aatramm
29.06.05, 12:17
Małżeństwo mojego brata jest wyjatkowo neiudane. Trwa 15 lat, ale właściwie
nic oboje małżonków juz nie łączy. Zdrady z obu stron, nieumiejetnośc
komunikacji. Winę ponosza obie strony. Kocham mojego brata, ale widzę jego
wady, widzę, ze nie jest dobrym mężem, że wiele mozna mu zarzucic. Moja
bratowa nigdy do moich przyjaciółek nie należała, nigdy sie nie polubiłyśmy.
Jest to osoba bardzo egoistyczna, licza się dla niej jedynie jej cele, jej
przyjemności. No i jest jeszcze dziewczynka, która jest słoneczkiem całej
rodziny - słoneczkiem, które rodzice bardzo krzywdzą...
Matka nie potrafi jej kochac, bo nie potrafi kochac nikogo poza sobą. Ojciec
okazuje jej, miłośc, ale ma napady wściekłości, gdy cos idzie nie po jego
mysli - krzyczy, potrafi jej ostro przylać. Kiedy mała miała ok 5 lat (teraz
ma 11,5) usłyszałam od niej, że chciałaby, abym to ja była jej mamą.
Chetnie spędza czas ze mna i zmoim mężem (my nie mamy dzieci) - czuje się
bezpieczna, kochana, ważna, rozumiana. Dla niej jesteśmy niejako łacznikim
między jej światem, a światem dorosłych. Chetnie się zwierza z marzeń,
pragnień, leków, bawi się z nami.
W tym roku, ponieważ mój brat ma kłopoty finansowe, postanowilismy zabrać ja
na wakacje. To miała byc dla niej prawdziwa podróz marzeń - wybieramy się na
nurkowanie połaczone ze zwiedzaniem do Włoch. Mała straszliwie przezywała
wyjazd. Od czasów komunii miała odłożone 100 euro, które miała byc
kieszonkowym i gwarancja niezaleznośći (zaczyna być to dla niej ważne).
Jeszcze kilka dni temu pieniądze czekały spokojnie w "sejfir" - tj 4 tomie
encyklopedii. I wczoraj wieczorem ich nie było... Zadzwoniła do mnie moja
mama - zrozpaczona widząc ból i rozczarowanie dziecka. Mama próbowała znaleźć
logiczne wyjaśnienie sytuacji: pytała oboje rodziców, czy żadne z nich nie
wzięło pieniędzy - mogło się tak przeciez stac przez zapomnienie,
niedopatrzenie -słowem, jakoś tam. Mój brat pieniędzy nie wziął, był
strasznie załamany faktem, e cos takiego miałomiejsce, próbowała pomóc
dziecku szukać, rozmawiał z nią by odtworzyc moment, kiedy widziała je po raz
ostatni - na jego słowie mozna polegac. Bratowa powiedziała, ze pieniądze się
napewno znajdą - nie była ani zaskoczona, ani zmartwiona. Za to była u
fryzjera, kosmetyczki, a także przyjechała do domu taksówką.
Kiedy zadzwoniłam do małej, głosem pełnym goryczy powiedział, ze "rodzice
zgubili jej pieniądze"...
Starałam się jej wytłumaczyć - że to nic, że to tylko pieniądze, że przeciez
nie jedziemy z pusta kieszenia (mnie i mezowi ostatnio nieźle się wiedzie),
że nie ma powodów do zmartwienia. Ale rozumiem jej frustracje, smutek,
zawiedzione zaufanie.
Co robić? Jak z nia rozmawiać? Jak rozmawiac z bratową? Czy w ogóle drazyc
temat?