby dowiedzieć
            się
            > dlaczego, z kim sie spotkal, ile razy itd. Chyba że jesteś odporny i
            potrafisz
            > żyć w niepewności.
            • qazeq Re: a jak sie nie przyzna? 12.06.05, 15:27
              mickey.mouse napisał:
              > Wiesz, wyglada na to, ze to pewien staly schemat - w kazdym przypadku
              > powtarzalny. Co do joty. Nie, ja nie wierze w zaden zal osoby zdradzajacej,
              > dopoki faktycznie nie straci kogos, kogo zdradzil. To co piszesz, jest
              > identyczne jak w przypadku mojego zwiazku. Dazenie osoby zdradzajacej do jak
              > najszybszego zamkniecia sprawy, irytacja gdy osoba zdradzona chce o tym
              > rozmawiac, spokojny sen... Niestety jest tak, ze powiedziec przepraszam jest
              > dziecinnie latwo, w stosunku do problemow z ktorymi Ty musisz sie teraz
              > zmierzyc, a "co milego przezylem, to moje". Czytalem gdzies wypowiedz
              > dziewczyny, ktora mimo ze caly czas zapewniala meza o swoim zalu, tak naprawde
              > zrozumiala co zrobila, dopiero gdy w koncu ja zostawil. Mysle, ze tak jest w
              > kazdym przypadku.

              coś w tym jest, rzeczywiście. chyba żeby przejżeć na oczy potrzebna jest dawka totalnych emocji, a te przychodzą dopiero wtedy gdy wszystko zaczyna się walić. co do powtarzalności schematu, to chyba muszę się zgodzić. prawdziwy żal przychodzi często bardzo późno, czasami zbyt późno.
              • mickey.mouse Moze to banal, ale mysle ze skuteczny. 13.06.05, 09:20
                Zacznij realizowac siebie, spelniaj swoje marzenia, daz do wlasnego rozwoju -
                uciekaj do przodu, badz kobieta sukcesu inaczej mowiac (niekoniecznie zaraz
                finansowego, czy zawodowego). Nie ogladajac sie na niego. Ktos kiedys radzil
                osobie zdradzajacej - rob to co dobre dla Ciebie nie ogladajac sie na innych.
                Skoro tak, to wszyscy mamy rowne prawa.

                Nic tak nie pociaga ludzi jak sukces. Jesli ta szuja bedzie na tyle
                inteligentna, aby dostrzec ten sukces, straci dobre samopoczucie i spokojny sen.
      • mickey.mouse Re: po zdradzie 12.06.05, 14:41
        Ja nie jestem w stanie odpowiedziec na Twoje rozterki, rowniez dlatego, ze sam
        mam identyczne, ale trzymaj sie. Mysl o sobie, o wlasnym sercu, postaraj sie
        jemu przede wszystkim ulzyc, pamietajac w razie czego ze czlowiek ktoremu
        ufalas i dla ktorego tylko Ty wiesz ile bylas w stanie zrobic, gdy przyszlo co
        do czego - nie uwzglednial Cie w swoich zamiarach i czynach. Kochaj go, jesli
        wciaz go kochasz, ale pamietaj, ze w tym wszystkim to Ty jestes najbardziej
        skrzywdzona. Trzymaj sie.
    • mxp4 Re: po zdradzie 07.06.05, 02:14
      qazeq napisał:

      > Przeczytałem już chyba większość wątków zdrady jakie się pojawiły na forum GW.
      > Ale w związku z tym mam pytanie, które się przewijało wiele razy. Co dalej,
      jak
      > to przeżyć i poukładać?
      >
      > Najbardziej mi zależy na opinii osób, które mają to już za sobą i im się
      udało.
      > Takich nie było za wiele, a jeśli były to raczej na świeżo, a co dalej nie
      wia
      > domo, co po pół roku, co po roku, co po 2 latach. Jak to się utrzymuje, czy
      jed
      > nak da się przetrwać i na nowo cieszyć się sobą nawzajem?
      >
      > Z góry dziękuję za opinie.
      >
      > /qazeq



      Juz niegdy nie bedzie tak jak bylo, to pewne.
      • hatika Najlepszy sposób 07.06.05, 07:14
        to zaprzyjaźnić się z kochanką! Największy kopniak dla zdradzającego męża...bo
        tego nigdy nie brał pod uwagę. Znam małżeństwo, gdzie tak właśnie się stało.
        Może określenie 'przyjaźń' jest na wyrost, ale są bardzo ciepłe stosunki
        pomiędzy tymi kobietami, tylko niestety mąż nie potrafi się odnaleźć.
        • justiszka a co gdy tą kochanką była przyjaciółka?? 07.06.05, 15:26
          nadal sie z nią przyjaźnić>?? mimo, że okazała się taką flądrą?!! Że podeptała
          naszą przyjaźń, pogwałciła święte prawo gościnności, odebrała dziecku
          ojca????????????????????
          • hatika Re: a co gdy tą kochanką była przyjaciółka?? 07.06.05, 15:31
            tak chyba się nie da... szkoda. Nie wszystko da się odwrócić, tutaj powstała
            dość mocna rysa w kontaktach, a blizny nie da się wydrapać, nawet jesli mąz
            miałby dostac w kość
      • arabeska5 Re: po zdradzie 07.06.05, 20:24
        To prawda, nigdy nie będzie tak jak poprzednio, to niemożliwe. Sama zdradziłam i
        od pół roku próbuję odbudować małżeństwo, ale nie potrafię zapomnieć o tym kogo
        tak bardzo pokochalam. Mimo miłości nie potrafiłam odejść do kochanka, a teraz
        bardzo cierpię. Przyjaciel po po ok. 10 miesiącach czekania powiedział nie i
        dopiero wtedy zrozumiałam, że zrobiłam źle zostając z mężem. Mąż o wszystkim
        wie. Żyjemy jak dwoje obcych sobie ludzi, już nic nas nie łączy oprócz
        przyjaźni. Sytuacja jest patowa i nic nie zapowiada, że coś się zmieni, ciągle
        mam nadzieję, że mój przyajciel jeszcze kiedyś zmieni zdanie, choć to zupelnie
        niemożliwe. Zdradziłam, ponieważ mój mąż nie wykazywał zainteresowania mną jako
        kobietą, nie wiedział co to znaczy powiedzieć miłe słówko, przytulić, pogłaskać
        czy pocałować. Nie chcę się usprawiedliwiać, ale skoro zabrakło pewnych zachowań
        w związku wówczas zaczyna się szukać tego czegoś gdzie indziej, gdzie człowiek
        dostaje to jak na tacy, jest wtedy szczęśliwy i pełen chęci do życia. Po tym
        wszystkim, co się wydarzyło nie wiem czy kiedykolwiek zacznę normalnie żyć.

        Gdy dwoje ludzi pragnie wszystko naprawić pewnie są szanse na uratowanie
        małżeństwa, ale pod warunkiem, że ta chęć jest szczera i silna, aby przetrwać
        nadchodzące trudne chwile.
    • qazeq Re: po zdradzie 07.06.05, 08:06
      no tak ile ludzi tyle opinii...
      dzięki wszystkim, ale zastanawiam się jak wielu z tych co pisali
      przeżyli kiedyś zdradę, niezależnie po której stronie byli.

      bo ja od dłuższego czasu mam nieco inne podejście do wielu kwestii.
      Nie wypowiadam się jeśli nie przeżyłem, bo tak naprawdę nie jestem
      W całym wątku pojawiły się chyba tylko 2 posty osób, które przeżyły
      i rzeczywiście mogą one powiedzieć o własnych odczuciach, o własnych
      przeżyciach itd.

      Może jednak ktoś jeszcze z tych, którym się udało zabierze głos.

      /qazeq
      • planeta11 Re: po zdradzie 07.06.05, 12:04
        Ja to przeszłam, sama zdradziłam. Przez około rok czasu prowadziłam podwójne
        życie. Raz u boku jednego mężczyzny , a razu 2 mężczyzny. Muszę przyznać, ze
        pod koniec naszej znajomości prosiłam, aby samo to się rozwiązało bo ja sama
        nie umiałam z tym skończyć.
        Stało się, wyszło na światło dzienne i czarna rozpacz, ale na szczęście
        wiedziałam, ze nie należy się podać. Jeżeli naprawdę tobie i komuś na tobie
        zależy przejdziecie najgorsze nawałnice, ale nikomu tego nie życzę . Takie
        sytuacje, z pewnością nie wzmacniaja związku, od początku należy budować
        zaufanie, a to jest bardzo trudne. Osoba zdradzona przezywa koszmar, czuje
        skrzywdzenie, a osoba zdradzająca nie wie do końca co ma robić, pragnie aby
        było tak jak przed, ale to już z pewnością nie wróci.
        Jesteśmy ze sobą nie mamy dzieci, czyli tego głównego spoiwa, ale wiemy , ze na
        prawde się kochamy i od 3 miesięcy jesteśmy szczęśliwi, życzę sobie, aby tak
        było dalej, abym nie popełniła kolejnego błędu. Pozdrawiam.
        • qazeq Re: po zdradzie 07.06.05, 12:27
          ja tez nie umiałem z tym skończyć. wyszło tak jak napisałaś
          na światło dzienne i dokładnie czarna rozpacz. taka sytuacja
          daje dużo do myślenia i dla strony zdradzanej i dla zdradzającego.
          Długo nie wiedziałem co mam z tym wszystkim zrobić, też chciałem
          żeby to się samo jakoś rozwiązało, żeby ktoś za mnie podjął decyzję
          ale tak się nie da. Zeby wiedzieć jak się zchwać w jakiejś sytuacji
          trzeba to przeżyć.
          Nie wiem czy dzieci to jest główne spoiwo. Moim zdaniem jeśli byliśmy
          dla siebie kiedyś ta wielką (w sumie pierwszą) miłością i wcześniej
          tez wiały wichry, to ona jednak pozostaje, tylko w takich okolicznościach
          traci się w nią wiarę. Może potem się odzyskuje tę wiarę, ale pewnie trzeba nieco czasu na to odzyskanie.

          gratuluję wam, że daliście radę to przetrwać. i życzę wam aby tak było dalej.
          człowiek jednak uczy się na swoich błędach i jakoś nie przemawiają do mnie
          opinie, że jak ktoś raz zdradził to na pewno zrobi to drugi raz. to wszystko zależy od danego człowieka. niektórzy jednak potrafią się uczyć na własnych błędach, czego wszystkim życzę (aby jednak były to błędy mniejszego kalibru).

          /qazeq
          • arabeska5 Re: po zdradzie 07.06.05, 20:29
            Przez prawie rok czasu nie potrafiłam podjąć decyzji czy zostać z mężem czy
            odejść do przyjaciela, teraz żałuję swojego wyboru, bo wiem, że malżeństwa juz
            nie odbuduję, a przyjaciela nadal kocham ponad wszystko na świecie. Nie mam
            dzieci i sama nie wiem, co nie umożliwiało mi pozostawienie swego
            dotychczasowego życia. Czas leci, a ja nadal nie wiem jak mam dalej żyć, jak
            zapomnieć.
            • s_s Re: po zdradzie 08.06.05, 10:41
              oj to tak jak u mnie...
            • opowiastka1 Re: po zdradzie 08.06.05, 12:46
              podobnie u mnie. Przez ponad 2 lata bujalam sie pomiedzy przyjacielem a mezem.
              W konsekwencji przyjaciel mnie zostawil, poniewaz nie mogl dluzej czekac az
              podejme decyzje. Malzenstwo, mimo,ze maz wybaczyl nie jest juz takie jak bylo.
              Nie bylo najlepsze ale teraz to juz totalna pustka. Problem jest we mnie,
              poniewaz ja dalej kocham przyjaciela,nie skupiam sie na odbudowaniu malzenstwa.
              Zasmakowalam czegos czego nie zapewnil mi nigdy maz, moj zwiazek z mezem
              wydawal mi sie taki jaki ma byc , niestety okazalo sie ,ze zyc mozna sobie o
              wiele lepiej.
              Nie zaluje,ze zdradzalam meza, zalowalabym gdybym zdradzala przyjaciela...
              Przyjaciela nie zdradzilam nigdy, nawet z mezem...
              • arabeska5 Re: po zdradzie 08.06.05, 13:49
                Aż trudno uwierzyć, że tyle osób przeżywa to samo. Ja do tej pory nie potrafię
                zapomnieć i ciągle kocham przyjaciela, a z mężem żyję, bo nie wiem co ze sobą
                począć. Nie współżyjemy ze sobą od bardzo długiego czasu, ponieważ nie potrafię
                się przełamać. Nie odeszłam od męża bo bałam się tego nowego związku, a teraz
                wiem, że popełniłam straszny błąd, moje życie to w tej chwili całkowita
                beznadzieja. A z przyjacielem mogłam być taka szczęśliwa, być kochaną kobietą,
                nie prowadzialam tak szarego życia jak teraz i wczęsniej zresztą też. Co
                kobiety powstrzymuje przed podjęciem decyzji o rozstaniu z mężem ktorego
                praktycznie już się nie kocha, a pozostaje jedynie przyzwyczajenie ?
                • opowiastka1 Re: po zdradzie 08.06.05, 17:00
                  > kobiety powstrzymuje przed podjęciem decyzji o rozstaniu z mężem ktorego
                  > praktycznie już się nie kocha, a pozostaje jedynie przyzwyczajenie ?

                  w moim przypadku patrząc z perspektywy czasu był strach. Z jednej strony miałam
                  to co zawsze chciałam mieć a z drugiej mialam juz kogoś kogo dobrze znałam,
                  miałam bezpieczenstwo,zaplecze finansowe, pewnosć (ja mam potomstwo).Bałam
                  sie,ze z przyjacielem czar może prysnąc. Bałam się też odrzucenia,
                  rozczarowania itp. Generalnie wybierałam pomiędzy miłoscią a stabilnościa. No
                  tak, ja wybierałam, zastanawiałam się , wahałam a mój przyjaciel tracił
                  nadzieję. On wybrał,odejść ode mnie. A ja no cóz,żyje dalej z mężem. Tak blisko
                  niego a tak daleko.

                  arabeska napisz maila:)
                  • arabeska5 Re: po zdradzie 09.06.05, 13:16
                    Wysłałam Ci maila :)
                • facio60 Re: CO ZA OBLUDA:))) 08.06.05, 20:46
                  Jakos nie potrafie sie rozczulic po tym co napisalas.
                  Sam bylem takim wlasnie mezem jak Twoj,podobno nudziarz i do dupy.Podobala sie
                  natomiast moja kasa i naiwnosc, ze niczego sie nie domyslam.
                  Jak sie ryplo to nastapil horror.I jest teraz tak jak u Ciebie w malzenstwie.
                  Wiesz co Ci powiem o tych opowiesciach o wspanialym kochanku i nudnym mezu?
                  Szkoda, ze sie nie przeprowadzilas do tego kochanka, nie zrobiliscie sobie
                  dzieci i nie zaczeliscie miec trosk dnia codziennego.Zapewniam, ze po pewnym
                  czasie inaczej zaczela bys myslec o swoim obecnym mezu.Kochankowie sa zwykle
                  fajni bo nie ma obowiazkow i wspolnych problemow.Dzielicie tylko radosci i ew.
                  troski z ukryciem waszego potajemnego zwiazku.Jak czytam takie opowiesci, to
                  noz mi sie otwiera w kieszeni.
                  • zoe3 Re: CO ZA OBLUDA:))) 08.06.05, 21:16
                    dokladnie tak!!!
                    podpisuje sie pod twoja wypowiedzia
                  • slawek73 Re: CO ZA OBLUDA:))) 09.06.05, 13:49
                    Dokładnie tak.
        • elpida76 Re: po zdradzie 07.06.05, 18:04
          A co jeśli ten błąd tym razem popełni druga strona?
          • qazeq Re: po zdradzie 09.06.05, 13:30
            elpida76 napisała:

            > A co jeśli ten błąd tym razem popełni druga strona?

            zastanawiałem się nad tym również. w sumie nie doszedłem
            zapewne do jakiś odkrywczych wniosków. nie wiem zupełnie
            co wtedy, znów dużo zależy od okoliczności, zbyt wiele
            warunków się na to składa, żeby powiedzieć "czarne" lub
            "białe".

            wiem jedno, ciężko mówić, jak człowiek się zachowa, jeśli
            sam tego nie przeżył. miałem kiedyś taką nauczycielkę w szkole
            średniej, która zawsze powtarzała "Nigdy nie oceniaj człowieka
            dopóki nie przejdziesz 100 mil w jego butach". Wcześniej tego
            nie rozumiałem, ale coś w tym jednak jest.
    • psychopata.z.borderline po zdradzie patrzysz na małżonke i widzisz 08.06.05, 10:49
      kochasia, który dymał ją w ukryciu. Wyobrażasz sobie go, zastanawiasz się co on
      takiego w sobie miał, nienawidzisz siebie coraz bardziej, pragniesz zemsty i
      stajesz się podłym sukinsynem z kompleksem rogasia z doliny rostoki
      • rumcajs75 Re: po zdradzie patrzysz na małżonke i widzisz 08.06.05, 20:49
        psychopata.z.borderline napisała:

        > kochasia, który dymał ją w ukryciu. Wyobrażasz sobie go, zastanawiasz się co on
        >
        > takiego w sobie miał, nienawidzisz siebie coraz bardziej, pragniesz zemsty i
        > stajesz się podłym sukinsynem z kompleksem rogasia z doliny rostoki
        >
        > To zalezy od silnej woli mężczyzny.
        >
        • psychopata.z.borderline Re: po zdradzie patrzysz na małżonke i widzisz 08.06.05, 21:39
          jak oszuka i zrobi to z inna kobieta to niech do niej idzie, droga wolna. nie
          przeszkadzałabym, ale nie dalabym rady być z takim człowiekiem blisko,
          intymnie. Mogłbybyc jedynie znajomym, to wszystko.

          Znam dziewczyne, która matce radziła zeby pozwoliła pójść w pizdu tatusiowi,
          który bardzo lubił dziewczynki, chcial sie dowartościować. A matka walczyła o
          tatusia zamiast o dziecko. Po latach doszło, że po zdradzie nie warto poświecać
          czasu przeznaczanego dla dziecka na ratowanie chorego małżenstwa
          • po_godzinach Re: po zdradzie patrzysz na małżonke i widzisz 09.06.05, 13:31
            "jak oszuka i zrobi to z inna kobieta to niech do niej idzie, droga wolna. nie
            przeszkadzałabym, ale nie dalabym rady być z takim człowiekiem blisko,
            intymnie. Mogłbybyc jedynie znajomym, to wszystko. "

            To prawda, nawet bliskim, ale znajomym. Intymnośc to rzecz niesłychanie
            delikatna.
            • psychopata.z.borderline Re: po zdradzie patrzysz na małżonke i widzisz 09.06.05, 13:34
              najbardziej
              • po_godzinach Re: po zdradzie patrzysz na małżonke i widzisz 09.06.05, 13:35
                tak
                i nie da sie oszukac, chocby człowiek bardzo chciał
                • psychopata.z.borderline Re: po zdradzie patrzysz na małżonke i widzisz 09.06.05, 13:40
                  pewnie, że tak.
                  Facetowi może wydawać sie że ukryje zdrade. A ja nie uwierze, że kobieta sie
                  nie zorientuje. Jak nic nie mówi, to daje mu przyzwolenie bo jest jej wygodnie.
                  ja bym tak nie umiała, niecieprpie qrestwa.
            • hansii Re: po zdradzie patrzysz na małżonke i widzisz 09.06.05, 13:37
              po_godzinach napisała:
              > To prawda, nawet bliskim, ale znajomym. Intymnośc to rzecz niesłychanie
              > delikatna.<

              I Tu sie calkowicie zgadzam. Intymnosc to rzecz nieslychanie delikatna.

              I dlatego o intymnych kontaktach z innymi kobietami nigdy nie nalezy mowic
              nawet bliskim, ani znajomym. A juz w zadnym wypadku wlasnej zonie.
              • psychopata.z.borderline Re: po zdradzie patrzysz na małżonke i widzisz 09.06.05, 13:41
                Nie miej żony za głupszą od siebie. Tu nie trzeba nic mówić, zdrada jest
                widoczna od razu
                • po_godzinach Re: po zdradzie patrzysz na małżonke i widzisz 09.06.05, 13:42
                  Nie jest widoczna od razu. Może zostać niezauwazona do końca zycia.
                  • psychopata.z.borderline Re: po zdradzie patrzysz na małżonke i widzisz 09.06.05, 13:45
                    NIe prawda, nie widzi wtedy, gdy nie chce jej widzieć albo wtedy kiedy ma męża
                    w du..żym poszanowaniu
                    • po_godzinach Re: po zdradzie patrzysz na małżonke i widzisz 09.06.05, 13:49
                      Zapewniam Cię, że niekoniecznie.
                      (nie mogę Ci tego, niestety, udowodnić) ))

                      Zgodzę się, że trudne do zachowania w tajemnicy jest zaangażowanie emocjonalne.
                      Jesli jednak tego nie ma, a osoba zdradzająca jest dobrym aktorem i dba o
                      zachowanie tajemnicy, osoba zdradzana może nic nie wiedzieć.
                      • psychopata.z.borderline Re: po zdradzie patrzysz na małżonke i widzisz 09.06.05, 13:56
                        Nie wierze, zawsze sie to wie

                        Ale wiem, że są kobiety ubezwłasnowolnione przez mężów, boja sie ze sobie bez
                        nich nie poradzą, więc udają że wszystko jest OK
                        Szkoda mi ich, bo są zastaszone, zakompleksione, ale.. to wszystko kwestia
                        wychowania
                        • po_godzinach Re: po zdradzie patrzysz na małżonke i widzisz 09.06.05, 14:02
                          psychopata.z.borderline napisała:

                          > Nie wierze, zawsze sie to wie

                          Nie musisz wierzyć.
                          To, że czemus zaprzeczasz, nie znaczy, że tego nie ma.
                          >
                          > Ale wiem, że są kobiety ubezwłasnowolnione przez mężów, boja sie ze sobie bez
                          > nich nie poradzą, więc udają że wszystko jest OK
                          > Szkoda mi ich, bo są zastaszone, zakompleksione, ale.. to wszystko kwestia
                          > wychowania

                          Owszem, są tez takie. Ale są tez inne.
                          Chyba nie zaprzeczysz.
                          To, że innych nie znasz, nie znaczy, że innych nie ma.
                          >
                          • psychopata.z.borderline tak jak mówiła Maruśka 09.06.05, 14:03
                            twoje doradzanie nie opiłuje twoich rogów
                            • po_godzinach Re: tak jak mówiła Maruśka 09.06.05, 14:04
                              To do mnie?

                              Heh))))

                              Czy o sobie piszesz?)
                              • psychopata.z.borderline nie dotyczy 09.06.05, 14:05

                • hansii Nie nudz, dziewcze. 09.06.05, 13:59
                  psychopata.z.borderline napisała:

                  > Nie miej żony za głupszą od siebie. Tu nie trzeba nic mówić, zdrada jest
                  > widoczna od razu
                  >
                  Pisalem Ci juz o tym. Moglbym Ci dac tabuny przykladow, tylko mi sie zwyczajnie
                  nie chce.
                  • psychopata.z.borderline Re: Nie nudz, dziewcze. 09.06.05, 14:01
                    ja mam przykład z domu, gdzie była zdrada, gdzie kobieta była zaszczuta przez
                    faceta, który zarabial kase na wysokich w tamtych czasach stanowiskach, który
                    miał kobiet mnóstwo i dowartościowywał sie.

                    ŻENADA
                    • hansii Re: Nie nudz, dziewcze. 09.06.05, 14:07
                      psychopata.z.borderline napisała:

                      > ja mam przykład z domu, gdzie była zdrada, gdzie kobieta była zaszczuta przez
                      > faceta, który zarabial kase na wysokich w tamtych czasach stanowiskach, który
                      > miał kobiet mnóstwo i dowartościowywał sie.
                      >
                      > ŻENADA
                      >

                      Zachowaj sobie wreszcie ta zenade dla siebie, i nie miej pretensji do innych,
                      ze chca zyc inaczej od Ciebie - dobrze!
                      Ciebie do niczego nikt nie zmusza - wiec i Ty DO HOLLERY nie zmuszaj innych.
                      • psychopata.z.borderline ja do cholery nikogo do niczego nie zmuszam 09.06.05, 14:09
                        a ze ciebie to boli nie moja wina
                        jestes albo rogaczem albo dowartościowującym sie palantem
                        • hansii Tak, tylko smecisz unisono. 09.06.05, 14:12
                          psychopata.z.borderline napisała:

                          > a ze ciebie to boli nie moja wina
                          > jestes albo rogaczem albo dowartościowującym sie palantem
                          >

                          Prywatnie Ci powiem, ze ani jednym,a ni drugim, ale przede wszystkim jestem
                          czlowiekiem przestrzegajacym zasady savoir vivreu w publicznych wypowiedziach,
                          a zatem moje zdanie o Tobie zachowam dla siebie.
                          • psychopata.z.borderline w życiu zachowaj zasady savoir vivreu 09.06.05, 14:13
                            a nie pod publiczkę
                            ja mam gdzieś twoje ŚWIĘTUSZENIE i obłude
                            • hansii i znowu flop. 09.06.05, 14:15
                              psychopata.z.borderline napisała:

                              > a nie pod publiczkę
                              > ja mam gdzieś twoje ŚWIĘTUSZENIE i obłude

                              gdzie mamsz moje Swietuszenie to srednio mnie interesuje - dziewiczko.
                              Ale gdzie tu obluda? - pisze przeciez prawde i tylko prawde!
                              • psychopata.z.borderline Re: i znowu flop. 09.06.05, 14:19
                                piszesz prawde... myśl tak dalej, nie chce mi sie z toba rozmawiac cholerny
                                egoisto myślący fiutem.
                                • psychopata.z.borderline i uwierz, jakby miał sie trafić na mojej drodze 09.06.05, 14:25
                                  człowiek taki, jak ty, wolałabym być sama do końca życia.
                                  i byłby to na 100% świadomy wybór
                                  • hansii no nie moze byc...??? 09.06.05, 15:01
                                    Psysia mi sie rozplakala? Nie badz taka. Usiadz mi na kolanach, dziewiczko.
                                    Oczeta obetre, wloski poglaskam, Nosek wycaluje...

                                    I do domu, bajki czytac, a nie smecic mi na forum dla doroslych!
                                    • psychopata.z.borderline Re: no nie moze byc...??? 09.06.05, 15:05
                                      A spadówa, musiałabym być faktycznie psychiczna zeby płakac przez ciebie.

                                      a tak wogóle to ty wiecznei zasmiecasz forum tematem zdrady, nie ja
                                      widac kto sie czego boi
                                      • hansii Re: no nie moze byc...??? 09.06.05, 15:10
                                        Nie placz, moje Ty biedactwo. To Ty piszesz tu ciagle o zdradach Twoich
                                        znajomych, ktore potepiasz.
                                        I ze Ty tak nie chcesz.
                                        A kaze Ci ktos tak chciec?

                                        Za duzo tego UNISONO, w Twoim glosie, comprende?

                                        Moje posty przypominaja Ci tylko, gdzie zyjesz.
                                        • psychopata.z.borderline Re: no nie moze byc...??? 09.06.05, 15:14
                                          wiem gdzie żyje i nie musisz mi przypominać.
                                          a ze nie chce żyć jak większość to chyba nic złego
                                          • hansii Re: no nie moze byc...??? 09.06.05, 15:21
                                            A czy ktos powiedzial, ze to cos zlego?

                                            Nie oceniaj pochopnie tylko innych, ktorzy chca, lub tylko musza tak zyc.
                                            A robisz to nieustannie.
                                            • psychopata.z.borderline Re: no nie moze byc...??? 09.06.05, 17:37
                                              muszą bo mają to na własne życzenie, zero ambicji
                                              • hansii Re: no nie moze byc...??? 10.06.05, 12:24
                                                psychopata.z.borderline napisała:

                                                > muszą bo mają to na własne życzenie, zero ambicji<

                                                powiedzialem Ci, dziewiczko, nie oceniaj innych, bo to nie Twoja sprawa.
                                                moze musza, a moze lubia, gdyz tak im sie podoba.


                                                • psychopata.z.borderline Re: no nie moze byc...??? 10.06.05, 14:55
                                                  Znowu Świętuszysz?
                                                  A ja Ci znowu powiem, że nie Twoja sprawa co ja robie.
                                                  Jest demokracja podobno, więc mogę wyrazić swoje zdanie na ten temat i nic Ci
                                                  do tego, zrozumiano?
                                                  • hansii Re: no nie moze byc...??? 10.06.05, 22:01
                                                    psychopata.z.borderline napisała:

                                                    > A ja Ci znowu powiem, że nie Twoja sprawa co ja robie. <

                                                    Co Ty robisz , to mnie najzupelniej nie interesuje.
                                                    Na DZIEWICZKI chetny nie jestem.
                                                    Zostaw tylko w spokoju innych, niezaleznie od tego, co i jak robia.
                                                    I co i jak Swietusza.
                                                    To ich sprawa, a nie Twoja.

                                                  • psychopata.z.borderline Re: no nie moze byc...??? 10.06.05, 22:05
                                                    OK, co mnie oni obchodzą, masz rację.

                                                    powiedz mi tylko czemu jesteś taki cięty na mnie?
                                                  • hansii Re: no nie moze byc...??? 10.06.05, 22:09
                                                    nic do Ciebie nie mam, Krakusiu.

                                                    Nie projektuj tylko wlasnych smutnych doswiadczen, z dziecinstwa zapewne,
                                                    na cale spoleczenstwo.
                                                    Ludzie sa rozni i kazdy ma prawo do wlasnej filozofii zyciowej i obyczajowej.

                                                    I tyle.
                                                    Trzymaj sie.
                                                  • psychopata.z.borderline Re: no nie moze byc...??? 10.06.05, 22:17
                                                    krakusiu...
                                                    musze opuścic ten cholerny kraków bo sie w nim udusze
                                          • arabeska5 to bez sensu 09.06.05, 15:37
                                            Zastanawiam się czemu mają służyć te Wasze wzajemne przekonywania siebie o
                                            słuszności postępowań. Każdy żyje jak chce a tym bardziej wg własnych zasad i
                                            upodobań.
                                            • qazeq zgadzam się, to bez sensu 09.06.05, 15:53
                                              arabeska5 napisała:

                                              > Zastanawiam się czemu mają służyć te Wasze wzajemne przekonywania siebie o
                                              > słuszności postępowań. Każdy żyje jak chce a tym bardziej wg własnych zasad i
                                              > upodobań.

                                              hansii dzięki za dobre słowo na początku wątku ;)

                                              ale jeśli "lubicie" się tak przekonywać o słuszności swoich poglądów
                                              i tak krytykować inne, to może lepiej założyć wątek pt. "przekonaj mnie
                                              do swoich poglądów..." będzie łatwiej czytać
                                            • hansii Owszem - to wlasnie jest bez sensu 09.06.05, 16:17
                                              1. Nikogo do moich pogladow nie przekonuje, i nie wartosciuje pogladow innych.

                                              2. To wlasnie nieustajaco robi Psycha, niedwuznacznie sugerujac,
                                              ze ona wie i czyni "dobrze", a inni wiedza i czynia "zle".
                                              • arabeska5 Re: Owszem - to wlasnie jest bez sensu 09.06.05, 16:24
                                                Nie miałam nic przeciwko Twoim poglądom, bo moje zdanie jest bardzij zbliżone
                                                do Twojego niż Psychy.
                          • katetoja Nie sluchaj psychopaty 13.06.05, 18:10
                            Bo to niestety prawdziwy psychopata. Gada bzdury pod tania publiczke. Siedzi w
                            pracy, pewno na budżetowej posadzie, i p...przy bez składu i ładu z nudów za
                            pieniadze podatników.
                            • psychopata.z.borderline jak będzie słuchac psychopaty, dobrze na tym 13.06.05, 18:14
                              wyjdzie
              • po_godzinach Re: po zdradzie patrzysz na małżonke i widzisz 09.06.05, 13:41
                Co prawda sam rozumiesz kontrowersyjność tego, co piszesz, ale masz rację.

                • hansii Re: po zdradzie patrzysz na małżonke i widzisz 09.06.05, 14:05
                  po_godzinach napisała:

                  > Co prawda sam rozumiesz kontrowersyjność tego, co piszesz, ale masz rację <

                  Zycie jest pelne kontrowersji, a ta akurat kontrowersja jest dosc niewielka,
                  wiec nie robi na mnie wrazenia...

                  Dam Ci przyklad kontrowersji, ktora od 30-tu lat niezmiernie mnie przeraza
                  i z ta rzeczywiscie nie potrafie sobie poradzic:

                  Wezmy pierwszy z brzegu kraj afrykanski. Gloduje tam 10 mln ludzi.
                  Domagaja sie od ONZ pomocy zywnosciowej (ale kondonow to nie chca!)
                  Za 20 lat gloduje tam 20 mln ludzi.
                  I nadal domagaja sie pomocy zywnosciowej.
                  Tylko dwa razy wiekszej.

                  A wracajac do kontrowersji - Uwielbiam tylko przyjemne kontrowersje.


                  • psychopata.z.borderline zobacz siedzibe ONZ 09.06.05, 14:06
                    szlag może człowieka trafić
                  • po_godzinach Re: po zdradzie patrzysz na małżonke i widzisz 09.06.05, 14:07
                    Jak sie ktos rozbisurmani, to ciężko fo powstrzymać.

                    Branie udziału w kontrowersjach nieprzyjemnych to zbędna autodestrukcja)
      • katetoja Re: po zdradzie patrzysz na małżonke i widzisz 13.06.05, 10:55
        Należysz do grona, borde, osób które spędzaja na tym forum całe życie. I sam
        stałeś się zamaskowanym sukinsynem, kóry korzystające z anonimowości wbija
        ludziom szpilki pod paznokcie. Powienieneś poszukać forum sadomaso, tam
        osiągniesz większą satysfakcję
        • psychopata.z.borderline Re: po zdradzie patrzysz na małżonke i widzisz 13.06.05, 10:56
          wlasnie przezyłam orgazm czytajac twoje słowa
    • qazeq Re: po zdradzie 10.06.05, 08:26
      weekend się zbliża...
      ciekawe czy przez weekend ktoś coś ciekawego dopisze...

      bo hansii i psychopata.z.borderline chyba dali sobi spokój
      • qazeq Re: po zdradzie 12.06.05, 12:38
        qazeq napisał:

        > weekend się zbliża...
        > ciekawe czy przez weekend ktoś coś ciekawego dopisze...
        >
        > bo hansii i psychopata.z.borderline chyba dali sobi spokój

        heh, naprawdę miałem nadzieję, że ktoś jeszcze coś sensownego
        napisze. ale z tego wniosek, że większość jednak siedzi na forum
        będąc w pracy, więc czekamy na poniedziałek
    • psychopata.z.borderline Hansii, czy Twoje dzieciństwo było wojskiem? 10.06.05, 17:47
      dominujący pan generał - kobieta zastraszona i oszołomiona wielkością niemal że
      boga?
    • znaawca skąd sie biorą wątki o zdradzie? 13.06.05, 09:48
      A otoż stąd, jak napisal Iamgine, boimy sie opuścić nasz swojski znany grunt.
      Kwestia świadomości, wyłącznie jej.
      Można posłużyć sie kilkoma schematami, które rzucają cień na nasze przyszłe
      zycie.

      Np. mały pgr-ek, 6 dzieci, tatus pijak awanturnik. Dzieciom znany jest ten
      model i zazwyczaj nie widza w tym nic złego, tak spędziły najmłodsze lata, w
      takich warunkach dorastały. Naturalnym było chodzenie na paluszkach i
      milczenie, żeby nie rozwścieczyć spiącego tatusia, ktory po przebudzeniu
      zamienia sie w potwora. Mamusia prosi dzieci- ciszej, tata śpi, tata nie jest
      taki zły, gdyby nie pił, byłby porządny z niego człowiek. Mamusia rozwodu nie
      weźmie, bo istnieje presja spoleczno-kościelna, ksiądz rozwodce nie da
      rozgrzeszenia, rozwódka nie przystąpi do komunii. Poza tym, kobieta z 6 dzieci
      raczej ma marne szanse na normalne życie, nie ukrywajmy.
      Dorosłe dzieci zazwyczaj godzą sie na podobne warunki, te myślące uciekają i
      probują stworzyć model niby o 180 stopni odmienny, jednak nie zupełnie. Pranie
      brudów w 4 ścianach pozostaje w świadomości bardzo długo.

      Inny model- powojenna pani DDA- idealnie świeta, wyrywa się ze wsi i szuka
      męża. Facet łapie sie na świętą panią i sie żeni. Po ślubie wychodzi demon- jak
      to kobieta DDA, z silnym kompleksem i strachem, że sie wyda, że w domu z
      gromadką dzieci było piekło a nie katolicki raj. Mąż zostaje zgnębiony- nie
      spotykaj sie z kolegami, nie wychodz do piwnicy beze mnie, zero przyjaciół,
      znajomych, bo przecież to zagrozenie dla małżeństwa. I silna potrzeba zmiany
      drugiego człowieka, obwiniania za wszystko co zrobił i czego nie zrobił. Facet
      ma załamke, dusi sie, w końcu trafia na kobietę, która jest miła, która
      przytuli, zrozumie i zaakceptuje. Coraz częściej chłopisko ucieka z domu, w
      którym siedzi zlośliwa gdaka... po latach informuje, że chce odejsc. Robi sie
      tragedia. Stara gdaka (jeszcze nie taka stara) traci grunt pod nogami i zaczyna
      sie piekło "ty będziesz winny mojej śmierci, jak można odejsc po latach",
      szantaż, szantaż, szantaz. I ten biedny chłop zostaje, zamyka sie w 4 scianach
      i uprawia "sztuke okienną" wg Marusi.

      cdn:)
    • katetoja Ale czy warto? 13.06.05, 10:45
      A czy odpowiedziałaś sobie na pytanie czy wartopo zdradzie dalej ze sobą być i
      na siłę odbudowywać i starać się, żeby to cieszyło i tak dalej? Czy na pewno
      tego chcesz? Przecież zawsze jest jakiś powód zdrady. I to rzadko jest np
      wielomiesięczna rozłąka.Częściej już kobieta w tym samym bloku. Przecież z
      jakiegoś powodu doszło do tej zdrady. Najpierw spotkania telefony i takie tam.
      Mało kto, nawet faceci, od razu wskakuja komus do łóżka. I co? Udawać, że nic
      się nie wydarzyło, a w imię dobra rodziny spróbujemy jeszcze raz?
    • zoe3 a co myslicie...? 13.06.05, 13:03
      o zdradzie przed slubem?
      i decyzji na "...tak" pomijajac okolicznosci (...dlugo by pisac...)
      wielu powie .... ten ktos musial byc szalony...!!!
      ale moze wlasnie wtedy nasze wybory sa bardziej swiadome i przemyslane??
      • zoe3 Re: a co myslicie...? 13.06.05, 13:21
        pytanie do tych, ktorzy maja to doswiadczenie - zdrade , za soba.
      • katetoja Panna młoda w noc poślubną zdradza 13.06.05, 18:15
        Na statku, którym wyruszyła z poślubionym kilka godzin wcześniej rżnęła sie z
        innym gościem. Co ty na to? To z życia, nie z filmu.
        • zoe3 Re: Panna młoda w noc poślubną zdradza 13.06.05, 23:13
          przesadziles
          dla ciebie wszystko jest czarne albo biale ...
          w zyciu bywa innaczej - jest wiele odcieni szarosci....
          ludzie popelniaja bledy, a niektorzy wyciagaja z nich wnioski....
          • qazeq odcienie szarości życia 14.06.05, 09:15
            zoe3 napisała:

            > przesadziles
            > dla ciebie wszystko jest czarne albo biale ...
            > w zyciu bywa innaczej - jest wiele odcieni szarosci....
            > ludzie popelniaja bledy, a niektorzy wyciagaja z nich wnioski....

            Dokładnie tak jak piszesz, życie ma jednak odcienie szarości, tylko trzeba jednak wyciągać wnioski ze swoich błędów. Człowiek to istota jakby nie było ułomna i błędy są wpisane w jego życie niestety.
        • zoe3 Re: Panna młoda w noc poślubną zdradza 13.06.05, 23:17
          chyba nie zrozumiales
          przeczytaj jeszcze raz uwaznie...a jesli nie to nie wypowiadaj sie , bo pewnie
          i tak nie do ciebie jest adresowany ten post
          • katetoja To wy nie rozumiecie! 16.06.05, 16:45
            Życia nie rozumiecie. Zdrada przed ślubem. Fantastyczny pomysł. Tak. Spróbuję
            czegoś innego zanim na zawsze w kajdany małżeńskie dam sie zakuć. O to wam
            chodzi? Gratuluję. Wyszalejcie się, tylko żeby wam się to czkawką nie odbiło
            • qazeq Re: To wy nie rozumiecie! 16.06.05, 18:11
              katetoja napisała:

              > Życia nie rozumiecie. Zdrada przed ślubem. Fantastyczny pomysł. Tak. Spróbuję
              > czegoś innego zanim na zawsze w kajdany małżeńskie dam sie zakuć. O to wam
              > chodzi? Gratuluję. Wyszalejcie się, tylko żeby wam się to czkawką nie odbiło

              Czkawką zawsze się odbija, niezależnie czy przed czy po ślubie i mogę powiedzieć, że jednej i drugiej stronie. Kwestia co jest po czkawce, czy mija, kiedy mija itd.
              • zoe3 Re: To wy nie rozumiecie! 16.06.05, 19:39
                nie jestem sprawca
                chociaz z perspektywy czasu uwaza,. ze ofiarami jestesmy oboje...
                minely dwa lata...ale ja nie moge zaufac...i niewiem czy kiedykolwiek bedzie to
                mozliwe...
                czkawka odbija sie tak jak mowisz i niewiem, czy czas jest na to lekarstwem...
                najgorsze jest wypominanie...nie mozna tego opanowac...chociaz niby sie
                niechce...
                wybaczyc mozna , ale chyba nie zapomniec...
                czy jest sens budowania dalej? mysle , ze sami musimy sobie to uzmyslowic...
                zapytaj mnie znow za dwa lata...kto to wie?
                mysle, ze ci, ktorzy nie doswiadczyli zdrady nie powinni sie na ten temat
                wypowiadac w tym watku, zgodnie z twoim zyczeniem

                najczesciej jest to tylko teoretyzowanie....
                ale...czego mozna sie spodziewac...to normalne



                pozdrawiam
                • zoe3 Re: To wy nie rozumiecie! 16.06.05, 19:41
                  poki co "walczymy..."
                  czego i Tobie zycze
                  • qazeq Re: To wy nie rozumiecie! 16.06.05, 20:40
                    zoe3 napisała:

                    > poki co "walczymy..."
                    > czego i Tobie zycze

                    dzięki i wzajemnie, walczmy
                    napisz proszę na priv (nick rulez)
                    • zoe3 Re: To wy nie rozumiecie! 16.06.05, 23:29
                      ty tez mozesz...
                      teraz twoja kolej
                      zapraszam
    • aaddmm1 Re: po zdradzie 13.06.05, 14:05
      Ja mam za sobą 2 zdrady - pierwsza ponad 3 lata temu (jednorazowy wyskok z
      koleżanką z pracy, w momencie kiedy mieliśmy kryzys). Było ciężko, bardzo
      bolało, ale postanowiłam jakoś z tym żyć, chociaż oczywiście tego nie
      zapomniałam i od czasu do czasu (szczerze mówiąc dość często) pojawiał mi się
      przed oczami natrętny obraz mojego męża w hotelu z tamtą kobietą. Starałam się
      jednak spychać gdzieś na samo dno duszy. Jakoś to życie sobie ułożyliśmy, były
      nawet szcześliwe chwile. Nie staraliśmy się chyba jednak wystarczająco, aby to
      przetrwało. Teraz znowu mamy kryzys. Tydzień temu dowiedziałam się, że mój mąż
      ma romans (od 4 miesięcy) z dużo młodszą kobietą, postanowił wyprowadzić się
      ode mnie i naszego dziecka. Po rozmowie z psychologiem i naszych wspólnych
      zdecydowaliśmy się dać sobie jeszcze 1 szansę i spróbować na nowo posklejać
      rodzinę. Tamto jest już skończone, chociaż tak na pewno oczywiście nie mogę
      tego wiedzieć. Teraz jest mi o niebo trudniej, bo to w sumie już powtórka (tyle
      że z rozrywką nie ma to nic wspólnego) no i sytuacja dużo poważniejsza (dość
      długi związek "na boku". Na razie jestem kompletnie rozbita, jedyna ulga, to
      taka że nie muszę tego komunikować dziecku (przynajmniej na razie, bo nie wiem
      czy wytrwam)
      • krtysia Re: po zdradzie 13.06.05, 14:10
        Teraz jest mi o niebo trudniej, bo to w sumie już powtórka (tyle
        >
        > że z rozrywką nie ma to nic wspólnego) no i sytuacja dużo poważniejsza (dość
        > długi związek "na boku".

        -na co Ty czekasz ?
        -az jego uczucia do tamtej sie "wypala" ....
        -nie rozumiem takiej postawy.....
        -ja naturalnie bym po pierwsze znalazla kochanka/i napewno maz by sie o tym
        dowiedzial/
        -a po drugie wywalilabym z domu....
        • aaddmm1 Re: po zdradzie 13.06.05, 14:28
          naprawdę nie jest mi łatwo - ból tak czy inaczej przeżywałabym ten sam, do tego
          doszło by piekło, jakie przeżywałoby moje dziecko, i z którym musiałabym zmagać
          się sama. A do tego mam świadomość, że nic w związku nie dzieje się tylko za
          sprawą 1 strony. Wiem, jakie błędy popełniałam, chociaż chyba tak do końca nie
          tłumaczą one zdrady
          • krtysia Re: po zdradzie 13.06.05, 14:32
            aaddmm1 napisała:

            > naprawdę nie jest mi łatwo - ból tak czy inaczej przeżywałabym ten sam, do
            tego
            >
            > doszło by piekło, jakie przeżywałoby moje dziecko, i z którym musiałabym
            zmagać
            >
            > się sama. A do tego mam świadomość, że nic w związku nie dzieje się tylko za
            > sprawą 1 strony. Wiem, jakie błędy popełniałam, chociaż chyba tak do końca
            nie
            > tłumaczą one zdrady


            przykro mi..
            -jak to nic w zwizku sie nie dzieje.
            -probowalas sztuczki naszych babek,spowodowanie aby to on poczul sie zagrozony?
            -nawet nie musisz tego robic,ale on powinien odczuc ,ze i w Twoim zyciu pojawil
            sie ktos...
            -tylko to t´rzeba bylo zrobic za pierwszym razem....
            • aaddmm1 Re: po zdradzie 13.06.05, 14:38
              Tak, też o tym pomyślałam, ale dopiero teraz. I to właśnie raczej nie o
              zrobieniu tego, ale o wykreowaniu wrażenia. Nie wiem tylko, czy teraz to
              zadziała, ale w sumie chyba nie mam już nic do stracenia...
              • krtysia Re: po zdradzie 13.06.05, 14:41
                aaddmm1 napisała:

                > Tak, też o tym pomyślałam, ale dopiero teraz. I to właśnie raczej nie o
                > zrobieniu tego, ale o wykreowaniu wrażenia. Nie wiem tylko, czy teraz to
                > zadziała, ale w sumie chyba nie mam już nic do stracenia...

                to zrob to!
                radze Ci.
                najgorsze dla naszych mezczyzn jest to ,jak staja sie zbyt pewni nas...
                • aaddmm1 Re: po zdradzie 13.06.05, 14:43
                  dzięki :), piszesz to z autopsji czy udało Ci się uniknąć tego bagna?
                • dobrydzien Re: po zdradzie 13.06.05, 14:43
                  Głupia rada to będzie lek tylko na chwilę, miłośc to nie gra chyba ze wolicie
                  grę.
                  • aaddmm1 Re: po zdradzie 13.06.05, 14:45
                    oczywiście, że wolałabym solidny związek, ale taka gra (bo to tylko gra) może
                    jest dla mnie jedyną szansa (+ oczywiście próba przebolenia tego i weryfikacja
                    postępowania, na tyle na ile się uda)
                    • dobrydzien Re: po zdradzie 13.06.05, 15:29
                      Podziwiam siłę ale czy Ty będziesz w takim układzie szczęśliwa ? Przecież
                      chciałabyś miłości bezpieczeństwa, pomysl tez o sobie ...
                      • aaddmm1 Re: po zdradzie 13.06.05, 15:56
                        to prawda, ale na razie chcę dać nam jeszcze 1 szansę, chociaż jest to bardzo
                        trudne. Bardzo potrzebuję miłości i bezpieczeństwa, ale myślę, że moje dziecko
                        potrzebuje tego jeszcze bardziej. Postaram się jej to zapewnić. Jeśli się nie
                        uda (bo podskórnie tego właśnie się obawiam), to wtedy pomyślę o sobie;
                        chodziaż tak naprawdę w ogóle nie myślę, o żadnym nowym związku. Chcę mieć ten,
                        tylko lepszy. Jutro idę na terapię, zobaczymy.
                        • katetoja Re: po zdradzie 13.06.05, 18:06
                          Stary, ty naprawdę wierzysz w to, że taka klejona rodzina zapewni twojemu
                          dziecku poczucie bezpieczeństwa? Dlaczego wy traktujecie dzieci jak małe
                          matołki, które nic nie widzą, nie rozumieją, nie wyczuwają? Zycie pod jednym
                          dachem nie równa się poczucie bepieczeństwa. Trzeba czegoś więcej. A jeśli tego
                          nie ma lepiej sie rozstać. Terapia...Polega na tym żeby umieć sie pogodzic z
                          cudzym oszustwem. Zagłuszyć prawidłową reakcję na złamane zaufanie i udawać,że
                          wierzy się znowu i ufa sie znowu i kocha sie dalej. Przechlapane
                          • psychopata.z.borderline święte słowa, nie doceniaja dzieci 13.06.05, 18:13

        • znaawca Krtysia, Ty to masz zdrowe podejście:) 13.06.05, 16:42
          Znajomy opowiadał, jak jego była narzeczona spotykała sie z zonatym gościem
          (starszym od niej duuuzo, sam jej tatuś chyba był bardziej przystojny). A
          wydało sie to w taki sposób: pan sobie kupił szybka bryke i uczył jeździc dame
          swojego serca. I tak uczył, że sie rozwalili. O wypadku poinformowano małżonke
          bo gość byl nieprzytomny. Laska polamana w szpitalu. Rozpadło sie i małżeństwo
          i przyszłe małżeństwo
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka