Dodaj do ulubionych

co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo?

IP: *.kielce.com.pl 10.10.02, 11:18
Ciężko uwierzyć, że to już mija miesiąc odkąd go nie ma.
Tyle planów, marzeń i wszystko umarło wraz z nim.
Zostałam sama w pustym mieszkaniu, z jego rzeczami.
Gdyby nie ten wyjazd służbowy...byłby teraz przy mnie.
W święta miał odbyć się nasz ślub, właśnie zaczeliśmy mieszkać razem.
Teraz siedzę sama patrząc na sukienkę i zdjęcia, ubrana w jego dwie koszule,
sweter i nawet spodnie!
(czy ja jestem jeszcze normalna?) Nocami jeżdzę jego samochodem po mieście,
bez celu ale w jego samochodzie jest lepiej niż w moim, czuć jego zapach.
Wczoraj odeszłam z pracy, nie potrafię pracować,
nie mam po co pracować bo nic mi już nie potrzeba. Czy on już nigdy nie
wróci? Nie wróci? Czy mogę go odzyskać? Co zrobić gdy życie się już skończyło
a nadal żyję?
Obserwuj wątek
    • Gość: mikawi Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: 217.153.44.* 10.10.02, 11:36
      trzymaj się, poczytaj posty inki_sama, jest w podobnej sytuacji, może się
      odezwie do Ciebie, a tu jest wielu ludzi, którzy znajdą wiele ciepłych słow,
      nie zamykaj się, wychodź do ludzi, pozwól ludziom przyjść do ciebie. To trudne,
      ale jedyne co możesz zrobić dobrego dla siebie, żyć dalej, spróbować się
      otrząsnąć. Rezygnacja z pracy nie była chyba dobrym rozwiązaniem, praca pozwala
      przetrwać dzień, choć przez chwilę nie myśleć, nie zadręczać się. Pisz tu,
      zaglądaj często, tu są naprawde świetni ludzie.
    • Gość: inka_sama nie bądź sama! IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 10.10.02, 11:40
      Nie bądź sama.
      To straszne chwile - zwłaszcza poczatek.

      Zabrzmiało mi to znajomo... Dziwne że napisałas tu właśnie dziś - po tej nocy
      właśnie.

      To nie zabije bólu i tęsknoty ale... poczytaj:

      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=210&w=869325&a=869325
      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=210&w=1255781&a=1255781
    • Gość: T. Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.kielce.com.pl 10.10.02, 13:23
      Nie potrafię żyć bez niego. Mikawi, praca nie pomaga przetrwać dnia, ani na
      chwile zapomnieć, nie potrafiłam dłużej pracować bo nic nie robiłam. Inka-sama,
      ja nie potrafię czytać tych postów, nie mogę bo zgłupieję. Czytając to płacze
      jeszcze bardziej wiedząc, że ktoś też cierpi z takiego powodu. Mam 25 lat,
      po 7 latach naszego związku jego odejście wszystko zmieniło. Studia, praca,
      plany, marzenia przestały dla mnie istnieć.
      Po co żyć jeśli jego nie ma i nie będzie. Tak bym chciała by wrócił jakimś
      dziwnym sposobem. Zostałam sama w naszym mieszkaniu, na które ciężko
      pracowaliśmy a teraz już nic nie ma sensu. Siedzę z telefonem i czytam jego
      ostatnie smsy. Tak bym chciała go usłyszeć.
      Nie spotykam się z nikim. Nie chce nikogo wiedzieć, nawet rodziny i przyjaciół.
      Nie mogę jeść, spać, palić ani pić. Chciałabym by mnie nie było. W nocy słyszę
      zmiksowane słowa, jego obietnice, śmiech przeplata się ze słowami lekarza,
      którym mówi, że on nie żyje, że nawet nie było szans na to by przeżył.
      I tak na okrągło. Jak to możliwe, że on nie żyje...26 lat i nie żyje.
      No i jak to przetrwać, czy w ogóle warto...Jak to możliwe, że on nie żyje.
      • Gość: kamill_a Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.waw1.bptnet.pl 10.10.02, 15:06
        Nie wiem co czujesz, nie mam o tym pojęcia. Nawet nie wiem czy chcesz słuchać
        (tu: czytać) jakichkolwiek rad. Moim zdaniem jeśli chcesz, potrzebujesz być
        sama, wspominać - choć to boli - bądź. Ale nie za długo, bo zwarjujesz! Znajdź
        sobie kogoś kto chociaż w ciszy, bez zbędnych pytań, pocieszania i zmuszania do
        czegokolwiek będzie z Tobą, obok, blisko. Może przyjaciółka, przyjaciel, ktoś z
        rodziny. Zapewniam cię ze uporasz się z tym. Nie szybko, nie od razu, ale
        uporasz się. Pozdrawiam
        • Gość: Imagine zycie sie nie konczy IP: *.unl.edu 10.10.02, 16:09
          Doga T,
          nic nie musisz robic z prostej przyczyny. Sluchaj uwaznie teraz. Zycie sie nie
          skonczylo, bo zycie nie zna stanu konca. Zycie wibruje wokol nas i to co martwe,
          to tylko nasza iluzja. Twoj ukochany zyje i jest mu dobrze, zareczam Ci.
          Jednego chce od Ciebie, bys przestala sie martwic. Wasze swiadomosci sa i beda
          razem, jest tylko troche niewygodnie i ciezko teraz, ale bedziecie razem
          jesli tylko taka wasza wola, a widze ze tak wlasnie jest. Mow do niego, on Cie
          slyszy, ale nie zapominaj umiechac sie czesciej, gdyz to jest to, na czym mu
          zalezy najwiecej. Dlaczego nie mozesz go slyszec ? Widzisz, on jest teraz w
          innym wymiarze, w tzw. dolnym 4-tym wymiarze. Twoj umysl nie jest dostrojony
          do czestotliwosci drgan umyslu (swiadomosci) Twojego ukochanego. Odbierasz
          rzeczywistosc na innych falach (niech bedzie dlugich), na falach, ktore Twoje
          zmysly i sam umysl sa w stanie przechwycic. Istniejecie obok siebie, blizej niz
          Ci sie wydaje.
          Pamietam, mialem sen o Chrystusie. Siedzielismy w domu znajomego, zmarlego
          ksiedza , i nagle, pamietam, zmarly zaczal sie podnosci ze swego loza .
          W tym momencie, na scianie, ukazal sie Chrystus, na tle wszechswiata, calych
          galaktyk i patrzac na mnie odpowiedzial na pytanie, ktore zadawalem sobie w
          myslach: jak to mozliwe, ze ktos kto zmarl, jest ciagle zywym ? odpowiedzial na
          to pytanie dwoma slowami: JAM JEST. Bylem w euforii, zaczalem sie topic, jakas
          niewyobrazalna milosc zaczela plynac w moja strone, a ja przestalem czuc swe
          cialo. W tym momencie obudzilem sie i uwierz mi, chcialem umrzec, gdyz smierc
          poraz pierwszy w zyciu wdala mi sie czyms wiecej niz zyciem.
          To naprawde mi sie przysnilo. Mnie, niewierzacemu. Mnie, nie proszacemu i
          nieoczekujacemu. Nigdy w zyciu doczesnym nie czulem wiekszej milosci i ekstazy.
          Wiem, ze to wszystko bylo realne, gdzy Droga T, my zyjemy w wielu wymiarach.
          ZYCIE SIE NIE KONCZY !!!!! Zycie zmienia tylko postac, gdyz zycie jest energia,
          a ta, jak wiesz nie ginie.
          Pozdrawiam Cie. Usmiechnij sie. Wszystko bedzie dobrze.
          Imagine.
    • kwieto Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? 10.10.02, 21:04
      A ja myslalem, ze ktos mi powie czy istnieje niebo i pieklo, ewentualnie beda to
      dywagacje na temat ksztaltu i koloru katafalku, a tu.... eeeeeeetam...
      • Gość: Imagine Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.unl.edu 10.10.02, 21:13
        kwieto napisał:

        > A ja myslalem, ze ktos mi powie czy istnieje niebo i pieklo, ewentualnie beda
        t
        > o
        > dywagacje na temat ksztaltu i koloru katafalku, a tu.... eeeeeeetam...
        >
        >
        >
        • kwieto Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? 10.10.02, 21:15
          Ech, Imagine, z pierwszego postu mi wyszlo, ze to po prostu porzucenie, a nie
          smierc. Dlatego pozwolilem sobie na zlosliwosci. Choc troche zaluje, ze nie
          doczytalem wpierw pozostalych postow.
          • Gość: Imagine Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.unl.edu 10.10.02, 21:20
            kwieto napisał:

            > Ech, Imagine, z pierwszego postu mi wyszlo, ze to po prostu porzucenie, a nie
            > smierc. Dlatego pozwolilem sobie na zlosliwosci. Choc troche zaluje, ze nie
            > doczytalem wpierw pozostalych postow.
            >
            >
            • kwieto Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? 10.10.02, 21:26
              Och, moge dac sie sprowokowac - jestem otwarty na SPRAWDZONE dowody
              istnienia "drugiej strony"
              • Gość: Imagine Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.unl.edu 10.10.02, 21:46
                kwieto napisał:

                > Och, moge dac sie sprowokowac - jestem otwarty na SPRAWDZONE dowody
                > istnienia "drugiej strony"
                >
                >
                • kwieto Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? 10.10.02, 22:02
                  A mowi Ci cos pojecie "wstega Moebiusa"?
                  • Gość: Imagine Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.unl.edu 10.10.02, 22:22
                    kwieto napisał:

                    > A mowi Ci cos pojecie "wstega Moebiusa"?
                    >
                    >
                    >
                    • kwieto Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? 10.10.02, 22:44
                      Zawszec "druga strona" moze byc tez antymateria, nieprawdaz?
                      A antymateria jest jak najbardziej "tu i teraz", nigdzie indziej.

                      P.S.
                      Co do antymaterii, to urocze jest zdanie fizyka konczacego wyklad na ten temat: "tak
                      wiec, jesli Marsjanin poda wam na przywitanie LEWA dlon, lepiej jej nie dotykajcie,
                      jesli chcecie uniknac anihilacji" :")))
                      • Gość: Imagine Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.unl.edu 10.10.02, 22:57
                        kwieto napisał:

                        > Zawszec "druga strona" moze byc tez antymateria, nieprawdaz?
                        > A antymateria jest jak najbardziej "tu i teraz", nigdzie indziej.
                        >
                        > P.S.
                        > Co do antymaterii, to urocze jest zdanie fizyka konczacego wyklad na ten
                        temat:
                        > "tak
                        > wiec, jesli Marsjanin poda wam na przywitanie LEWA dlon, lepiej jej nie
                        dotykaj
                        > cie,
                        > jesli chcecie uniknac anihilacji" :")))
                        >
                        >
                        • kwieto Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? 10.10.02, 23:07
                          Wszystko pieknie, tylko jesli ta teoria ktora tam byla przedstawiona jest prawdziwa,
                          to mamy problem co zrobic z czarnymi dziurami, czy juz odkryta "ciemna materia",
                          ktora nijak nie pasuje i nie jest potrzebna w nowym modelu.

                          Poza tym, o ile mi wiadomo, jedyna sila, zdolna przenikac przez swiaty, mialaby byc
                          grawitacja? Wiec nie ma mowy o zadnych odpryskach czy polipach. A oba zderzone
                          swiaty wedle tworcow byly scisle trojwymiarowe
                          • Gość: Imagine Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.unl.edu 10.10.02, 23:19
                            kwieto napisał:

                            > Wszystko pieknie, tylko jesli ta teoria ktora tam byla przedstawiona jest
                            prawd
                            > ziwa,
                            > to mamy problem co zrobic z czarnymi dziurami, czy juz odkryta "ciemna
                            materia"
                            > ,
                            > ktora nijak nie pasuje i nie jest potrzebna w nowym modelu.
                            >
                            > Poza tym, o ile mi wiadomo, jedyna sila, zdolna przenikac przez swiaty,
                            mialab
                            > y byc
                            > grawitacja? Wiec nie ma mowy o zadnych odpryskach czy polipach. A oba
                            zderzone
                            > swiaty wedle tworcow byly scisle trojwymiarowe
                            >
                            >
                            • Gość: inka_sama AAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 10.10.02, 23:23
                              Andrzeju i Kwieto!!!!!
                              Spójrzcie o czym jest ten wątek!!!!!!!!
                              Idźcie gdzie indziej roztrząsać te wszechświaty!!!!!!!!!!
                              • Gość: Imagine Re: AAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.unl.edu 10.10.02, 23:27
                                Gość portalu: inka_sama napisał(a):

                                > Andrzeju i Kwieto!!!!!
                                > Spójrzcie o czym jest ten wątek!!!!!!!!
                                > Idźcie gdzie indziej roztrząsać te wszechświaty!!!!!!!!!!

                                Wlasnie wchodzimy do bazyliszka. Chyba wyjdziemy o wlasnych nogach, czy w tym
                                wymiarze, czy w innym, nie wiem.
          • eva07 Ruszyć dalej w drogę?... 14.10.02, 21:43
            kwieto napisał:

            > Ech, Imagine, z pierwszego postu mi wyszlo, ze to po prostu porzucenie, a nie
            > smierc. Dlatego pozwolilem sobie na zlosliwosci. Choc troche zaluje, ze nie
            > doczytalem wpierw pozostalych postow.
            >
            >To własciwie dziwne i wiesz co kwieto? chyba męskie, bo dokładnie tak samo
            pierwszy post inki w styczniu odczytał pewien facet. A ja choć tez tylko
            przeczytałam pierwszy post ani przez chwilę nie mialam watpliwości, że T.chodzi
            o cos duzo gorszego niż porzucenie...
            Może czytając takie posty, kiedy nie ma się pojęcia jak pomóc, można
            przynajmniej sobie uświadomić, że nawet jesli postawiono cię pod twoją zyciową
            ściana straceń i powiedziano juz "cel", to póki nie powiedziano "pal" wszystko
            jeszcze może się zdarzyć. I ze nie ma w świecie uczuć i międzyludzkich relacji
            spraw ostatecznych z wyjątkiem smierci.
            A co do T. nie bede udawala, że wiem co ma zrobić, bo nie wiem. Ja też
            wariowałabym z rozpaczy. I trzeba wypłakać to co boli, całą duszę i ten żal, ze
            niczego nie da się już wrócić.Choc tak strasznie, sztrasznie się tego chce.
            A poza tym, możliwe jest tylko jedno: trzeba spróbować lubic nadal siebie. Być
            dobrym dla siebie. Zyć samemu. Nie poprzez kogoś. Nie dla kogoś. Bo przecież
            twoje zycie T. jest zupełnie samoistne i niepowtarzalne. BYło piękniejsze z
            nim. Miało sens, radość. Wiem. Ale i tak było osobne, twoje i jest nadal. I
            nikt cię nie pyta czy dasz radę. Dasz, bo człowiek niemal wszystko zniesie. PO
            prostu msisz. Musisz znów lubic siebie i odczuwać przyjemności, choćby
            najprostsze. SOBIE to jesteś winna.Swoim rodzicom,swoim bliskim. Zbieraj się
            dziewczyno jak umiesz i ruszaj dalej w drogę. Jesteśmy z toba. Ewa.
    • kwieto Upsss 10.10.02, 21:13
      Wybacz poprzedni post, z Twojego listu wynikalo raczej, ze on po prostu Cie
      porzucil, stad reakcja byla dosc zlosliwa.

      Ale tak czy siak, zycie sie nie skonczylo. W zyciu nie ma niczego co byloby stanem
      stalym, wszystko odchodzi i przychodzi, milosci, zycie, przyjaznie...
      Postaraj sie cieszyc tym, co z nim przezylas i czasem ktory z Toba spedzil. To bylo
      piekne, jednak teraz gdybanie co byloby gdyby zyl, juz niczego nie zmieni. Trzeba sie
      otrzasnac i powoli zyc dalej.
      Sprobuj docenic to, ze spedzil z Toba kawalek swojego zycia, zamiast rozpaczac, ze
      to sie juz skonczylo...
      • Gość: inka_sama kochani panowie... IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 10.10.02, 23:18
        ...kwieto i Imagine!
        Idźcie wy sobie na inny wątek pogadać! Prosze!

        Ludziom zwykle wygodniej odczytac takie posty jako porzucenie. Mój też wiele
        osób tak odczytało kiedyś.
        To watek T.

        Ja mam za soba 9 miesięcy rozłąki.
        To co napisał Imagine o swoim śnie - przemysl to...
        Nie wiem czy wierzysz w życie po śmierci - jeśli tak bęzdie ci łatwiej.
        Tylko ty sama możesz sobie pomóc tak naprawdę. Potrzebujesz ludzi ale nikt za
        ciebie nie jest w stanie przeżyć tego bólu. Nie ma co zaprzeczać jego
        istnieniu - jest i będzie. Ale TY nie jestes bólem. TY jestes w stanie
        popatrzec na ten ból z boku. Tak jakbys była dwiema osobami. Patrz na siebie i
        swój ból - i pozwalaj mu byc.
        Chociaz żaden lekarz ani psycholog nie da ci cudownego lekarstwa - spróbuj do
        nich iść. Choćby po leki. One nie zlikwiduja bólu i tęsknoty. Ale złagodza
        objawy - ja nie potrzebowałam ich ale moja sytuacja była jednak inna. Mam
        dzieci, musiałam dla nich podnieść się co rano i zmuszac się do codziennych
        czynności. Starałam się wczuć w moich i jego rodziców - i ich ból. Nie chciałam
        dokładac im bólu.
        Żyj właśnie DLA NIEGO!
        On by tego chciał - bo przeciez cię kochał. Pragnął dla ciebie samych
        najlepszych rzeczy na świecie. Twoja rozpacz jest dla niego utrudnieniem.
        Czasem myślę - gdybym to ja umarła pierwsza - czego JA bym wtedy chciała dla
        niego?... Pomyśl o tym!
        Pisz do mnie na priv jeśli chcesz:
        inka_sama@gazeta.pl

        Będę o tobie myśleć.
        Pisz na forum jeśli nie chcesz bliskim dokładać rozterek.
        Krzycz.
        To potrzebne.
        Trzymaj się
        i_s
        • Gość: Imagine Re: kochani panowie... IP: *.unl.edu 10.10.02, 23:26
          Gość portalu: inka_sama napisał(a):

          > ...kwieto i Imagine!
          > Idźcie wy sobie na inny wątek pogadać! Prosze!
          >
          > Ludziom zwykle wygodniej odczytac takie posty jako porzucenie. Mój też wiele
          > osób tak odczytało kiedyś.
          > To watek T.
          >
          > Ja mam za soba 9 miesięcy rozłąki.
          > To co napisał Imagine o swoim śnie - przemysl to...
          > Nie wiem czy wierzysz w życie po śmierci - jeśli tak bęzdie ci łatwiej.
          > Tylko ty sama możesz sobie pomóc tak naprawdę. Potrzebujesz ludzi ale nikt za
          > ciebie nie jest w stanie przeżyć tego bólu. Nie ma co zaprzeczać jego
          > istnieniu - jest i będzie. Ale TY nie jestes bólem. TY jestes w stanie
          > popatrzec na ten ból z boku. Tak jakbys była dwiema osobami. Patrz na siebie
          i
          > swój ból - i pozwalaj mu byc.
          > Chociaz żaden lekarz ani psycholog nie da ci cudownego lekarstwa - spróbuj do
          > nich iść. Choćby po leki. One nie zlikwiduja bólu i tęsknoty. Ale złagodza
          > objawy - ja nie potrzebowałam ich ale moja sytuacja była jednak inna. Mam
          > dzieci, musiałam dla nich podnieść się co rano i zmuszac się do codziennych
          > czynności. Starałam się wczuć w moich i jego rodziców - i ich ból. Nie
          chciałam
          >
          > dokładac im bólu.
          > Żyj właśnie DLA NIEGO!
          > On by tego chciał - bo przeciez cię kochał. Pragnął dla ciebie samych
          > najlepszych rzeczy na świecie. Twoja rozpacz jest dla niego utrudnieniem.
          > Czasem myślę - gdybym to ja umarła pierwsza - czego JA bym wtedy chciała dla
          > niego?... Pomyśl o tym!
          > Pisz do mnie na priv jeśli chcesz:
          > inka_sama@gazeta.pl
          >
          > Będę o tobie myśleć.
          > Pisz na forum jeśli nie chcesz bliskim dokładać rozterek.
          > Krzycz.
          > To potrzebne.
          > Trzymaj się
          > i_s
          OK, kwieto, zabieraj swa Fizyke dla IV klasy i idziemy stad, Nikt nas nie chce.
          Czekam na Starym Miescie, pod bazylichem. Ciao.
    • Gość: T. Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 10.10.02, 23:26
      Czeka mnie kolejna noc bez niego i tysiące następnych.
      To już ponad 768 godzin jak go nie ma, jak odszedł. Boże, jak on mógł
      mnie tu samą zostawić
      • Gość: inka_sama noc w sieci? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 10.10.02, 23:29
        On wciąż przy tobie jest.
        Ja czasem czuje go prawie namacalnie...
        A o paru zdarzeniach po prostu na forum nie napisze - jeśli chcesz możemy
        pogadać na GG.
    • Gość: T. Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 10.10.02, 23:49
      Może faktycznie nie wyraziłam się na tyle precyzyjnie by zorientować
      się o co chodzi.
      Nie potrafię mówić o nim, że umarł. Pisząc, że odszedł chcę
      się łudzić, że wróci.
      • Gość: inka_sama Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 10.10.02, 23:51
        Gość portalu: T. napisał(a):
        > Może faktycznie nie wyraziłam się na tyle precyzyjnie by zorientować
        > się o co chodzi.
        > Nie potrafię mówić o nim, że umarł. Pisząc, że odszedł chcę
        > się łudzić, że wróci.

        Ja tez czasem łapię sie nadal na tym że czekam wieczorem aż wróci...
        Kiedys ty pójdziesz do niego. A na razie ratuj sie czym możesz choćby i takimi
        marzeniami...
    • Gość: T. Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 11.10.02, 00:00
      Inko, jeśli możesz napisz coś o sobie. Wysłałam Ci maila na skrzynkę.
      Siedzę i myślę, głowa mnie boli i tak bardzo tęsknię.
      Jak to możliwe,że mówisz,że on przy mnie jest? nie widzę, nie czuję.
      Jedyne co czuję to pustka po nim. Jego ubrania cały czas nim pachną.
      Musze wyjść z domu pojeździć po mieście, od kilku dni to mi pomaga.
      768 godzin jak go nie ma
      • Gość: inka_sama tylko jeden człowiek IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 11.10.02, 10:34
        Gdy nasz świat zbudowany był wokół jednego człowieka - i marzeń o przyszłości z
        nim - kiedy jego zabraknie wszystko wydaje sie bez sensu.
        Czy umrze - czy porzuci - i tak wszystko się wali.

        Wiara w to że życie nie kończy sie w chwili śmierci - tylko zmienia! - pomaga,
        pomaga bo daje nadzieje. A tego ci teraz T. potzreba. Wiem - nie widać go i nie
        słychać, nie możesz go przytulić.
        Ale pomyśl o tym co ci juz pisałam.
        Gdybys to ty umarła? Czego chciałabys dla niego wtedy? Śmierci? Czy wolałabys
        aby on pograżył się w rozpaczy i nie dał sobie szans na dalsze życie?
        W trudnych sytuacjach widzę że ludziom jest potrzebna wiara. Niekoniecznie
        religia - ale wiara. Czy to w Boga, czy to w karmę, czy w inne wymiary... Daje
        nadzieję że jakaś przyszłość jest mozliwa.
        I nie rób głupstw. Wiesz o czym myslę. Twoi rodzice - rodzeństwo, nie wiem czy
        masz? - nawet jego rodzice - potrzebuja ciebie. Choć teraz wydaje ci sie że
        świat przestaje istnieć a koniec świata to przyjemna perspektywa - trwaj. Warto.
        Mimo wszystko.
    • Gość: T. Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.kielce.com.pl 11.10.02, 10:30
      To już ponad 780 godzin bez mojego życia.
      Łzy już nie pomagają, one mi go nie zwrócą.
      Kolejny dzień z życia bez mojego życia.
      Lekarz powiedział, że to minie, ten stan smutku i rozpaczy, że leki pomogą.
      Chyba do konca życia musiałabym brać leki by było dobrze.
      To już 780 godzin dzieli mnie od ostatniego naszego spotkania.
      • Gość: ida kubeł zimnej wody... IP: *.csk.pl / *.csk.pl 11.10.02, 11:39
        Zapewne wykażę się kompletnym brakiem taktu i wyczucia sytuacji, ale musze to
        powiedzieć... Bo dla mnie to co robisz jest nienormalne. Od miesiąca kisisz się
        w czyms czego juz nie ma i co nigdy nie wróci...
        A czy próbowałaś choć przez moment zastanowić się DLACZEGO tak silnie
        zareagowalaś na jego odejście?
        Zapewniam Cię, że nie wszyscy ludzie tak reagują.

        A co z Twoim życiem? NAprawdę chcesz je spędzić będąc non-stop na prochach?
        Nie masz żadnych własnych marzeń czy planów? Czegos chocby bardzo maleńkiego
        ale wyłacznie Twojego? Wiesz, ja bym sie nigdy nie związała z kimś na dłużej
        jeśli bym wyczuła, ze ta osoba wiąże wszystkie swoje plany i marzenia tylko i
        wyłącznie ze mną. Bo już za zycia bym umarła ze zmartwienia co sie z nim stanie
        jak mnie zabraknie... Że sobie nie poradzi, że wpadnie w depresję, że rzuci
        pracę, będzie godzinami jeździł po mieście i robił setki innych rzeczy zamiast
        normalnie życ...



        JAk on Cie mogl tak zostawić? Ano mógł... Mogł Cię zostawić w odchodząc do
        innej... Mogł Cię zostawić nie odchodząc do innej, ale dochodząc do wniosku, że
        chciałby pobyc sam... Ludzie przychodzą i odchodzą... Szczerze mowiąc nie widzę
        zbyt wielkiej różnicy między smiercią a innym odejściem. Bo konsekwencja czy to
        smieci, czy to wyjazdu kogoś bardzo bliskiego gdzieś daleko i na zawsze, czy
        też odejścia do kogos innego, jest jedna - tego kogos już nie ma.

        Stąd też rada, żebyś żyła dla niego wydaje mi się dość niedorzeczna. A co z
        zyciem dla siebie samej? Nie warto?

        No i na koniec pytanie - zamierzasz wyciągnąc z tego jakieś wnioski i w
        przyszłości nieco inaczej formułowac swoje plany i marzenia, czy też nadal
        tylko zabijac ból?

        Nota bene wątpię, żeby udało Ci sie go zabić, skoro go jeszcze podsycasz...

        • Gość: T. Re: kubeł zimnej wody... IP: *.kielce.com.pl 11.10.02, 12:04
          Ida, Ty nic nie rozumiesz. Wolałabym już żeby odszedł do innej
          ale żył i był zdrowy.
          Chyba nigdy nikogo nie kochałaś skoro dziwią cię moje reakcje.
          Moje plany i marzenia były związane z nami a nie tylko z nim.
          On był dopełnieniem mojego życia.
          Z pracy zrezygnowałam bo nie jestem w stanie pracować.
          Nie widzę celu życia, nic nie potrzebuję
          to po co mi praca. Jest tyle osób które bardziej chcą pracować teraz niż ja.
          Może dla ciebie odejście ukochanej osoby nie jest tragedią życiową
          ale dla mnie śmierć to już koniec.
          Nie oceniaj mnie więc bo mnie nie znasz. Faktycznie biorę leki,
          muszę bo zwariowałam.
          Nie mam już własnych marzeń i planów. Śmierci nie da się przewidzieć
          i nauczyć się wcześniej jak sobie z nią radzić.
          • kahula T. - to do Ciebie 11.10.02, 12:57
            Niesłychane...
            Wczoraj minęły 2 m-ce od śmierci mojego chłopaka.
            Też mam 25 lat, byliśmy razem przez 7 lat, mieszkaliśmy razem.
            Też zostałam sama z jego rzeczami, w które się wtulałam, zakładałam na nogi
            jego buty aby posłuchać jak jego kroki brzmiały na posadzce.
            Non stop czytałam jego sms'y, słuchałam naszej muzyki i wpatrywałam się w jego
            zdjęcia nie wierząc, że już nigdy go nie zobaczę.
            Nie wierzę do teraz bo to takie niepojęte, prawda? Tyle w nas bólu a świat
            wokół pozornie taki sam choć bez najważniejszej dla nas osoby.Do teraz myślę o
            nim bez przerwy i nie wiem jeszcze jak się w tym wszystkim odnaleźć.
            Napisz do mnie. Kontakt z ludźmi, którzy przeżyli coś podobnego pomaga.
            Inni Cię nie zrozumieją. Niektórzy powiedzą nawet coś tak głupiego i
            bezmyślnego, ze zaboli jeszcze bardziej.
            Pomogła mi Inka! Dziękuję jej bardzo i pozdrawiam.
            Teraz ja chcę pomóc Tobie na tyle, na ile to możliwe.
            Przez weekend będę nieuchwytna ale w poniedziałek jestem do Twojej dyspozycji.
            Trzymaj się mocno. On jest przy Tobie. Tego jestem pewna!
            • Gość: T. Re: T. - to do Ciebie IP: *.kielce.com.pl 11.10.02, 13:38
              Dzięki Kahula. Przykro mi, że Ciebie też to spotkało.
              Napiszę do Ciebie dzisiaj w nocy.
              783 godziny
          • Gość: ida Re: kubeł zimnej wody... IP: *.csk.pl / *.csk.pl 11.10.02, 13:14
            Tak, nic nie rozumiem, nikogo nigdy nie kochałam, jestem wyrachowana i nie mam
            ani odrobiny ludzkich uczuć...

            Chciałam tylko Ci coś uzmysłowić, ale widzę że to cos nawet w 1% do Ciebie nie
            dotarło. Ba, Ty w ogóle nie chcesz, żeby do Ciebie dotarło. Trudno. Tak,
            śmierci nie da się przewidzieć, podobnie jak wielu innych rzeczy... I moim
            zdaniem jest to pewnego rodzaju błogosłowieństwo, no bo jak wyobrażasz sobie to
            nauczenie się radzenia z nią? Czy przygotowania się do niej? Swojego rodzaju
            oswojenia sie? Naprawdę wolałabys wiedzieć z wyprzedzeniem, powiedzmy 2-letnim
            dowiedzieć sie, że on zginie? Żeby mieć czas na przygotowywanie się? I
            przygowowałabyś się? Potrafiłabys w tym czasie cieszyć się zyciem z nim?
            Wątpię... Te 2 lata spędziłabyś dokładnie tak jak teraz spędzasz ten miesiąc...

            No dobrze, dojdziesz do siebie, na zasadzie że czas goi rany, a wiesz co bedzie
            jak znów sie z kims związesz i historia sie powtorzy (czego Tobie nie życze,
            ale takie rzeczy sie zdarzają)...? W tym momencie powinnaś juz umieć sobie z
            nią radzić... No bo przecież juz raz coś takiego przechodziłaś... No ale w
            sumie ile razy trzeba doświadczyć śmierci, żeby sie nauczyć z nią radzić?
            Ja Ci mogę z gory powiedzieć, że podchodząc do tego "ilościowo" masz bardzo
            nikłe szanse nauczenia sie tego? Bo zawsze będzie bolało... Możesz zmienic
            tylko podejście "jakościowe". A tego ewidentnie uczynic nie chcesz. Ale to jest
            Twoje zycie.

            I wcale Cię nie oceniam, ale do dziś pamietam historię pewnej pacjentki...
            A nie wszyscy po stracie kogoś bliskiego lądują w szpitalu psychiatrycznym...
            Co wcale nie oznacza, że nikogo nigdy w życiu nie kochali...

            NAprawdę nie rozumiesz, że marzenia i plany związane z "nami" są de facto
            marzeniami i planami związanymi z nim? Że one nie są Twoje?


            • Gość: T. Re: kubeł zimnej wody... IP: *.kielce.com.pl 11.10.02, 13:27
              Ida, masz rację. Nic do mnie nie dotarło.
              Nie chcę by takie rzeczy do mnie docierały.
              Zwariowałam, totalnie zwariowałam.
              • eva07 Nie licz godzin!!! 14.10.02, 22:07
                T., nie powinnas już liczyc tych godzin. To nie ma żadnego sensu. Po co to
                robisz? Ich będzie jescze bardzo, baaardzo duzo.Wiem, że plany mieliscie
                wspólne i marzenia i przyjemności, ale jednak - tak jak juz pisałam jestes i
                byłas i bedziesz sobą. Osobną. I jesteś dalej. Wiem, że to nie łatwe, ale
                zbierz się w sobie, zjedz te prochy (bo trochę uspokajają, zamulają...)i
                pozbieraj jego rzeczy. Oddaj je. Do Caritasu, alb Albertynów czy co tam jest w
                Kilecach. Zostaw zdjecia na pamiatkę,listy, może ukochany długopis, albo krawat
                ale reszte oddaj. Ruszaj w drogę!!!! Tak jak pisała Inka, jesli on gdzies jest
                to nie chcaiłby widzieć cię w takim stanie. Ba, byłby strasznie tym zmartwiony.
                Czasem, gdy sama myslę o tym, że mogłoby mi się coś stać, boje się tego
                bardziej ze względu na moich bliskich, niz na własny strach przed smiercią...
                Wiem, że gdy myslisz o nim ,po raz kolejny wywołujesz te smsy to beczysz, albo
                chce ci się samej umrzec. Ale nie chcesz tez o tym nie mysleć, bo to jakby go
                zdradzić... Prawda? Nie zdradzasz go nie jsteś nielojalna. Naprawde go kochalaś
                i dlatego nie możesz ciągle rozpamiętywac bo zwariujesz!. Trzymaj się. Ewa.
            • Gość: Greg Re: kubeł zimnej wody... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.02, 16:46
              Ida jak nie masz nic do powiedzenia to sie nie odzywaj
        • Gość: meg Re: kubeł zimnej wody... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.10.02, 13:01
          ida, wyluzuj...
          nie o to chodzilo...

          T. jestem z Toba, poplakalam sie przy czytaniu. Wierze, ze jestes dzielna i
          sobie poradzisz:)

          Trzymam kciuki:) Wiosna niebawem nadejdzie...

          meg
    • Gość: m. Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.u.mcnet.pl 11.10.02, 12:07
      ludzie, serca nie macie??????
      czytajcie, na litosc!!!!
      • onnanohito Do Idy i oczywiście do Ciebie, T. 11.10.02, 14:27
        Ida, Ida, Ida.
        Myslę sobie tak: każdy człowiek jest inny, ma inną wrażliwość. I posiada
        umiejętność empatii - lub jej nie posiada. Mój przyjaciel kiedyś powiedział mi,
        że Jego zdaniem Przyjaciele nie są po to, żeby pogłaskać po główce, jak się coś
        zawali, cos zrobi się źle, tylko od tego, żeby walić zawsze prawdę w oczy. Bo
        kto ma Ci tę prawde powiedzieć, jak nie przyjaciel? Zgadzam się, ale ... Ale
        wszystko musi mieć swój czas. Gdy zawalę jakąś sprawę i jest mi tak źle, że
        chciałabym zniknąć - nie potrzebuję walenia prawdą w oczy. Potrzebuję przytulić
        się i usłyszeć, że wszystko będzie dobrze.
        I myślę sobie, że T., której posty doprowadziły mnie prawie do łez, tak się
        wzruszyłam, nie potrzebuje teraz mądrości życiowych o uwieszaniu się na kimś,
        nie posiadaniu własnych pragnień i życiu cudzym życiem. Ona potrzebuje się
        wygadać i - tak myślę - potrzebuje poczuć, że ktoś, my, jesteśmy z Nią,
        przejęliśmy się jej losem, że jej współczujemy.
        T. Bardzo, bardzo mi smutno. Wsspółczuję Ci z całego mego marnego serca i życzę
        Ci, żeby wreszcie kiedyś było lepiej i żebyś kiedyś jeszcze potrafiła
        usmiechnąć się patrząc na błękitne niebo w mroźny dzień i abyś jeszcze kiedyś
        potrafiła odetchnąć pełną piersią. Tak jeszcze będzie. A teraz ... teraz musisz
        cierpieć. Czekać. Nic na siłę, nie wyprzesz, nie zniszczysz tych uczuć. Trzymam
        za Ciebie kciuki.
        Ida, wiesz o tym na pewno, bo jesteś bardzo inteligentna w związku z czym i
        oczytana, że utrata bliskiej osoby znajduje się na pierwszym miejscu
        stresogennych zdarzeń. I że zdarza się, że dla osoby pozostającej na tym
        świecie kończy się depresją reaktywną, własnie w reakcji na tę śmierć?
        Strasznie mi smutno, jak czytam takie listy, jak Twój. Gdybym to ja była T.,
        poczułabym się jakbym dostała w twarz. Mówienie tak cierpiącej osobie, że tak
        właściwie to ona jest do dupy, bo nie ma własnych pragnień .... BOLI, bardzo
        boli!
        Wiesz Ida, bardzo kocham Mojego Męża. Właśnie wróciliśmy z gór, za rok
        planujemy wakacje w Wenecji. Zawsze chciałam pojechać do Wenecji, zanim Go
        poznałam - też. Ale teraz to są NASZE plan, nie Jego i nie moje. I gdyby mój
        Mąż umarł - miałabym w dupie Wenecję, czy to rozumiesz?
        T. trzymaj się.
        • kahula Re: Do Idy i oczywiście do Ciebie, T. 11.10.02, 14:43
          ..nic dodać, nic ująć!
          Ida - może i jesteś inteligentna, ale Twoje wypowiedzi w tym kontekście to
          popis braku wrażliwości i empatii!
          • Gość: ida Re: Do Idy i oczywiście do Ciebie, T. IP: *.csk.pl / *.csk.pl 11.10.02, 17:56
            kahula napisała:

            > ..nic dodać, nic ująć!
            > Ida - może i jesteś inteligentna, ale Twoje wypowiedzi w tym kontekście to
            > popis braku wrażliwości i empatii!

            NAprawdę nie musisz tego powtarzac. Napisałam o tym na samym początku
            pierwszego posta...
            A wiesz ile ja bym dała kilka lat temu za kogoś kto miałby odwagę wsadzić swoją
            wrażliwość i empatię głęboko w..., przestać się czaić tak jak ta cała reszta
            ludzi, że mi się już rzygać chciało od ich słów otuchy i innych tego typu
            bredni, a zwyczajnie, brutalnie mna wstrząsnąć? Kogos bez tej pieprzonej
            wrażliwości i empatii?
        • Gość: T. Re: Do Idy i oczywiście do Ciebie, T. IP: *.kielce.com.pl 11.10.02, 15:12
          Dziękuję za ciepłe słowa. Tak naprawdę to nie wiem, co chcę od was usłyszeć.
          Czytam tu różne opinie i nawet jesli są negatywne to nie wzruszają mnie.
          Jedyne o czym jestem w stanie teraz myśleć to On. Może faktycznie moje życie
          nie istniało bo to był tylko on. Nie obchodzi mnie to teraz, nie będę
          roztrzasać czy przez te kilka lat z nim spędzonych nie zatraciłam siebie.
          Byłam szczęśliwa więc jakie to ma znaczenie, że wg Idy nie miałam swoich
          marzeń.To były nasze plany a nie tylko jego. Kocham go. Kocham.
          • Gość: J.S. Re: Do Idy i oczywiście do Ciebie, T. IP: proxy / *.hemocleanse.com 11.10.02, 16:25
            Gość portalu: T. napisał(a):

            Kocham go. Kocham.

            ******
            I bardzo dobrze. Czlowiek tak dlugo zyje jak dlugo trwaja mysli o nim. W tobie
            bedzie zyl do konca twoich dni. Nikt ci nie zabroni tego nawet jak wrocisz do
            normy i zaczniesz wszystko "od nowa".
            Jesli potrzebne ci forumowe kathrasis ktore uprawiasz tez dobrze, chociaz
            osobiscie nie widze aby skutkowalo chociaz minimalnie. Radzilem kiedys w
            podobnym watku by probowac znalezc wlasciwego adresata ktoremu mozna powierzyc
            nasz ciezar nie do udzwigniecia. Chyba z podobnym zamiarem pisala do ciebie
            inka_sama na forum i pewno prywatnie. Nie jestesmy w stanie pojac dlaczego los
            zsyla nam taki bol, czesto przedwczesnie. Buntujemy sie zwykle ale czy nie jest
            to czas trzebny na podjcie probe zawierzenia. Podzieli sie tym bolem z Nim
            raczej niz z nami. To bardzo pomaga, zbliza do Niego i przynosi spokoj.
            Pozdrawiam,
            J.S. (jot-es)
          • Gość: dodo rozdroze IP: 209.226.65.* 11.10.02, 16:42
            smierc ukochanej osoby to postoj na rozdrozu.
            jak napisala ida, mozna relatywnie szybko otrzasnac sie z wszelkiego bolu
            i pojsc dalej swoja droga z wezelkiem wspomnien i lez na plecach.
            ale sa i tacy, ktorzy na tym rozdrozu zakoczuja na dluzej, bo tacy juz sa
            i niewiele mozna na to poradzic. to i tak lepsze (z mojego, malenkiego,
            dodowego punktu widzenia) niz podarzanie drozka za tym, ktory umarl.
            widzialam wiele smierci.
            widzialam wojny i tragedie ludzi, ktorych najblizsi umierali z biedy lub
            zaniedbania. blogoslawienstwem jest zawsze koniecznosc zajecia sie czyms
            praktycznym - zabezpieczenia domu przed pozarem, nakarmienia dzieci, ktore nie
            jadly 3 dni, doniesienia chorego dziecka do szpitala...
            piszesz, t, ze nie musisz pracowac. naprawde? to skad bedziesz miec na benzyne
            by jezdzic samochodem? skad na prad, by uzywac komputera? skad na chocby skibke
            chleba by przecierpiec kolejny dzien? chcesz sie uzaleznic od laski innych
            ludzi? nie wierze!
            zyjemy w swiecie luksusu i lagodnosci, w ktorym pelno zyczliwych ludzi chetnych
            do pomocy. a moze to jednak nie pomaga - moze koniecznosc przetrwania za
            wszelka cena i wbrew guli w gardle, to jest to, czego czlowiekowi bardziej
            trzeba, gdy wydaje sie, ze jedynym miejscem na dluzej jest srodek rozdroza?
            nad kazdym nieszczesciem pochylamy sie z pokora tych, ktorych ono akurat nie
            dotyczy bezposrednio i to jest bardzo budujace - wspolodczuwanie. ale to moze
            tez byc sila niszczaca instykt samozachowawczy tego, kto cierpi.
            aby isc dalej, kazdy musi wciaz czuc sie potrzebny - chocby sobie samemu -
            chocby zeby zarobic na benzyne...
            beznadziejnosc i nuda rutyny, koniecznosc wstawania, ubierania sie, krojenia
            chleba i odpowiadania na uprzejme "dzien dobry" sasiada to twoja niteczka
            laczaca cie z dalszym ciagiem twojego zycia. jakie ono bedzie, to juz od ciebie
            bedzie zalezalo. ja wiem jedno, widzialam ludzi, ktorzy podniesli sie z tak
            straszliwych nieszczesc, o jakich nikt z nas nie chce nawet myslec - podniesli
            sie, bo nie mieli innego wyjscia - obowiazki codziennosci zmusily ich do
            trwania. podejrzewam, ze inka cos moze wiedziec na ten temat...
    • Gość: kol5 Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 11.10.02, 17:02
      Chciałam odpowiedzieć Ci zanim rozpoczęła się dyskusja. Dzięki Bogu tego nie
      zrobiłam./myślałam, że odszedł z inną/
      Bardzo mnie wzruszyłaś. Niesamowite, że można kogoś tak kochać. Jesteś dla
      mnie wielka.
      Ale po jakimś czasie musisz zajać się sobą. On pewnie tego by chciał.
      Pisałam już o tym w jakimś wątku, że Krajewska, żona Seweryna pomaga takim
      ludziom. Sama nie mogła się pozbierać po śmierci swojego dziecka. Znalazła to
      czego szukała w psychologii transcendentalnej. Poszukaj kontaktu z nią.

      Pozdrawiam, jestem całym sercem z Tobą.
      Spróbuj tego co Ci poleciłam.
    • Gość: T. Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 11.10.02, 18:03
      Nie wiem w jakim celu odliczam godziny odkąd go widziałam po raz ostatni.
      To już 786 godzin. Nie oglądam już naszych zdjęć bo nie mogę patrzeć jak
      byliśmy szczęśliwi. Ubrałam się w jego gruby sweter i czekam tylko,
      że nie wiem na co.
      Spędziłam kilka godzin z rodzicami ale jednak wolę być sama by nikt nie
      odciągał moich myśli od niego. Chcę wierzyć, że wróci. W głowie mi się coś
      pogmatwało, przecież on nie może wrócić, nawet jak by bardzo chciał. A może
      jednak...Tęsknię.
      • kol5 Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? 11.10.02, 18:09
        Gość portalu: T. napisał(a):

        > Nie wiem w jakim celu odliczam godziny odkąd go widziałam po raz ostatni.
        > To już 786 godzin. Nie oglądam już naszych zdjęć bo nie mogę patrzeć jak
        > byliśmy szczęśliwi. Ubrałam się w jego gruby sweter i czekam tylko,
        > że nie wiem na co.
        > Spędziłam kilka godzin z rodzicami ale jednak wolę być sama by nikt nie
        > odciągał moich myśli od niego. Chcę wierzyć, że wróci. W głowie mi się coś
        > pogmatwało, przecież on nie może wrócić, nawet jak by bardzo chciał. A może
        > jednak...Tęsknię.

        Zrób to co napisałam w poście wyżej. SPróbuj!
        TVN - nadawała ten program. Zadzwoń, lub napisz do nich.
        Jak nie masz na to sił, to zrobię to za Ciebie. Jeśli chcesz!

        A kiedyś... napisz do mnie.

        Pozdrawiam Cię gorąco.
    • wierzba_b Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? 11.10.02, 19:58
      T., nie wiem, co mądrego mogłabym Ci napuisać. Nie ma chyba takiej rady, która
      mogłaby Ci jakkolwiek pomóc. Chcę Ci powiedzieć, że rozumiem - czy też może
      wydaje mi się, że rozumiem - co przeżywasz. Ja mam 23 lata, ze swoim Mężczyzną
      jestem od sześciu i pół roku, też planujemy ślub. I wiem, że gdyby Go
      zabrakło, też czułabym, że moje życie się skończyło. I nie pocieszałoby mnie
      stwierdzenie, że kiedyś przestanie boleć i zacznie się dla mnie nowe życie -
      bo nie chciałabym innego życia niż to, które zostało mi odebrane razem z Nim.
      Byliśmy jakiś czas temu na ślubie znajomej, w kazaniu usłyszałam coś, co było
      dla mnie, osoby "błądzącej", objawieniem. Że mianowicie istota sakramentu
      małżeństwa polega na tym, że od owej chwili nie ma już "ja" i "ty", tylko "my
      przed Panem Bogiem". Płakałam wtedy i płaczę teraz, gdy to piszę. Pomyśl:
      przecież w tym znaczeniu Ty i Twój ukochany byliście i jesteście małżeństwem,
      należycie do siebie i tego nikt Wam nie odbierze. Gdzieś jest przestrzeń, w
      której dalej jesteście i będziecie razem. I nie przejmuj się, że ktoś Ci
      każe "wziąć się w garść", "żyć dla siebie". To Twoje życie, i Twoje rude prawo
      zrobić z nim, co zechcesz, choćby i przepłakać. Ja wiem, że można kochać aż
      tak.
      • Gość: inka_sama Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 11.10.02, 20:54
        Już jestem w domu.

        Jak przeczytałam list idy to przypomniały mi sie "życzliwe" rady które
        otrzymałąm od niektórych kiedyś.
        Wśród nich na czele była "weź sie w garść".
        Niech piekło pochłonie tego zo je wymyślił.
        Ludzie!!! Zadajcie sobie trud poczytania o depresji. Choćby wywiadu w GW - jest
        tu w sieci! Dziwię ci się ida - jestes z branży medycznej, a ni ejestes w
        stanie pomyśleć że ktos kto przeżywa śmierć bliskiej osoby jest w stanie
        depresji? Pewnie gdybys miała dziecko i zabił je pijany kierowca tez byś nie
        rozpaczała bo twoje życie nie kręciło się tylko wokół dziecka?...
        To czego nie wolno mówić człowiekowi w depresji to właśnie "weź sie w garść" -
        gdyby mógł to by sie wziął.
        Nie bez powodu mówi się o żałobie! To nie czas chodzenia w czarnych ciuchach.
        Choć to czasem też. To czas na przywrócenie jakiejś równowagi wewnętrznej.
        Gdzies w moich wątkach pisałam o zawalonej budowli. O tym ż egdy zabraknie
        połowy fundamentu - dom się zawali. I nie odbuduje sie go w kilka chwil. W
        ogóle nie da sie budowac na początku. Trzeba sprzątnać gruzy. Tylko z enie ma
        sie na to siły od razu.
        Mam prośbe do idy - nie pisz do T. Nie teraz. Później być moze ona wytrzyma
        twoje rady - może nawet przyzna im rację.
        Ona potrzebuje czasu.
        On nie leczy ran. On pozwala nam przyzwyczaić się do bólu. Po pewnym czasie
        boli inaczej. Czasem coś mocniej szarpnie - ale uczymy się z tym żyć.

        T. jeszcze nie jest w stanie nawet sprzątnąć tego "gruzu".
        Na razie niech stara sie po prostu oddychać. W każdej minucie. Czasem nawet to
        jest bardzo dużym wysiłkiem.
        • Gość: kol5 Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo?-inka IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 11.10.02, 21:04
          pozdrawiam Cię.
        • Gość: dodo inka IP: 209.226.65.* 11.10.02, 21:32
          bardzo cie szanuje i doceniam twoj wysilek wydobywania sie z twojego wlasnego
          piekla ale...
          tak jak ida nie jest w stanie do konca zdiagnozowac tego, co sie dzieje z t,
          tak i ty musisz uwazac, by nie przykladac wlasnego bolu i reagowania na
          tragedie do tego, co przezywa ktos inny. tobie nawolywanie "wez sie w garsc"
          nie pomagalo ale wielu jednak pomaga - nikt z nas nie wie, do ktorej "grupy"
          ludzi nalezy t. mozemy sie tylko domyslac i podsuwac ewentualne opcje.
          jak juz napisalam wyzej - mozliwosc "bycia w zalobie" jest pewnego rodzaju
          luksusem swiata, w ktorym zyjemy. ten luksus bywa jednak rowniez najwiekszym
          przeklenstwem - mozliwosc pograzania sie w rozpaczy jest przywilejem, na ktory
          nie moze sobie pozwolic tak wielu ludzi, ktorych dotykaja potworne nieszczescia
          a ktorzy z tych nieszczesc wychodza mocniejsi przez to, ze musza(!) zyc, bo
          taka jest ich sytuacja. dlatego o ile pewnie masz racje w tym, ze zaloba jest
          konieczna to i nie masz jednak tej racji, bo ... jak wyzej...
          mam nadzieje, ze w tej niejasnosci znajdziesz jednak jakas logike (to wszystko
          ta afryka, mowie ci) :-)
        • Gość: ida Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.csk.pl / *.csk.pl 11.10.02, 21:51
          Gość portalu: inka_sama napisał(a):

          > Już jestem w domu.
          >
          > Jak przeczytałam list idy to przypomniały mi sie "życzliwe" rady które
          > otrzymałąm od niektórych kiedyś.
          > Wśród nich na czele była "weź sie w garść".
          > Niech piekło pochłonie tego zo je wymyślił.
          > Ludzie!!! Zadajcie sobie trud poczytania o depresji. Choćby wywiadu w GW -
          jest
          >
          > tu w sieci! Dziwię ci się ida - jestes z branży medycznej, a ni ejestes w
          > stanie pomyśleć że ktos kto przeżywa śmierć bliskiej osoby jest w stanie
          > depresji? Pewnie gdybys miała dziecko i zabił je pijany kierowca tez byś nie
          > rozpaczała bo twoje życie nie kręciło się tylko wokół dziecka?...
          > To czego nie wolno mówić człowiekowi w depresji to właśnie "weź sie w garść" -

          > gdyby mógł to by sie wziął.


          "Weź się w garsć" to identyczny pusty frazes jak "wszystko będzie dobrze"...
          Dlatego też zauważ, że ani razu go nie użyłam... A to co wolno czy nie wolno
          mówić ludziom w depresji to kwestia bardzo indywidualna... Pomyslałaś kiedyś o
          tym? Czy traktujesz ludzi jak lepionych "na jedno kopyto"?
          JEdnym bardziej pomagają ciepłe słowa i współczucie, innym wręcz przeciwnie,
          jeszce inni sami nie wiedzą co im moze pomóc... Jedyne czego absolutnie nie
          wolno robic z ludźmi z depresją jest wrzucać ich wszystkich do jednego wora...

          Druga sprawa -osoba po śmierci kogoś bliskiego jest przede wszystkim w stanie
          szoku, nie depresji... Na depresję przychodzi kolej później, a żałoba i
          takie "nurzanie się" w przeszłości, odliczanie godzin tylko ją napędza... I coś
          z czym mozna się było uporać w dość krótkim okresie, rozrasta sie do bólu na
          lata... Po co przyzwyczajać się do bolu jak mozna sie go pozbyć?

          Zgadza się, nie rozpaczałabym, śmierć przestała w ogóle do mnie docierać, ktoś
          był, nagle go już nie ma, odbieram to jakoś zupełnie bezemocjonalnie... I nie
          ma o nic wspólnego z negowaniem czegokolwiek. To trochę jak wycieranie czegoś
          gumką-było i nie ma...

          > Mam prośbe do idy - nie pisz do T.
          Nie zamierzam. To jest ostatni mój post w tym wątku.
          • Gość: kol5 Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo?-ida IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 11.10.02, 21:56
            Gość portalu: ida napisał(a):

            > Gość portalu: inka_sama napisał(a):
            >
            > > Już jestem w domu.
            > >
            > > Jak przeczytałam list idy to przypomniały mi sie "życzliwe" rady które
            > > otrzymałąm od niektórych kiedyś.
            > > Wśród nich na czele była "weź sie w garść".
            > > Niech piekło pochłonie tego zo je wymyślił.
            > > Ludzie!!! Zadajcie sobie trud poczytania o depresji. Choćby wywiadu w GW -
            >
            > jest
            > >
            > > tu w sieci! Dziwię ci się ida - jestes z branży medycznej, a ni ejestes w
            > > stanie pomyśleć że ktos kto przeżywa śmierć bliskiej osoby jest w stanie
            > > depresji? Pewnie gdybys miała dziecko i zabił je pijany kierowca tez byś n
            > ie
            > > rozpaczała bo twoje życie nie kręciło się tylko wokół dziecka?...
            > > To czego nie wolno mówić człowiekowi w depresji to właśnie "weź sie w garś
            > ć" -
            >
            > > gdyby mógł to by sie wziął.
            >
            >
            > "Weź się w garsć" to identyczny pusty frazes jak "wszystko będzie dobrze"...
            > Dlatego też zauważ, że ani razu go nie użyłam... A to co wolno czy nie wolno
            > mówić ludziom w depresji to kwestia bardzo indywidualna... Pomyslałaś kiedyś
            o
            > tym? Czy traktujesz ludzi jak lepionych "na jedno kopyto"?
            > JEdnym bardziej pomagają ciepłe słowa i współczucie, innym wręcz przeciwnie,
            > jeszce inni sami nie wiedzą co im moze pomóc... Jedyne czego absolutnie nie
            > wolno robic z ludźmi z depresją jest wrzucać ich wszystkich do jednego
            wora...
            >
            > Druga sprawa -osoba po śmierci kogoś bliskiego jest przede wszystkim w
            stanie
            > szoku, nie depresji... Na depresję przychodzi kolej później, a żałoba i
            > takie "nurzanie się" w przeszłości, odliczanie godzin tylko ją napędza... I
            coś
            >
            > z czym mozna się było uporać w dość krótkim okresie, rozrasta sie do bólu na
            > lata... Po co przyzwyczajać się do bolu jak mozna sie go pozbyć?
            >
            > Zgadza się, nie rozpaczałabym, śmierć przestała w ogóle do mnie docierać,
            ktoś
            > był, nagle go już nie ma, odbieram to jakoś zupełnie bezemocjonalnie... I
            nie
            > ma o nic wspólnego z negowaniem czegokolwiek. To trochę jak wycieranie
            czegoś
            > gumką-było i nie ma...
            >
            > > Mam prośbe do idy - nie pisz do T.
            > Nie zamierzam. To jest ostatni mój post w tym wątku.

            A może T potrzebuje właśnie Twoich słów - Ida?
          • Gość: inka_sama nerwy, droga ido :) IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 11.10.02, 23:15
            Gość portalu: ida napisał(a):

            > Gość portalu: inka_sama napisał(a):
            >
            > > Już jestem w domu.
            > >
            > > Jak przeczytałam list idy to przypomniały mi sie "życzliwe" rady które
            > > otrzymałąm od niektórych kiedyś.
            > > Wśród nich na czele była "weź sie w garść".
            > > Niech piekło pochłonie tego zo je wymyślił.
            > > Ludzie!!! Zadajcie sobie trud poczytania o depresji. Choćby wywiadu w GW -
            >
            > jest
            > >
            > > tu w sieci! Dziwię ci się ida - jestes z branży medycznej, a ni ejestes w
            > > stanie pomyśleć że ktos kto przeżywa śmierć bliskiej osoby jest w stanie
            > > depresji? Pewnie gdybys miała dziecko i zabił je pijany kierowca tez byś n
            > ie
            > > rozpaczała bo twoje życie nie kręciło się tylko wokół dziecka?...
            > > To czego nie wolno mówić człowiekowi w depresji to właśnie "weź sie w garś
            > ć" -
            >
            > > gdyby mógł to by sie wziął.
            >
            >
            > "Weź się w garsć" to identyczny pusty frazes jak "wszystko będzie dobrze"...
            > Dlatego też zauważ, że ani razu go nie użyłam... A to co wolno czy nie wolno
            > mówić ludziom w depresji to kwestia bardzo indywidualna... Pomyslałaś kiedyś
            o
            > tym? Czy traktujesz ludzi jak lepionych "na jedno kopyto"?
            > JEdnym bardziej pomagają ciepłe słowa i współczucie, innym wręcz przeciwnie,
            > jeszce inni sami nie wiedzą co im moze pomóc... Jedyne czego absolutnie nie
            > wolno robic z ludźmi z depresją jest wrzucać ich wszystkich do jednego wora...
            >
            > Druga sprawa -osoba po śmierci kogoś bliskiego jest przede wszystkim w stanie
            > szoku, nie depresji... Na depresję przychodzi kolej później, a żałoba i
            > takie "nurzanie się" w przeszłości, odliczanie godzin tylko ją napędza... I
            coś
            >
            > z czym mozna się było uporać w dość krótkim okresie, rozrasta sie do bólu na
            > lata... Po co przyzwyczajać się do bolu jak mozna sie go pozbyć?
            >
            > Zgadza się, nie rozpaczałabym, śmierć przestała w ogóle do mnie docierać,
            ktoś
            > był, nagle go już nie ma, odbieram to jakoś zupełnie bezemocjonalnie... I
            nie
            > ma o nic wspólnego z negowaniem czegokolwiek. To trochę jak wycieranie czegoś
            > gumką-było i nie ma...
            >
            > > Mam prośbe do idy - nie pisz do T.
            > Nie zamierzam. To jest ostatni mój post w tym wątku.

            Trochę mnie poniosło - sorki.
            Co do tego nie mówienia weź się w garść - to nie ja to wymyśliłąm tylko pan
            profesor psychiatra, specjalista od depresji. Nie krzyczcie na mnie! A z
            własnych doświadczeń mogę powiedzieć że on ma rację... To tyle na ten temat.
            Aha - ja NIGDZIE nie napisałam ze "wsztstko będzie dobrze". Tez uważam ż eto
            puste słowa w takeij sytuacji.
            Nie wrzucam wszsytkich z depresją do jednego wora, ido. Różne są powody do
            depresji - dostałąm wiele listó od osób w mojej sytuacji, te reakcje w
            większosci pokrywały sie z moimi. Nie wszystkie bo nie jestesmy na jedno kopyto
            zrobieni. Ale mam silne podstawy żeby twierdzic że lepiej to rozumiem co sie
            dzieje z T. niz ty Ido.
            Szok Ido - to chyba reakcja trochę w krótszym czasie niż ponad 700 godzin?...
            Może się mylę. Szok był na początku - u mnie trwał właściewie do pogrzebu. A
            potem odpuścił - i dopiero sie zaczeło! To właśnie wtedy napisałam na forum.
            Nie rozumiesz o co mi chodzi z tą żałoba. Załoba to nie nurzanie się we własnej
            rozpaczy. Moja teściowa ma w tym kierunku zapędy. Czasem sama tak sie nakręca
            że ja nie wiem co robić. Bo nie potrząsnę nia i nie powiem "weź sie w garść".
            Mówię może to samo - ale nie tymi upiornymi słowami! Bo one wywołują agresję u
            osób prawdziwie zrozpaczonych. Dobór słów jest ważny choć niby to śmieszne ż
            eto samo a nie tak samo ma takie znaczenie. MA!
            Nurzanie się w bólu, liczenie godzin... To nie na lata. To etap przez który
            trzeba przejść. Ilez z rzeczy ktre T. robi ja też robiłąm! Chyba wszystkie - no
            bez tego jeżdźenia bo nie mam prawa jazdy!
            Ja też sie nurzałam w bólu Ido.
            I zobacz - czy to jedyne co robię? Czy jestem przykłądem na słuszność twoich
            obaw?
            Nie można zaprzeczyć swoim uczuciom. Trzeba nauczyc się patrzeć na siebie jakby
            z boku. Taka dwoistosć - płączę - i wiem że nie będzie tak wiecznie. Czekam
            żeby przyszedł - i wiem że nie wróci. Ale chcę poczekać...

            I - poczucie humoru. Jeśli się było osoba pogodna, można czasem mimo tej
            rozpaczy zdać sobie sprawę jak wyglądamy nawet śmiesznie w tej rozpaczy.
            Ech za dużo pisze.

            Przepraszam Ido za to wypraszanie cię stąd. To nie mój wątek i nie miałam do
            tego prawa.
            A tak swoją drogą Ido - czy straciłąś kogoś bliskiego i znasz swoje reakcje - i
            dlatego tak pewnie o nich piszesz? To nie jest pytanie z agresją - jestem po
            prostu ciekawa czy naprawdę juz WIESZ jak to przyjmujesz.

            pozdrawiam
            i_s
    • Gość: T. Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 11.10.02, 21:14
      To nie jest tak,że siedzę i rozpaczam. Nie, chyba jednak tak jest.
      Nie chcę się użalać, ja po prostu nie potrafię na razie o niczym innym myśleć.
      Nie chcę mysleć, że kiedyś będzie lepiej bo teraz nie jest dobrze. Koncentruję
      się na tym co jest w chwili obecnej. Nie będę się pocieszać, nie chcę tego.
      Kol5,dziękuję za radę.Rodzice zapisali mnie na spotkania z lekarzem.
      Podobno muszę się leczyć.
      Leki i wizyty u lekarza mają mi pomóc odzyskać stabilność emocjonalną.
      Ja chyba zwariowałam. Wciąż odliczam, to już 789 godzin. Tak, zwariowałam. Ida
      ma rację, nic do mnie nie dociera.
      • Gość: kol5 Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo?-T IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 11.10.02, 21:28
        Gość portalu: T. napisał(a):

        > To nie jest tak,że siedzę i rozpaczam. Nie, chyba jednak tak jest.
        > Nie chcę się użalać, ja po prostu nie potrafię na razie o niczym innym
        myśleć.
        > Nie chcę mysleć, że kiedyś będzie lepiej bo teraz nie jest dobrze.
        Koncentruję
        > się na tym co jest w chwili obecnej. Nie będę się pocieszać, nie chcę tego.
        > Kol5,dziękuję za radę.Rodzice zapisali mnie na spotkania z lekarzem.
        > Podobno muszę się leczyć.
        > Leki i wizyty u lekarza mają mi pomóc odzyskać stabilność emocjonalną.
        > Ja chyba zwariowałam. Wciąż odliczam, to już 789 godzin. Tak, zwariowałam.
        Ida
        > ma rację, nic do mnie nie dociera.

        Nie bierz leków. Nie jesteś chora w sensie rozumianym przez lekarzy.
        Proszę, skorzystaj z mojej rady, przynajmniej spróbuj!

        Napisałam do TVN, czekam na odpowiedź.
        Dużo ciepła, przesyłam Ci.
        • Gość: T. Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 11.10.02, 22:01
          > Nie bierz leków. Nie jesteś chora w sensie rozumianym przez lekarzy.
          > Proszę, skorzystaj z mojej rady, przynajmniej spróbuj!
          >
          > Napisałam do TVN, czekam na odpowiedź.
          > Dużo ciepła, przesyłam Ci.
          Dziękuję Ci kol5. Ja nie jestem jeszcze gotowa na rozmowę z ludzmi.
          Jakoś nie wierze, że TVN pomoże mi w czymkolwiek. Muszę brać leki bo nie
          potrafię się uspokoić ani spać. Muszę być normalna. Nie wiem jeszcze co z tego
          będzie ale muszę się postarać, obiecałam rodzicom.
          Śmierć jest nieodwracalna. Nie odbierzcie źle tego co piszę, bo sama nie wiem
          po co to piszę. We mnie nie znacie i ja was nie znam, więc mogę tu pisać co
          myślę. Nie muszę na żadne pytania odpowiadać, nic nie muszę. Piszę to co chcę a
          wy nawet nie musicie tego czytać, bo to głupie, że tu piszę.
          • Gość: onnanohito Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.devs.futuro.pl 11.10.02, 22:05
            T.
            To nie jest głupie, że tu piszesz.
            To świetnie, że tu piszesz.
            Minął kolejny dzień, a Tobie znowu się udało.
            Trzymaj się, myślałam dziś o Tobie cały dzień.
            O.
          • Gość: kol5 Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo?-T IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 11.10.02, 22:43
            Gość portalu: T. napisał(a):

            > > Nie bierz leków. Nie jesteś chora w sensie rozumianym przez lekarzy.
            > > Proszę, skorzystaj z mojej rady, przynajmniej spróbuj!
            > >
            > > Napisałam do TVN, czekam na odpowiedź.
            > > Dużo ciepła, przesyłam Ci.
            > Dziękuję Ci kol5. Ja nie jestem jeszcze gotowa na rozmowę z ludzmi.
            > Jakoś nie wierze, że TVN pomoże mi w czymkolwiek. Muszę brać leki bo nie
            > potrafię się uspokoić ani spać. Muszę być normalna. Nie wiem jeszcze co z
            tego
            > będzie ale muszę się postarać, obiecałam rodzicom.
            > Śmierć jest nieodwracalna. Nie odbierzcie źle tego co piszę, bo sama nie
            wiem
            > po co to piszę. We mnie nie znacie i ja was nie znam, więc mogę tu pisać co
            > myślę. Nie muszę na żadne pytania odpowiadać, nic nie muszę. Piszę to co
            chcę a
            >
            > wy nawet nie musicie tego czytać, bo to głupie, że tu piszę.

            Chcę tylko powiedzieć, że nic nie jest głupie. Skoro nic nie dzieje sie
            przypadkiem.
            TVN w niczym nam nie pomoże, może jedynie podać namiar na osobę, która
            faktycznie może Ci pomóc.

            Pozdrawiam.
    • Gość: T. Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 11.10.02, 21:22
      Ktoś tu napisał, że nie powinnam była odchodzić z pracy, pewnie ta osoba ma
      rację. Nie zastanawiałam się z czego się będę teraz utrzymywać. Nie wiem,
      naprawdę nie wiem. Skończy się benzyna to przestanę jeździć. Pomyślę o tym
      kiedy indziej.
      • Gość: ryba Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.cableinet.co.uk / *.blueyonder.co.uk 11.10.02, 22:35
        To co Tobie napisze moze sie wydac brutalne i nie na miejscu, ale...

        Nasze zycie jest tak perfidne i brutalne ze zawsze trudno pokonac pierwsza
        smierc ukochanej osoby, ale niestety pozniej przychodzi druga, trzecia i
        kolejna smierc. I wtedy zaczynasz zdawac sobie sprawe z tego ze zyje sie dla
        zywych. Tutaj jest Twoja przyszlosc.
        Wiem ze jest Ci trudno, ale pomysl prosze, ile bolu stwarza Twoim bliskim Twoj
        psychiczny stan.

        Pozdrowienia

        ryba
    • Gość: T. Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 11.10.02, 23:05
      On chyba jednak zyje. Myslę, że on żyje.
      Powiedziałam to jego mamie. Nawet się ucieszyła i powiedziała, że zawsze będzie
      żył w naszych sercach. Ale mnie chodziło, że on naprawde zyje.
      • melanie Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? 11.10.02, 23:31
        Mysle, ze powinnas znalesc otuche w religii. Jezeli jestes osoba wierzaca, to
        ci bardzo pomoze. Tylko wiara moze ci ulzyc w cierpieniu, wiara w to, ze byl
        jakis sens ktorego nie znamy, dlaczego wlasnie on odszedl. Moze znajdziesz kolo
        siebie madrego duszpasterza, moze z toba porozmawia. Sama nie dasz sobie rady,
        bo jestes w takiej rozpaczy, ze trudno to samej udzwignac. Nie chce wyjsc na
        dewotke, ale modlitwa moze ci przyniesc ulge. Bardzo ci wspolczuje, sledze ten
        watek od poczatku, ale nie zabieralam glosu, bo nie umialam pocieszyc cie w
        obliczu takiego nieszczescia. Ale odwazylam sie, moze ci moje slowa chociaz
        odrobine wspomoga.
      • Gość: Melba Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.10.02, 23:34
        Droga T., nie mogę przestać myśleć o Tobie. Wygrzebałam piosenkę Kasi
        Nosowskiej, która zawsze każe mi myśleć o przejściu na tamtą stronę...
        ”Czasu jest coraz mniej, wkrótce zgaśnie słońce
        Cały świat, Ty i Ja pogrąży się w ciemności.
        Naucz więc palców swych kształtów mych na pamięć
        Abyś gdy przyjdzie czas bez trudu mógł rozpoznać je.
        Noc została wymyślona po to abyś mógł
        Bez trudu oswajać się z ciemnością, która wkrótce już nadejdzie.
        Schowaj mnie gdzieś na dnie swojego plecaka
        Abyś w ciemności tej miał mnie wciąż przy sobie
        Naucz też palców swych kształtów mych na pamięć
        Abyś gdy przyjdzie czas bez trudu mógł rozpoznać je.
        Noc została wymyślona po to abyś mógł
        Bez trudu oswajać się z ciemnością, która wkrótce już nadejdzie.”
        Otulasz się zapachem, miękkością ubrań i cierpisz...Zastanawiasz się - dlaczego
        tak szybko? Nie wiem...To straszne, bolesne, niewyobrażalne.
        Ale noc została wymyślona po to...
        Ciemność nadeszła, ale myślę, że macie siebie wciąż przy sobie.
        Kiedyś umarł ktoś, kim byłam zakochana.
        W obecnym związku żyję z cieniem śmierci „w tyle głowy”. Kiedy czytałam posty
        Inki, nauczyłam się inaczej patrzeć na świat. Zdałam sobie sprawę, że Ciemność
        przyjdzie, prędzej lub później i że ból będzie straszny. Kiedy dyskutowaliśmy
        tu o tym, jak czujemy miłość, napisałam, że marzę, by po śmierci siedzieć z Nim
        na Łące Raju i trzymać się za ręce...Dużo wiary i nadziei dał mi w tym wątku
        post Imagine’a. T., nie umiem jeszcze do Ciebie napisać tak, jak bym chciała,
        ale wierz mi, czuję ból, kiedy myślę o tym, w jakiej otchłani teraz jesteś. To
        nic nie znaczy, ale...nie jesteś sama. T., żyj powolutku, dzień po dniu.
        Czołgaj się do następnej plamki światła. Bądź.

    • Gość: Kinga Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 12.10.02, 14:36
      Droga T czas zalecza rany. I twoje kiedys nie beda krwawic tak mocno. Chec
      bliskosci z tym co pozostalo po nim to bliskosc z nim samym, z rzeczami ktore
      dotykal. Serdecznie i szczerze ci wspolczuje. Postaraj sie nie byc teraz sama
      w domu. Trzymaj sie.
      • Gość: Kinga Re: On zyje w tobie i patrzy na ciebie....... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 12.10.02, 14:51
        I jeszcze jedno pomysl co on by czul widzac cie w takim stanie? Jesli teraz
        na ciebie patrzy to jest mu tak bardzo smutno. Pamietaj on cie kochal i chcial
        dla ciebie jak najlepiej, wiec badz swoim przyjacielem tak jak on byl i dbaj o
        siebie tak jakby on o ciebie dbal. Nie karz sie sama za cos nad czym nie masz
        kontroli. Zacznij znowu zyc!!!!Dla niego zyc. Ty jestes przedluzeniem jego
        zycia, wiec staraj sie zyc dla niego. I koniecznie zajmij sie czyms. Znajdz
        nowa prace no i moze opusc to mieszkanie choc na kilka dni. Pozdrawiam.
    • Gość: T. Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 12.10.02, 16:06
      On jednak naprawdę nie żyje. 810 godzin go nie widziałam.
      Muszę na jakiś czas wyjechać. Poleżę sobie w szpitalu, tam już będą wiedzieć
      jak mnie wyleczyć. Mam nadzieję, że z niego mnie nie nigdy wyleczą.
      • iwa_ja Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? 12.10.02, 16:15
        T. kochana! Napisałam już wczoraj, ale był bałagan na forum i wcinało posty.
        Otóż: mój mężczyzna stracił żonę. Zginęła w wypadku. On prowadził samochód. Czy
        zdajesz sobie sprawę, w jakim był stanie, gdy go poznałam? Ja tez miałam swoje
        przezycia. Spotały się więc dwa psychiczne wraki. A teraz jest bardzo dobrze.
        To wcale nie znaczy, że on ZAPOMNIAŁ o niej. Wiem, że nadal ją kocha. Tylko
        inaczej niz mnie.
        T.! jest wiele nieszczęśliwych ludzi na świecie. Istnieje też duże
        prawdopodobieństwo, że trafisz na kogoś równie lub bardziej pokiereszowanego
        (nie ma się co licytować) przez życie. Może kogoś wyprowadzisz z dołka. Może
        ktoś Ciebie. Nie namawiam Cie, żebys zapomniała, bo to niemożliwe. Namawiam
        jednak, żebyś żyła między innymi ludźmi. Nie tylko zamknięta ze swoimi
        wspomnieniami.
        Ktoś wyżej napisał, że On byłby zadowolony, że jesteś szczęśliwa. Skoro Cię
        kochał... Zrób to właśnie dla Niego!!!
        • Gość: inka_sama kolejna noc IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 12.10.02, 22:58
          T. - mam nadzieje że gdzieś tu jesteś...

          Dobrze że rodzice są przy tobie.
          Ja juz znikam z forum - ale mysle o tobie.
          Uważaj na siebie.
          i_s
    • Gość: gb Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 13.10.02, 08:57
      W pierwszym odruchu, gdy przeczytałam Twój post, chciałam odrzucić to, co
      czułam, nie wiedzieć o Twoim bólu, nie uswiadamiać go sobie. Bywają chwile gdy
      wydaje się nam, że nie czujemy nic a w rzeczywistości nie jesteśmy w stanie
      udżwignąć już więcej bólu. Innym razem mamy ochotę wtulić się w kąt i pozostać
      tam na zawsze lub też płakać aż do wyczerpania łez. Albo krzyczeć głośno
      wygrażając całemu światu. Ta ostatnia reakcja jest sygnałem, że wracamy do
      życia, jest buntem przeciw temu, co nas spotkało. Musimy umieć i chcieć się
      buntować!!! Ale zanim do tego dojdzie, wydaje się nam, że nie jesteśmy w
      stanie zdobyć się już na żaden gest, przełamać odrętwienia które paraliżuje
      myśli i ciało. Chcielibyśmy odsunąć na bok wszystkich, którzy przeszkadzają
      nam w całkowitym pogrążeniu się w bólu. I wierz mi, trudno to pojąć ale ten
      stan mija, zapominamy. Powoli czas ukrywa to, co czuliśmy każdą cząstką
      naszego ciała. Nieraz zadasz sobie pytanie - dlaczego? I żeby znależć na nie
      odpowiedż, musisz żyć, rozejrzeć się, bo są ludzie którzy Cię potrzebują,
      kochają, którym Ty zadajesz ból pogrążając się w rozpaczy. Pozwól sobie pomóc!!
    • mysz_ Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? 13.10.02, 12:04
      a ja dziewczyny wam zazdroszczę. Oczywiście nie tego koszmarnego bólu po
      stracie ale tego że dane wam było tak mocno kchac i przeżyc cos
      niepowtarzalnego. Może to się wam wydać dziwne co ja mówie ale naprawde wcale
      ni8e jest tak że każdemu w zyciu jest dane przezyc tak wielką miłości i to
      odwzajemnioną. Wydaje mi sie to o 100 razy lepsze miec co i kogo wspominac niz
      dostac tak w tyłek od zyciatak żeby stracic wiarę w ludzi. Wiem że bardzo
      cierpisz, ale pomyśl sama-ty juz przeżyłaś coś wspaniałego. Ja moge powiedziec
      tyle że chciałam kochać i ufać i zostałam zdeptana i oszukana, mam ciężka
      nerwicę i poczucie pustki mimo tego ze nie przyżyłam takiej tragedi jak ty.
      Chciałabym opłakiwać kogos ukochanego i soedziec przy jego grobie i z nim
      rozmawic niż płakać nad podłością ludzka i brakiem uczuć.
      Ida ty chyba nie wiesz co mówisz. Jesli rzeczywiscie ciebie nic nie rusza to
      znaczy że jeste chora emocjonalnie i z czegos to musi wynikac. Nawet nie
      zdajesz sobie sprawy jak takie cos może kogos zranic. Mój mąż zupełnie sie nie
      przejmował moim stanem zdrowia jak byłam w szpitalu i pewnie zareagowałby na
      moje zejscie dokładnie tak jak mówisz. Wydaje mi się że naprawdę możesz kogoś
      bardzo skrzywdzic bo przy takim podejsciu kogos do swiata do zycia, wszystko
      staje sie zupełnie bezsensowasne i wyprane całkowicie z uczuć
      • kamfora do mysz_ 13.10.02, 13:59
        Na tym forum staramy się opisać, w jaki sposób dajemy sobie radę
        z problemami. Jedne problemy sa błahe, inne dotyczą spraw ostatecznych.
        Każdy z nas żyje po raz pierwszy. Jeden lepiej radzi sobie z tym,
        inny z tamtym - fajnie jest przeczytać, co ktoś myśli na dany temat,
        a jak to realizuje w praktyce.
        Ale nie wolno zapominać, że każdy ma prawo myśleć na każdy temat
        inaczej niż ja. Inaczej - wcale nie znaczy gorzej ani lepiej.
        I ma też prawo żyć inaczej, niż ja. I też to wcale nie znaczy,
        że gorzej, czy lepiej.
        Jeżeli ktoś chce - może naśladować drugiego człowieka, może przyjąć
        jego sposób działania, myślenia. Jeżeli chce.
        Ale nie ma takiego prawa nikt, żeby komukolwiek narzucać swój sposób
        rozumowania, swój sposób działania.
        Nie ma prawa też nikt zabraniać komukolwiek wypowiadania się na temat
        swojego sposobu życia, na temat swoich poglądów na jakis temat.

        Nikt z nas nie siedzi w innym człowieku. Nie wiemy, co przeżył,
        o ile nam nie opowie, nie wiemy, czy jego cierpienie jest mniejsze,
        czy większe od naszego - bo nie ma sposobu na zmierzenie wielkości
        cierpienia.
        • mysz_ Re: do mysz_ 13.10.02, 15:18
          kamfora napisała:

          > Na tym forum staramy się opisać, w jaki sposób dajemy sobie radę
          > z problemami. Jedne problemy sa błahe, inne dotyczą spraw ostatecznych.
          > Każdy z nas żyje po raz pierwszy. Jeden lepiej radzi sobie z tym,
          > inny z tamtym - fajnie jest przeczytać, co ktoś myśli na dany temat,
          > a jak to realizuje w praktyce.
          > Ale nie wolno zapominać, że każdy ma prawo myśleć na każdy temat
          > inaczej niż ja. Inaczej - wcale nie znaczy gorzej ani lepiej.
          > I ma też prawo żyć inaczej, niż ja. I też to wcale nie znaczy,
          > że gorzej, czy lepiej.
          > Jeżeli ktoś chce - może naśladować drugiego człowieka, może przyjąć
          > jego sposób działania, myślenia. Jeżeli chce.
          > Ale nie ma takiego prawa nikt, żeby komukolwiek narzucać swój sposób
          > rozumowania, swój sposób działania.
          > Nie ma prawa też nikt zabraniać komukolwiek wypowiadania się na temat
          > swojego sposobu życia, na temat swoich poglądów na jakis temat.
          >
          > Nikt z nas nie siedzi w innym człowieku. Nie wiemy, co przeżył,
          > o ile nam nie opowie, nie wiemy, czy jego cierpienie jest mniejsze,
          > czy większe od naszego - bo nie ma sposobu na zmierzenie wielkości
          > cierpienia.
          >
          >
          • kamfora Re: do mysz_ 13.10.02, 15:43
            mysz_ napisała:

            > Kamfora ale czemu takiego wykładu nie palnęłaś Idzie

            Wykładu, mówisz...niech Ci będzie, że wykładu.

            Pewnie dlatego, że, tak mi się mocno zdaje, Ida
            mogłaby się też pod tym "wykładem" podpisać.
            • mysz_ Re: do mysz_ 13.10.02, 17:04
              skąd wiesz co ona by odpowiedziała i jeszcze jedno powiedz mi Kamfora czy ty przezyłaś już śmierć
              kogoś bliskiego czy tylko teoretyzujesz?
              • kamfora Re: do mysz_ 13.10.02, 19:59
                Wysiądź z tego czołgu, proszę.

                Naprawdę w takich sprawach nie powinno się urządzać licytacji.

                • mysz_ Re: do mysz_ 13.10.02, 20:04
                  to nie jest żaden czołg ani nic takiego tylko czysta ciekawość, dlaczego popierasz podejscie Idy i czy z
                  czegos to w ogóle wynika
                  • Gość: Greg Re: do mysz_ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.02, 21:14
                    Moim skromnym zdaniem podejście Idy jest chore, a
                    najbardziej chore jest, że ktoś kto najwyraźniej
                    jest całkowicie wypalony emocjonalnie zabiera
                    się tutaj za udzielanie rad.
                    • mysz_ Re: do mysz_ 13.10.02, 22:39
                      Gość portalu: Greg napisał(a):

                      > Moim skromnym zdaniem podejście Idy jest chore, a
                      > najbardziej chore jest, że ktoś kto najwyraźniej
                      > jest całkowicie wypalony emocjonalnie zabiera
                      > się tutaj za udzielanie rad.

                      Dyskredytujesz moja wypowiedz dletego że jestem osoba po przejściach? Nic nie wiesz na temat
                      mojego obenego stanu emocjonalnego i na szczęscie nikt mi nie zabroni wypowiedzieć sie na jakis
                      temat i powiedziec co czuje i myślę. Nie jestem w stosunku do nikogo okrutna tak jak Ida, ale w-g
                      ciebieto że sie tu wypowiadam jest bardziej chore niz wypowiedz Idy. No cóż każdy ma prawo do
                      własnego zdania, ale myślę że to wszystko jest już mocno nie na temat i szkoda więcej czasu.
                      • Gość: Greg Re: do mysz_ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.02, 23:22
                        Całkowite nieporozumienie.
                        Ja absolutnie nie dyskredytuje Twojej wypowiedzi, a
                        to co napisałem odnosi się tylko i wyłącznie do
                        wypowiedzi Idy w tym wątku.

                        Pozdrawiam
                        • mysz_ Re: do mysz_ 14.10.02, 20:00
                          UFFF:-))))))
                  • eva07 Re: do mysz_ 14.10.02, 22:21
                    mysz_ napisała:

                    > to nie jest żaden czołg ani nic takiego tylko czysta ciekawość, dlaczego
                    popier
                    > asz podejscie Idy i czy z
                    > czegos to w ogóle wynika

                    Wybaczcie, ze się wtrącam, ale tak sobie myslę,że takie podejście jak Idy (w
                    którym jest zresztą sporo zdrowego rozsądku tylko brak wspólczucia) wynika z
                    tego, że tak generalnie mało mamy cierpliwości do cudzego cierpienia. Troche
                    się czujemy bezradni, trochę nas ono żenuje, troche się czujemy
                    zniecierpliwieni...No bo mówi się takiej tyle mądrych rzeczy, a ona wciąz
                    swoje... Uczucia niezbyt się poddaja perswazji niestety. Ewa
        • mysz_ Re: do mysz_ 13.10.02, 15:22
          kamfora napisała:

          > Na tym forum staramy się opisać, w jaki sposób dajemy sobie radę
          > z problemami. Jedne problemy sa błahe, inne dotyczą spraw ostatecznych.
          > Każdy z nas żyje po raz pierwszy. Jeden lepiej radzi sobie z tym,
          > inny z tamtym - fajnie jest przeczytać, co ktoś myśli na dany temat,
          > a jak to realizuje w praktyce.
          > Ale nie wolno zapominać, że każdy ma prawo myśleć na każdy temat
          > inaczej niż ja. Inaczej - wcale nie znaczy gorzej ani lepiej.
          > I ma też prawo żyć inaczej, niż ja. I też to wcale nie znaczy,
          > że gorzej, czy lepiej.
          > Jeżeli ktoś chce - może naśladować drugiego człowieka, może przyjąć
          > jego sposób działania, myślenia. Jeżeli chce.
          > Ale nie ma takiego prawa nikt, żeby komukolwiek narzucać swój sposób
          > rozumowania, swój sposób działania.
          > Nie ma prawa też nikt zabraniać komukolwiek wypowiadania się na temat
          > swojego sposobu życia, na temat swoich poglądów na jakis temat.
          >
          > Nikt z nas nie siedzi w innym człowieku. Nie wiemy, co przeżył,
          > o ile nam nie opowie, nie wiemy, czy jego cierpienie jest mniejsze,
          > czy większe od naszego - bo nie ma sposobu na zmierzenie wielkości
          > cierpienia.
          >
          >
      • Gość: ida Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.csk.pl / *.csk.pl 15.10.02, 12:21
        mysz_ napisała:

        > a ja dziewczyny wam zazdroszczę. Oczywiście nie tego koszmarnego bólu po
        > stracie ale tego że dane wam było tak mocno kchac i przeżyc cos
        > niepowtarzalnego. Może to się wam wydać dziwne co ja mówie ale naprawde wcale
        > ni8e jest tak że każdemu w zyciu jest dane przezyc tak wielką miłości i to
        > odwzajemnioną. Wydaje mi sie to o 100 razy lepsze miec co i kogo wspominac
        niz
        > dostac tak w tyłek od zyciatak żeby stracic wiarę w ludzi. Wiem że bardzo
        > cierpisz, ale pomyśl sama-ty juz przeżyłaś coś wspaniałego. Ja moge
        powiedziec
        > tyle że chciałam kochać i ufać i zostałam zdeptana i oszukana, mam ciężka
        > nerwicę i poczucie pustki mimo tego ze nie przyżyłam takiej tragedi jak ty.
        > Chciałabym opłakiwać kogos ukochanego i soedziec przy jego grobie i z nim
        > rozmawic niż płakać nad podłością ludzka i brakiem uczuć.
        > Ida ty chyba nie wiesz co mówisz. Jesli rzeczywiscie ciebie nic nie rusza to
        > znaczy że jeste chora emocjonalnie i z czegos to musi wynikac. Nawet nie
        > zdajesz sobie sprawy jak takie cos może kogos zranic. Mój mąż zupełnie sie
        nie
        > przejmował moim stanem zdrowia jak byłam w szpitalu i pewnie zareagowałby na
        > moje zejscie dokładnie tak jak mówisz. Wydaje mi się że naprawdę możesz kogoś
        > bardzo skrzywdzic bo przy takim podejsciu kogos do swiata do zycia, wszystko
        > staje sie zupełnie bezsensowasne i wyprane całkowicie z uczuć


        NAprawdę uważasz, że zdrowy emocjonalnie może byc tylko człowiek ktory reaguje
        skrajnościami? A ktos kto nie ma ani nerwicy, ani depresji, ani poczucia
        pustki, ani nie płacze na podłościa ludzką, choć w tyłek dostał od życia nie
        raz i nie dwa, jest definitywnie chory?

        Nieco dziwne jest to rozumowanie...

        Domyslam się, że nigdy nie mialaś okazji spojrzeć świat przez pryzmat
        podejścia zarówno swojego jak i mojego. Znasz tylko i wyłącznie swoje... Nie
        znasz różnicy... I nie masz zielonego pojęcia o sensowności/bezsensownosci czy
        też uczuciach/ich braku... Powtarzasz tylko obiegowe opinie...
        Przypominasz mi siebie sprzed paru lat...
        • Gość: inka_sama ido IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.10.02, 22:17
          Gość portalu: ida napisał(a):
          > Domyslam się, że nigdy nie mialaś okazji spojrzeć świat przez pryzmat
          > podejścia zarówno swojego jak i mojego. Znasz tylko i wyłącznie swoje... Nie
          > znasz różnicy... I nie masz zielonego pojęcia o sensowności/bezsensownosci
          > czy też uczuciach/ich braku... Powtarzasz tylko obiegowe opinie...
          > Przypominasz mi siebie sprzed paru lat...

          O!
          Właśnie o to chodzi Ido!
          Byłaś taka - zmieniłaś się. Ale czemu zmuszasz innych by już
          natychmiast "przeskoczyli" na twój poziom rozwoju?
          Tak naprawdę wielu osobom chyba nie chodzi tu o to CO piszesz ale JAK.
          Bo ty masz rację - byc moze tylko częściową - ale to nie znaczy że piszac w ten
          sposób POMOŻESZ komus wyjść z dołka. Sama chyb atez nie przełączyłąs w głowie
          jakiejś dźwigienki by byc taka jak teraz - tylko był to pewien proces rozłożony
          w czasie.
          No chyba że nie...
          Ido - nie lubisz jak ciebie oceniac - ale sama to robisz.
          Przyznaj innym prawo do odmienności - nawet takiej której ty nie akceptujesz.

          Posdrawiam
          i_s

    • Gość: kate Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: 212.160.228.* 14.10.02, 15:14
      bede b. brutalna. Dzis za nim tesknisz do bolu, a po kilku latach bycia z nim,
      miałabys go dość do bólu. To jest zycie. Nigdy nie dostajesz tego co wydaje sie
      Tobie potrzebne
      • wierzba_b Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? 14.10.02, 20:43
        kate!!! Bo ja cię chyba zdzielę przez łeb!!!! Sorka, ale tak to już mnie dawno
        niczyja wypowiedź nie wkurzyła. Jakim prawem oceniasz czyjś związek nic o nim
        nie wiedząc - to po pierwsze, a po drugie - jak możesz mówić takie rzeczy w
        tej sytuacji? Jak można mówić komuś będącemu na dnie rozpaczy po utracie
        ukochanej osoby, że wcale nie ma po czym rozpaczać i że ta miłość, która była
        sensem i treścią życia, i tak by się za kilka lat źle skończyła? Skąd ty w
        ogóle wzięłaś taką teorię? Znam całkiem sporo ludzi, którzy są ze sobą
        szczęśliwi po 20 lat i więcej (chociażby moich własnych rodziców, a i ja mam
        jak na swój wiek całkiem niezły staż związku - 6,5 roku). Nawet jeśli naprawdę
        myślisz to, co napisałaś, to powinnaś mieć tyle taktu, żeby tego nie pisać
        akurat tutaj. Nie kopie się leżącego.
    • Gość: XY Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.lodz.dialog.net.pl 14.10.02, 22:08
      Ból, trwa i trwa i mimo, że czas upływa a on i tak jest w nas, jak cierń.
      Ale kiedyś mam nadzieje, że przyjdzie taki czas, że zapomnimy o nim i choć
      troche poczujemy sie lepiej.
      Życzę Ci tego T
    • Gość: Alla Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.a2000.nl 14.10.02, 22:15
      T przestan na litosc boska, przestan!!!!! idz do psychologa natychmiast!!! tak
      sie tylko pognebiasz!!!

      Przezylam cos bardzo podobnego. Moj maz zginal w wypadku pare miesiecy po
      slubie. Przez pierwsze dni wykrzyczalam sie i wydarlam do zachrypniecia. Potem
      on przysnil mi sie w nocy. W tym snie przyszedl sie pozegnac, w reku trzymal
      walizke i powiedzial, ze musial odejsc bo przyszedl jego czas. Kazdy ma swoj
      czas na ziemi i jego czas sie spelnil. Jest zycie wieczne, dusza jest
      niesmiertelna.
      Trwalo miesiacami zanim doszlam do siebie. Teraz jest lepiej, byle tylko nie
      pograzyc sie w rozpaczy bez dna.
      • Gość: inka_sama Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 14.10.02, 22:37
        Uważajcie z tymi psychologami.
        To nie cudotwórcy - ten na którego ja trafiłam zniechęcił mnie do tego typu
        pomocy.
        Ja tam poszłam POROZMAWIAĆ o tym co mnie trapi - a musiałam prowadzić monolog -
        facet słuchał cierpliwie i mruczał czasem coś pod nosem. Gdybym się nie
        odezwała - chyba byśmy siedzieli bez słowa.... Wiem są różne podejścia - ale
        chyba trzeba je dostosowac do potrzeb pacjenta/klienta. Ja poszłam raz. Więcej
        pomogło mi forum, kontakt z osobami w podobnej sutuacji, książki - i myslenie
        co z tym zrobić anie tylko nakręcanie rozpaczy.
        Ona czasem wraca ale jestem na to przygotowana.
        Ani psycholog , ani pigułka nie jest rozwiązaniem. Tylko my sami mozemy znaleźć
        sposób - inni tylko moga nam pomóc dojść do celu - trzeba jednak cały czas
        pamiętać że nie da się znaleźć przełącznika - takie pstryk i po bólu.
        Psycholog nie jest bogiem.

        A nasza T. byc może jest juz w szpitalu.
    • Gość: peja Re: co zrobic gdy zycie sie juz skonczylo? IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 16.10.02, 12:37
      daj rade
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka