ala1978
01.11.05, 01:23
proszę pomóżcie mi, bo ja już sama nie wiem co robić.
Mam 27 lat, od pięciu lat jestem sczęśliwą mężatką i mamą 3 letniej córeczki.
Męża kocham bardzo, bezwarunkowo, za wszystko i za nic, jest moim
przyjacielem. Mąż jest starszy o 9 lat. Nigdy mnie nie zdobywał, raczej ja
jego, a właściwie tak po prostu się poznaliśmy i stali parą.
Od zawsze mam kompleksy na punkcie swojego wyglądu i charakteru. Nie jestem
brzydka, ani też piękna, zwykła normalna dziewczyna, nic specjalnego. Za to
zawsze chciałam żeby mnie lubiano, żebym się podobała.
Gdy miałam 12 lat, na moje osiedle, do sąsiedniego bloku przeprowadził się
pewien chłopak, nazwijmy go Marcin. Starszy o 4 lata, zupełnie inny ode
mnie , z "przeszłością". NIe wiem czemu, ale bardzo mi się spodobał.
Przystojny, inteligentny, ale w złym towarzystwie, a na dodatek zupełnie mną
nie zainteresowany.
Ja zawsze miałam kłopot z chłopakami, raczej byłam dla nich koleżanką niż
dziewczyną, w życiu miałam chyba 3-4 chłopaków (ale to gó..arze byli, tak
jak i ja). Przez te cały czas Marcin mi się kręcił po życiorysie. Właściwie
spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, za wszelką cenę chciałam mu się podobać,
szukałam jego komplementów, nie wiem czemu, bo znałam go dość dobrze i nie
chciałam z nim być (chyba.). A ja na pewno w jego typie nie byłam. Myślę, że
było pusto w moim życiu a on mi tę pustkę wypełniał. Robiłam z siebie
idiotkę, żeby go "przypadkowo" spotkać, a on mnie wykorzystywał, czekałam na
niego. Nawet mój pierwszy seks był z nim (nie było to nic przyjemnego, byłam
okropnie zestresowana).
Potem on poznał dziewczynę, nawet nie byłam zazdrosna o niego, raczej o tej
czas spędzany razem, potem ja poznałam swojego męża, zakochałam się.
Wyjechałam na drugi koniec Polski. Obydwoje wzięliśmy ślub i urodziły nam się
dzieci (jemu dwójka).
I mimo, że minęło dobre 6 lat od kiedy się spotykaliśmy (przyjacielsko), ja
ciągle o nim nie mogę przestać myśleć. Ciągle mi się śni, ciągle chcę
żeby...mnie docenił. Żeby mi powiedział jakiś komplement. Boję się, że go
ciągle podświadomie kocham, więc jeśli tak, to co czuję do męża?
Ja tego nie umiem zrozumieć. Mąż daje mi wszystko czego potrzebuję, naprawdę
go bardzo mocno kocham i nie mam zamiaru się rozstawać. Marcin mnie gnoił,
chyba że czegoś potrzebował, potrafił być bardzo niemiły, ale tego nie
pamiętam - pamiętam tylko te nieliczne dobre rzeczy jakie mi powiedział.
Gdy przyjeżdżam odwiedzić rodziców, nawet z moją córeczką, to ciągle mam ten
nawyk patrzenia w stronę jego bloku, czerwienię się jak go spotykam, od czasu
do czasu napisze coś do mnie na gadu gadu a ja się cieszę jak głupia.
O co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego tak jest? Czy ktoś mi może wytłumaczyć
albo dać radę jak na zawsze zapomnieć o Marcinie? Ala