05.09.05, 21:33
dziewczyny - odchudzacie się między napadami? jeśli nie i dalej jecie
kompulsywnie, to nie wiem, jak pomóc. ale zakładam, że odchudzanie to
niestety reguła. rozumiem doskonale, że trudno zrezygnować z dążenia do
szczupłej (pewnie, to względne, ale akurat pojęcie szczupłości mamy chyba
podobne) sylwetki. a nie mogłybyście choć odłożyć diety na jakiś czas I
ZACZĄĆ JEŚĆ TYLE, ŻEBY NIE CHUDNĄĆ ANI NIE TYĆ? BŁAGAM. a jak już musicie się
odchudzać, to koniecznie nie mniej niż 1400 kcal (my chyba mamy niezłą
przemianę materii, bo ja traciłam na wadze nawet przy 17OO). głód to wróg
straszliwy.

pierwszy raz od lat ośmiu jem tyle, ile potrzebuję. to może być metoda.
pozdrawiam i oby każda tak fajnie się czuła jak ja od paru miesięcy:)
Obserwuj wątek
    • sinaji Re: sonda 06.09.05, 15:10
      ja nie moge sie prezstac odchudzac, po obzeraniu sie nie jem kilka dni, zeby
      nie przytyc, albo se wogole zaczynam odchudzac 2-3 tygodnie i tak wkolko. Nie
      wiem jak to zrobilas , ze jadlas normalnie i chudlas, moze podzielisz sie
      sekretem... :))
      Czasami mam kilka dni, ze wydaje mi sie, ze juz odeszlam od odchudzania,
      przestalam myslec obsesyjnie o schudnieciu.
      Ale to sa nieliczne i krotkie chwile...
      • ikka Re: sonda 06.09.05, 21:54
        jak to zrobiłam:
        1.schrzaniłam osiem najpiękniejszych lat życia (licealnych i studenckich)
        2.chyba mi się znudziło przeplatanie jedzeniowych ciągów głodówkami. głodna lub
        przejedzona, wściekła, smutna, samotna. dość.
        3.odkryłam nagle, że od odchudzania się tyje
        4.zatem bardziej się opłaca jeść normalnie
        5.znalazłam sobie inną niż jedzenie pasję
        6.nie zrezygnowałam z odchudzania, choć powinnam, ale jadłam dużo powyżej 1000
        kcal.
        7.napady się zdarzały, ale rzadziej (średnio raz w tygodniu), bo nie byłam
        głodna (no, trochę) i to jest logiczne i normalne. schudłam parę kilo i się
        sobie podobam.
        8.i pewnie będą się zdarzać, bo wciąż jeszcze liczę, tyle że do 2000 :))) i do
        18.oo (ale że przed 18. jem dużo, to później nie jestem głodna).
        9. buziaki
        10. jeśli nie masz dużej nadwagi (są obiektywne wskaźniki jak BMI), to daj
        spokój. odchudzanie się po prostu nie opłaca, ile by nie udało się wytrzymać, i
        tak kończy się tak samo koszmarnie (obżarstwem i tyciem).
        9. jeśli masz nadwagę, to rozumiem, że chcesz schudnąć, nie wiem, może jednak
        na dobry początek zacznij od utrzymywania wagi na stałym poziomie, swoje
        zaporzebowanie kaloryczne bez wyrzutów sumienia zjadaj
        10. doprowadzaj do perfekcji cerę, włosy, paznokcie itp., na tym się
        skoncentruj, niech waga stanie się drugorzędna
        11. dobranoc
        • ikka Re: sonda 06.09.05, 22:08
          12. zaczęłam poważnie traktować pewne sprawy (coś jakby nawrócenie?)
          13. no i nie da się przecenić roli niniejszego forum ( dobrych rad co
          rozsądniejszych - dzięki:)- plus ogólna wizja mnóstwa fajnych dziewczyn, które
          jednak... no właśnie)
          • sinaji Re: sonda 08.09.05, 23:50
            nie potrafie tego zrobic mimo ze bardzo chce
            odhudzanie stalo sie moim motwem prewodnim i nie wiem jak to zmienic
          • yagula Re: sonda 09.09.05, 14:22
            Ikka, cieszę się, że to napisałaś.
            Podglądam od kilku miesięcy to forum, ale dziś odzywam się chyba po raz
            pierwszy, a to pewnie dlatego, że myślę dokładnie tak jak Ty.
            Odchudzanie, rzeczywiście powoduje jeszcze większe tycie (cóż za paradoks!) i
            tylko NORMALNE jedzenie jest w stanie dać zadowolenie w utrzymaniu wagi.
            Też miewałam napady obżarstwa dopóki do mojej głowy nie dotarł oczywisty fakt,
            że tylko będąc najedzoną (nie przejedzoną!) będę się czuła dobrze.
            Skończyłam więc podjadanie między posiłkami. Jem trzy razy dziennie (polecane
            pięć razy nie wchodzi u mnie w grę) normalne dania (choć z przewagą warzyw),
            unikam jedzenia słodyczy (chociaż potrafię czasami zjeść deser bez wyrzutów
            sumienia i dokładania sobie kolejnych porcji) i czuję się osobą, która
            kontroluje swoje życie i nie daje się kierować swoim napadom.
            Czuję się naprawdę dobrze.
            Opisywane na KF szczególnie "ciężkie" przypadki mnie nie dotyczą, ale kiedyś po
            prostu poczułam, że jestem bliska temu, że żyję by jeść, a nie odwrotnie.
            Pozdrawiam i życzę powodzenia i wytrwałości w podjętych zmianach.
            • ikka Re: sonda 09.09.05, 21:47
              podkreślam, że zamierzam zaprzestać również całkowicie liczenia czegokolwiek,
              to męczące, a raczej szacować ilość, jakość i porę. ale powoli. miałam też w
              planach zrzucenie jeszcze kilku kilogramów w październiku, żeby wyglądać
              niezdrowo (ideał 0% tłuszczu, niestety), ale nie wiem, czy mi się będzie
              chciało. ja z "ciężkich" przypadków i prawie nie wierzę w to, co się dzieje od
              paru miesięcy. trzymaj się i dzięki za dobre słowo:)
              • yagula Re: sonda 10.09.05, 16:37
                Ikka, dasz radę, naprawdę.
                Ja zjadłam dziś na śniadanie wielką bułkę grahamkę z masłem, furą warzyw i
                nawet na majonez było miejsce, na obiad ziemniaki z furą warzyw, a na kolację
                może jakieś mięsko.
                Nie liczę też kalorii, ale mniej więcej wiem ile ich zjadam.
                Chodzę najedzona, a między posiłkami, w wolnych chwilach chodzę na siłownię,
                rower, czytam książki, chodzę na spacery. To naprawdę jest osiągalne - to
                ciągłe niemyślenie o żarciu i myślenie o tym, co zjem, jak już będę chuda. Mam
                już dosyć tych moich wahań i mam nadzieję, że w końcu unormuję swój stan.
                Pozdrawiam i trzymam kciuki.

                Jeszcze coś:
                A tak naprawdę, to najbardziej pomógł mi mój chłopak. Jakoś tak pozaręczynach,
                jeszcze będąc chudą, wpadłam w obsesję jedzenia i ciągłego podjadania
                CZEGOKOLWIEK. Zrobiłam się "normalna", a on powiedział, że prosi mnie, bym już
                taką została. Że on nie lubi mnie chudej, że nie lubi moich zdołowanych stanów,
                że jest mu przyjemnie jeść w restauracji ze mną to samo, bez ciągłego strachu w
                moich oczach itp. To był przełomowy moment dla mnie. Gdy w końcu, tak po prostu
                powiedział: taka podobasz mi się NAJBARDZIEJ.
                Nie wiem, może kiedyś to wszystko wróci i wpadnę w obsesję objadania i
                dietowania. Nie wiem. Ale póki będzie on - będzie dobrze.
                Pzdr.
                • ikka Re: sonda 14.09.05, 21:02
                  wiesz co? dam radę:) serdeczności.
                  • yagula Re: sonda 15.09.05, 10:17
                    NO COMMENTS...
    • szatniarka Re: sonda 20.09.05, 22:05
      ja chyba znalazłam sposób. jem tyle na ile mam ochotę, po prostu wyeliminowałam
      węglowodany (w tym słodycze), piwo (piję wino lub wódkę z colą light) i
      wieprzowinę. gdy jestem głodna (a raczej łakoma) to obżeram się do
      nieprzytomności kalafiorem lub fasolką szparagową. kupuję białą parzoną
      kiełbasę drobiową, dodatkową ją gotuję i też ffpjepsham ile tylko sił. to
      naprawdę działa, waga stoi w miejscu a głodu nie ma.

      acha, staram się też ćwiczyć- dużo brzuszków, trochę pompek i koniecznie
      codzienny spacer. zachęcam do wypróbowania, to naprawdę sprawdzona, skuteczna i
      pozbawiona wyrzeczeń metoda!
      • yagula Re: sonda 21.09.05, 10:52
        Gratulacje :-)
        Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka