Dodaj do ulubionych

Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ?

IP: 192.168.1.* / *.elsat.net.pl 10.07.01, 15:15
Ciągle fałszywie mnie oskarża, każda rozmowa lub spojrzenie może być nowym
powodem do podejrzeń. Obojętnie kto to będzie, czy obca osoba czy kolega zawsze
jest potencjalnym zagrożeniem. Natomiast sam wciąż przebywa poza domem z
kolegami , chyba dobrze się bawi. A mnie już odechciewa się żyć. A może to ja
jestem winna. Czasami wmawiając przez lata komuś że jest czarny można zmienić
kolor właśnie na czary. Czy to ja jestem ta najgorsza?
Obserwuj wątek
    • malwinamalwina Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? 10.07.01, 15:34
      Przepraszam za brzydkie podejrzenia ale kto te tematy zawiesza ?
      To niemozliwe aby kobiety byly jeszcze w tym stadium rozwoju - biedne malutkie istoty sklonne do
      samooskarzania sie, z poteznym kompleksem nizszosci, gnace kark przed byle tyranikiem domowym i
      sklonne cala odpowiedzialnosc wziac na siebie, watpiace w swoje walory i w ogole w istnienie
      jakiejkolwiek osobowosci wlasnej.
      Przejdzmy do pytania a raczej do odpowiedzi (mojej bo inni dadza ci inne) : tak , sa kobiety ktore moga
      zyc u boku chorobliwie zazdrosnego meza (ty). I sa takie ktore nie moga (ja). Nie ma w moim
      stwierdzeniu rzeczywistosci zadnej oceny moralnej, tak jest z tysiaca powodow. - wychowania,
      doswiadczenia, wieku, kultury, sposobu zycia, wizji swiata, charakteru, psychiki.
      Pisze psychiki i zaraz mysle o psychologii - takie teoryjki wam tu wystukam- gospodyni domowej
      powiecie mi , a cos w tym jest (empirycznie sprawdzone) : ten ktory podejrzewa drugiego o zdrady i
      niedostateczne kochanie, sam jest albo kuszony (i nie umie sobie z tym poradzic) albo juz przeszedl do
      czynow. Wynika z koncowej czesci twojego listu ze to twoj maz ma wlasne zycie i ciebie zdradza (byc
      moze). Bez rozpaczy, moja droga, mala strata bo to facet toksyczny i zalapiesz u jego boku szybko
      siwych wlosow. Wiec mowisz ze teroryzuje, zatruwa i awanturuje sie ? Mam nadzieje ze reki nie
      podnosi .....?
      Zycze szybkiego dojrzewania do decyzji i do zycia (bo to nie jest zycie) . Bye !
      • Gość: bingo Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? IP: *.miraco.pl 25.07.01, 21:01
        Oto prawdziwie życzliwa i konstruktywna pomoc, jak to między kobietami. Otóż
        Sabo, z listu Malwiny dowiedziałaś się, że:
        1. Jesteś na niższym stadium rozwoju (czy to możliwe, aby w ogóle coś takiego
        jeszcze istniało??).
        2. Twój mąż jest przestępcą (terroryzuje, zatruwa i awanturuje się, a pewnie i
        rękę podnosi).
        3. Twój mąż jest również zwykłym łajdakiem, ponieważ na 100% Cię zdradza
        (empirycznie sprawdzone! znacie się z Malwiną?).
        4. Oczywiście jako niedorozwój u boku cynicznego przestępcy nie czeka Cię nic
        dobrego i dostaniesz siwych włosów.

        Rada równie błyskotliwa co celna, ja po czymś takim bym się powiesił.
    • Gość: kze Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? IP: 172.30.8.* / 195.136.36.* 10.07.01, 15:53
      Myślę, że da się żyć. Sam jestem bardzo zazdrosny o swoją narzeczoną. Chciałbym
      mieć takie powodzenie u kobiet jak ona ma u mężczyzn..(choć spotykałem się i
      spałem z więcej niż jedną kobietą). Nie zmienia to faktu, że ją bardzo kocham,
      chcę dla niej jak najlepiej. Przyjęliśmy zasadę, aby nie stwarzać sytuacji
      dwuznacznych i uprzedzać o spotkaniach (wizytach) z osobami płci przeciwnej.
      Ale z drugiej strony cholernie podnieca mnie to, że "mam" narzeczoną, która ma
      takie powodzenie (czyli duzo innych gości by ją chciało...). Działa to troszkę
      na moją próżność.. Ona twierdzi, że też jest troszkę o mnie zazdrosna...
      Wniosek:Staramy się nie wprowadzać nerwowej sytuacji poprzez unikanie
      sprzyjających okazji..

      Pozdrawiam
      • Gość: saba Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? IP: 192.168.1.* / *.elsat.net.pl 11.07.01, 12:33
        Dzięki Wam za potwierdzenie tego co sama wiem, ale co z tego jak już chyba brak
        mi zdrowia i sił do wyrwania się z Tego. Co innego wiedzieć, a jednak co innego
        móc to zrobić. Ale i tak jest nadzieja, że może kiedyś .... Chyba jednak brak
        mi pewności siebie !!!!!
      • Gość: jaro Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? IP: 172.30.23.* / 62.87.254.* 30.07.01, 09:36
        cha, cha ,cha, powodzenia!
    • Gość: s Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? IP: *.ciop.waw.pl 20.07.01, 13:51
      "...nie ma milosci bez zazdrosci" i cos w tym jest
    • Gość: midnight Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? IP: *.gazeta.pl 20.07.01, 15:29
      Nie da!.
    • Gość: luzak Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? IP: 157.25.130.* 20.07.01, 16:00
      moim zdaniem żyć się da, ale jak i po co?

      Chorobliwa zazdrość to przede wszystkim brak wiary we własne siły. Moim zdaniem
      powinnaś się z tego uwolnić, Ale jak to trudno mi doradzać komuś po dwóch
      zdaniach. Sądzę, że powinnaś się udać do paru osób i sprawę dobrze przemyśleć.

      Powodzenia
      • basalik Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? 24.07.01, 11:34
        Wiem, że się nie da. Ale jak tu zaczynać wszystko od nowa, gdy brak finansowych
        perspektyw, a lat na karku sporo, zdrowia brak i szczęścia też. Jak tu zdobyć
        się na odwagę, by zburzyć to małe coś co się ma i wejść w wielkie niewiadome, a
        przy tym nie zginąć na dnie.
        • Gość: jatko Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? IP: *.2si.com.pl 24.07.01, 12:20
          Słyszałem swego czasu pewną sentencję: "Przesadnie zazdrosna żona niszczy
          siebie, przesadnie zazdrosny mąż niszczy siebie i żonę." Oczywiście to nie jest
          recepta, to nie rozwiązuje problemu, ale domyślam się, jak się z tym czujesz.
          Zła postawa któregokolwiek ze współmałżonków potrafi doprowadzić do ruiny
          małżeństwo i wydaje mi się, że zła postawa męża znaczenie bardziej wpływa
          negatywnie na psychikę kobiety, niż odwrotnie. Tak się jakoś złożyło, że
          mężczyźni mniej angażują się w małżeństwo, mają pracę, hobby. Zła sytuacja
          oczywiście wpływa na nich, ale w mniejszym stopniu, niż w przypadku kobiet.
          Dlatego, wydaje mi się, że kiedy już dochodzi do problemów, to niestety,
          mężczyźni potrafią zrobić nawet świra z kobiety, która będzie ciągle upatrywać
          winę po swojej stronie, potrafią wręcz wytworzyć poczucie winy za to, jakim on
          sam jest.
          Sprawa generalnie jest trudna, czasem nawet trzeba udać sie po poradę do
          specjalisty.
          • Gość: luzak Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? IP: 157.25.130.* 24.07.01, 12:36
            Gość portalu: jatko napisał(a):
            > wydaje mi się, że zła postawa męża znaczenie bardziej wpływa
            > negatywnie na psychikę kobiety, niż odwrotnie. Tak się jakoś złożyło, że
            > mężczyźni mniej angażują się w małżeństwo, mają pracę, hobby.

            To ja Ci powiem jak jest u mnie, bo właśnie moje małżeństwo wisi na włosku.
            Wiele lat się męczyłem i ciągle starałem się żeby moja żona była zadowolona.
            Po latach widzę to tak, że układ jest b. niesymetryczny. Po mojej stronie jest
            przewaga obowiązków, po jej praw.
            Z powodów finansowych (to ja utrzymuję rodzinę) musiałem w pewnym momencie odciąć
            się, żeby rano być zdolnym psychicznie funkcjonować i pójść do pracy i tam się
            wykazywać i żeby mnie ominęły dwie fale zwolnień (firma jest ogólnie dość dobra i
            zarabiam b. przyzwoicie).
            Odciąłem się, spojrzałem wokół i mam poczucie straconych kilku lat życia. Jestem
            z osobą, która nie akceptuje mnie. Nie daje mi prawa być normalnym człowiekiem.
            Stąd użycie pseudonimu "luzak" jest trochę przewrotne. Ja poszukuję luzu,
            oderwania się, uwolnienia. Idzie mi jakoś, ale jak po grudzie.


            Więc może po stronie struktury, wymagań jakie są przed nami stawiane, trochę
            inaczej się zachowujemy?

            Pozdrawiam
            • Gość: jatko Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? IP: *.2si.com.pl 24.07.01, 15:37
              Gość portalu: luzak napisał(a):

              > ...Wiele lat się męczyłem i ciągle starałem się żeby moja żona była zadowolona.
              > Po latach widzę to tak, że układ jest b. niesymetryczny. Po mojej stronie jest
              > przewaga obowiązków, po jej praw....

              Szanowny Panie.
              Naprawdę rozumiem, o czy piszesz. Nie było moim zamiarem urazić niekogo pewnym
              uogólnieniem. Nawet najlepsza regóła ma wyjątki; moja natomiast nie jest ani
              najlepsza, ani nawet odkrywcza. Piszę raczej o sytuacji, w której mężczyznom
              jakby łatwiej jest "uodpornić się" na te rzeczy, które mogą spotkać go w domu.
              Bynajmniej nie chodzi tu o to, że mężczyźni są gorsi od kobiet.
              • Gość: Saba Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? IP: *.elsat.net.pl 25.07.01, 17:23
                Jak czytam tekst luzaka, to w zasadzie wszystko mogę dopasować do mojego życia.
                Niestety u mnie jest to wszystko chyba o wiele gorsze, bo to ja jestem kobietą
                i to we mnie trafiają słowa na k...( a jak można nazwać mężczyznę gdyby chciało
                się go tak obrazić, bo to słowo kończy się na ..a więc do faceta nie pasuje ?).
                Pozatym, luzak masz szczęście że masz pracę i możesz chociaż na ten czas
                zapomnieć o tym wrzodzie na psychice. Mój mąż prowadzi swój biznes 1 osobowy, a
                ja TYLKO mu pomagam (tak to się nazywa), ale to ja większość pracy muszę
                włożyć, a on jest tu DYREKTOREM - czyli chcąc nie chcąc obijamy się o siebie i
                rozmawiamy tylko służbowo bo inaczej już się nie da. Ja jak wyrwę się czasami
                choćby na zakupy, to zapominam o wszystkim i przez godzinę widzę, że świat ma
                jeszcze kolory. No niestety jestem na rencie i czeka mnie jeszcze szpital (
                którego nie boję się z powodu operacji, ale wiem że znów będzie okazja do
                znalezienia jakiejś bajki, że np. przechodzący pacjent powiedział dzień dobry a
                kto był ? ) Może pocieszy Cię to, że są tacy co mają jeszcze gorzej i muszą żyć.
                A co do dalszego życia, wierzyłam że to da się naprawić i że może być lepiej,
                ale już wiem że nie. Bo to co jest u kogoś w mózgownicy jest nieodwracalne i
                nienaprawialne. Tylko czemu nie byłam taka mądra 20 lat temu. Wydawało mi się,
                że jest zazdrosny, bo mnie az tak kocha. Łaził za mną wszędzie, wystawał pod
                oknami, pod szkołą , a teraz wiem że on porostu osaczał mnie jak pająk swą
                ofiarę. Nie mogłam nikogo innego poznać bo wszędzie był on jak anioł stróż . I
                to nie po to aby być z nią szczęśliwym, ale by ją zjeść, podeptać i znęcać się
                się nad nią. A teraz cóż pozostało po tylu latach ? Matnia, sieć i niemoc.


          • Gość: kira Re: trzeba cos z tym zrobic !!!! IP: *.eplex.pl 22.11.01, 17:04
            i z tym Panem się zgadzam w 100%, dopowiedziałbym bym jedynie, że musisz, coś z
            tym zrobić, bo będziesz, przez całe zycie nieszcześliwa, a ewidentnie człowiek
            obok ciebie jest chory i jesli ktokolwiek ma się udac do specjalisty do własnie
            on, nie Ty. Skoro jest taki zazdrosny, to pewnie mu zalezy na Tobie, ale moim
            zdaniem, to zadko idzie w parze. Spróbuj postawic sparwę na ostrzu noża, to się
            przekonasz, jak jest naprawdę. Jeśli bedzie dramat, to sie z nim rozstaniesz, i
            tak nie może byc już gorzej.
    • Gość: gadula Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? IP: *.ym1.on.wave.home.com 24.07.01, 15:00
      Proponuje udać się do specjalisty.
      Chyba, ze lubisz mówić o sobie...
      • Gość: Malwina Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? IP: *.abo.wanadoo.fr 24.07.01, 15:42
        Oj, gadulo, gadulo niepoprawny - juz wszyscy wiemy ze gdyby liczyc na twoja KONSTRUKTYWNA i
        UMOTYWOWANA pomoc to mozna liczyc ...i do biliona - nic z tego ! ale poniewaz jestes osoba zdolna
        do wysilku i pracy nad soba (wierze w to !), proponuje ci otwarcie oczu na cala game szarosci, ktora
        sytuuje sie miedzy bialym i czarnym. I rozwijaj do diaska twoje wypowiedzi bo umre z frustracji !
        avec toute ma sympathie
        Malwinka trujaca roslinka ;)
        • allex Re: Zazdrośni mężczyźni, zazdrosne kobiety 25.07.01, 00:50
          Moim zdaniem w takim układzie żyć się nie da - ale to zależy. Nie ma czegoś
          takiego, że kobiety są gorsze a mężczyźni lepsi, czy odwrotnie.
          Czym innym jest chorobliwa zazdrość a czym innym kryzys małżeński.
          Chorobliwa zazdrość nie bierze się - tak ot.. Ona narasta - od pierwszej
          niewinnej sceny zazdrości, po wiele gorsze sprawy niż opisane przez Sabe. Może
          nawet kiedys podobała się. To jest proces, który narasta, przeplatany
          zapewnieniami o miłości. Zazdrość ma to do siebie, że nie jest ona "z winy"
          kobiety. To wytwory umysłu zazdrośnika maskujace jego kompleksy i frustracje. I
          to jest tragiczne, że gdyby nie wiem jak kobieta się starała to nic nie zrobi.
          Nie zmieni główki zazdrośnikowi i nie ma wpływu na to co się w niej wylegnie.
          Jeżeli nie przerwie się takiego ciągu to nie chcę straszyć, ale...
          Natomiast jeśli chodzi o "złą kobietę" i kryzys małzeński
          W naszej kulturze to mężczyzna zaprasza do tańca, to mężczyzna taniec prowadzi.
          Jeżeli nie potrafi sprostac roli, którą sam sobie sobie określił.
          Jeżeli, ktoś wpadł na taki pomysł, że bycie mężczyzną polega na "robieniu
          dobrze" kobiecie, albo uważa, że bycie dobry mężem to dbanie o nieustające
          zadowolenie żony to predzej czy później dostanie conajmniej zadyszki. Ale
          dlaczego narzeka... To on zapraszał do tańca
          To mężczyzna wybiera. Jeżeli więc opowiada jaka to żona zła sam sobie wystawia
          świadectwo.
          Nie wypada krytykować partnerki zaproszonej do tańca to nie po męsku.
          • Gość: gadula Re: Zazdrośni mężczyźni, zazdrosne kobiety IP: *.ym1.on.wave.home.com 25.07.01, 01:29
            wyglada na to, ze Saba znalazla rozwiazanie skoro nie odpowiada na nasze posty.
          • Gość: zyta Re: do Alexa IP: *.3miasto.net 25.07.01, 08:43
            czytam Twoje wypowiedzi na różne tematy i zastanawia mnie jedno : przemawia przez Ciebie
            doswiadczenie ? czy teoretyzujesz?
            • allex Re: do zyty 25.07.01, 10:35
              Niestety - doświadczenia. Często myślę - "gdybym wiedział, kiedyś to co dzisiaj
              wiem..." Piszę niestety bo rachunek za doświadczenia własne jest czasami za
              wysoki i co wiecej dwa razy nie wstąpi się do tej samej rzeki. W nowych
              sytuacjach po fakcie mówie "gdybym wiedział". Coraz częściej jednak nabieram
              przekonania o potrzebie teorii. W dyskusjach na forum często zbyt często i
              dużo "przenoszę" ze swojego życia. Wracam więc do wspomnień i trochę żal...
              To trochę kosztuje.
              • Gość: zyta Re: do alexa IP: 217.96.12.* 25.07.01, 11:36
                Coraz częsciej myslisz o potrzebie teorii - bo teoretyzowanie nie boli, czy też dlatego , że
                znajomosc teorii choć w jakims stopniu może ochronić przed błędami ?
                A wnoszenie siebie ( swoich doswiadczeń ) do rozmów - nie opłaca się , bo rzeczywiscie b.boli , ja
                od niedawna czytam dyskusje na forum i na bazie tych dyskusji powróciłam do wspomnień o swoich
                związkach, żeby komus innemu pomóc nie robić tych samych błędów i efekt jest taki, że sama
                zaczęłam rozpamiętywać już powoli zapominane ostatnie rozczarowanie - boli.
                Jeżeli twoje opinie są oparte na twoim dowiadczeniu - to chyba niestety dużo doswiadczyłes - ale czy
                tylko niestety?
              • Gość: zyta Re: do alexa IP: *.3miasto.net 25.07.01, 12:18
                Czytam Twoje wiadomosci i nie mogę oprzeć się pokusie, żeby Cie poprosić o wniesienie jeszcze
                troszke siebie tzn. wypowiadasz się , że doswiadczyłes miłosci po 30-tce, chyba znasz też smak
                zdrady i wnioskuję wiele innych gorzkich smaków życia - czy możesz napisać ile masz lat?
                zastanawia mnie czy to kwestia wieku ( im więcej lat tym więcej przeżyć ) czy też burzliwe życie
                uczuciowe - no i jaki jest finał, jesli to nie jest zbyt osobiste - jestes szczęsliwy ?
                • Gość: allex Re: do Zyty IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 26.07.01, 00:48
                  Myślę, że wiedza jest bardzo ważna. Pozwala wydaje mi się może nie tyle uniknąć
                  błędów co zrozumieć sytuację w jakiej się znalazło. Czasami pomaga to nie
                  doświadczać rozczarowań, uniknąć złudnych nadzieji. Nawet jeżeli ma się kłopoty
                  emocjonalne to wydaje mi się, że sprawnie funkcjonujący umysł może pomóc.-Teraz
                  to teoretyzuje. Jak napisałem wypowiedzi na forum opieram przede wszystkim na
                  doświadczeniu własnym.
                  Coś o sobie:
                  Mam za sobą 43 lata i mnóstwo błędów życiowych oraz różnego rodzaju
                  niegodziwości i krzywd jakie wyrządziłem innym oraz przeżyć jakie były moim
                  udziałem.
                  Na poczatku swojego dorosłego życia byłem jak to nazywam "dobrym człowiekiem".
                  Miałem głowę nabitą ideałami jak być powinno. Łatwo mi przychodziło osądzanie
                  innych. Miałem zawsze odpowiedź jak być powinno.Walczyłem o to aby zapanowała
                  sprawiedliwość. Walczyłem o doro ludzi. Walczyłem, walczyłem walczyłem.
                  Kontestowałem komunizm, pokazywałem wszystkim swoją religijność itp.
                  Nawet wzięłem udział bardzo aktywny w tworzeniu kolejnej Rzeczpospolitej a w
                  każdym razie polityki. Ożeniłem się, W wolnej Polsce zaczęłem robić karierę
                  wierząc, że mówienie,że jestem dobrym człowiekiem zastąpi czyny. Coraz bardziej
                  podobać mi się zaczęło to poczucie znaczenia i siły. Coraz ważniejsze było to
                  abym czuł, że jestem dobry, abym czuł się dobrze. Żona, potem dzieci zaczęły
                  być coraz mniej ważne. Nie byłem przcież stworzony do bycia kimś przeciętnym.
                  Zaczęłem szukać tych, którzy to mi powtarzali, otaczać się nimi. Kiedy żona
                  powiedziała dość - ucieszyłem się- czekała już inna. Był też alkohol,
                  narkotyki - jak ćma byłem już blisko płomienia.
                  Kariera zaczęła się komplikować już nie byłem dyrektorem . Druga kobieta też
                  już nie potrafiła wytrzymać. Nie przejęłem się nawet tym, kiedy musiałem
                  rozpocząc pracę jako glazurnik - musiałem bo alkohol jednak kosztuje. Potem był
                  wypadek - nic nie pamiętam. Podobno ja prowadziłem samochód. Kolega stracił
                  oko. Potem kryminał-głośna sprawa rozbił się były polityk, dyrektor. Potem dno,
                  wódka, dziwki, złodzieje. Potem odwyk. Bezrobocie, schronisko. Myślałem,że już
                  nie powinienem żyć. JAkoś nauczyłem się malować - takie landszafciki,
                  portreciki ze zdjęcia, bo model na ogół nie chciał siedzieć. Uwierzyłem, że coś
                  potrafię. zaczęłęm uczyc się wielu ciekawych rzeczy. Rozpoczęłem pracę
                  zawodową - od zera w innym zawodzie. Ciągnęło mnie do osób tych na dnie i
                  początkowo czas wolny a potem po dokształceniu się zaczęłem im pomagać.
                  Poznałem, też wspaniałą kobietę - dobrą i mądrą. Odważyła się być ze mną na
                  początku "na dobre". Teraz jestem pewien, że jest ze mną i "na złe". Próbuje
                  naprawić chociaż część złego jakie wyrządziłem innym - dzieciom, partnerkom,
                  tym którzy na mnie liczyli. Przeprosic...
                  Teraz chcę żyć po prostu jak człowiek ale bez przymiotników. Tyle o sobie w
                  skrócie - to co uważam za istotne i to co ma wpływ na to co piszę.
                  • Gość: zyta Re: do Zyty IP: *.3miasto.net 26.07.01, 09:21
                    Dziękuję za szczerosć. Rzeczywiscie życiorys masz b.bogaty - szkoda, że tyle złego musiało się
                    wydarzyć - lecz przez to jestes teraz pewnie "głębszym" człowiekiem a ja z tym większą uwagą będę
                    czytała Twoje rady. Dziękuje i cieszę się się, że jednak zakończenie jest optymistyczne.
                    Pozdrawiam.
    • Gość: renka Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? IP: *.sympatico.ca 30.07.01, 07:36
      Przeczytalam wszystkie wypowiedzi.Jest to faktycznie stan osaczenia swojej
      ofiary.Ja bym to przerwala jak najszybciej, ten czlowiek musi sie leczyc, bo
      predzej czy pozniej znajdzie sobie nastepna ofiare, ktora bedzie probowal
      osaczyc. To jest kryminogenne , ten czlowiek psychicznie wykancza swoja ofiare.
      Najgorsze jest to , ze mlode niedoswiadczone dziewczyny mysla , ze to milosc.
      Milosc jest slodka, nie ma w niej miejsca na zlo.
      • Gość: onnanohi Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? IP: 213.17.193.* 24.10.01, 14:49
        Moja mama rzuciła studia, bo ... tatuś ją śledził, wyczekiwał pod uczelnią,
        robił awantury, z kim wychodziła z uczelni itp. itd. Ale DA się żyć - niektórzy
        przeżyli i Sybir i obozy koncentracyjne ...
        • Gość: Jolo Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? IP: *.bielsko.sdi.tpnet.pl 24.10.01, 19:46
          To tak jaby odbierać kwiatom dostęp do słońca,podlewając obficie wodą,szepcąc
          że wszystko jest CACY. Koleś traci kwiat każdego dnia .
          • Gość: saba Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? IP: 111.12.111.* 30.10.01, 17:46
            Dawno tu nie zaglądałam, bo spędziłam 30 dni w szpitalu. Ale teraz widzę, że
            mój temat jest dość znany wielu ludziom. Mnie jednak cały czas wydawało się,ze
            jestem jedną z niewielu tak zatrutych żon. Mam bowiem wiele koleżanek jeszcze z
            lat szkolnych i chyba tylko ja mam takie kłopoty. Dodając do tego kłopoty
            zdrowotne i finansowe można jednak się załamać. Na siłę próbuję odcinać się od
            złych myśli i nastrojów, ale wciąż dochodzą nowe podejrzenia. My już nie mamy
            wspólnego języka. On nie chce słuchać moich zapewnień , a i ja już niechcę
            wciąż tłumaczyć , że te jego podejrzenia to bzdury bo to i tak nic nie daje. A
            tak mogłoby być zwyczajnie, spokojnie i bez ciągłych pretensji. Nie wiem jak
            długo wytrzymam, bo są dni kiedy nie poruszamy tego tematu i wydaje mi się, że
            może jeszcze będzie normalnie. Ale przychodzi chwila, gdzie wszystko wraca ze
            zdwojoną siłą i ja wtedy znów mam wszystkiego dosyć. Taka huśtawka atmosfery
            domowej jest nie do zniesienia dla całej rodziny. Dziękuję wszystkim, którzy
            odezwali się na moje hasło, bo mogę przynajmniej gdzieś się wywnętrzyć. Bo
            nikomu o tym nie mogę mówić, bo nie chce mi to przejść przez gardło. A i ja nie
            należę do osób wylewnych. Raczej jestem do wysłuchiwania problemów innych, a
            moje problemy skrzętnie skrywam. Na forum mogę trochę dać upust swoim gorzkim
            doświadczeniom i spojrzeć na to z innej strony. Dzięki wszystkim za każde
            słowo. SABA
            • Gość: saba Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? IP: 111.12.111.* 31.10.01, 12:42
              Acha, chcę jeszcze dopowiedzieć, że chciałabym aby mój mąż miał takie
              spojrzenie jak ALEX. Jest to jednak niemożliwe, bo wydaje mi się, że należy on
              do ludzi twardogłowych do których nic i w żaden sposób nie może dotrzeć. Gdzie
              ja miałam kiedyś oczy i uszy? A może to dopiero teraz wyłazi. W każdym razie na
              normalną rozmowę nie ma szans, a na takie spojrzenie jak u Alexa to już nawet
              nie ma nadziei. Jak zdobędę się na jakiś odważniejszy krok to się odezwę.
              Narazie jestem w głębokim stresie i brak mi odwagi.
              • Gość: Malwina Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? IP: *.abo.wanadoo.fr 31.10.01, 13:45
                30 dni w szpitalu to jest bardzo bardzo duzo i wnioskuje ze masz powazny problem ze zdrowiem. Wiem
                ze mnie to nie powinno obchodzic , zreszta nie zadaje pytan, chce tylko ci zyczyc powrotu do
                formy :-)
    • kasia111 Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? 31.10.01, 20:45
      Poprostu Ci współczuję. Uważam, że nie ma nic gorszego od zazdrości męża. Ale
      ciesz się, że tylko Cię oskarża a nie posuwa się do jakiś czynów. Może czułabyś
      się lepiej gdybys wiedziała, że ma podstawy do oskarżania. Głupio jest być
      oskarżanym za coś czego sie nie robi. może naprawdę powinnaś go zdradzić. Nie
      chcę cię dobijać, ale może to on cię zdradza i o tobie mysli tosamo. Trudno
      powiedzieć.... trzymaj się na pewno jakos się z tym uporasz...
      • Gość: saba Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? IP: 111.12.111.* 15.11.01, 09:56
        Już sama myślałam o tym, że lepiej być oskarżaną za coś co naprawdę się
        zdarzyło i już nieraz w myślach marzyłam o tym aby go naprawdę zdradzić.
        Pokazać, mu że jest ktoś kto mnie NAPRAWDĘ kocha. Chyba nawet nie miałabym
        wyrzutów sumienia (chyba że wobec jednego z 10 przykazań dekalogu). Kończy się
        to tylko na myślach, bo aby to zrobić musiałabym się w tym kimś i ja zakochać.
        Bez tego wydaje mi się, że trafiłabym może na drugiego potwora, a po co mi to.
        Natomiast zakochać się to trzeba mieć w kim. A jak to zrobić jak ucieka się
        przed ludźmi i nawet spotkania rodzinne to zawsze problem. Mam bowiem sporo
        rodziny i nikogo nie odwiedzam, bo co mam chocić sama jak wdowa lub rozwódka.
        Gdybym była rozwódką to nikt nie pytałby się " a gdzie Twój mąż i czemu nie
        przyszedł". Natomiast o wyjściu samej gdzieś to chyba nie ma mowy, bo gdzie i
        kiedy (no i za co). A co na to powiedziałby syn ? Poza tym kiedyś byłam wesoła
        a teraz wydaje mi się, że pewnie nie umiałabym nawet normalnie z kimś
        rozmawiać. Siedzę więc na tyłku i co .... czekam na trzęsienie ziemi, które
        pewnie kiedyś nastąpi, ale z której strony i kiedy ? Nie wiem. Pewnie kiedyś
        puchar się przeleje.
        A czy on mnie zdradza ? Nie wydaje mi się, bo starałby się chyba iść w górę a
        nie w dół. Chyba że spotkał kogoś gorszego od siebie, a wtedy szybciej będzie
        koniec.
        • Gość: Una Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? IP: *.devs.futuro.pl 15.11.01, 11:03
          Słuchaj, a może zrób Mu awanturę? Z tego co się zorientowałam starałaś się
          raczej łagodzić sytuację i wychodziło na to, że tłumaczysz się z czegoś czego
          nie zrobiłaś. Nie jestem zwolenniczką kłótni jako metody rozwiązywania
          problemów, ale może On Twoje tłumaczenia przyjmuje jako przyznanie się do winy?
          Tylko starannie dobierz argumenty. Ani słowa, że gdybyś chciała miałabyś
          facetów na pęczki itd. Pzdr
          • Gość: saba Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? IP: 111.12.111.* 16.11.01, 14:57
            Awantur ci u mnie było dostatek. Już mam dość i wolę zatkać uszy lub udawać, że
            nic nie słyszę. Przy awanturach ja dostaję prawie zawału, próbuję tłumaczyć,
            lub grozić i wychodzę z siebie, a on 5 minut po awanturze śpi smacznie
            chrapiąc. Komu to więc szkodzi. Chyba tylko mnie, bo przez conajmniej godzinę
            mnie trzęsie, mam spuchnięte oczy i na drugi dzień boli mnie głowa, a on czuje
            się świetnie i nic mu nie jest. Doszłam do wniosku, że nie warto. Tym bardziej,
            że wszystko jak grochem o ścianę. Ale dzięki za radę.
    • rozkoszna Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? 29.11.01, 12:58
      Zapewniam Cię,że nie da...ja się wykańczam powoli...psychicznie,fizycznie i jak
      tylko można..
      • Gość: Toi Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? IP: *.cm-upc.chello.se 30.11.01, 04:55
        Saba... Przeczytalam wszystko i nogi sie ugiely. Piszesz, ze przyczyna tego, ze
        tkwisz jeszcze w tym wszystkim, jest brak odwagi. Zastanow sie, czy bardziej
        sie boisz czy bardziej meczysz teraz; bo ja uwazam, ze nie mozna sie bac w
        wiekszym stopniu niz sie teraz meczysz. Zawalcz o siebie, zostaw w diably to
        malzenstwo, przestan czuc sie winna bez zadnego powodu, przeciez Ty usychasz,
        giniesz, on Cie wykancza. Tak sie sklada, ze wiem co to znaczy ucinac
        dlugoletnie malzenstwo, przy trudnej sytuacji materialnej zreszta, i wcale nie
        o wielka odwage tu chodzi, bo wielka odwaga tu niepotrzebna i bac nie ma sie
        czego; chodzi o odrzucenie irracjonalnego strachu. Lek wynika z bycia
        krzywdzona. Musisz podjac decyzje czy dalej bedziesz tak wegetowac i umierac
        (wiem, ze to brutalne, ale tak jest w tej chwili wlasnie. Pytasz czy da sie
        zyc - a czy Ty zyjesz?) czy tez wstaniesz i wrocisz do zycia. Mam ochote zlapac
        Cie za reke i ciagnac, wolac, ze jestes czegos warta, na pewno nie takiego
        meza, ale przeciez to Twoja decyzja.
        Niepokojacy tez moment, w ktorym wspomnialas o synu, cos w rodzaju 'Co
        powiedzialby moj syn?' Czy syn zdaje sobie sprawe z sytuacji?...

        Przytulam Cie i... moze jednak wstan...

        Toi
        • Gość: natascha Re: Czy da się żyć u boku chorobliwie zazdrosnego męża ? IP: *.pppool.de 30.11.01, 11:36
          Droga Sabo, pospisuje sie pod tym co wyzej. Ty nie mozesz sie wiecznie bac!!! I
          zapamnietaj sobie: uleglosc rodzi agresje. I twoj maz pojdzie tylko tak daleko,
          jak ty mu pozwolisz. I dlaczego masz nie isc sama do swojej rodziny?? Mnie sie
          wydaje, ze ty sama sie nie doceniasz. Czy tylko maz przy boku robi z ciebie
          mile widzianego goscia? Czy tylko maz przy boku robi z ciebie czlowieka?? Ty
          sama sie stawiasz w takiej sytuacji, ze on sie nad toba pastwi i niszczy cie
          psychicznie i nie tylko. A wez i idz sobie gdzie chcesz i kiedy chcesz. Ty
          jestes CZLOWIEKIEM i tego nie zapomnij nigdy! I nikt nie ma prawa sie nad toba
          znecac!!! Nie pozwol na to ani jednego razu wiecej!!! Daj mi slowo honoru.....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka