back.door
03.10.05, 20:00
Kiedy wszedł do mieszkania uczyła się tańczyć. Zdziwił się, że nie rzuciła mu
się na szyję tak, jak oczekiwał. Stanął, wyciągnął ramiona i zapytał:
- Nie przywitasz się ze mną?
- Przywitam się, jak tylko skończę tańczyć - rzuciła w odpowiedzi.
Podszedł więc, schwycił ją za rękę mocno i pewnie. Zakręciła się w taki
sposób, jak gdyby unosiła się nad ziemią. Po raz pierwszy nie czuła lęku,
kiedy obracała się w powietrzu. Po tym powitalnym piruecie beztroscy i
uśmiechnięci weszli w głąb pokoju. W nie pościelonym łóżku siedział
mężczyzna. Zdawał się najwyraźniej zdziwiony widokiem przybyłego gościa.
Dziewczyna nie czuła się skrępowana, przedstawiła ich sobie swobodnie.
Niespodziewanie przybysz chwycił jakiś przedmiot leżący na stole i rzucił nim
w mężczyznę z łóżka, po czym z pełnym wdziękiem i gracją zbiegł z miejsca
zdarzenia. Trafiony wazonem mężczyzna, w akcie złości rzucił się w pogoń za
nieznajomym. Nie zważając, że ma na sobie jedynie majtki, wybiegł do windy,
rzucając pewnym głosem:
- Będę na górze szybciej niż on. Przechytrzę go.
Gdy winda posunęła w górę, zza drzwi pokoju wyszedł uciekinier, sprawca
zamieszania. Wyszedł, a raczej wypełzł na czworaka, chichocząc. Spojrzała
na niego z czułością i rozbawieniem. Nie miała siły ani nawet ochoty złościć
się na niego za kawał, który przed chwilą zrobił tamtemu osobnikowi. Po chwili
oboje ganiali po pokoju na czworaka, jak dwoje małych dzieci., śmiejąc się i
ciesząc. Podeszli bardzo blisko siebie. Podniósł ją z podłogi i chwycił za
rękę. Zgodnym krokiem, w milczeniu, ruszyli w stronę schodów. Usiedli trochę
ponad ich połową, prawie u szczytu. Kobieta znajdowała się nieco niżej.
Mężczyzna zaczął delikatnie dotykać jej pleców. Poczuła przejmujące ciepło i
niesamowite podniecenie. Przyjemny dreszcz przeszedł przez jej ciało.
Milczeli. Chwyciła jego dłoń, przytuliła ją do swojej twarzy, potem delikatnie
musnęła ustami... W jednej chwili zesztywniała. Poraziła ją myśl, że nie
powinna tego robić
- Co się stało? – zapytał wyraźnie zaniepokojony mężczyzna.
Odwróciła się przodem do niego, mogła dokładnie zobaczyć jego twarz i oczy.
Przez chwilę dojrzała w tej twarzy rysy człowieka, który kiedyś, gdy była małą
dziewczynką, bardzo ją przeraził. Odrzuciło ją to, ale po chwili wrażenie
minęło. Widziała znów jego młodą, rozpromienioną twarz.
- Chyba wiesz, że bardzo mi się podobasz... – zaczął, ale nie pozwoliła mu
skończyć.
Po chwili wyszeptała smutno:
- Tego akurat jestem pewna. Wiem, że tak jest, ale....
- Ale? – zapytał wyczekująco.
Bała się, jednak miała świadomość, że musi to z siebie wydusić.
- Właśnie uświadomiłam sobie, iż nie powinnam w ten sposób zbliżać się do
ciebie, boję się, że mnie skrzywdzisz. – wyszeptała, patrząc mu prosto w oczy.
Słowa dziewczyny poraziły go. Zastygł w bezruchu. Leżał oparty na schodach,
ona oparta ręką o nie, patrzyła wprost w jego oczy. To były dobre oczy, a w
tej chwili zobaczyła w nich łzy, powstrzymywane siłą woli. Na jego twarzy
pojawił się uśmiech. Znała ten rodzaj uśmiechu- pokrywał zakłopotanie...
:)
Taka sobie historyjka. Ku zabawie i uciesze, mam nadzieję. Pytanie brzmi: jak
poprowadzić akcję, by te schody wiodły w górę... Wiadomo, w dół łatwiej zejść:)
pzdr