qw5
10.09.05, 19:24
Wyobraźcie sobie, że jesteście lekarzem. I pewnego dnia przychodzi do was
pacjent, który jest W TRAKCIE terapii u waszego kolegi - osoby o
porównywalnych kwalifikacjach zawodowych. Pacjent ów pyta, czy
zechcielibyście przejąć go. Nie kwiestionuje kompetencji waszego kolegi, ale
uważa, że psychicznie lepiej by się czuł jednak u was, że gdyby wiedział na
początku itd, twierdzi, że jest w stanie dużo poświęcić, żeby jednak to
zmienić. Co robicie?
- mówicie, OK niech będzie, proszę mi przynieść stosowne dokumenty (jesteście
w stanie go przyjąć, choć to dla was dodatkowa i nie oszukujmy sie trudna
robota)
- mówicie, ale mój kolega to naprawdę świetny fachowiec, da sobie radę z tym
przypadkiem nie gorzej niż ja, (co zresztą jest prawdą) pan mnie przecienia
itd
- prosicie o czas do namysłu i konsultujecie sie z kolegą od którego chce
odejść ten pacjent, czy nie ma nic przeciwko itd - pewno nie ma, ale to
zawsze sprawa straty prestiżu
- inny pomysł, taki coby wszyscy byli ukontentowani.