Dodaj do ulubionych

raz na trzy dni?

IP: 212.244.188.* 26.09.02, 11:06
Jak ocenilibyscie taka sytuacje: spotykam sie od jakiegos czasu (kilka
miesiecy) z facetem, ktory na poczatku bal sie konkretow cd. naszego
spotykania sie, bal sie mowic o zwiazku, bal sie cokolowiek planowac, byl ze
mna, bo go interesowalam i zapewne pociagalam. Ja bylam uparta (i zakochana)
i nie odpuscilam go sobie, ale powoli, cierpliwie szlam obok niego, dajac mu
czas (kobieca determinacja czy naiwnosc?). Niedawno w koncu odwarzyl sie
wypowiedziec glosno, nazwac nas zwiazkiem. Jednak chce sie spotykac co kilka
dni, nie codziennie, by, jak mowi, tesknota narosla. Mi jego brakuje,
chcialabym czesciej, wiecej, szybciej. Zalezy mi na nim. Przyzwyczaic sie do
tego, czy dazyc do zwiekszenia czestotliwosci? Nie powiedzialam mu jeszcze,
ze moje oczekiwania bylyby inne.
Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • lastka Re: raz na trzy dni? 26.09.02, 11:08
      Anno a czyn on nie ma żadnych zobowiązań wobec innej kobiety? Dlaczego nie chce
      spotykać się codziennie. A może poprostu jest żonaty?
    • Gość: filut Re: raz na trzy dni? IP: *.elmont.com.pl / 10.40.36.* 26.09.02, 11:14
      Taka częstotliwość dla faceta w wieku 75 lat jest sprawą normalną.
    • Gość: m. Re: raz na trzy dni? IP: *.u.mcnet.pl 26.09.02, 11:46
      niestety, faceci tak maja. nie ma innego wyjscia jak zacisnac zeby i zgadzac
      sie na widywanie co kilka dni. narazie... bo przeciez i jego
      sobie 'wychodzilas' ;-) trzymaj sie i postaraj radzic sobie jakos z tesknota.
    • Gość: rybkaa Re: raz na trzy dni? IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 26.09.02, 12:58
      Rozumiem tego faceta, ja też nie wyobrażam sobie spotykania się codziennie na
      początku związku. Zeby zakiełkowała miłośc musi się najpierw pojawić tęsknota.
      Absolutnie nie naciskaj, nie przyspieszaj niczego, bo wszystko zepsujesz!
    • Gość: wania Re: raz na trzy dni? IP: *.gda.ids.pl / 192.168.2.* 26.09.02, 14:00
      Kilka miesięcy, to znaczy ile? Trzy czy siedem? To zasadnicza różnica. Jeśli
      jesteście ze sobą ponad cztery miesiące, to zaczęłabym się zastanawiać nad jego
      potrzebą alienacji... Być może on rzeczywiście ma jakieś "zobowiązania" wobec
      innej kobiety? A może po prostu boi się zaangażowania? Tak czy inaczej warto
      się zbliżyć i zobaczyć, o co tu biega.
    • capa_negra Re: raz na trzy dni? 26.09.02, 14:52
      Anno nie dramatyzuj.
      Rózni ludzie w różnie sie wiąza - jedni szybciej i łatwiej inni wolniej.
      Wiem to z własnego doswiadczenia a raczej po sobie.
      Sama byłam w związku przez siedem lat w którym widywaliśmy sie 3 razy w
      tygodniu. Zaznaczam, że żadne znas nie miało innych zobowiązań i nie traktowało
      tego zwiazku przelotnie.
      Poprostu tak nam odpowiadało. Rozstaliśmy sie w przyjaźni i przyjaźnimy sie
      nadal.
      Potem związałam sie z mężczyzna z którym jestem obecnie.
      To on był ta stroną, która napierała na codzienne kontakty, a mnie to mimo
      wielkich chęci potwornie męczyło. Niejenokrotnie mu mówiłam "zwolnij bo
      uciekne " i zwolnił... Efekt - po pól roku znajomości najwyżej jeden dzień w
      tygodniu spędzamy osobno. I to nie dlatego, ze on dalej napierał, ale dlatego,
      że to ja przestałam uciekać.
      Wiec może cierpliwości......
    • Gość: KochająceiŻyczliwe Re: raz na trzy dni? IP: 212.244.188.* 26.09.02, 17:27
      Droga Anno,
      Czy Ty naprawde nie masz nic innego do roboty w godzinach pracy?:)
      Nasz rada brzmi- nawet jezeli faktycznie spotykasz sie z nim raz na trzy dni,
      to kochaj go namiętnie tak, jakby świat się skończyć miał.;)
      Pozdrawiamy
    • Gość: Imagine Re: raz na trzy dni? IP: *.unl.edu 26.09.02, 18:12
      Gość portalu: anna napisał(a):

      > Jak ocenilibyscie taka sytuacje: spotykam sie od jakiegos czasu (kilka
      > miesiecy) z facetem, ktory na poczatku bal sie konkretow cd. naszego
      > spotykania sie, bal sie mowic o zwiazku, bal sie cokolowiek planowac, byl ze
      > mna, bo go interesowalam i zapewne pociagalam. Ja bylam uparta (i zakochana)
      > i nie odpuscilam go sobie, ale powoli, cierpliwie szlam obok niego, dajac mu
      > czas (kobieca determinacja czy naiwnosc?). Niedawno w koncu odwarzyl sie
      > wypowiedziec glosno, nazwac nas zwiazkiem. Jednak chce sie spotykac co kilka
      > dni, nie codziennie, by, jak mowi, tesknota narosla. Mi jego brakuje,
      > chcialabym czesciej, wiecej, szybciej. Zalezy mi na nim. Przyzwyczaic sie do
      > tego, czy dazyc do zwiekszenia czestotliwosci? Nie powiedzialam mu jeszcze,
      > ze moje oczekiwania bylyby inne.
      > Pozdrawiam.
      Prosze wytlumaczcie mi biednemu jedna rzecz. Jak mozna tak kogos pragnac by
      byc z ta osoba non-stop. Mnie tez sie niejeden raz tak wlasnie wydawalo, ale po
      jakims czasie chcialem miec troche oddechu i byc samemu albo z innym czlowiekiem
      czy grupa ludzi. Czy mozna wogole cos zrobic jak sie tak na kims wisi ? Ona
      chcialaby go czesciej, wiecej, szybciej. RANY !!!! niech ucieka ten klient jak
      najszybciej.
      Pozdr, Imagine.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka