Dodaj do ulubionych

Odejsc czy zostac?

IP: *.a2000.nl 25.08.02, 15:24

Od lat zmagam sie z pytaniem: odejsc od meza czy zostac?
Rezultat moich wahan jest taki, ze wpadlam w depresje i nie wiem jak dalej
zyc. Zostac nie chce, a odejsc mi ciezko. Jakos to sie kreci sila rozpedu, a
ja zapadam sie coraz bardziej. Zdarza mi sie przelezec caly weekend zwinieta
w klebek w lozku, bo nie mam sily zyc. Nie mam tez sily pojsc do lekarza, ani
nic, a wiem, ze on tez nic nie zrobi i mi nie pomoze, wiec tylko sama na
siebie moge liczyc. Jestesmy razem juz pare lat i boje sie zwyczajnie, ze
moge jeszcze gorzej trafic.
Maz obiektywnie nie jest zly. Nie pije, nie pali, chodzi do pracy, nie skacze
w bok, przychodzi do domu. Poza tym zyje jak roslina - nie ma zainteresowan,
przyjaciol, pasji, nie potrafi rozwiazac najprostszego problemu, jest
bezradny, nie ma kregoslupa, na wszystko reaguje "nie wiem", "i co ja mam
zrobic". Zachecam go ciagle, zapros kolegow, wez zrobimy impreze. Przyjdzie
jedna osoba i pojdzie po godzinie. Mowie mu, zeby poszedl do psychologa, bo
to jest nienormalne, tak nie mozna zyc. A on, ze mu tak jest dobrze i nic mu
nie potrzeba. Wiem, ze ja tez powinnam pojsc, ale tu sa sami behawiorysci,
ktorzy trenuja ludzi do usmiechania sie i pozytywnego myslenia, a jak tu sie
usmiechac kiedy dusza wyje. Przydala by mi sie psychoterapia
psychodynamiczna, ale gdzie tu taka znalezc.
Wakacje z mezem nim to KOSZMAR. Nie ma zadnych pomyslow, co bedziemy robic,
ani gdzie pojdziemy, wiec ja wszystko proponuje, planuje, wymyslam, bo ktos
musi, ale to tez jest nie dobrze. Ma humory. Nic mu nie pasuje. No to
zaproponuj cos innego, mowie mu, jak ci nie pasuje. Ale on nie zaproponuje.
Wiec ja proponuje i sie pytam, zgadzasz sie czy nie. Wiec on sie zawsze
zgadza, ale tak naprawde sie nie zgadza, bo jak juz sie "zgodzi", to potem
caly czas bojkotuje powzieta decyzje, czym doporowadza mnie do rozpaczy.
Czemu sie zgodziles jak tego nie chcesz? Przeciez nic sie nie stanie jak
powiesz "nie". Wtedy on traktuje to jak krytyke i sie wscieka. Nie znosi
krytyki. Ale ja go nie krytykuje, tylko mowie, ze jak robi tak i tak to ja
sie denerwuje. Czasem mam wrazenie, ze chce mnie wykonczyc i robi to
specjalnie.
Nie mamy dzieci, bo ja sie boje, ze sama nie dam rady a w nim nie mam
oparcia. Mam wrazenie, ze gdyby cos mi sie stalo czy zemdlalabym albo cos, to
on latalby w kolko i nic nie zrobil, az byloby za pozno. Mieszkam na
emigracji, w obcym kraju, bez wlasnej rodziny i jest mi ciezko. Na jego
rodzine nie moge liczyc, bo oni zajmuja sie swoimi sprawami i nie maja
zwyczaju pomagac sobie wzajemnie. "Pomoz sobie sam, a jak nie mozesz to
wynajmij specjaliste" - to haslo przewodnie w tej rodzinie. Na spotkanie z
wlasna matka maz musi sie umawiac na miesiac przed. Spontanicznie nie moze
jej odwiedzic, bo moze sie okazac, ze akurat sa u niej znajomi i wtedy matka
kaze mu przyjsc kiedy indziej, wiec tylko niepotrzebnie sie pofatyguje. Dla
mnie to patologia, ale nie moja sprawa. Nie raz jego matka odwolywala
umowiona wizyte, bo akurat jej znajomi mieli czas tylko w tym terminie wiec
wlasny syn musi jeszcze poczekac.
Ostatnio coraz ze mna gorzej. Ciagle jestem na tabletkach, zle sypiam, jestem
zlamana. Powinnam odejsc, jak myslicie??




Obserwuj wątek
    • Gość: marzena Re: Odejsc czy zostac? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 25.08.02, 15:58

      Polecam Ci ksiazke Susan Forward: "Dlaczego on nie kocha, a ona za nim
      szaleje". ( jest dostepna w merlinie) Powinna ci ona pomoc.
      • Gość: AnnElle Re: Odejsc czy zostac? IP: *.a2000.nl 25.08.02, 16:30
        Dzieki, postaram sie zdobyc. Ale dlaczego uwazasz, ze powinna mi ona pomoc?
        Mozesz cos blizej o tej ksiazce opowiedziec?
        Szukalam na Merlinie i znalazlam tylo jedno zdanie opisu.
        Pozdrawiam :))
        AnnElle
    • Gość: Radke Re: Odejsc czy zostac? IP: *.lukow.sdi.tpnet.pl 25.08.02, 16:18
      Witaj AnnElle ;)

      Widac, ze masz w sobie potencjal i ze to co sie dzieje teraz w Twoim zwiazku
      nie pomaga w najmniejszym stopniu, by ten potencjal wykorzysywac, by w ogole
      wspierac rozwoj siebie samego.

      Proponuje Ci pomoc sobie samej i Twojemu mezowi. Poprostu go zostaw. Dla niego
      bedzie to o wiele lepsze i dla Ciebie rowniez. Mi zwiazek dwojga ludzi jawi
      sie zupelnie inaczej. Jesli mu sie nie chce nic to jego sprawa. Moze i by
      chcial, ale jak nie dostanie kopniaka w tylek to nic go nie poruszy, a czasu
      marnowac nie ma co. Na swiecie jest tysiace ludzi i na pewno zjadziesz kogos,
      kto bedzie chcial sie rozwijac i nazwajem inspirowac.

      Chcialbym Ci nadmienic, ze ja bylem troche podobny do Twojego meza. Wynikalo
      to z roznych przyczyn, nad ktorymi nie chcialbym sie teraz rozwodzic.
      Pozostawiono mnie sobie samemu.. nie mowie, ze to jest najlepsze wyjscie, ale
      na pewno lepiej jest niz bylo. I dla mnie i dla niej!

      Zycie roznie sie uklada.. nie ma powodu, by nie konczyc tego co sie nie
      sprawdza. Mysle, ze kiedy uwolnisz sie od tego "nudziarza" (wybacz, ze tak
      pisze o Twoim mezu) zycie jawic Ci sie bedzie o wiele lepszym. A moze poprostu
      potrzebujecie sie rozstac na jakis czas..

      pozdrawiam Ciebie cieplutko
      Radke
      • Gość: AnnElle Re: Odejsc czy zostac? IP: *.a2000.nl 25.08.02, 16:28
        Dzieki :))
        Wlasciwie, to ja chce zeby mnie ktos przekonal, ze powinnam odejsc.
        Pozdrawiam
        AnnElle
    • Gość: Anna Re: Odejsc czy zostac? IP: *.proxy.aol.com 25.08.02, 16:41
      Moja droga, ja odeszlam od takiego meza po 20 latach malzenstwa. Z tym, ze my
      mamy male dziecko, ale wszystko sie dalo ulozyc. Ja tez nie moglam tak zyc.
      Dlugo, za dlugo bilam sie z myslami co robic, bo wlasciwie nie bylo sie do
      czego przyhaczyc. Dobry maz, mysleli wszyscy. Tak, dobry, tylko nie dla mnie. I
      tez zyje w obcym kraju i tez nie mam tu rodziny. W koncu nie moglam dluzej.
      Czulam, ze sama ide na dno. A wlasciwie, ze on mnie na to dno ciagnie. I
      poprosilam o rozwod. Nikt tego nie rozumial. wszyscy byli przeciwko mnie. jego
      rodzina jest w dalszym ciagu, bo co ja wlasciwie chce. A ja odzylam. naprawde
      odzylam. Dzis dziwie sie, jak moglam to znosic tyle lat. jestem sama, ale
      jestem szczesliwa. Jesli chcesz, podaj adres, na ktory moge do ciebie napisac.
      Najgorzej jest, przyznac sie samej do porazki i podjac decyzje. Potem juz idzie
      a potem sie dziwisz, jak moglas tak dlugo. Wierz mi, tak jest.
      Pozdrowienia.
      Anna
      • Gość: noida Re: Odejsc czy zostac? IP: *.lomianki.sdi.tpnet.pl 25.08.02, 21:17
        Oczywiscie, że odejść! Po trzykroć odejść od niego! Jedno masz życie, chcesz
        do końca swoich dni męczyć się z nim? Pewnie, że nie jest łatwo podjąć taką
        decyzję. Ale jeśli położyć na szali kilka miesięcy problemów, szamotanin i
        kłótni a na drugiej zmarnowane życie to co pozostaje wybrac? Oczywiście nie
        mowie, ze koniecznie musisz zmarnowac zycie przez meza, ale skoro spedzasz
        weekendy w lozku, bo nie masz sily wstac- to chyba jestes na najlepszej ku
        temu drodze. Zmien to teraz, a potem bedziesz sie zastanawiac, jak to sie
        stalo, ze tyle czasu zwlekalas z decyzja.
      • Gość: AnnElle Re: Odejsc czy zostac? IP: *.a2000.nl 26.08.02, 17:44
        Aniu :)))
        Dzieki za list. Chetnie porozmawiam z Toba na ten temat prywatnie. Moj adres
        jlanzing@poczta.onet.pl
        Pozdrawiam
        AnnElle
    • vesir Re: Odejsc czy zostac? 25.08.02, 21:33
      Pytanie moje: Czy jestes zwiazana kontraktem cywilnym, czy
      jest to zwiazek sakramentalny - bo to zasadnicza roznica.

      Odejsc najlatwiej (teoretycznie) ale dokad?

      Jezeli taki beznadziejny ten Twoj partner - to kiedy
      taki sie stal? Juz w zwiazku z Toba, czy za takiego wyszlas,
      myslac, ze sie zmieni na lepsze?

      Powodzenia!

      Irek

      • ja_nek Re: Odejsc czy zostac? 26.08.02, 00:36
        vesir napisał:

        > Pytanie moje: Czy jestes zwiazana kontraktem cywilnym, czy
        > jest to zwiazek sakramentalny - bo to zasadnicza roznica.
        >
        > Odejsc najlatwiej (teoretycznie) ale dokad?
        >
        > Jezeli taki beznadziejny ten Twoj partner - to kiedy
        > taki sie stal? Juz w zwiazku z Toba, czy za takiego wyszlas,
        > myslac, ze sie zmieni na lepsze?
        >
        > Powodzenia!
        >
        > Irek
        >
        • ja_nek Re: Odejsc czy zostac? 26.08.02, 00:44
          Forum jest pomocne, ale decyzję musisz podjąć Ty.

          Uważam, że to Ty nie zauważyłaś przed zawarciem małżeństwa, kim on jest. Bycie
          bezradnym, uciekanie od podejmowania decyzji musiało występować wcześniej.
          Idąc dalej: kiedyś miał pasję i zainteresowania, a teraz ich nie ma?
          A może nie miał ich nigdy, a Ty tego nie chciałaś nigdy zauważyć?

          A może to Ty nie wiesz, czego chcesz?
          Popatrz na swe zarzuty: nie macie życia towarzyskiego, on nie ma pasji, ani
          przyjaciół? Co to ma do miłości między dwojgiem ludzi?

          Pozdrawiam
          Janek
          • Gość: Iwona Re: Odejsc czy zostac? IP: 213.186.71.* 26.08.02, 07:29
            Janek,
            ja bym raczej zadała pytanie co miłość ma do tego? Jeżeli dwoje ludzi się nie
            realizuje razem to miłość się kończy. Anna doskonale wie czego chce. Wydajesz
            się być takim facetem jak jej mąż i twój list wygląda na typową solidarność
            męską. Co ma do rzeczy to jaki on był kiedyś? Nawet jeżeli był kiedyś taki sam
            o ona tego nie zauważyła bo była zakochana, to jakie to ma znaczenie? Teraz jej
            jest żle i powinna to zmienić, bo szkoda życia dla beznadziejnego faceta.
            Pozdrawiam
            Iwona
    • dundee_girl Re: Odejsc czy zostac? 26.08.02, 08:26
      "widzialy galy co braly", domyslam sie ze Maz po slubie az tak radykalnie sie
      nie zmienil. Wyszlas z niego z milosci czy...? Jak z milosci to bym walczyla,
      jakos, nie wiem jak bo trudno mi jest sobie taka sytuacje wyobrazic.

      Pozdrawiam
      • Gość: AnnElle Re: Odejsc czy zostac? IP: *.a2000.nl 26.08.02, 09:36

        Tak prosto to nie jest, ze "widzialy galy" itp".
        Spotkalismy sie w bardzo dramatycznym momencie mojego zycia i pierwsze dwa lata
        byly bardzo trudne, glownie dla mnie, bo musialam zmagac sie z wlasna rodzina,
        rodzina pierwszego meza, ktory zginal tragicznie w wypadku i potrzebowalam
        kogos kto mnie wyslucha i bedzie ze mna w tych trudnych chwilach. Zaabsorbowana
        wlasnymi problemami, w ktorych on nie mogl mi pomoc, bo dotyczyly tylko moich
        relacji z innymi ludzmi, nie zauwazylam, jakim jest czlowiekiem. Wydawalo mi
        sie, ze wszystko jest w porzadku. Bylam mu wdzieczna za to, ze byl i ze mial
        dla mnie czas, zeby mnie wysluchac i zaofiarowac pomoc. Oczywiscie zawsze
        odmawialam, bo wydawalo mi sie ze on nic nie moze zrobic. Wiec on mogl sobie
        oferowac pomoc w ciemno, bo wiedzial, ze tego nie przyjme. Kiedy w koncu
        powiedzialam, ze dobrze, moze mi pomoc, to okazalo sie, ze on nie wie jak i nie
        wie co ma zrobic i moze byloby lepiej gdybym sama...

    • Gość: monaga Re: Odejsc czy zostac? IP: 2.4.STABLE* 26.08.02, 08:37
      Dokładnie! Też myślę, że facet nie mógł zmienić się aż tak radykalnie, a Ty
      przecież wiedziałaś, za kogo wychodzisz za mąż. Czy może nie? Hmm... Poza tym
      nikt chyba Ci nie obiecywał, że będzie zawsze różowo? Jeśli traktujesz życie
      jako dobrą zabawę, w której brak miejsca na odpowieezialność, to jak
      najbardziej nie zastanawiaj się i odejdź.
    • Gość: mag Re: Odejsc czy zostac? IP: 217.153.88.* 26.08.02, 08:56
      jestem z dokładnie takim partnerem jak twój maż. I widziałam " co brałam".
      najpierw tłumaczyłam sobie i on mi też ,że jak się otworzy ,jak zobaczy ile
      jest mozliwosci to tez bedzie chciał się rozwijać, nauczy sie odpowiedzialnosci
      itd.Potem była apatia, ja próbowałam się dostosować, rezygnowałam z wielu
      rzeczy,próbowałam odejsc. Na razie nie odeszłam bo nie potrafie ,ale zmieniłam
      podejscie. On nie jest wyznacznikiem mojego zycia !Nie mozna wszystkiego
      uzalezniać od drugiej osoby. Nie chce jechać na urlop, ok jadę sama lub z
      kolezanka, nie ma pasji, ale ja mam i staram sie je realizowac, staram się
      podejmowac decyzje tylko za siebie.Oczywiscie nie jest to łatwe i boli ,bo
      widzisz w jak wielu sprawach jesteś sama to jest przerazajace.Nie dzielisz
      waznych rzeczy z bliską osoba i nie masz oparcia.
      Ktos powie ,że to wegetacja, ale jak się nie jest wstanie przeciac czegoś
      drastycznie to moze lepiej wychodzic z tego powoli . Prawda jest taka, jego nie
      zmienisz mozesz tylko zmienic siebie lub jak mówi moja kolezanka po
      prostu "pokochac" i pogodzić się z tym na co nie masz wpływu. Zreszta
      zauwazyłam,ze odkąd przestałam cisnąć i zajełam sie sobą i mówić mu ,że jego
      zachowanie jest dziwne oraz ,że powinien sie zmienić i zostawiłam go samego z
      nierozwiazanymi jego sprawami to zaczyna sie powoli budzic.Mozliwe,że zwiazek i
      tak się rozpadnie bo za duzo narosło niecheci ale ja sama bardziej wiem czego
      chcę.Nie namawiam Cie do odejścia ani do zostania sama musisz być pewna. To ,że
      Twój mąż się zmieni nie uczyni Cię automatycznie szcześliwą.
      • ja_nek Re: Odejsc czy zostac? 26.08.02, 13:59
        > Wydajesz się być takim facetem jak jej mąż
        Iwona przestań szufladkować ludzi po tym, że się z Tobą nie zgadzają, dobrze?
        Nic o mnie nie wiesz, ale już porównujesz mnie z kimś o kim przeczytaaś kilka
        zdań. Po czym kończysz stereotypowym stwierdzeniem o solidarności męskiej.

        A co ma brak życia towarzyskiego do miłości?
        On jest jak rozkapryszone dziecko to po pierwsze, z którym nie można się
        porozumieć, bo chce żeby zawsze było po jego myśli. Po drugie nie lubi jak żona
        mu rządzi i wszystko ustawia. Żył dotąd i jakoś dawał sobie sam radę.

        > Anna doskonale wie czego chce.
        Jakby wiedziała, to by nie leżała cały weeekend w łóżku zwinięta w kłębek. I z
        tego co widzę miała zupełnie inny obraz mężczyzny jakiego szukała. czemu więc
        wzięła go, z wdzięczności??? Bo nikogo innego nie było w pobliżu?
        To nie był związek z wielkimi uczuciami, które zaślepiają, przrecież to trwało
        kilka lat.

        > Nawet jeżeli był kiedyś taki sam o ona tego nie zauważyła bo była zakochana,
        to jakie to ma znaczenie?
        Ogromne, bowiem świadczy o myśleniu życzeniowym. Skoro była z nim tak długo, to
        po pewnym czasie musiała zauważyć, że on nie jest w stanie pewnych rzeczy
        zrobić, ani im sprostać. Gdzie dzwonki alarmowe?
        Ponadto ma takie znaczenie, że czeka Ją rozwód, jeśli posłucha Twych
        radykalnych rad.
        Powód rozwodu? Nudzę się z mężem, tak? Nie spełnia moich oczekiwań?
        Mag daje ciekawą receptę, zamiast kłócić się i rozchodzić. Ale nie. Wszyscy
        hurmem radzą, "rzuć go".
        On sobie poradzi.
        Tylko wymawiajac słowa przysięgi małżeńskiej trzeba mieć trochę
        odpowiedzialności za to co się mówi. Nikt przecież nie zmusza nikogo do
        małżeństwa.

        Pozdrawiam
        Janek
        • Gość: Anna Re: Odejsc czy zostac? IP: *.proxy.aol.com 26.08.02, 16:25
          Janek, wiesz co ty chyba nie ejstes zonaty i na dodatek jakis niedorosniety
          jeszcze. Czlowieku, jakby tak kazdy myslal, jakty to by byl raj na ziemi i nie
          byloby rozwodow. Malzenstwo to nie jest wiezienie i nawet KK dopuszcza
          uniewaznienie malzenstwa. Czyli taki sakrament na wieki, wiekow to, to znowu
          nie jest. Zycie ma sie jedno a mezow mozna miec nez liku. I ty najpierw
          dorosnij, ozen sie i poznaj zycie a potem zabieraj glos w takich tematach.
          Anna
    • Gość: Anna Re: Odejsc czy zostac? IP: *.proxy.aol.com 26.08.02, 18:06
      Sprawdz poczte, napisalam do ciebie. Jesli wszystko OK, napisze wiecej. Odpisz.
      Pozdrowienia
      Anna
      • ja_nek Re: Odejsc czy zostac? 26.08.02, 21:48
        Rozumiem, że prawo rozmowy o małżeństwie uzyskam w Twoich oczach Aniu wtedy,
        kiedy się ożenię, tak?
        Na razie takiego głupstwa nie zamierzam popełnić.

        Aniu chyba niewłąsciwie odczytujesz to, co chcę powiedzieć. ja jestem przeciw
        szybkiemu i łatwemu radzeniu komukolwiek by wziął rozwód. To ryzykowne dlatego,
        że TU CHODZI O CZYJĄŚ PRZYSZŁOŚĆ. A NIE TWOJĄ.
        Łatwo jest tak radzić, jak to Ciebie nie dotyczy. Net przyjmie wszystko, nawet
        rady: "znajdź sobie lepszego". A ty wyłączysz komputer i wrócisz do swego
        życia.
        Ona jest w obcym kraju, z dala od bliskich i wsparcia. A wszystko to
        okrasicie, "dasz sobie radę" i inne ogólniki. Moze najpierw byś AnneElle
        zaproponowała jakąś poradnię małżeńską?

        Aniu! Odpowiedzialność polega również na tym, ażeby próbować NAPRAWIĆ to, co
        się sypie. na przykład u psychologa.

        Mówisz mi, że jestem niedorośnięty, bo dałem do zrozumienia, że należało
        przyjrzeć się wybranemu? Że nie można szybko radzić? I to jest takie złe, bo
        powiedziałem, że NIEKTÓRE argumenty są niekonkretne i nie do końca powazne?

        Pokaż zarzuty AnneElle jakiemuś facetowi, zobaczysz reakcje, Powie to samo,
        takie rzeczy są nie do ukrycia, wystarczy zamieszkać razem przed ślubem.
        Wyjdzie szydło z worka.

        Wiem co to jest unieważnienie małżeństwa, bo widziałem to z bliska. Jak wiesz
        uzyskanie uniewaznienia jest dużo bardziej trudne. Popatrz na ilośc uniewaznień
        w relacji do ilości zwykłych rozwodów.

        i nie popełniaj błędu myśląc, że jestem obrońcą instytucji małżeństwa, bo mam
        wobec tej instytucji dużo sceptycyzmu. A że podkreśłam znaczenie konsekwencji
        działania (skoro juz jest w małżństwie niech próboje je ratować) to już inna
        kwestia.
        Jak zawiedzie psycholog i inne środki, niech się rozstają, ale dlaczego tak
        szybko rezygnować? Coś ich łączyło, trzeba dotrzeć DLACZEGO, trzeba by zaczęli
        o tym rozmawiać, bez emocji. A rozstać się zdążą.

        Pozdrowienia
        Janek
        • Gość: Anna Re: Odejsc czy zostac? IP: *.proxy.aol.com 26.08.02, 22:11
          Czlowieku, zycie to nie schemat wedlug ktorego da sie zyc. I najlatwiej gada
          sie o czyms o czym nie ma sie pojecia. Juz twoje wypowiedzi dotyczace innego
          postu swiadczyly o twojej infantylnosci i braku znajomosci zycia. Pozyj troche
          a zmienisz zdanie. Zycze ci spotkania krolewny z bajki, ktora bedzie zyla
          miloscia i chlebem i woda, wolala klepisko od willi i co by nie bylo, bedzie
          szukala przyczyn. Pogadamy za 10 lat, jak dorosniesz. A na razie zyj sobie
          marzeniami i nie zabieraj glosu, jak nie msz pojecia. Bedzie lepiej.
        • Gość: Ola Re: Odejsc czy zostac? IP: 2.3.STABLE* / 192.168.0.* 02.09.02, 09:54
          ja_nek napisał:

          > Rozumiem, że prawo rozmowy o małżeństwie uzyskam w Twoich oczach Aniu wtedy,
          > kiedy się ożenię, tak?
          > Na razie takiego głupstwa nie zamierzam popełnić.
          >
          > Aniu! Odpowiedzialność polega również na tym, ażeby próbować NAPRAWIĆ to, co
          > się sypie. na przykład u psychologa.
          >

          > Pokaż zarzuty AnneElle jakiemuś facetowi, zobaczysz reakcje, Powie to samo,
          > takie rzeczy są nie do ukrycia, wystarczy zamieszkać razem przed ślubem.
          > Wyjdzie szydło z worka.
          >
          No własnie - odpowiedzialność- to coś, czego temu facetowi ("mężowi") brakuje -
          bo z listu wynika, że On NIE WIDZI PROBLEMU I NIE ZAMIERZA NIC NAPRAWIAĆ !
          A psychologów - jak Ty radzisz - omija z daleka. Co powiesz o takim facecie?

          A poza tym - nie każdy mieszka razem przed ślubem, szczególnie jesli miałoby to
          być nie z miłości i chęci bycia razem - ale po to, aby "sprawdzić" się,
          spróbować, obserwować nawzajem swoje zachowanie i reakcje. TAKIE PODEJŚCIE JEST
          CHORE !!!
          A w zawiązku będzie dobrze wtedy, kiedy każda strona myśli o drugiej, o tym,
          żeby bliska nam osoba dobrze się czuła, mogła realizowac swoje plany, marzenia,
          żeby jej nie sprawiać przykrości i bólu. Jeżeli facet świadomie doprowadza
          kobietę do załamania, do depresji, jeżeli zabija w niej chęć do radości, do
          przyjemności, chęć do życia ! - to, moim zdaniem - taki ktoś - nie zasługuje na
          to, żeby dawać mu ciągle szansę !
          Raz, dwa razy - owszem, ale jeśli facet jest bierny - nie widzę szansy na
          ratowanie związku. Sam napisałeś, że tego powinny chciec obie strony, a co
          zrobic, jeśli druga strona nie chce nic zmieniać? Moim zdaniem rozstanie jest
          najlepszym rozwiązaniem dla nich obojga, może dla faceta będzie to jak "kubeł
          zimnej wody", może otrząsnie się i zrozumie, że w jego postępowaniu jest coś
          nie tak. A jeśli nie zrozumie - to znaczy, że żona dobrze zrobiła odchodząc od
          niego.
          A co do bohaterki tego wątku - to DZIEWCZYNO ! - NIE BÓJ SIE BYĆ SAMA!
          Małżeństwo nie powinno być ucieczką przed samotnością - samotność jest ciężka -
          ale to nie koniec świata !! Jeżeli masz przyjaciół - to pomogą Ci, będą przy
          Tobie w najtrudniejszych dla Ciebie chwilach. A poza tym, fakt,że nie będziesz
          miała męża - nie oznacza SAMOTNOŚCI !
          • ja_nek Re: Odejsc czy zostac? 02.09.02, 13:14
            Kwestia pójścia do psychologa. Facet lubi radzić sobie sam. Dla kobiety to może
            prostsze, u niego może to godzi w jego męskość? Przyznanie się do słabości?
            Facet chowa głowę w piasek, to dość typowa reakcja, myśli sobie "przejdzie jej
            i przestanie marudzić, trzeba przeczekać".

            > A poza tym - nie każdy mieszka razem przed ślubem, szczególnie jesli miałoby
            to być nie z miłości i chęci bycia razem - ale po to, aby "sprawdzić" się
            Nikt nie zamieszkuje z kimś tylko dla "sprawdzania się', ale dlatego, że coś
            ich łączy. Okazuje się, jak to jest w prozaicznym codziennym życiu. proza
            życia - to jest to sprawdzanie się.

            > spróbować, obserwować nawzajem swoje zachowanie i reakcje. TAKIE PODEJŚCIE
            JEST CHORE !!!
            A niby dlaczego? Tu nie chodzi o to, że siada się i przygląda podejrzliwie
            drugiej osobie.

            > Jeżeli facet świadomie doprowadza
            > kobietę do załamania, do depresji, jeżeli zabija w niej chęć do radości, do
            > przyjemności, chęć do życia ! - to, moim zdaniem - taki ktoś - nie zasługuje
            na to, żeby dawać mu ciągle szansę !
            Ja mam raczej wrażenie, że Ją IRYTUJE jego bierność i zachowanie, jakaś pustka,
            której nie wypełnia. Działają sobie na nerwy, ale nie awanturują się...
            Bywają gorsi faceci.

            Pozdrowienia
            Janek
          • kwieto Grzech nadinterpretacji 02.09.02, 20:39
            Gość portalu: Ola napisał(a):


            > No własnie - odpowiedzialność- to coś, czego temu facetowi ("mężowi") brakuje
            -
            >
            > bo z listu wynika, że On NIE WIDZI PROBLEMU I NIE ZAMIERZA NIC NAPRAWIAĆ !
            > A psychologów - jak Ty radzisz - omija z daleka. Co powiesz o takim facecie?
            >

            A moze problem rzeczywiscie nie jest po stronie mezczyzny? On jest taki jaki
            byl zawsze, nie zmienil sie od czasu slubu, wiec nie rozumie dlaczego nagle
            zaczelo to przeszkadzac AnnElle. Dlaczego to ON ma isc do psychologa, skoro
            robi to co robil wczesniej, tylko nagle AnnElle przestalo sie to podobac?
            A moze to AnnElle "znudzila sie zabawka" i stwierdzila, ze maz juz jej nie
            bawi? Pytalas go jak on sie na to zapatruje? Narazie mamy relacje tylko jednej
            strony, i to taka, ktorej dosc daleko do obiektywizmu.
            Wyciagasz wnioski, nie majac praktycznie ZADNYCH dowodow, czyli po prostu
            fantazjujesz.


            >
            > Jeżeli facet świadomie doprowadza
            > kobietę do załamania, do depresji, jeżeli zabija w niej chęć do radości, do
            > przyjemności, chęć do życia ! - to, moim zdaniem - taki ktoś - nie zasługuje
            na to, żeby dawać mu ciągle szansę !


            Dobrze, ale jakie maz dowody, ze taki wlasnie jest maz AnnElle? Nie starasz sie
            przypadkiem wmowic mu intencji, ktorych nie jestes w stanie udowodnic? Skad
            jestes taka pewna, ze doprowadza on AnnElle do depresji (ona sama wspomniala,
            ze doprowadzila sie SAMA swoim zastanawianiem sie czy odejsc czy zostac),
            dlaczego jestes taka pewna ze - o ile to w ogole robi - robi to swiadomie?

            Znowu - wyciagasz bardzo daleko idace i oskarzajace wnioski, w oparciu o NIC...


            > Raz, dwa razy - owszem, ale jeśli facet jest bierny - nie widzę szansy na
            > ratowanie związku.

            Zdaje sie, ze AnnElle nie mowila o jego biernosci w ratowaniu zwiazku (tak
            naprawde nie wiadomo czy i jak rozmawiala w ogole ze swoim mezem na ten temat),
            natomiast mowila o biernosci w ogole - ze nie ma znajomych, pasji, inicjatywy.
            Na pytanie czy kiedys bylo inaczej zareagowala bardzo silna agresja. Ciekawe
            dlaczego?
            A sam zarzut ogolnego braku inicjatywy jest na tyle rozmyty i niekonkretny, ze
            ciezko go traktowac jako argument

            > Sam napisałeś, że tego powinny chciec obie strony, a co
            > zrobic, jeśli druga strona nie chce nic zmieniać?

            A co jesli strona ktora chce zmieniac nie umie wypracowac porozumienia tylko
            chce by wszystko bylo wylacznie jak ona sobie wymyslila? Jestes pewna ze tak
            nie jest w tym przypadku? Masz 100% pewnosci? Jesli tak - na jakiej podstawie?


            > najlepszym rozwiązaniem dla nich obojga, może dla faceta będzie to jak "kubeł
            > zimnej wody", może otrząsnie się i zrozumie, że w jego postępowaniu jest coś
            > nie tak. A jeśli nie zrozumie - to znaczy, że żona dobrze zrobiła odchodząc
            > od niego.

            Ja obstawiam, ze maz AnnElle rowniez ucieszy sie z rozstania. I ze on ma
            podobne watpliwosci - ma jej dosc i zastanawia sie jak wyjsc z tego bigosu.
    • pastwa Odejsc czy zostac? 26.08.02, 23:07
      Po pierwsze, Ty wcale nie musisz trafiać na kogokolwiek, a tym samym gorzej,
      choć ciężko sobie wyobrazić jakieś gorzej, biorąc pod uwagę Twoja sytuację,
      zwyczajnie odchodząc od męża zaczniesz zyć, nie wegetować.

      To, ze początkowo mężczyzna wydaje się być cudowny niczym Anakin Skylwaker, nie
      przeszkadza w tym, by z czasem zaczął się jawić jako Lord Vader, jest to banał
      życiowy i nie ma się co dziwić, że tak się jednak dzieje.

      Masz do wyboru, ratować tonący statek i godnie utonąć, schodząc z pokładu jako
      ostatnia wprost do statku zamieszkanego przez czubków, albo podziękować za
      dotychczasowy rejs i stanąć na twardym lądzie.

      Twój mąż obiektywnie nie jest zły, ale jako akurat Twój facet jest bardzo
      niewłaściwy, podobnie jak Ty dla niego, choć również obiektywnie jesteś w
      porządku, tak to bywa, ze czasami dwie apetyczne potrawy po zmieszaniu z soba
      stworzą coś niestrawnego, odwrotna sytuacja również się zdarza.

      Swoim odejściem nie robisz nikomu krzywdy, ani niewiele tracisz, a wręcz tylko
      zyskujesz, o ile cenisz sobie zdrowie psychiczne, radość z życia i satysfakcję
      z bycia z mężczyzną( ewentualnie,nic na siłe).

      Możesz co prawda zmęczyć jakoś to życie u boku obecnego mężczyzny, może nie
      będziesz strasznie cierpieć i szybko się wykończysz, a w następnym wcieleniu
      trafisz na coś lepszego, albo tak aż do skutku( o ile wierzysz w reikarnacje).

      W moim mniemaniu Ty nie masz już wiele czasu na ciagnące się miesiącami
      rozważania, wykorzystaj to, że nie leżysz teraz zwinięta w kłębek w łóżku i
      zacznij starać się żyć tak, jak to Ci odpowiada, a nie tak, jak wyszło, jesli
      sobie nie pomożesz sama nikt Cie nie poratuje.

      Ps1. Wybacz te dziwaczne metafory, ale jakoś tak mi to się bardziej skrótowo
      pisało.

      Ps2. Na początek (jak najszybciej,ale nie w popłochu ;o)), jeśli to dla Ciebie
      realne, wykup sobie jakąs wycieczkę, co najmniej tygodniową i wyjedź sama,
      gdzieś w inne miejsce, zobaczysz jak z perspektywy odległego miejsca(
      pozbawionego całej tej otoczki wyhodowanej przez te wszystkie lata „małżeństwa”)
      dziwaczna jest Twa sytuacja, zobaczysz normalnie funkcjonujących ludzi,
      odpoczniesz i być może ostatecznie przekonasz się jak marnowałaś swoje zycie.

      Pastwa
    • Gość: Ola Re: Odejsc czy zostac? IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 26.08.02, 23:31
      A dlaczego musialas sie zmagac ze swoja rodzina i rodzina swojego pierwszego
      meza?? Czy zrobilas cos bardzo nagannego? No i dlaczego wyszlas za niego za
      maz? Czy chcialas cos komus w ten sposob udowodnic, czy go kochalas czy tez
      raczej zrobilas to ze strachu przed czyms? Ps. pomysl co moze myslec twoj maz
      patrzac na zwinieta w klebek i lykajaca prochy zone!!! Moze on ma ciebie
      bardziej dosc niz ty jego? Jaki jest jego poglad na posiadanie dzieci? Czy
      twoj maz ma pozytywne cechy wedlug ciebie jesli tak to jakie?
    • kwieto Re: Odejsc czy zostac? 27.08.02, 07:35
      Nie moge wyjsc z oslupienia gdy czytam Twoje posty.

      Po pierwsze - czy taki byl zawsze?

      Po drugie - jesli tak - to czemu go wybralas? Wybacz, ale opowiesc o tym, ze
      ujal cie oferowaniem pomocy z ktorej ty nie chcialas skorzystac (owo ciagle
      poroponowanie pomocy bylo jak rozumiem powodem zawarcia malzenstwa) jest co
      najmniej dziecinna...

      Po trzecie - brak zainteresowan, pasji to nie jest zaden zarzut - obiektywnie
      sa ludzie ktorzy nie maja zadnych pasji, jest im z tym bardzo dobrze i nie
      rozumiem dlaczego mieliby byc przez to "nienormalni". Owszem, moze nie podoba
      sie to Tobie, ale skoro go wybralas na meza to jest to TWOJ problem, a nie
      jego. On ma pelne prawo sadzic, ze skoro wyszlas za niego takim jakim jest, to
      takim go akceptujesz i kochasz.

      Po czwarte - czy on zawsze nie mial zadnych propozycji i "marudzil" na to co Ty
      wymyslisz? Czy kiedys bylo inaczej? A moze bylo, tylko zniechecony Twoimi
      reakcjami przestal cokolwiek proponowac?

      Ciagle cos od niego wymagasz, ciagle go do czegos zmuszasz (owo namawianie, by
      zrobil impreze, by zdecydowal co bedziecie robic itd) a zarazem krytykujesz
      efekty jego staran ("zrobi impreze to przyjdzie jedna osoba i po godzinie
      pojdzie") - myslisz ze taki uklad, gdy kogos sie zmusza by byl kims innym niz
      jest, jest zdrowy? Myslisz, ze on nie moze miec dosc?

      Zaznaczam, ja nie chce tu usprawiedliwiac Twego meza i twierdzic, ze jest
      wspanialy. Twierdze tylko, ze pewnymi swoimi zachowaniami mozesz sama
      powodowac, ze on reaguje w taki a nie inny sposob.
      Zeby do takiej sytuacji nie dopuscic, potrzebne jest minimum uwagi i checi
      nawiazania kontaktu poswieconej drugiej osobie. A tego zdaje sie ze w waszym
      zwiazku od poczatku nie bylo?

      Co zatem zostaje - ano pewnie rozwod, tylko nieco z innych powodow niz te,
      ktore sie Tobie wydaja. I mysle, ze on po rozwodzie rowniez odetchnie z ulga...
      • ja_nek Re: Odejsc czy zostac? 27.08.02, 10:21
        Anno. Student medycyny nie musi zachorować, żeby rozmawiać o chorobie.

        Aniu, jakoś nie zauważyłem, żeby ktoś tu narzekał a bynajmniej AnneElle na
        warunki materialne. Więc o co Ci chodzi z tym klepiskiem i willą? lub życiem
        miłością?

        > Czlowieku, zycie to nie schemat wedlug ktorego da sie zyc
        > Pozyj troche a zmienisz zdanie.
        Rozumiem, że to nie są banały tylko mądrości życiowe od doświadczonej życiowo
        osoby.
        Nie rozumiem Twego ataku, lepiej posługuj się argumentami, bo jak dotad
        koncentrujesz się na mnie. Pokaż, ze Ty masz rację.

        Pozdrowienia
        Janek
      • Gość: AnnElle Re: Odejsc czy zostac? IP: *.a2000.nl 27.08.02, 10:23

        Wiesz co kwieto, z twoja zdolnoscia do obserwacji i wyciagania wniosków,
        winienes zostac obserwatorem letnich przelotów jatek jednodniówek przez
        przedpokój Marysi Konowalczas.

        Zawsze taki swiety, wspanialy, sam sobie ze wszytkim poradzil, wzor cnot
        wszelakich, forumowy autorytet moralny, przedmiot podziwu zagubionych........

        Nic nie zrozumiales, nic absolutnie i jeszcze sie madrzysz ex catedra, jak
        zwykle.
        Jezeli chcesz mi tu wmowic swoja stala spiewke pt. "Ja jestem w porzadku, a ty
        nie jestes w porzadku", to ja ci mowie, ze jestes skrzywionym dupkiem. I tyle.















        > Po trzecie - brak zainteresowan, pasji to nie jest zaden zarzut - obiektywnie
        > sa ludzie ktorzy nie maja zadnych pasji, jest im z tym bardzo dobrze i nie
        > rozumiem dlaczego mieliby byc przez to "nienormalni". Owszem, moze nie podoba
        > sie to Tobie, ale skoro go wybralas na meza to jest to TWOJ problem, a nie
        > jego. On ma pelne prawo sadzic, ze skoro wyszlas za niego takim jakim jest,
        to
        > takim go akceptujesz i kochasz.
        >
        > Po czwarte - czy on zawsze nie mial zadnych propozycji i "marudzil" na to co
        Ty
        >
        > wymyslisz? Czy kiedys bylo inaczej? A moze bylo, tylko zniechecony Twoimi
        > reakcjami przestal cokolwiek proponowac?
        >
        > Ciagle cos od niego wymagasz, ciagle go do czegos zmuszasz (owo namawianie,
        by
        > zrobil impreze, by zdecydowal co bedziecie robic itd) a zarazem krytykujesz
        > efekty jego staran ("zrobi impreze to przyjdzie jedna osoba i po godzinie
        > pojdzie") - myslisz ze taki uklad, gdy kogos sie zmusza by byl kims innym niz
        > jest, jest zdrowy? Myslisz, ze on nie moze miec dosc?
        >
        > Zaznaczam, ja nie chce tu usprawiedliwiac Twego meza i twierdzic, ze jest
        > wspanialy. Twierdze tylko, ze pewnymi swoimi zachowaniami mozesz sama
        > powodowac, ze on reaguje w taki a nie inny sposob.
        > Zeby do takiej sytuacji nie dopuscic, potrzebne jest minimum uwagi i checi
        > nawiazania kontaktu poswieconej drugiej osobie. A tego zdaje sie ze w waszym
        > zwiazku od poczatku nie bylo?
        >
        > Co zatem zostaje - ano pewnie rozwod, tylko nieco z innych powodow niz te,
        > ktore sie Tobie wydaja. I mysle, ze on po rozwodzie rowniez odetchnie z
        ulga...
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        • Gość: ida Re: Odejsc czy zostac? IP: *.csk.pl / *.csk.pl 27.08.02, 11:00
          Gość portalu: AnnElle napisał(a):

          >
          > Wiesz co kwieto, z twoja zdolnoscia do obserwacji i wyciagania wniosków,
          > winienes zostac obserwatorem letnich przelotów jatek jednodniówek przez
          > przedpokój Marysi Konowalczas.
          >
          > Zawsze taki swiety, wspanialy, sam sobie ze wszytkim poradzil, wzor cnot
          > wszelakich, forumowy autorytet moralny, przedmiot podziwu zagubionych........
          >
          > Nic nie zrozumiales, nic absolutnie i jeszcze sie madrzysz ex catedra, jak
          > zwykle.
          > Jezeli chcesz mi tu wmowic swoja stala spiewke pt. "Ja jestem w porzadku, a
          ty
          > nie jestes w porzadku", to ja ci mowie, ze jestes skrzywionym dupkiem. I tyle.


          Ja mam dziwne wrażenie, że wiem dlaczego Twój mąż woli na wszystkie Twoje
          pytania i "propozycje" odpowiadac "nie wiem" albo "i co ja mam zrobić"...
          No, ale Ty go przecież wcale nie krytykujesz... Ależ skąd!
          Ty mu mówisz co i jak...
          Tylko jeśli to "co i jak" wygląda w ten sposób jak ta Twoja wypowiedź powyżej,
          to ja się w sumie dziwię dlaczego on jeszcze z Tobą jest...
          Masochista jakiś czy co?
          • Gość: AnnElle Re: Odejsc czy zostac? IP: *.a2000.nl 27.08.02, 11:42
            Ido,
            zycze ci, zebys spotykala samych wspanialych i nieskazitelnych idealow jak
            kwieto, ktorzy by w chwilach twojego zalamania i desperacji bez zrozumienia
            problemu wytlumaczyli ci, ze to wszystko przez ciebie, bo jestes do niczego.
            Fajnie sie poczujesz, prawda?
            • Gość: ida Re: Odejsc czy zostac? IP: *.csk.pl / *.csk.pl 27.08.02, 14:46
              Gość portalu: AnnElle napisał(a):

              > Ido,
              > zycze ci, zebys spotykala samych wspanialych i nieskazitelnych idealow jak
              > kwieto, ktorzy by w chwilach twojego zalamania i desperacji bez zrozumienia
              > problemu wytlumaczyli ci, ze to wszystko przez ciebie, bo jestes do niczego.
              > Fajnie sie poczujesz, prawda?


              Dzięki, wspaniałych i nieskazitelnych ideałów nigdy za wiele ;-)
              Z chwil załamania i desperacji już dawno wyrosłam, a uwag skierowanych pod moim
              adresem owszem słucham, ale nigdy ich nie przyjmuję tak bezkrytycznie- że to
              wszystko przeze mnie, bo ja jestem do niczego... Stąd tez niezaleznie od tego
              co ci inni mi "tłumaczą", stan mojego samopoczucia jest bardzo stabilny...

              Ale chodziło mi o cos zupełnie innego- napisałaś, że to TWój mąż nie znosi
              krytyki i się wścieka, a Ty? Atakujesz wszystkich którzy ośmielają się
              mysleć "nie po Twojej mysli"... I dziwisz sie takim czy innym reakcjom swojego
              męża?
              • Gość: AnnElle Re: Odejsc czy zostac? IP: *.a2000.nl 27.08.02, 15:56
                Ech ludzie,

                wscieklam sie na zadufanie kwieta i cala afera sie zrobila, ze niby nie po
                mojej mysli cos powiedzial, i to dlatego.
                Ja nie mam nic przeciwko krytyce, ale jak mi ktos o gruszce opowiada, kiedy ja
                caly czas mowie o jablku i jeszcze sie madrzy, to ja takiej krytyki po prostu
                nie przyjmuje, bo mnie sie ona nie tyczy.
                Zeby skrytykowac trzeba najpierw troche empatii i zrozumienia, a nie przykladac
                kogos do schematu i stereotypu na slepo.
                Nie no po prostu wypowiedz kwieta jest z rzedu tych z ktorymi sie nie
                polemizuje, bo czlowieka krew zalewa na brak wyczucia i elementarnej empatii i
                jedyna odpowiedzia zupelnie na miejscu jest jakies grube i bardzo brzydkie
                slowo.




          • Gość: eva07 Re: Odejsc czy zostac? IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 27.08.02, 20:03
            Gość portalu: ida napisał(a):

            >
            > Ja mam dziwne wrażenie, że wiem dlaczego Twój mąż woli na wszystkie Twoje
            > pytania i "propozycje" odpowiadac "nie wiem" albo "i co ja mam zrobić"...
            > No, ale Ty go przecież wcale nie krytykujesz... Ależ skąd!
            > Ty mu mówisz co i jak...
            > Tylko jeśli to "co i jak" wygląda w ten sposób jak ta Twoja wypowiedź
            powyżej,
            > to ja się w sumie dziwię dlaczego on jeszcze z Tobą jest...
            > Masochista jakiś czy co?

            CO RACJA TO RACJA. Do przyjemnych to wypowiedź naszej autorki wątku nie
            należała... Ojjj. E.
        • Gość: marzena Re: Odejsc czy zostac? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 27.08.02, 12:02
          Gość portalu: AnnElle napisał(a):
          > Wiesz co kwieto, > Jezeli chcesz mi tu wmowic swoja stala spiewke pt. "Ja
          jestem w porzadku, a ty
          > nie jestes w porzadku", to ja ci mowie, ze jestes skrzywionym dupkiem. I tyle.

          No i jaka jestes naprawde? Wyzywasz drugiego czlowieka? Za to tylko, ze chcial
          Ci pomoc, byc moze cos w Tobie poruszyc?

          Bleeee
          • pastwa Polemiki z tonacym 27.08.02, 12:15
            Gość portalu: marzena napisała:

            > No i jaka jestes naprawde? Wyzywasz drugiego czlowieka? Za to tylko, ze
            >chcial Ci pomoc, byc moze cos w Tobie poruszyc?

            > Bleeee

            W tym wszystkim najsmieszniejsze jest to, ze dany człowiek sie topi,a tu zbiera
            sie nad woda grupka ludzi,ktorzy miast wyciagnac go wpierw na brzeg, to staraja
            się go nauczyć pływac albo jeszcze wypytuja o przczyny toniecia... ;o)))))))
            • falla Re: Polemiki z tonacym 27.08.02, 12:30
              Syty glodnego nie zrozumie i jesli ktos sie nie spotkal z takim typem czlowieka jak twoj maz to lepiej
              rzeczywiscie niech sie powstrzyma od porad. Ja sie spotkalam i jako na szczescie tylko narzeczonego
              zostawilam. Przez 2 lata karmilam sie nadzieja , ze sie zmieni , bo to przeciez niemozliwe zeby
              czlowiek niczego nie chcial , do niczego nie zmierzal i jeszcze krytykowal czyjes pomysly na zycie,
              spedzenie czasu ( czasem tylko dla samej przyjemnosci ?? krytykowania, marudzenia ). Uff, rozumiem
              Cie i ciesze sie , ze u mnie nie zaszlo to do malzenstwa. Uwierzcie wszelka milosc wygasa przy takiej
              marudzie.
              • Gość: givme Re: Polemiki z tonacym IP: 217.98.232.* 27.08.02, 12:44
                Odejsc!! inaczej sie spalisz. Jestem pewny, ze w koncu i tak odejdziesz, sek w
                tym zeby to nie bylo za puzno. Ciezko jest cos zmieniac do czego sie przywyklo,
                chociaz by to bylo nawet szkodliwe, ale wlasnie najwieksze sukcesy i szczescie
                osiaga sie przez "ostre ciecia", kto nie ryzykuje nic nie osiaga. CARPE DIEM!!!
            • kwieto Re: Polemiki z tonacym 27.08.02, 19:03
              pastwa napisał:


              > W tym wszystkim najsmieszniejsze jest to, ze dany człowiek sie topi,a tu
              zbiera
              >
              > sie nad woda grupka ludzi,ktorzy miast wyciagnac go wpierw na brzeg, to
              staraja
              >
              > się go nauczyć pływac albo jeszcze wypytuja o przczyny toniecia... ;o)))))))


              A podobno ratownik powinien najpierw wszelkimi sposobami sprobowac zmusic
              topielca, by sam zaczal plywac - i dopiero gdy to sie nie uda wyciagac go z
              wody :(((
        • kwieto Re: Odejsc czy zostac? 27.08.02, 18:48
          Gość portalu: AnnElle napisał(a):

          >
          > Wiesz co kwieto, z twoja zdolnoscia do obserwacji i wyciagania wniosków,
          > winienes zostac obserwatorem letnich przelotów jatek jednodniówek przez
          > przedpokój Marysi Konowalczas.
          >

          Dlaczego tak sie "rzucasz"? Zadalem kilka prostych pytan, napisalem kilka mysli
          ktore mi sie nasunely - odpowiadasz od razu wscieklym atakiem. Tak sobie mysle,
          ze gdyby Cie moje sugestie nie dotyczyly, staralabys sie po prostu wytlumaczyc
          ze jest inaczej. Skad taki agresywny atak?


          > Zawsze taki swiety, wspanialy, sam sobie ze wszytkim poradzil, wzor cnot
          > wszelakich, forumowy autorytet moralny, przedmiot podziwu zagubionych........
          >

          Chcialbym tu wyjasnic pewien szczegol. Ja NIGDY o sobie na forum nie
          wypowiadalem sie jakobym byl wspanialy, swiety i tak dalej. Jesli powstal w
          Twojej glowie taki obraz mojej osoby, wybacz, ale nie moge za to ponosic
          odpowiedzialnosci. Gdybym usilowal wypowiadac sie o sobie w ten sposob jaki mi
          zarzucasz, Twoje uwagi moglyby byc uzasadnione.
          Jeszcze raz wiec pytam - skad tak agresywny atak mojej osoby?


          > Nic nie zrozumiales, nic absolutnie i jeszcze sie madrzysz ex catedra, jak
          > zwykle.

          Moze zamiast strofowac mnie jak pani nauczycielka, po prostu wyjasnij czego nie
          zrozumialem? Wiesz, tlumaczyc tez trzeba w sposob przystepny...


          > Jezeli chcesz mi tu wmowic swoja stala spiewke pt. "Ja jestem w porzadku, a
          > ty nie jestes w porzadku", to ja ci mowie, ze jestes skrzywionym dupkiem. I
          tyle.

          Znowu nie rozumiem. Gdzie w relacji Ciebie i Twojego meza jest miejsce dla
          mnie? Jesli chodzi Ci o przeklad - Ty nie jestes w porzadku, Twoj maz jest w
          porzadku, moze przeczytaj jeszcze raz mojego posta, pisze w nim:

          > > Zaznaczam, ja nie chce tu usprawiedliwiac Twego meza i twierdzic, ze jest
          > > wspanialy.

          Chodzi mi tylko o zaakcentowanie uwagi, ze problem z ktorym sie borykasz to
          TWOJ problem, a nie Twojego meza - o ile on ze swojego stylu bycia jest
          zadowolony.

          Swoja droga, podobnie jak Ida przestaje sie dziwic, ze Twoj maz nie wychyla sie
          z inicjatywa. Przy takich reakcjach...

          Zatem - jesli chcesz odeprzec moje zarzuty, zapraszam do merytorycznej
          dyskusji, na pyskowki nie bede odpowiadal
          • Gość: AnnElle Re: Odejsc czy zostac? IP: *.a2000.nl 03.09.02, 00:24

            Tak, zgoda. Jestem do niczego, nie nadaje sie do malzenstwa, nie mozna mnie
            polubic i w ogole kochac, a juz najbardziej narazilam sie dotykajac
            nietykalnego kwieto co daje wiele do myslenia, oj daje....
            Strasznie sie narazilam, co wywolalo lawine negatywych postow i potepienia
            ogolnego. Jak moglam, no jak... Juz nic mi nie pomoze i nic nie mam na swoja
            obrone. Nic, nic... Swiadczy to o moim wyjatkowo podlym charakterze...

            Odchodzac tylko sprawie mezowi przyjemnosc, bo juz pewnie nie moze ze mna
            wytrzymac taka jestem okropna. No bo jak moge nie byc kiedy w stosunku do
            kwieta... I w ogole to wszystko moja wina, bo nie powinnam niczego oczekiwac
            juz od zycia, na nic juz nie zasluguje i o co mi w ogole chodzi...

            Dzieki za wszystkie w wypowiedzi. Nie wiem kto tu pisze na tym forum.





            • proo Re: Odejsc czy zostac? 03.09.02, 01:09
              Jesteś świetna! :-)))))))))))
              Ach ten kwieto! Nawet rozwodzą się przez te jego posty!
              No i po co Ci to było , kwieto kochany???! Po co??! :-))))

              Pozdrawiam Cię kwieto serdecznie!

              proo /uchachana absolutnie! :-)))))))) /
              • kwieto Re: Odejsc czy zostac? 03.09.02, 07:40
                Tak, tak... wszystko przeze mnie :")))))))))
    • agniecha. Re: Odejsc czy zostac? 27.08.02, 12:59
      droga AnnElle,
      Twoje 1 zdanie to:"Od lat zmagam sie z pytaniem: odejsc od meza czy zostac?"

      jezeli od lat jest Ci zle i sie meczysz, to dlaczego ciagle z nim jestes?
      napisalas tez cos takiego:wlasciwie to chce, zeby mnie ktos przekonal, ze
      powinnam odejsc.
      naprawde nie wiesz czy po prostu juz podjelas decyzje i chcesz sie w tym
      utwierdzic?
      wiec co Cie powstrzymuje? wiem, ze to trudna decyzja i nie mozna podjac jej
      pochopnie, ale napisalas OD LAT!
      nie namawiam Cie, ze bys sie koniecznie natychmiast rozeszla ze swoim mezem,
      ale niewatpliwie MUSISZ cos zrobic ze swoim zyciem i malzenstwem, jezeli nie
      chcesz przezyc kolejnych kilku lat na zmaganiu sie z tym pytaniem i marnowaniu
      sobie zycia.
      pozdrawiam serdecznie.
      • ja_nek Re: Odejsc czy zostac? 27.08.02, 14:07
        Za dużo emocji nie służy tematowi.
        A atak na Kwieto był przejawom tego, że chcesz usłyszeć jedno, a czego innego
        już nie.
        Jeśli piszesz na forum to odpowiadają osoby, które mają różne zdanie na dany
        temat. A jak się z kimś nie zgadzasz używaj argumentów.

        Pozdrawiam
        Janek
        • Gość: eva07 W obronie zwiazku IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 27.08.02, 19:57
          Zgadzam się z Jankiem. Może dla tego, że on sprawia wrażenieiż juz pare lat
          zyje na tym swiecie. Ja też zyję i wiem, że psuc jest duzo łatwiej ale
          naprawianie przynosi wiecej satysfakcji. A naprawianie zazwyczaj nalezy
          zaczynac od siebie. tzn. od pytania czego MNIE brakuje i co Ja źle robię.
          Problem znajomych - a nie masz po prostu własnych? On nie ma ochoty iść to idź
          sama. Nie chce gdzieś jechać - pojedź z przyjaciólką... Wiem z doświadczenia,
          że można mieć dość odrebne grona przyjaciół i naprawde dobrze sie bawić bez
          męża. A z tym dzieckiem to czego się boisz? Ze z czym nie dasz rady? przecież
          on zarabia czy nie? (to trochę przewrotne pytanie,bo wiem że nie tylko o to
          chodzi, ale ważne. Bo najpierw w sobie trzeba poszukac smiałości, a potem
          radzic ją komuś..). I jeszcze pytanie baaaardzo wazne. Czemu za niego wyszlaś?
          Co w nim jest dobrego? Co ci się w nim podobało, a może i podoba? A rozwieść
          zawsze się oczywiście można. Ale to tez ważna decyzja.Podobnie jak małżenstwo.
    • Gość: lusi Re: Odejsc czy zostac? IP: *.tele2.pl 27.08.02, 16:52
      Gorzej trafiC nie możesz...
      • Gość: eva07 Ogólna refleksja IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 27.08.02, 20:18
        Gość portalu: lusi napisał(a):

        > Gorzej trafiC nie możesz...

        Jedna rzecz mnie fascynuje w tych poradach: skąd ludzie po przeczytaniu kilku
        kilkuzdaniowych postów najzupełniej nieznanej im osoby mogą sobie wyrobić tak
        kategoryczny sąd o tez im całkowicie nieznanej osobie trzeciej.
        Bardzo ciekawy byłby eksperyment, gdyby tak mąż ANNELL napisał, jak widzi tę
        kwestię. Nawet jeżeli jest rzeczywiscie takim biernym nieudacznikiem (też
        możliwe), to ma chyba jakis pogląd na stosunki z zoną. Ciekawe, jak on to
        widzi. Bo ludzie we wlasnych sprawach rzadko sa obiektywnymi sedziami. Czasem
        dwie osoby patrza na to samo i widza zupełnie co innego...A was to koledzy
        forumowicze nie ciekawi? Bo zdaje się że niektórym dwa zdania wystarcza i
        wszystko im sie robi jasne. Hm. E.
        • Gość: Ola Re: IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 27.08.02, 20:44
          Wlasnie mnie bardzo ciekawi wiele kwestii z zycia autorki dlatego zadalam jej
          szereg pytan w moim poprzednim poscie, ale sie nie doczekalam odpowiedzi. Wiec
          widac autorce zalezy tylko aby sie nad nia politowac i przyznac racje w 100% .
          Ja nie twierdze ze jej prawda nie jest zblizona do tej obiektywnej ale moze
          dobrze zrobiloby jej troche samokrytyki. Nie wiemy nadal dlaczego autorka
          musiala sie zmagac ze swoja i pierwszego meza rodzina. Dlaczego tkwi w
          malzenstwie ktore jej nie satysfakcjonuje od lat, tkwi w tymczasowosci i
          dlaczego wyszla za maz za tego czlowieka. Zadalam rowniez pytanie czy mam on
          jakies zalety, jak ona to widzi, ale na to rowniez nie ma odpowiedzi. A wiec
          cala sytuacja wyglada tak: ona - dobra i towarzyska, on- zly i bez zadnych
          celow, ambicji i zainteresowan. Nikt nikogo nie zmusza na sile do zycia z kims
          kogo sie nawet nie lubi, nie mowiac ceni.
        • kwieto Re: Ogólna refleksja 27.08.02, 23:06
          Stad i ja chcac dowiedziec sie czegos szerzej o sytuacji rzucilem szereg uwag i
          pewnych zarzutow skierowanych do AnnElle, prezentujacych punkt widzenia "od
          drugiej strony"
          A agresywnosc odpowiedzi na mojego posta daje bardzo wiele do myslenia...
    • Gość: bin2 Re: Odejsc czy zostac? IP: *.uz.zgora.pl 27.08.02, 23:26
      Jeżeli masz pracę, jeżeli potrafisz sobie w życiu radzić sama, jeżeli nie
      będziesz się męczyć, że być może zrobiłaś krzydwę człowiekowi, jeżeli Ty nie
      będziesz cierpieć, jeżeli nic nie jest w stanie zmienić tego związku na lepsze -
      to odejź i poukładaj sobie życie tak jak potrafisz najlepiej. Z życzeniami
      wszystkiego dobrego.
      • proo Re: Odejsc czy zostac? 28.08.02, 02:29
        AnnElle!
        Rozwiedź się z nim! Rozwiedź!
        Szybko , jak najszybciej!
        Ty , taka wartościowa , mądra , inteligentna , ciepła ,pełna zrozumienia ,
        ciekawych inicjatyw , gotowa do imprez z udziałem wielu gości .., otoczona
        przyjaciółmi ...

        I ON!
        Głupi , bez pomysłu na przyszłość , bez zdolności organizatorskich , bez
        pasji ,bez przyjaciół ... taka roślina ..(dobrze go nazwałaś!) .. , robak
        płaski ...

        Wnoś sprawę o rozwód! Tak! Tak! Tak!

        proo


        PS.
        Czy mówię o jabłku , AnnElle?
        Czy czujesz empatię w moich słowach?
        Nie jestem "skrzywionym dupkiem" - jak Kwieto , prawda? :-)

        Otóż AnnElle , Twój mąż rzeczywiście nie jest odpowiednim partnerem dla Ciebie!
        Gdyby był - kopnąłby Cie solidnie w dupę (- to słowo za "dupka" do Kwieta)
        żebyś zrozumiała na czym polega małżeństwo i bycie w związku z drugim
        CZŁOWIEKIEM! Wrażliwym , myślącym ,cierpiącym ,czującym ..tak jak Ty, AnnElle ..
        Tylko czy na pewno tak jak Ty ..????!

        Pozdrów Go i życz mu ode mnie spotkania prawdziwej , czułej , ciepłej KOBIETY.
        I daj mu spokój , nareszcie! a.
    • kamfora Bajki z dzieciństwa :-) 28.08.02, 06:23
      Kiedyś się nimi zaczytywałam...:-)

      Pamiętam jedną taką historyjkę (w różnych odmianach) o głupim,
      ale dobrym bracie, który za swoją dobroć został "obdarowany"
      przez jakąś wróżkę, czy inną "władną istotę" mądrą żoną.
      I, oczywiście, żyli długo i szczęśliwie. Ale w czasach bajek
      małżeństwo raz zawarte było "do śmierci". Na dobre i na złe.

      W wypowiedzi autorki wątku jest pewna sprzeczność. Z jednej strony
      widzi "beznadziejność" swojego męża, z drugiej - pragnie prawie
      histerycznie jego akceptacji dla wszelkich swoich działań, załamuje ją
      jego krytyka, narzekanie. Wydaje mi się, że obydwoje mają ten sam
      problem. Czy należy od razu myśleć o rozstaniu? Nie wiem, ale ja
      optowałabym za próbą ratowania związku.

      Chyba, że AnnElle poznała już kogoś, i to pytanie "odejsć czy zostać"
      jest tylko pro forma, żeby usłyszeć poparcie dla swojego wyboru
      (tym razem od kogoś obcego, od forumowiczów.

      Pozdrawiam

      Ba.
    • kamfora Lustro (opowiastka dydaktyczna ;-) 28.08.02, 06:27
      Pewien starzec siedział na skraju oazy u wejścia do pewnego miasta na
      Bliskim Wschodzie.
      Jakiś młodzieniec zbliżył się do niego i zapytał:
      "Nigdy nie byłem w tych stronach. Jacy sa mieszkańcy tego miasta"?

      Starzec odpowiedział mu pytaniem:
      "A jacy byli mieszkańcy miasta, z którego przybywasz"?

      "Egoistyczni i źli. Dlatego chętnie stamtąd wyjechałem."

      "Tacy są też mieszkańcy tego miasta - odpowiedział starzec.

      Wkrótce potem inny młodzieniec zbliżył się do mężczyzny i zadał podobne
      pytanie.
      "Dopiero przybyłem do tego kraju. Jacy sa mieszkańcy tego miasta?"

      Starzec znów odpowiedział tym samym pytaniem:
      "A jacy byli mieszkańcy miasta, z którego przybywasz?"

      "Byli dobrzy, szlachetni, gościnni i uczciwi. Miałem wielu przyjaciół i
      trudno mi było ich
      pozostawić."

      "Równiez mieszkańcy tego miasta sa tacy" - odpowiedział starzec.

      Kupiec, który przyprowadził swoje wielbłądy do wodopoju, słyszał te rozmowy
      i kiedy
      drugi młodzieniec oddalił się, zwrócił się do starca z wyrzutem:

      "Jak możesz dawać dwie zupełnie różne odpowiedzi na to samo pytanie,
      postawione
      przez dwie osoby?"

      "Synu mój, odpowiedział starzec, każdy nosi swój swiat w sercu. Ten, kto nie
      znalazł nic
      dobrego w przeszłości, nie znajdzie też nic dobrego tutaj. Natomiast ten,
      kto posiadał
      przyjaciół w innym mieście, znajdzie również tutaj lojalnych i wiernych
      przyjaciół.

      Osoby bowiem są takie, jakimi my je znajdujemy."
      • falla Re: Lustro (opowiastka dydaktyczna ;-) 28.08.02, 08:38
        Wlasnie przez takie zapatrzenie sie w lustro niewiele brakowalo zebym znalazla sie w takiej sytuacji jak
        AnnElle - to co widzisz tlumaczysz na dobre , patrzysz przez pryzmat milosci, ale .....w koncu braknie
        sil.
        • suita Re: Lustro (opowiastka dydaktyczna ;-) 30.08.02, 13:56
          falla napisała:

          > Wlasnie przez takie zapatrzenie sie w lustro niewiele brakowalo zebym
          znalazla
          > sie w takiej sytuacji jak
          > AnnElle - to co widzisz tlumaczysz na dobre , patrzysz przez pryzmat
          milosci,
          > ale .....w koncu braknie
          > sil.
          >
          • falla Re: Lustro (opowiastka dydaktyczna ;-) 30.08.02, 14:15
            tak
    • mruczus3 Re: Odejsc czy zostac? 17.09.02, 23:12
      Moim zdaniem odejsc. Zyjemy dla innych a tez dla siebie. Nie ma zycia dla
      innych jesli nie znajdujemy sie sami ze soba nie potrafimy zyc dla innych.
      Skoro nie potrafilas zdecydowac sie na dziecko to znaczy ze wiesz- jestes
      pewna, ze bedzie ono roslo tak jak, jak chcialabys zeby wyroslo. Stalo sie
      takie jak momwi Ci Twoje ja. Decyzja jest trudna, bo przyzwyczajenie jest
      okrutne. Trzyma nas w swojej uwiezi i nie pozwala na ten trudny krok. Jesli
      weisz czego potrzebujesz a tego nie masz pomimo wielu prob to czas na krok do
      przodu. CZasmi nie potzreba sie nawet zbyt wiele zastanawiac. Jesli
      zastanawiasz sie zbyt dlugo to trudniej go zrobic. To tak jak z przelamywaniem
      wlasnych barier. Jesli myslisz zbyt dlugo a Twoja podswaidomosc mowi zrob
      to... To daj nura. Zobaczysz, ze zycie istnieje i jest piekne, a to ze jest
      gdzies indziej to tylko tyle, ze tym razem wybralas zle...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka