getting_better
10.09.05, 20:44
Dzisiaj spotkało mnie coś dziwnego. Siedzialam na ławce w parku i przysiadł
się do mnie starszy pan w okularach. Grzecznie spytał czy może mi towarzyszyć,
to się zgodziłam, niech sobie dziadeczek odpocznie. Najpierw zaczął o
pogodzie. Ale ja już wiedziałam, że na tym się nie skończy. Wyobraźcie sobie,
ze zaczął mi mówić o miłości. I to wcale nie takiej ogólnej, ale tłumaczył mi
procesy powstawania u chłopców erekcji i o zachodzeniu w ciążę i w ogóle
takie... nie chciałam być nieuprzejma po prostu odchodząc, bo on był tak w
ogóle bardzo miły. Stwierdziłam, że skoro chce sobie pogadać, to niech gada.
Trochę wstyd, bo on mówił całkiem głośno, a dookoła pełno ludzi.
Mówił, ze wie sporo o ludziach, bo wykładał psychologię.
A potem opowiedział mi o swojej miłości do żony i o przywiązaniu i... o tym
jak ją zdradził. Nie, no to jest już prześmieszna historia. posłuchajcie.
Miał kiedyś kolegę lekarza, to było jakieś 7 lat temu, gdy mial lat 75, i ten
zalecił mu uprawianie seksu, by zapobiec... rakowi prostaty! A że z kolei jego
żonie inny lekarz zalecił "odsunięcie się" od męża, bo może dostać palpitacji
serca w swoim wieku (z nadmiaru emocji, czy ja wiem), więc pan Staszek
postanowił poszukać kobiety, co go ustrzeże przed rakiem...
Ehhh... gdyby mnie jeszcze chciał ktoś słuchać to opowiem do końca. Bo Pan
Staszek dał mi niezłe kazanie...