obawa przed zmianami

09.10.02, 11:43
czytam od dłuższego czasu wątki na tym forum i zastanawiam sie czy podstwowym
powodem naszych niepowodzeń są obawy przed zmianami.
Ludzie tkwią latami w nieudanych związkach bo sie boja zmiany, tkwia na
nieciekwych posadach. Czy nie jest tak że w gruncie rzeczy większośc z nas to
pesymiści? Skoro lęk przewyższa nadzieję to znaczy że patrzymy , my dorośli
na zycie w ciemnych barwach.
Osobiście bałam się zmiany pracy, a rzeczywistość okazała się nieoczekiwanie
dobra. Zmiana przysporzyła mi wiele szczęścia. Teraz zaczynam myśleć o tym
czy wyjście z nieudanego związku pozbawi mnie kolejnych problemów.
Jak sądzicie skąd bierze sie w nas tak silna potrzeba stabilizacji choćby
najgorszej z możliwych
    • Gość: mikawi Re: obawa przed zmianami IP: 217.153.44.* 09.10.02, 11:49
      myślę że yo wynika z obawy przed nieznanym. Wolimy nieciekawą pracę bo nie
      wiemy czy uda nam się znależć ciekawszą, albo w ogóle jakąkolwiek. Tkwimy w
      nieudanych związkach bo myśl o tym co będzie bez niego/bez niej paralizuje
      wszelkie decyzje, które z logicznego punktu widzenia wydają się słuszne. A tak
      przynajmniej wiemy czego się spodziewać.
      • demoniczna27 Re: obawa przed zmianami 09.10.02, 11:55
        zgadzam sie z toba ale czy to nie jest troche jak autoagresja? Przecież żyjąc w
        nieudanym związku niszczymy sobie psychikę całkowicie zdając sobie z tego
        sprawe. Widać każdy z nas ma w sobie ofiarę
    • iwa_ja Re: obawa przed zmianami 09.10.02, 11:58
      Ze strachu się bierze. Ze strachu. Sama przez wiele lat woziłam się z zamiarem
      uwolnienia się z pewnego związku, ale bałam się, że nie dam rady. I dałam. I
      wyszłam na prostą. I lepiej mi idzie, duzo lepiej niż poprzednio. Co do pracy.
      Taaa. Ktoś napisał na załozonym przeze mnie wątku, że polski rynek pracy jest
      bardzo trudny, ze zasady to raczej nie kompetencje lecz krewni i znajomi
      królika. Bo o czym może świadczyć to, że pociotek jakiegoś szefa, który się nie
      sprawdził na bardzo newralgicznym stanowisku dla firmy, awansuje a wywalani są
      jego podwładni. Popatrzcie, co się dzieje! Teraz za pracą rozglądają się ludzie
      z wyższych półek. Przychodzi nowa ekipa, inwestor zagraniczny i won do domu.
      Ale fakt, obawa przed zmianą pracy, kiedy obecna silnie uwiera to najgorszy
      wariant z możliwych. Fajnie napisała Adamowi Malwina. Nikogo nie obchodzi nas
      los, nasze zycie. Sami musimy sie urządzać. Nikt za nas tego nie zrobi.
      Więcmusimy się wreszcie nauczyć więcej odwagi, umiejętności sprzedawania się. I
      optymizmu, prawda!
      Tzw. średniego pokolenia nikt nie uczył asertywności, raczej w dobrym tonie
      była bierność. I że ONI to za nas postanowią. I teraz to się mści. A na układy
      nie ma rady. Wszędzie są. Więc sama nauczyłam się juz kolekcjonować wizytówki,
      pielęgnować znajomości. To jest konieczne, chociazby nawet śmierdziało
      hipokryzją.
      • demoniczna27 Re: obawa przed zmianami 09.10.02, 12:21
        jasne ze istnieje strach i jak rażące niesprawidliwości związane z praca, ale
        własnie chyba brak wiary we własne siły powoduje stagnacje. Oglądałam dzisiaj
        swietny program o osobach ktore prowadza swoja dzialalnosc gospodarcza. Nieraz
        bardzo prosci ludzie, ale diabelnie odwazni z kapitałem 500 zł rozruszali swoje
        niezle prosperujace firmy. Dalego twierdze że własnie strach, obawa przed
        zmianami moze byc jedna z powazniejszych przyczyn nijakiego zycia
    • olek13 To ta wredna podświadomość :-) 09.10.02, 12:34
      demoniczna27 napisała:

      > Jak sądzicie skąd bierze sie w nas tak silna potrzeba stabilizacji choćby
      > najgorszej z możliwych

      To wynika z cech umysłu podświadomego. Podświadomość działa mechaniczne: bodziec - reakcja, zawsze tak samo. Jeśli coś chcemy w tym zmienić, podświadomość stawia opór, np.: poprzez wytworzenie lęku, a my, czując lęk wycofujemy się ze zmian.

      Pozdrawiam serdecznie
      • mojaarkadia Re: To ta wredna podświadomość :-) 09.10.02, 14:12
        Olku, tutaj akurat nie moge sie z Toba zgodzic, bo to nie podswiadomosc, a
        wlasnie swiadomosc jest hamulcem naszych poczynan.Swiadomosc lubi krytykowac,
        widziec rzeczy w czarnych barwach, podswiadomosc natomiast "wie lepiej". Jesli
        uda sie nam do nie dotrzec i sie w nia wsluchac, wszystko wydaje sie o wiele
        prostsze i latwiejsze do zrealizowania,,,jednak bardzo trudno sie wsluchac w
        podswiadomosc, wymaga to troche praktyki, trzeba byc totalnie zrelaksowanym.
        Sama tego kiedys probowalam i na pewno bylo warto.
        Pozdrwaiam
        • Gość: Malwina jest gorzej niz myslicie IP: *.abo.wanadoo.fr 09.10.02, 14:22
          ze strachu przed...smiercia. Niech bedzie tak jak jest dzis nalezy odczytywac : chce zyc wiecznie i niech
          nic sie nie zmienia.
          • fnoll przesada, smierci nie ma 09.10.02, 16:20
            owszem, instynktownie boimi sie zmiany - lecz nie z powodu swiadomosci
            przemijania, to jest zupelnie wtorny fenomen

            boimi sie zmiany z prostej oszczednosci!

            im wieksza zmiana - tym wiecej nas energii kosztuje, i jesli nie ma pewnosci
            co do tego, ze to sie oplaci (a trudno o taka pwenosc, szczegolnie gdy
            nieczuli jestesmy na obietnice gruszek na wierzbie i sceptyczni bardzo -
            zapalency tu maja lepiej, choc za to czesciej sie nacinaja), to dominuje w nas
            niechcec przed wydatkowaniem wiekszej porcji energi niz dotad, mysl o tym jest
            nieprzyjemna, przeradza sie w lek

            mysle, ze przeradzaniu sie tej niecheci przed zmiana w lek sprzyja
            doswiadczenie, ze czasem zostajemy ukarani za cos, czego sie nie zrobilo, a co
            wlasnie mialo dac realny efekt dopierow w niepewnej przyszlosci (jak np.
            zadanie domowe) - co sprawia, ze z jednej strony nam sie nie chce, a z drugiej
            obawiamy sie negatywnych skutkow naszego niechcenia, nie na tyle jednak, by
            sie zmobilizowac w kierunku jakiejs zmiany - szczegolnie mozebny shemat w
            sytuacji, gdy nie mamy konkretnego "planu zmiany"

            ech, jakby tak mozna pozostac przy samym niechceniu... :))))
        • olek13 Re: To ta wredna podświadomość :-) 09.10.02, 15:01
          mojaarkadia napisała:

          > Olku, tutaj akurat nie moge sie z Toba zgodzic, bo to nie podswiadomosc, a
          > wlasnie swiadomosc jest hamulcem naszych poczynan.Swiadomosc lubi krytykowac,
          > widziec rzeczy w czarnych barwach, podswiadomosc natomiast "wie lepiej". Jesli
          > uda sie nam do nie dotrzec i sie w nia wsluchac, wszystko wydaje sie o wiele
          > prostsze i latwiejsze do zrealizowania,,,jednak bardzo trudno sie wsluchac w
          > podswiadomosc, wymaga to troche praktyki, trzeba byc totalnie zrelaksowanym.
          > Sama tego kiedys probowalam i na pewno bylo warto.
          > Pozdrwaiam

          Wchodzimy w szczegóły (i bardzo dobrze). Wedle mojej wiedzy wiele świadomych oporów stymulowanych jest nasyłanymi przez podświadomość emocjami. One to "zmuszają" nas to takiego a nie innego punktu widzenia (mechanizm racjonalizacji na tym polega). To, o czym piszesz, że jest podświadomą podpowiedzią, tak naprawdę jest głosem intuicji (nadświadomości), który jednakże dochodzi do nas za pośrednictwem podświadomości - i stąd niekiedy przekonanie, że to podświadomość jest taka "mądra", a także częste przekłamania podpowiedzi intuicyjnych. A poza tym to co piszesz, to mi się zgadza.

          Pozdrawiam Cię serdecznie
          • kwieto Re: To ta wredna podświadomość :-) 10.10.02, 08:19
            Znaczy podswiadomosc wytwarza leki swiadomosci, a nastepnie doprowadza do
            "wojny" swiadomych lekow z podswiadomoscia - ergo podswiadomosc rozdwaja
            sie i toczy walke sama ze soba?

            Eeeeeee
            • olek13 Re: To ta wredna podświadomość :-) 10.10.02, 12:21
              Napisałem, że wiele świadomych przekonań ma źródła w podświadomych wyobrażeniach. Podświadomość ma silny wpływ na świadome poglądy, bowiem "ubarwia" je emocjami. Niekiedy wręcz świadome poglądy wynikają z podświadomych przekonań, a dopiero na poziomie świadomym następuje "domalowanie" ideologii do przekonania i ten mechanizm nazywa się recjonalizacją. I nie wiem, co w tym według Ciebie jest "Eeeeeee".

              Pozdrawiam
              • kwieto Re: To ta wredna podświadomość :-) 10.10.02, 21:34
                No ale z drugiej strony, potwierdzasz, ze ta "wolnosc od leku" pojawia sie rowniez
                na poziomie podswiadomosci. A z tego wynika, ze jesli podswiadomosc przenosi
                strachy do swiadomosci a zarazem jest ich wolna, to musi byc rozdwojona w jakis
                sposob, lub musza istniec jakies dwie podswiadomosci, walczace (zapewne
                podswiadomie, hihi) ze soba
                • olek13 Re: To ta wredna podświadomość :-) 11.10.02, 07:26
                  Drogi Kwieto,
                  Podświadomość jest nielogiczna. Działa jak komputer, w którym pracują różne
                  programy. Jej "wnioskowanie" jest czysto dedukcyjne, często w sposób: ptaki
                  strusie mają długie szyje, żyrafy też mają długie szyje - więc żyrafy są
                  ptakami. Stwierdzić to można, obserwując zwierzęta - one mają do dyspozycji
                  tylko to, co my nazywamy podświadomością. Gdy widzisz ćmę, atakującą żarówkę
                  (żaróka parzy, a światło przyciąga) też mówisz, że ma rozdwojenie jaźni?

                  Pozdrawiam serdecznie
                  • kwieto Re: To ta wredna podświadomość :-) 11.10.02, 07:49
                    1. nie widze niczego nielogicznego w zachowaniu Cmy - ona leci do swiatla, bez
                    wzgledu na konsekwencje. Jej dzialanie jest scisle prostolinijne. Gdyby cma to
                    podlatywala do zarowki, to podlatywala w strone np. ciemnosci i krazyla w kolko
                    nie mogac sie zdecydowac, to wtedy mielibysmy cos w stylu podswiadomosci
                    opisywanej przez Ciebie. Natomiast cma po prostu leci do swiatla, za wszelka cene.

                    2. o tym, ze zwierzeta kieruja sie wylacznie podswiadomoscia, moze twierdzic tylko
                    ktos, kto nigdy nie mial okazji przypatrzec sie im nieco dluzej. Ciezko z tym
                    pogladem dyskutowac, dlatego nie bede rozwijal. Ale zapewne kazdy wlasciciel psa
                    czy kota bedzie Cie przekonywal, ze zwierzak wykazuje niekiedy bardzo sporo
                    swiadomosci w tym co robi. Tlumaczenie takich zachowan instynktem, jest gruba
                    przesada. Znowu uzywasz pojec, pod ktore teoretycznie da sie podciagnac wszystko
                    (bo rownie dobrze mozna udowodnic, ze czlowiek kieruje sie wylacznie instynktem).

                    3.Zakladam, ze czlowiek jest nieco bardziej skomplikowany niz rozregulowany
                    komputer. Zarazem zakladam, ze osobowosc czlowieka jest w jakis sposob
                    zintegrowana. Dlatego ciezko mi zgodzic sie z Twoja argumentaja, ktora rozbija
                    mnie na kilka podosobowosci. Jakos nie widze, by moja podswiadomosc ze mna
                    walczyla. Nie widze tez. by dzialala jak rozregulowany komputer...
                    Moze Twoja podswiadomosc jest, ten tego, nie tego? :")))
                    • olek13 Re: To ta wredna podświadomość :-) 11.10.02, 11:32
                      kwieto napisał:

                      > 1. nie widze niczego nielogicznego w zachowaniu Cmy - ona leci do swiatla, bez
                      > wzgledu na konsekwencje. Jej dzialanie jest scisle prostolinijne. Gdyby cma to
                      > podlatywala do zarowki, to podlatywala w strone np. ciemnosci i krazyla w kolk
                      > o
                      > nie mogac sie zdecydowac, to wtedy mielibysmy cos w stylu podswiadomosci
                      > opisywanej przez Ciebie. Natomiast cma po prostu leci do swiatla, za wszelka ce
                      > ne.

                      Nie widzisz, bo rozumiesz sytuację, a ćmie jest raz za gorąco, drugi
                      raz za ciemno i działają dwa przeciwstawne w skutkach odruchy. Lepiej
                      tego nie opiszę.

                      > 2. o tym, ze zwierzeta kieruja sie wylacznie podswiadomoscia, moze twierdzic ty
                      > lko
                      > ktos, kto nigdy nie mial okazji przypatrzec sie im nieco dluzej. Ciezko z tym
                      > pogladem dyskutowac, dlatego nie bede rozwijal. Ale zapewne kazdy wlasciciel p
                      > sa
                      > czy kota bedzie Cie przekonywal, ze zwierzak wykazuje niekiedy bardzo sporo
                      > swiadomosci w tym co robi. Tlumaczenie takich zachowan instynktem, jest gruba
                      > przesada.

                      Czasami pewnie tak. Brak mi doświadczeń w tym zakresie. Ale zapewne część
                      wyższych zwierząt ma zalążki inteligencji.

                      > Znowu uzywasz pojec, pod ktore teoretycznie da sie podciagnac wszystk
                      > o
                      > (bo rownie dobrze mozna udowodnic, ze czlowiek kieruje sie wylacznie instynktem
                      > ).

                      Nie wiem, odnośnie czego ta uwaga.

                      > 3.Zakladam, ze czlowiek jest nieco bardziej skomplikowany niz rozregulowany
                      > komputer. Zarazem zakladam, ze osobowosc czlowieka jest w jakis sposob
                      > zintegrowana. Dlatego ciezko mi zgodzic sie z Twoja argumentaja, ktora rozbija
                      > mnie na kilka podosobowosci. Jakos nie widze, by moja podswiadomosc ze mna
                      > walczyla. Nie widze tez. by dzialala jak rozregulowany komputer...
                      > Moze Twoja podswiadomosc jest, ten tego, nie tego? :")))

                      To sobie przypomnij, jak np. powinieneś coś zrobić, a bardzo Ci się nie
                      chciało.

                      To wszystko przypomina trochę dzialog:
                      - Ciepło.
                      - No co ty, zimno przecież.
                      - Ale, co ty opowiadasz, czuję, że ciepło
                      itd...
                      Lubisz udowadniać swoje racje. Ja już mniej. Mnie jest ciepło.
                      Jeśli Tobie jest zimno, to niech Ci tam.

                      Pozdrawiam serdecznie
    • fnop Re: obawa przed zmianami 09.10.02, 17:24
      z różnych powodów boimy się zmian: ze strachu, z lenistwa, z braku wiary w
      swoje możliwości i w możliwość zmiany w ogóle, ale czasem także ze względu na
      zaangażowanie nie umiemy się wycofać; często tkwiąc w beznadziejnym układzie,
      podświadomie pozbawiamy się jedynej szansy na wyjście z przeklętego kręgu;

      wrogiem życia i miłości jest apatia - powoduje, że stajemy się zgorzkniałymi,
      więdnącymi roślinami; powodem ludzkiego cierpienia jest przekonanie, że coś
      jest niezmienne i uczepienie się tego w nadziei na bezpieczenstwo; ale takich
      niezmiennych rzeczy (i osób) nie ma;

      jeśli może istnieć recepta na szczęście, to moja byłaby następująca: uświadamić
      sobie to, że wszystko na świecie jest zmienne i nauczyć się to akceptować
    • kwieto Re: obawa przed zmianami 10.10.02, 08:29
      Najblizszy mi pogladami jest Fnoll, ze stwierdzeniem, ze strach przed zmiana to
      zwykla oszczednosc. Ja bym to ujal w ten sposob, ze utrzymywanie "zlych ukladow"
      jest powodowane obawa przed strata. Nieprzypadkowo wiekszosc niezbyt
      ukladajacych sie zwiazkow rozpada sie przez kochanka lub kochanke. Wczesniej
      malzonka w ryzach utrzymuje obawa, ze zostanie samotny. Takiej osobie wydaje sie,
      ze zycie samotne jest najgorszym z mozliwych, na pewno gorsze niz pozostawanie w
      beznadziejnym ukladzie. Dopiero gdy pojawia sie ktos trzeci (kochanek/kochanka)
      kto jest alternatywa dla ukladu malzenskiego, pojawia sie ochota by porzucic
      malzenstwo na rzecz nowego zwiazku.

      Podobnie w pracy - czestokroc tkwimy w niej, jednak gdy juz pojawi sie lepsza
      oferta, porzucamy ja bez wahania. Obawa jest wiec zwiazana z "pozostawaniem na
      lodzie". Fakt faktem, niechetnie patrze na perspektywe braku pracy - musialbym z
      wielu rozrywek zrezygnowac, byc moze pozbyc sie czesci posiadanych rzeczy - a nie
      mam na to zwyczajnie ochoty. Niechetnie patrze na byc moze drastyczne
      pogorszenie sie warunkow bytowania zwiazanych z utrata pracy.

      Co innego poszukiwanie nowej, tkwiac jeszcze w starym ukladzie. Ale tu hamujace
      jest zwyczajne lenistwo...
      • iwa_ja Re: obawa przed zmianami 10.10.02, 12:30
        kwieto napisał:

        > Co innego poszukiwanie nowej, tkwiac jeszcze w starym ukladzie. Ale tu
        hamujace jest zwyczajne lenistwo...
        W moim przypadku to nie było lenistwo ani obawa. Raczej chęć dopięcia pewnych
        innych ważnych spraw (wiesz, jakich) mając zaplecze w postaci irytującej bo
        irytującej, ale jednak synekurki.
        Jeszcze raz przestrzegam Cię, Kwieto, przed postrzeganiem świata w barwach
        czarno-białych. W życiu jest mnóstwo odcieni szarości.
        A dzień dzisiaj wcale nie szary, prawda?
        • kwieto Re: obawa przed zmianami 10.10.02, 21:41
          Dzien dzis kolorowy. Co do zabezpieczenia w postaci synekurki - albo jest to Twoj
          wybor calkowicie swiadomy i godzisz sie przyjac jego konsekwencje, albo wlasnie
          strach pt.: "co sie ze mna stanie bez zabezpieczenia w postaci synekurki". Strach czy
          obawa, wszystko jedno, mechanizm ten sam.
          Natomiast jesli pozostajesz na danej posadzie z wyrachowania - wybacz, ale nie
          mozemy tu mowic o "tkwieniu w ukladzie". Podjelas wybor, i godzisz sie na jego
          konsekwencje, nieprawdaz?
    • Gość: ToeToe Re: obawa przed zmianami IP: proxy / *.jetstream.xtra.co.nz 12.10.02, 23:08
      Fajny watek... A co zrobic gdy istnieje ciagla potrzeba zmian (chodzi o ten
      dreszczyk emocji)??
      • Gość: Renka Re: obawa przed zmianami IP: proxy / *.home.cgocable.net 13.10.02, 05:55
        Ja mysle, ze jak ktos chce zmienic swoja sytuacje, to ja zmieni, predzej czy
        pozniej. Czeka tylko na sprzyjajace okolicznosci, ktore jemu, w jego mniemaniu
        sa niezbedne, aby sie zmobilizowac. Jest to zatem chyba sprawa oszczednosci
        energii, czasu, pieniedzy.Strach moze dzialac paralizujaco, ale z biegiem
        czasu przyzwyczajamy sie i ten strach staje sie mniejszy, a mimo to nic nie
        robimy dalej. Czekamy na "zmiane klimatu", bo wtedy wszystko zaczyna sie
        ukladac jak domino.Pieknie i bez problemow :)
        • demoniczna27 Re: obawa przed zmianami 13.10.02, 12:30
          a co z całą rzeszą ludzi którzy tkwią w szarości i tylko marza do ostatnich dni
          o swojej restauracyjce i o tym żeby iśc na spacer ze swoja żoną trzymając ją
          za ręke ale jakos sił brakuje? dla mnie to jest całkowity brak wiary w siebie,
          że ja Jan Kowalski potrafie. Życie zabiera nam wiare w to że można, że
          potrafimy, że sie uda.
      • mysz_ Re: obawa przed zmianami 13.10.02, 12:23
        wtedy chyba jest szansa na baardzo interesujące zycie i na znalezienie tej/tego
        własciwego
Inne wątki na temat:
Pełna wersja