Dodaj do ulubionych

Jak dalej żyć?

IP: *.siedlce.cvx.ppp.tpnet.pl 19.08.02, 10:53
Witam!

Chciałbym podzielić się swoją historią z innymi, licząc na maleńką pomoc,
która sprawi że nabiorę
choćby trochę chęci do dalszego życia.
Na początku lipca br zdarzyło się coś, czego się obawiałem od pewnego czasu.
Moja Mama dostała ataku serca, w pierwszym momencie nie wiedziałem co robić,
szumiało mi w głowie, widziałem wszystko jak przez mgłę.
Zaczełem mówić do swojej Mamy, lecz nic do niej nie docierało.
Sprawdziłem puls, był lekko wyczówalny.
Potem złapałem za telefon wykręciłem 999, przyjechali w błyskawicznym tępie.
Widziałem jak podają tlen, robią zastrzyki, wreszcie użyli defibrylatora.
Serce zaczeło pracować, potem nosze, karetka i szpital.
Mama znałazła się na OIOM-ie, stan był krytyczny.
Przed każdym wyjściem z domu kiedy szedłem odwiedzić swoją Mamę, męczyłem się
okropnie,
wymiotowałem , cały się trzęsłem a reszta jest nie do opisania.
Lekarze mówili " Wszystko w rękach Boga ", a ja ciągle wierzyłem że wszystko
skończy się dobrze.
Po kilku dniach Mama zaczeła reagować na głosy, ukłucia igłą, poruszała
leciutko palcami rąk i nóg.
Otwierała oczy i zamykała, nie zwracała jedzenia podawanego jej przez sondę.
Myślałem że z każdym dniem będzie lepiej, że mózg zacznie pracować w 100%.
Lecz moje nadzieje rozwiała tomografia komputerowa mózgu, wynik badania
brzmiał jak wyrok.
Zaniki korowe mózgu, zaczynało sie więc obumieranie mózgu.
Każdy nastepny dzień życia majej Mamy, mógł być jej ostatnim.
Dzień przed jej śmiercią wyglądała wspaniale, lecz na drugi dzień wieczorem
odeszła na zawsze.
Teraz wiem że gdybym zaczął reanimować swoją Mamę do czasu przyjazdu
pogotowia, mózg byłby
sprawny.
Mam tak ogromne wyrzuty sumienia że w pewnych chwilach, chcę poprostu
skończyć z sobą.
Straciłem najbliższą mi osobę na którą zawsze mogłem liczyć, ktora tolerowała
moje zachowanie,
była zawsze po mojej stronie.
Kochała mnie tak mocno, martwiła się na każdym kroku o mnie, a o sobie
zapominała.
Wszystko dla innych nic dla siebie, tak postępowała moja kochana Mama.
Teraz wszystko mi ją przypomina, w ciągu dnia tak męczę się swoim życiem bez
Mamy, że wieczorem
padam spać jak ścięte drzewo.
Jak szalony sprzątam, gotuję, przebywam u rodziny.
Ale nawet podczas rozmowy z kimś, mam tylko jedno w głowie, że mogłem Mamę
uratować, że straciłem ją bezpowrotnie.
Gdzie podział się jej usmiech?
Gdzie podział się jej śmiech?
Gdzie jest jej głos?
Gdzie są te spojrzenia?
Czy ktoś mi to zwróci?
Czy ktoś mi może pomóc?
Czy mam tylko jedno wyjście?
Swoją śmierć?




Malcolm X
Obserwuj wątek
    • Gość: GP Re: Jak dalej żyć? IP: 217.97.237.* 19.08.02, 13:14
      Jesteśmy tylko ludźmi, nie jesteśmy w stanie przewidzięć pewnych sytuacji,
      zdarzeń, konsekwencji.I zawsze zostaje myśl,że nie zrobiliśmy może wszystkiego
      do końca.Nie masz już teraz na to wpływu. Być moze zabrzmi to lakonicznie, ale
      czas goi rany. Ci co odchodzą zostaja w nas, a z nimi nasze wspomnienia,
      radości i smutki.Myślę,że strasznie cierpisz i to normalne po stracie
      najważniejszej osoby w życiu. CZasami trudno to przejść samemu.Poszukaj
      wsparcia wsród bliskich. Podziel się swym cierpieniem z kimś komu możesz
      zaufać
    • wredna2 Re: Jak dalej żyć? 19.08.02, 13:19
      Malkolmie X

      Jak trudno jest pomoc w takiej sytuacji,w ktorej sie znalazles nie bedac
      lekarzem, czesto takze dorosli nie potrafia, czasem lekarze maja problemy!

      Odejscie najblizszej osoby to wielki dramat, zdarza sie w kazdej rodzinie,
      zdarzyl sie kazdemu z nas!!!!

      Wiesz, gdy moj Tata umietal i nie bylo mnie przy nim, tez wydawalo mi sie , ze
      moglabym mu pomoc, gdybym byla obecna ...
      Ale to nie tak...przeciez nie jestem lekarzem i pewno wpadlabym w panike,
      strach sparalizowalby mnie tak, ze nawet nie udaloby mi sie wykrecic numeru do
      pogotowia!

      Poczucie winy...kazdy z nas je ma, trudno z tym zyc, choc nieraz / czesto, jak
      w Twoim wypadku!/ nie ma ono w pelni uzasadnienia , bo jest to chyba bardziej
      zal i tesknota za kochana osoba , czesto bardziej zlosc na tak urzadzony
      swiat, niz " wina" ze Ona odeszla...
      Nie win sie i nie mysl , ze wybawieniem dla Ciebie jest tez odejscie...Twoja
      Mama na pewno nie chcialaby tego... A inne bliskie Ci osoby? Tez chcesz je
      zranic?

      Pomysl, czy kiedy lekarzowi pacjent umiera na stole,to tez powinien sie on
      zaraz zabijac??? Przeciez on sie uczyl ratowac zycie innym... a tez nie zawsze
      mu sie udaje....
      Jestesmy kruchymi istotami.

      Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie i jestem z Toba w Twoim bolu.

      A.
      • Gość: Andrzej Re: Jak dalej żyć? IP: *.unl.edu 19.08.02, 16:32
        Malcolm, wszystko co do tej pory przeczytalem i wydumalem wskazuje, ze nasze
        zycie nie konczy sie w momencie smierci fizycznej. Choc moze to tak wyglada,
        ale tak nie jest. Zycie jest kontinuum, cos co zyje, to nasza swiadomosc, ktora
        przebywa w innych, bardziej subtelnych regionach rzeczywistosci, niedostepnych
        dla naszych zmyslow. Nie martw sie. Twoja Mama, jak wszyscy, ktorzy odejda po
        niej i wszyscy, ktorzy odeszli przed nia, istnieja. I maja sie dobrze. Widzisz,
        swiat, w ktorym zyjemy, nie zacheca do takich rozwazan. Wmawia nam sie, ze
        zyjemy od kolyski do paru debowych desek. To nie prawda.
        Zycze Ci, bys mogl otworzyc sie na wielopoziomowosc i nieskonczonosc zycia,
        ktorego czescia jestesmy. Usmiechnij sie. Wierze, ze Twoja Mama wlasnie na to
        czeka.
        Pozdr, Andrzej.
        • Gość: inka_sama nie martw jej IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 19.08.02, 23:59
          Malcolmie - tak jak napisał Andrzej - nie przestajemy istnieć tylko dlatego ze
          serce stanie a mózg obumrze... Uwierz w to, jeśli wierzysz w jakiegoś Boga -
          wiara może ci pomóc (Andrzej pewnie zaraz na mnie nakrzyczy!), jeśli nie-
          poszukaj pomocy u ludzi...

          Nie obwiniaj siebie. Napisałeś że puls był wyczuwalny - nie reanimuje sie osoby
          której serce pracuje!!! To mogłoby ja zabić! Twoja reakcja była prawidłowa. Nie
          zawsze udaje się kogoś uratowac, gdy umiera bliska osoba zawsze szukamy czegos
          co "moglismy zrobić" żeby nie umarła - zatrzymac w domu, nie wyjść samemu,
          wczesniej zauważyc objawy choroby... Tak się nia da!
          Ni emyśl o swojej śmierci. On ai tak przyjdzie kiedyś - a twoja mam zaczeka tam
          na ciebie. Na pewno jest przy tobie.
          Nie martw jej.
          Nie piszesz czy zostałeś całkiem sam? Jesteś dorosły? Wiem że dzieckiem swoich
          rodziców jest się zawsze - ale poniekąd wpisane w naturę jest to że dzieci
          żegnaja swych rodziców odchodzących na tamten świat. Chcemy by było to jak
          najpóźniej - ale tak zwykle jest... Gorzej gdy rodzice muszą pochować dziecko.

          Pamiętaj - zrobiłeś wszystko co mogłeś!
    • Gość: Krystyna Re: Jak dalej żyć? IP: *.trondheim.avidi.online.no 20.08.02, 01:07
      Malcolm!

      Nie mozesz miec wyrzutow sumienia. Piszesz ze wezwales pogotowie, przyjechali
      blyskawicznie.
      Ty zrobiles wszystko co bylo w Twojej mocy.
      Co moglbys wiecej zrobic? Reanimowac? Jak? Jestes lekarzem?
      Przeciez przyjechali lekarze, z odpowiednim sprzetem i starali sie ratowac.

      Pomysl gdybys reanimowal i stalo sie tak jak niestety stalo, Twoja mama umiera.
      Wowczas mialbys wyrzuty sumienia do konca zycia, sadzac ze to Ty byles
      przyczyna jej smierci.

      Wspolczuje Ci, wiem co to znaczy strata najblizszej Osoby. Zgadzam sie z z
      wypowiedzia Andrzeja.
      Wierzmy w to, ze nasze ukochane osoby odchodza od nas tylko fizycznie, ale w
      dalszym ciagle czuwaja nad nami i kieruja naszym losem.

      Ja tez stracilam mame i meza, wiem co to znaczy, znam ten bol i tesknote, ale
      rownoczesnie podswiadomie czuje, ze oni nad moim losem czuwaja i mna kieruja.

      Bol i tesknota zwlaszcza za matka bedzie do konca zycia, matki nam nikt nie
      zastapi. Trzeba sie z tym pogodzic.
      Staraj sie kierowac swoim zyciem tak, zebys mial swiadomosc ze bylaby z ciebie
      dumna gdyby zyla.

      Twoja smiercia sprawilbys Jej bol. Nie zadawaj Jej wiecej bolu.

      Idz na cmentarz i „rozmawiaj“ z Nia w ciezkich chwilach, to pomoze.
      I postepuj tak zeby byla z Ciebie dumna.

      Badz dzielny

      Krystyna

      • Gość: GG Re: Jak dalej żyć? IP: *.sympatico.ca 22.08.02, 03:15
        Malcolm...lacze sie z Toba w twoim bolu,zalu..tesknocie >
        Postaraj sie szukac wsparcia w Bogu,w modlitwie,ludziach
        Pomysl..ze my wszyscy zdazamy do tego samego celu i Ty i ja i wielu naszych
        najblizszych.
        Napisz jak sie czujesz
        pozdrawiam G

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka