Gość: victory
IP: *.torun.sdi.tpnet.pl
19.07.02, 12:44
od kiedy pamietam zawsze wydawalo mi sie, ze jestem chora na jakas smiertelna
chorobe (nie liczac dziecinstwa). Nie potrafilam wytlumaczyc sobie w
racjonalny sposob skad biora mi sie takie mysli, ale tez nie potrafilam ich
zwlaczyc. Dwa lata temu przekonalam sie dopiero, jak bardzo moze to byc
uciazliwe. Poparzylam sobie twarz lampa kwiarcowa. Lekarz przepisal mi kremy
i masci. Skora schodzila platami, ale na szczescie nie bylo babli.
Oswiadczyl, ze malo brakowalo, a moglabym uszkodzic sobie porzadnie wzrok. Od
tej chwili mialam totalna paranoje. Wciac wydawalo mi sie, ze coraz gorzej
widze. Az dziwne, jak czlowiek potrafi sobie wmawiac dolegliwosci. Do tego
doszlo kilka bardzo przykrych wydarzen w zyciu osobistym i przestalam
funkcjonowac. Balam sie spac, balam sie wstawac. Nie zostawalam sama w domu,
bo balam sie samej siebie. Nie wiedzialam co moge zrobic. Stan, na dluzsza
mete nie do przetrwania. Po wizycie u okulisty troche sie polepszylo, ale nie
do konca i nie na dlugo. Dopiero teraz jestem w takim stanie, jak przed dwoma
laty. Nie jest jednak ok. Ciagle wydaje mi sie, ze mam tego "nieszczesnego
raka". Najgorzej, gdy przez dluzszy czas nie widuje sie ze znajomymi, kiedy
prowadze zycie na zasadzie dom-praca. Najczesciej nad tym panuje, ale wciaz
boje sie, ze wroci ten straszny stan. Najlepszym rozwiazaniem jest wizyta u
lekarza. Teoretycznie, bo ja sie panicznie boje diagnozy. Poki co zyje w
slodkiej nieswiadomosci, diagnoza moze zabrac mi calkowiecie nadzieje. Nie
boje sie smierci jakos nadzwyczajnie. chyba tak jak wiekszosc, lek przed
nieznanym, ale mysl o smiertelnej chorobie mnie paralizuje. Do psychologa tez
nie mam sie kiedy wybrac. Poza tym, nie wiem czy bedzie potarfil zmniejszyc
moj strach, a w zasadzie paniczny lek.