morenka
25.07.05, 12:34
głupia sprawa..cały tydzień czekam na weekend,a jak juz przychodzi, jak juz
skoncze sprzatanie i inne w zasadzie mile zajecia, zaczyna sie problem. To
juz ktoryś z kolei weekend, w którym narasta napiecie pomiedzy mna i moim
chlopakiem..niby bez powodu..ale robi sie powaznie. ja placze, albo popadam w
kompletny marazm. Zarzucam partnerowi, ze nie spedza ze mna czasu, nie
rozmawia - po prostu nie jest ze mna. Czuje sie potwornie samotna.
Szczegolnie teraz kiedy mam ciezki okres w pracy, chcialabym sie oderwac,
przytulic..zle mi..niedziela wieczor to juz jest koszmar i pelnia
nieszczescia. Poniedzialek ran - zaczynam zwykly tydzien, jestem zajeta - i
widze wystko zupelnie inaczej..Wiem, ze to brzmi beznadziejnie, ale widzę ,
ze cos w tym jest, naprawde..Dodam, ze jestem energiczna osoba i mam 33
lata..prosze napiszcie co ze mna jest.., bo to nie sa zarty..