Gość: Matylda
IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl
19.07.01, 15:58
To banalne, ale... Jestem od ośmiu miesięcy z mężczyzną, którego kocham i który
mnie kocha. Nasz związek jest niezwykły dla nas obojga. Niemniej od jakiegoś
czasu czuję, że zmienia się coś między nami. Mam poczucie, że jemu to
powszednieje: skończyły się miłe sms-y i maile bez okazji, wyjścia do
restauracji, niedawno urocze wyznania... Skupia się na swoich potrzebach i
zachciankach. Przestał "dawać". Choć do niedawna on był w nas b. zaangażowany,
otwarty i pełen inicjatywy. Wydawało mi się, że to nigdy nie minie zwłaszcza,
że często rozmawialiśmy, co robić, aby ten związek zawsze był tak intensywny.
Ja byłam bardzo zorientowana na niego: uwielbiam się z nim kochać (do miesiąca
wstecz po dwa razy dziennie), lubię go rozpieszczać drobiazgami, uskuteczniać
niespodzianki itp. (Ale nie jestem bynajmniej typem "mamuśki"). Lubię mu "robić
dobrze". Siła moich uczuć jest taka sama, choć teraz zaczyna spadać. Widzę, że
nie jestem już dla niego taka, jak przed kilkoma miesiącami i boję się tego.
Jako, że dużo rozmawiamy, próbuję z nim o tym dyskutować. Może z tym nawet
przesadzam, ale chcę, aby wiedział, co czuję. I chcę wiedzieć, co on czuje, bo
wiem, że tylko na kompletnej szczerości można zbudować coś trwałego i udanego.
Kiedy ostatnio próbowałam zainicjować rozmowę, usłyszałam, że wszystko wciąż
analizuję i to jest dla niego męczące. Więc się wycofałam. I od tygodnia czuję,
że tracę energię do bycia miłą, miewam nieciekawe nastroje, jego zachowania
mnie irytują, nie zależy mi na spotykaniu się i zamykam się na niego. Mam
wrażenie, że niebawem zmienimy się w nudną parę żyjącą obok siebie i nie mającą
sobie nic do powiedzenia.
Wiem, że to może kolejny etap bycia ze sobą, który zawsze nadchodzi, ale dla
mnie to jeszcze za wcześnie. Boli mnie to. Jak to wygląda z punktu widzenia
mężczyzny?