Gość: Zunia
IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl
12.10.02, 20:46
Wyszlam za maz po 2 latach znajomosci. Nie mieszkalismy ze soba wczesnie.
Teraz mija 1,5 roku od pobrania się. A ja czuje się jak w klatce. Szukam
wyjscia ale ciagle nie mogę znalezc. Pisalam już wczesniej o moich problemach
z mezem. Przez ponad rok nie pracowal. Ale nie robil tez nic by znalezc
prace. 400 zl zasilku dla bezrobotnych + moja wyplata wystarczalo do
pierwszego. Ale ja chcialam czegos wiecej. Na poczatku myslalam ze znajdzie
prace nie teraz, to za miesiac , dwa. Ale jak można cos znalezc nie szukajac
tego??? Nigdy nie wiedzialam żeby kupil gazete, gdzie sa ogloszenia, niegdy
nawet nie poszedl do biblioteki by ja rzejrzec. Nawet jak ja kupowalam GW w
poniedzialki nawet jej nie przejrzal – no bo po co? Przeciez tam nie ma nic
dla niego. Tlumaczylam mu ze w koncu cos będzie, trzeba tylko szukac. Ale on
twierdzil ze tylko dzieki znajomym dostanie prace i czekal. Czekal az ktos
zrobi to za niego. Nie wytrzymalam. Pare miesiecy temu przez lzy powiedzialam
mu ze nie chce tak dalej zyc. Chcialam odejsc, nie moglam być z kims kto nie
mysli o rodzinie. Z czego będziemy zyli? – pytalam a on nic nie mowil.
Wstawalam rano, jechalam do pracy, wracalam, pusta lodowka, zakupy nie
zrobione, obiad tez. Zaciskalam żeby, szlam do sklepu, robilam obiad,
kolacje, wszystko podane pod nos. Zbuntowalam się – podzielimy się
obowiazkami. A on na to ze nie po to zone bral by samemu prac, sprzatac,
prasowac a już na pewno nie gotowac. Powiedzialam sobie – zostawie go,
zostawie jak tylko znajdzie prace. Wyjechal na miesiac do rodziny. Nie
chcialam żeby jechal. Przez ten miesiac możesz cos znalezc. A on na to ze jak
do tej pory nie znalazl to teraz tym bardziej. Wyjechal, a ja odzylam. Było
tak jak kiedys, gdy bylam sama. Wrocil i zaczelo się – za duzo wydalam, za
duzo dzwonilam. Zaplace za telefon, zarabiam przeciez mowilam a on wsciekal
się jeszcze bardziej. No bo przeciez te pieniadze można wydac na cos innego.
Lepiej było mi bez niego niż z nim.
Miesiac temu zaczal pracowac. Ale teraz tez nic nie robi bo przeciez pracuje.
Wracam z pracy, robie obiad, przyjmuje gosci, robie zakupy, sprzatam. I
patrze na niego grajacego ciagle na komputerze i mysle sobie – czy to jest
mój maz, facet z którym mam być do konca zycia ??? Poweidzialam mu to a on na
to ze moja matka mnie rozpuscila, robiac wszystko za mnie, ze mnie
przyzwyczaila do takiego zycia. Ze nic nie robie w domu. Że balaganie, ze
jestem egoistka, ze wydaje pieniadze. Że nie dbam o niego (!).
Myslalam sobie ze zrobie wszystko by utrzymac to malzenstwo. Przez 1,5 roku
ani razu nie zrobil mi kolacji. Powiedzialam ktoregos dnia ze może zjemy na
miescie. Poszlismy, on studiowal menu, ja gniotlam serwetke. Nie mielismy o
czym ze soba rozmawiac.
Chce odejsc. Zdecydowalam już. Ale strach jest przeogromny. Nie wiem co mam
powiedziec, nie wiem co będę robic potem. Od jakiegos czasu mysle tylko o tym
jak mu to powiedziec.
Napisalam to wszystko by to z siebie wyrzucic. Zapisalam się do
psychoterapeuty. Może to mi pomoze. Chce przez to przejsc jak najszybciej.
Może jestem egoistka, ale chce ulozyc sobie zycie poki nie jest za pozno,
poki nie ma dzieci. Nie chce się już dusic. Nie mam sily. Chce wyjsc z tej
klatki.
Pozdr