luccio1
10.09.05, 21:45
Mój rodzinny Kraków, 8-10 lat temu. Zimny, pochmurny dzień jesienny
(październik?). Czekam na tramwaj na przystanku przed głowną bramą Cmentarza
Rakowickiego. Ludzie wychodzą z pogrzebu i jak to po pogrzebie stoją,
usiłując jakoś tam rozmawiać o czymkolwiek. Pani lat 70-80, jeszcze w
doskonałej formie, sądząc z ubrania - prawdopodobnie wdowa, która co
dopiero pochowała męża, odrywa się od grupy z inną młodszą kobietą (córką?).
Obie idą kilkanaście kroków ulicą Rakowicką w stronę centrum, tak jak jedzie
tramwaj "do miasta"; po chwili zatrzymują się, starsza wręcza młodszej swoją
torebkę do potrzymania, sama zbacza z chodnika na skwerek, a właściwie
wydeptane klepisko wzdłuż muru cmentarnego, ustawia się plecami do muru,
twarzą do chodnika. Obok przejeżdżają samochody, przechodzą ludzie...
Wspomniana wdowa, w czerni od stóp do głów, chwilę stoi bez ruchu, widoczna
ze wszystkich stron - skwerek jest wyższy, niż chodnik. Nagle, akurat gdy
przechodnie są tuż w pobliżu, gwałtownie zadziera spódnicę, odsłaniając
podwiązki i mnóstwo innej bielizny w kolorach pastelowych, oraz białą skórę
nóg powyżej czarnych pończoch, sięgających tylko do pół uda; ściąga majtki,
staje w lekkim rozkroku i kuca, wypinając pas podwiązkowy na gołej d...;
zaraz potem leje, długo, długo, potężnym strumieniem, aż słychać na pół
Krakowa, a Żółta Rzeka płynie ze skweru w poprzek całego chodnika; dobrze nie
skończywszy sikać, zaczyna robić kupę... Wszystko, mając nadal - tak jak
podczas samego pogrzebu - twarz zakrytą czarnym welonem spływającym z
kapelusza.
(Dla wyjaśnienia: toaleta jest co prawda po przeciwnej niż przystanek stronie
bramy, w budynku Zarządu Cmentarzy Komunalnych - zamknięta na klucz, "tylko
dla pracowników").
Czy potępilibyście tę kobietę?.
Jakie mogło być podłoże psychiczne jej zachowania (oczywiście oprócz czystej
fizjologii - czyli gwałtownej, nieodpartej potrzeby)?