Dodaj do ulubionych

znow nieudane malzenstwo

IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 12.10.02, 20:46
Wyszlam za maz po 2 latach znajomosci. Nie mieszkalismy ze soba wczesnie.
Teraz mija 1,5 roku od pobrania się. A ja czuje się jak w klatce. Szukam
wyjscia ale ciagle nie mogę znalezc. Pisalam już wczesniej o moich problemach
z mezem. Przez ponad rok nie pracowal. Ale nie robil tez nic by znalezc
prace. 400 zl zasilku dla bezrobotnych + moja wyplata wystarczalo do
pierwszego. Ale ja chcialam czegos wiecej. Na poczatku myslalam ze znajdzie
prace nie teraz, to za miesiac , dwa. Ale jak można cos znalezc nie szukajac
tego??? Nigdy nie wiedzialam żeby kupil gazete, gdzie sa ogloszenia, niegdy
nawet nie poszedl do biblioteki by ja rzejrzec. Nawet jak ja kupowalam GW w
poniedzialki nawet jej nie przejrzal – no bo po co? Przeciez tam nie ma nic
dla niego. Tlumaczylam mu ze w koncu cos będzie, trzeba tylko szukac. Ale on
twierdzil ze tylko dzieki znajomym dostanie prace i czekal. Czekal az ktos
zrobi to za niego. Nie wytrzymalam. Pare miesiecy temu przez lzy powiedzialam
mu ze nie chce tak dalej zyc. Chcialam odejsc, nie moglam być z kims kto nie
mysli o rodzinie. Z czego będziemy zyli? – pytalam a on nic nie mowil.
Wstawalam rano, jechalam do pracy, wracalam, pusta lodowka, zakupy nie
zrobione, obiad tez. Zaciskalam żeby, szlam do sklepu, robilam obiad,
kolacje, wszystko podane pod nos. Zbuntowalam się – podzielimy się
obowiazkami. A on na to ze nie po to zone bral by samemu prac, sprzatac,
prasowac a już na pewno nie gotowac. Powiedzialam sobie – zostawie go,
zostawie jak tylko znajdzie prace. Wyjechal na miesiac do rodziny. Nie
chcialam żeby jechal. Przez ten miesiac możesz cos znalezc. A on na to ze jak
do tej pory nie znalazl to teraz tym bardziej. Wyjechal, a ja odzylam. Było
tak jak kiedys, gdy bylam sama. Wrocil i zaczelo się – za duzo wydalam, za
duzo dzwonilam. Zaplace za telefon, zarabiam przeciez mowilam a on wsciekal
się jeszcze bardziej. No bo przeciez te pieniadze można wydac na cos innego.
Lepiej było mi bez niego niż z nim.
Miesiac temu zaczal pracowac. Ale teraz tez nic nie robi bo przeciez pracuje.
Wracam z pracy, robie obiad, przyjmuje gosci, robie zakupy, sprzatam. I
patrze na niego grajacego ciagle na komputerze i mysle sobie – czy to jest
mój maz, facet z którym mam być do konca zycia ??? Poweidzialam mu to a on na
to ze moja matka mnie rozpuscila, robiac wszystko za mnie, ze mnie
przyzwyczaila do takiego zycia. Ze nic nie robie w domu. Że balaganie, ze
jestem egoistka, ze wydaje pieniadze. Że nie dbam o niego (!).
Myslalam sobie ze zrobie wszystko by utrzymac to malzenstwo. Przez 1,5 roku
ani razu nie zrobil mi kolacji. Powiedzialam ktoregos dnia ze może zjemy na
miescie. Poszlismy, on studiowal menu, ja gniotlam serwetke. Nie mielismy o
czym ze soba rozmawiac.
Chce odejsc. Zdecydowalam już. Ale strach jest przeogromny. Nie wiem co mam
powiedziec, nie wiem co będę robic potem. Od jakiegos czasu mysle tylko o tym
jak mu to powiedziec.
Napisalam to wszystko by to z siebie wyrzucic. Zapisalam się do
psychoterapeuty. Może to mi pomoze. Chce przez to przejsc jak najszybciej.
Może jestem egoistka, ale chce ulozyc sobie zycie poki nie jest za pozno,
poki nie ma dzieci. Nie chce się już dusic. Nie mam sily. Chce wyjsc z tej
klatki.
Pozdr
Obserwuj wątek
    • kamfora Re: znow nieudane malzenstwo 12.10.02, 21:02
      Gość portalu: Zunia napisał(a):

      > Wyszlam za maz po 2 latach znajomosci. Nie mieszkalismy ze soba wczesnie.

      Co o nim wiedziałaś, po tych dwóch latach znajomosci?
      Jakie plany na przyszłość mieliście?
      Czy wtedy mieliście o czym rozmawiać? Wiedziałaś o jego poglądach
      na temat "roli żony w małżeństwie", czy nie przyszło Ci do głowy,
      żeby spytać?
      • Gość: gabi Re: znow nieudane malzenstwo IP: *.bredband.skanova.com 12.10.02, 22:32
        Twoj maz bardzo przypomina mi mojego ojca.Kiedy pracowal czul sie zwolniony z
        wszelkich obowiazkow domowych, bo przeciez jest zmeczony,wlasnie wrocil z
        pracy.A po latach kiedy stracil prace chodzil po domu i tylko sie
        czepial,wszystko bylo nie po jego mysli.Moja mama jest naprawde zaradna kobieta
        i gdyby nie ona to nie wiem jak to by bylo.Teraz jako dorosla kobieta moge jej
        tylko wspolczuc,a Tobie zycze ,aby wszystko sie ulozylo jak najlepiej.
      • Gość: Martyna Re: znow nieudane malzenstwo IP: *.proxy.aol.com 12.10.02, 22:36
        kamfora napisała:

        > Gość portalu: Zunia napisał(a):
        >
        > > Wyszlam za maz po 2 latach znajomosci. Nie mieszkalismy ze soba wczesnie.
        >
        > Co o nim wiedziałaś, po tych dwóch latach znajomosci?
        > Jakie plany na przyszłość mieliście?
        > Czy wtedy mieliście o czym rozmawiać? Wiedziałaś o jego poglądach
        > na temat "roli żony w małżeństwie", czy nie przyszło Ci do głowy,
        > żeby spytać?
        >
        >
        Niestety z wlasnego doswiadczenia i z doswiadczenia przyjaciolek wiem, ze
        nawet spytanie i zachowanie faceta przed slubem nie pomaga. Wiele razy faceci
        obiecuja zlote gory : partnerstwo, rowny podzial obowiazkow itp jednak zycie
        weryfikuje te obiecanki i pozniej malzenstwo wyglada jak w przykladzie opisanym
        przez kolezanke.

        • kamfora Re: znow nieudane malzenstwo 12.10.02, 22:48
          Gość portalu: Martyna napisał(a):

          > Niestety z wlasnego doswiadczenia i z doswiadczenia przyjaciolek wiem, ze
          > nawet spytanie i zachowanie faceta przed slubem nie pomaga. Wiele razy
          > faceci obiecuja zlote gory : partnerstwo, rowny podzial obowiazkow itp
          > jednak zycie weryfikuje te obiecanki i pozniej malzenstwo wyglada jak w
          > przykladzie opisanym przez kolezanke.

          Ale mnie chodzi o ten konkretny przypadek, a nie o to,
          co wiele razy się zdarza.
    • luisssa Re: znow nieudane malzenstwo 12.10.02, 23:21
      Mysle, ze to dobrze skoro sie juz zdecydowalas. I tak pozniej nie bedzie
      lepiej. A jakby doszly do tego dzieci, to wszystkie obowiazki zwiazane z nimi
      tez bys Ty miala na glowie. Moj mezczyzna, chyba tak jak kazdy facet, robi
      tylko to, co go interesuje... tzn siedzi caly dzien przezd kompem. No i
      podzelilam obowiazki na pol i egzekwuje je od niego. Musze na niego czasem
      huknac, bo gary by lezaly w zlewie przez tydzien. I wcale nie robie z niego
      pantoflarza. Wrecz przeciwnie. Im wiecej mi pomaga tym bardziej go kocham.
      Nienawidze poprostu pewnych siebie cwaniaczkow, co to kobiety tylko za kucharko-
      sprzataczke uwazaja. Nawet z takimi nie gadam. W leb bym zdzielila i koniec.
      Tak wiec, nie daj sie. Malzenstwo to nie darmowa sluzba. Kazdy musi dawac cos
      od siebie.

      Pozdrawiam
      luissssa
    • zlakobieta Re: znow nieudane malzenstwo 12.10.02, 23:34
      Pewnie wazne sa pytania zadawane przez Kamfore, tylko ze moim zdaniem odpowiedz
      na nie niezaleznie od tego jaka bedzie nic nie zmieni w sytuacji zalozycielki
      watku.

      Jezeli przed slubem maz byl inny (ewentualnie ona "zaslepiona miloscia" nie
      widziala jego wad) to co? Zmienil sie na gorsze (albo ona przejrzala na oczy) i
      nic nie pomogly rozmowy, o ktorych pisala. Nie dogadali sie.

      Jezeli byl taki sam, a ona z premedytacja za niego wyszla widzac jego wady i
      liczac na to, ze pod jej wplywem sie zmieni to co? Nie zmienil sie. Ona jest
      nieszczesliwa i tylko taka roznica, ze sama jest sobie winna.

      Nawet jezeli w gre wchodzi wariant drugi, to przeciez nie mozna od nikogo
      wymagac aby do konca zycia pokutowal za wlasna glupote.
      Kazdy ma prawo zmienic swoje zycie na lepsze.

      To tyle co mialam do powiedzenia.
      Pozdrawiam
      • kamfora Re: znow nieudane malzenstwo 13.10.02, 15:14
        zlakobieta napisała:

        > Pewnie wazne sa pytania zadawane przez Kamfore, tylko ze moim zdaniem
        > odpowiedz na nie niezaleznie od tego jaka bedzie nic nie zmieni w sytuacji
        > zalozycielki watku.

        Masz rację, Zlakobieto, ale i nie masz racji ;-)
        Odpowiedź na te pytania jest ważna w przypadku, gdyby założycielka wątku
        chciała związać się ponownie z innym mężczyzną - wtedy uświadomienie sobie
        pewnych zależności pozwoli uniknąć tych samych błędów.
        (ale oczywiscie to tylko moje zdanie)

        Bo ja uważam (chociaż nie wydaje mi się to jedynie_słuszną_prawdą ;-)
        że przyczyną rozpadu małżeństwa po zaledwie roku - dwóch jest nie to,
        że partner się ZMIENIŁ, ale że się NIE ZMIENIŁ.
        Baaardzo bowiem często ulegamy złudzeniu, że prawdziwe jest powiedzenie:
        "jak się ożeni - to się odmieni".
    • Gość: Wenus Re: znow nieudane malzenstwo IP: *.lodz.dialog.net.pl 13.10.02, 00:59
      Gość portalu: Zunia napisał(a):

      > Wyszlam za maz po 2 latach znajomosci. Nie mieszkalismy ze soba wczesnie.
      > Teraz mija 1,5 roku od pobrania się. A ja czuje się jak w klatce. Szukam
      > wyjscia ale ciagle nie mogę znalezc. Pisalam już wczesniej o moich problemach
      > z mezem. Przez ponad rok nie pracowal. Ale nie robil tez nic by znalezc
      > prace. 400 zl zasilku dla bezrobotnych + moja wyplata wystarczalo do
      > pierwszego. Ale ja chcialam czegos wiecej. Na poczatku myslalam ze znajdzie
      > prace nie teraz, to za miesiac , dwa. Ale jak można cos znalezc nie szukajac
      > tego??? Nigdy nie wiedzialam żeby kupil gazete, gdzie sa ogloszenia, niegdy
      > nawet nie poszedl do biblioteki by ja rzejrzec. Nawet jak ja kupowalam GW w
      > poniedzialki nawet jej nie przejrzal – no bo po co? Przeciez tam nie ma n
      > ic
      > dla niego. Tlumaczylam mu ze w koncu cos będzie, trzeba tylko szukac. Ale on
      > twierdzil ze tylko dzieki znajomym dostanie prace i czekal. Czekal az ktos
      > zrobi to za niego. Nie wytrzymalam. Pare miesiecy temu przez lzy powiedzialam
      > mu ze nie chce tak dalej zyc. Chcialam odejsc, nie moglam być z kims kto nie
      > mysli o rodzinie. Z czego będziemy zyli? – pytalam a on nic nie mowil.
      > Wstawalam rano, jechalam do pracy, wracalam, pusta lodowka, zakupy nie
      > zrobione, obiad tez. Zaciskalam żeby, szlam do sklepu, robilam obiad,
      > kolacje, wszystko podane pod nos. Zbuntowalam się – podzielimy się
      > obowiazkami. A on na to ze nie po to zone bral by samemu prac, sprzatac,
      > prasowac a już na pewno nie gotowac. Powiedzialam sobie – zostawie go,
      > zostawie jak tylko znajdzie prace. Wyjechal na miesiac do rodziny. Nie
      > chcialam żeby jechal. Przez ten miesiac możesz cos znalezc. A on na to ze jak
      > do tej pory nie znalazl to teraz tym bardziej. Wyjechal, a ja odzylam. Było
      > tak jak kiedys, gdy bylam sama. Wrocil i zaczelo się – za duzo wydalam, z
      > a
      > duzo dzwonilam. Zaplace za telefon, zarabiam przeciez mowilam a on wsciekal
      > się jeszcze bardziej. No bo przeciez te pieniadze można wydac na cos innego.
      > Lepiej było mi bez niego niż z nim.
      > Miesiac temu zaczal pracowac. Ale teraz tez nic nie robi bo przeciez pracuje.
      > Wracam z pracy, robie obiad, przyjmuje gosci, robie zakupy, sprzatam. I
      > patrze na niego grajacego ciagle na komputerze i mysle sobie – czy to jes
      > t
      > mój maz, facet z którym mam być do konca zycia ??? Poweidzialam mu to a on na
      > to ze moja matka mnie rozpuscila, robiac wszystko za mnie, ze mnie
      > przyzwyczaila do takiego zycia. Ze nic nie robie w domu. Że balaganie, ze
      > jestem egoistka, ze wydaje pieniadze. Że nie dbam o niego (!).
      > Myslalam sobie ze zrobie wszystko by utrzymac to malzenstwo. Przez 1,5 roku
      > ani razu nie zrobil mi kolacji. Powiedzialam ktoregos dnia ze może zjemy na
      > miescie. Poszlismy, on studiowal menu, ja gniotlam serwetke. Nie mielismy o
      > czym ze soba rozmawiac.
      > Chce odejsc. Zdecydowalam już. Ale strach jest przeogromny. Nie wiem co mam
      > powiedziec, nie wiem co będę robic potem. Od jakiegos czasu mysle tylko o tym
      > jak mu to powiedziec.
      > Napisalam to wszystko by to z siebie wyrzucic. Zapisalam się do
      > psychoterapeuty. Może to mi pomoze. Chce przez to przejsc jak najszybciej.
      > Może jestem egoistka, ale chce ulozyc sobie zycie poki nie jest za pozno,
      > poki nie ma dzieci. Nie chce się już dusic. Nie mam sily. Chce wyjsc z tej
      > klatki.
      > Pozdr

      Zuniu, myślę, że jesteś wartościową kobietą (żadna tam z ciebie egoistka),
      która całkiem słusznie marzy o lepszym życiu i próbuje rozwiązać ten węzeł
      gordyjski, czyli problem, który powstał. Z tego co piszesz dałaś mężowi wiele
      razy do zrozumienia, że nie tak wyobrażasz sobie wasze wspólne dalsze życie.
      Zamiast zareagowac jak dojrzały partner - na Ciebie zrzuca wszelką
      odpowiedzialnosc za swoje i wasze niepowodzenia. Aż mi sie wierzyc nie chce jak
      to czytam co napisalas, bo choc nie masz dzieci to tak jakbys wlasnie miala i
      tym dzieckiem jest mąż. Facet jest niedojrzały i mala jest nadzieja, że
      dojrzeje. Są osobnicy, którzy żenią się z kobietami w nadziei, że "będzie miło
      i przyjemnie" ale jak kobieta będzie nad nimi skakać - ich rola ograniczy się
      jedynie do przyjscia z pracy (jesli ta praca jest) i zakotwiczeniu na kanapie
      lub przed komputerem (czyżby nowa choroba XXI wieku?) Nie namawiam Cie do
      rozstania, decyzje podejmiesz sama (zdaje sie ze juz ja podjelas), ale jestem
      zdania, jak niektore tu osoby, ktore sie wypowiedzialy, ze nie ma sensu
      marnowac sobie zycia z czlowiekiem, ktory uczynil z ciebie sprzataczke i
      kucharke a sam zbija bąki i nawet nie myśli, żeby ci choc pomoc w domu. Poza
      tym fakt, ze twoj facet, ktory jak tylko gorzej "sie poczuje", zmyka na łono
      mamusi świadczy najdobitniej o tym, że niewiele z nim zwojujesz.
      Bardzo dobrze, ze poszlas na psychoterapie, choc zdaje sie ze przydalaby sie
      ona znacznie bardziej mężowi! Byłoby dobrze, zeby on sie zgodzil na wspolna
      terapie pary, bo nie ma co ukrywac, ze wasz zwiazek jest chory. Probowac
      przkonac go zawsze mozesz, choc szczerze powiem - cienko to widze. Zadbaj wiec
      o siebie! Mam nadzieje, ze rozmowa z terapeutą pomoze Ci uporzadkowac sie
      wewnetrznie, pozwoli Ci nabrac wiekszej wiary i pewnosci siebie, zeby miec
      odwage realizowac wlasne marzenia. Wierze, ze Ci sie uda bo jestes swiadoma
      siebie i swoich potrzeb, a to polowa sukcesu! Ci, korzy twoich marzen nie
      podzielaja a wrecz ci przeszkadzaja w ich osiagnieciu - odstaw na boczny tor
      bez wyrzutow sumienia. Bo kiedys za -nascie, -dziesiat lat - staniesz sie
      rozgoryczoną kobietą, która dojdzie do wniosku, ze przegrała swe zycie będąc w
      zwiazku z facetem, kory nie zył, a wegetowal - w dodatku na na jej barkach......

      pozdrawiam Cie sredecznie
    • mysz_ Re: znow nieudane malzenstwo 13.10.02, 10:48
      naprawdę ci współczuje i niestety rozumiem co czujesz
      przejdziesz piekło ale idz za ciosem i pozbadz sie z zycia tego nieroba. Miałam
      to samo. Chamstwo i syf, tatalny brak zrozumienia. Wczesniej tzn przed slubem
      było ekstra. We wszystkim mi pomagał i nie robił z niczego tajemnicy. Potem sie
      zaczęła jazda. dosłownie parę misięcy po slubie kiedy juz byłam w ciąży.
      Teraz też słyszę często -wydoroslej co w jego zrozumieniu oznacza daj sie
      wykorzystac i nie otwieraj dzioba. Moge cie zapewnic ze jesli w tym komputerze
      był interent to gosciu calymi dniami siedzial na seks czacie. Po porostu
      trafiłam na super chama. Rozumiem cię jak bardzo to jest deprymujące ze ktos
      kogo kochałas i chciałas spedził cale zycie okazał sie takim draniem. Postaraj
      się mimo wszystko nie stracic wiary w ludzi i mężczyzn bo jeszcze kilku
      porzadnych zyje na tym swiecie
      pozdrawiam
    • wierzba_b Re: znow nieudane malzenstwo 13.10.02, 12:42
      Dołączam się do większości wypowiedzi moich poprzedniczek. Zmykaj póki czas,
      on się raczej nie da zmienić, a jeśli nawet - to szansa na to jest tak mała i
      tyle czasu, nerwów i pracy byś na to zużyła, że naprawdę nie ma o czym myśleć.
      Bo i tak mogłoby Wam być razem co najwyżej znośnie. A Ty jeszcze masz szansę
      ułożyć sobie życie z kimś, z kim będzie Ci po prostu dobrze. I rada na
      przyszłość - zanim za kogoś wyjdziesz, przyjrzyj się dokładnie, jak
      funkcjonuje jego dom. Człowiek ma wdrukowane w siebie schematy swojego życia
      rodzinnego i bardzo ciężko jest to zmienić, nawet gdy sam zainteresowany tego
      chce. A jak nie chce - to się praktycznie rzecz biorąc nie da.
    • piotr.kowal Na lenia nie ma rady 13.10.02, 17:34
      Rzuć go, nawyki wracają
      • Gość: Zunia Re: Na lenia nie ma rady IP: *.biskupiec.sdi.tpnet.pl 14.10.02, 10:39
        Dziekuje wszystkim za dobre slowa.
        Najgorsze w tym wszystkim jest to ze ja nie potrafie mu tego powieeziec - tego
        ze odchodze. Od tygodnia mam to na koncu jezyka ale nie moge tego wydusic. Nie
        moge spac, a jak juz mi sie uda to budze sie o 3-4 rano i pierwsza moja mysl -
        co ja mu powiem. Wiem ze to smieszne no bo w koncu juz sie zdecydowalam wiec
        powinno byc prosto. Ale nie jest. Boje sie jak cholera. Wszystkiego - jego
        reakcji, jego rodziny, mojej rodziny. To co teraz moge zrobi to isc do mamy ale
        na jak dlugo? Co ja bede robic potem? To wszystko mnie przeraza chociaz na 100
        % wiem ze lepiej mi bedzie bez niego niz z nim.
        Najgorsze ze po kazdej klotni z nim daje sobie wmowic ze to ja jestm egoistka,
        i ze to moja wina. To jest chore. On zrecznie mna manipuluje i kazda klotnie
        zaczeta przez niego obraca tak by wyszlo ze to znow moja wina. Ale dosc juz mam
        bycia Matka Teresa, mam dosc brania na siebie winy. Wiem ze jestem silna i
        potrafie to zrobic ale to do niczego nie prowadzi. Jest spokoj przez pare dni a
        potem znow to samo. Ze wydaje pieniadze na kolejna pare butow ( ostatnia
        kupilam na wiosne!!!), na 1000 rzeczy ktore nie sa mi potrzebne. Z kazdych
        wydanych 10 zl musze sie wyspowiadac. Zastanawiam sie czy wszystko odlozylam na
        miejsce, bo jak nie to znow bedzie awantura.
        Mieszkamy z tesciowa, ktora tez nie jest aniolkiem. Powiedzialm mu kiedys ze
        nie chce mieszkac cale zycie z nia. A on mi na to ze on swojej matki nie
        zostawi nigdy.A ja w tym momencie wyszlam na gnebicielke tesciowej. Dlaczego
        nie mowil mi tego wczesniej? Dzis wiem ze nie wyszlam za niego tylko z cala
        jego rodzine. Ale nigdy w klotni nie poruszalam tematu jego matki, choc mialam
        to na koncu jezyka.
        Nie chce tak dalej zyc. Musze to skonczyc. Tylko jak? Jak sie konczy takie
        zwiazki???
        Pozdrawiam goraco w zimny dzien

        • Gość: krisis Re: Na lenia nie ma rady IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 14.10.02, 11:02
          Jestem facetem - hmm jak sie konczy takie zwiazki. Najlepsze rozwiazania sa w
          zasiegu reki. Przygotuj sobie argumenty na kazde pytanie i atak z jego strony.
          Zadawaj te pytania sama sobie (znasz go w koncu). Gdy uznasz, ze jestes gotowa
          argumentami wyluscic mu swoje powody do odejscia. Idz do mamy porozmawiaj z
          nia - przekonaj, aby twoja rodzina stala murem za Toba. Wyplacz sie jej. Gdy
          ten krok wykonasz. Znajdz odpowiedni moment - brak tv i komputera i zero
          zajecia z jego strony. POwiedz mu wtedy, ze jest Ci bardzo przykro i czujesz
          sie w tym zwiazku wykorzystywana. Powiedz mu o tym jak sie czujesz czego ci
          brakuje i powiedz, ze chcesz odejsc - bo nie potrafisz tak zyc. A dopoki
          jestescie mlodzi chcialabys abyscie mieli szanse znalezc partnerow bardziej
          pasujacych do was (w domysle do niego). Kieruj rozmowa w taki sposob, aby on
          zrozumial, ze to jest dla niego szansa na lepsze zycie. Badz konsekwentna. NIe
          pozwalaj mu rozwijac rozmowy i odbijac pileczki. Nie daj mu mozliwosci
          okreslenia ciebie jako egoistki - wrecz przeciwnie pierwsza mu to powiedz -
          wyjasnij mu dlaczego jego zachowanie jest egoistyczne. I na koniec - pozegnaj
          sie mowiac - nie kocham Cie juz - kochalam Cie takim jaki bylem przed slubem a
          nie takim jaki jestes teraz. To wszystko. Zycie ulozysz sobie na nowo. Nie boj
          sie samotnosci nie boj sie odpowidzialnosci. Bedzie on Ciebie obwinial, bedzie
          szantazowal bedzie obiecywal zlote gory - bo nie bedzie chcial stracic
          wygodnego zycia. Ogluchnij na te jego slowa. POkaz mu swoja konsekwencje i
          udowodnij ze to on doprowadzil do rozpadu malzenstwa. POzdrawiam
        • kamfora Re: Na lenia nie ma rady 14.10.02, 11:46
          Zunia,
          prawdopodobnie juz zdecydowałaś, że odchodzisz...
          Ale czy nie przyszło Ci do głowy, żeby spróbować
          RAZEM Z MĘŻEM jakiejś wspólnej terapii małżeńskiej?

          Tu nie chodzi przecież o udowodnienie komuś winy,
          tu chodzi o Was,o Waszą przyszłość. Tu, na forum,
          każdy mówi, co mu akurat przychodzi do głowy, bazując
          na niewielkiej informacji.
          (ja na przykład jestem podejrzliwa: w pierwszym poście
          pisałaś, że wyjechał do rodziny, a w tym, że mieszkacie
          u jego matki...)
          • Gość: Zunia Re: Na lenia nie ma rady IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 14.10.02, 19:16
            Piszac "wyjechal do rodziny" mialam na mysli jego siostre.
            • kamfora rodzina 15.10.02, 14:52
              Gość portalu: Zunia napisał(a):

              > Piszac "wyjechal do rodziny" mialam na mysli jego siostre.

              Czy dobrze mi się zdaje, że siostra mieszka za granicą, i on
              ma możliwość tam zarobić od czasu do czasu? I dlatego nie
              chce się wiązać żadną pracą tutaj?

              Przepraszam, że jestem taka upierdliwa, ale staram się
              zawsze rzeczy/sprawy ze wszystkich stron oglądać...
        • Gość: Wenus Poradzisz sobie........ IP: *.lodz.dialog.net.pl 14.10.02, 14:59
          Myślę Zuniu, że to co poradziła Ci krisis ma sens - przynajmniej ja bym tak
          zrobiła. Proste to nie jest. Jakże Cię czuję! Jakby przecież nie było jakaś
          więź emocjonalna między Tobą a mężem jest! W końcu najtrudniej nam przychodzi
          wyrażanie uczuć, emocji, mówienie tego, co nas boli - w oczy drugiej osobie,
          związanej z nami uczuciowo, nieważne czy kogoś nadal kochasz czy może mniej lub
          wcale. Łączy was to co do tej pory przeżyliście, w koncu jakies dobre chwile
          też były. Rozumiem jak bardzo się boisz tej rozmowy z mężem. Z pewnością obawa
          przed ranieniem go (choc on rani Cię non stop) jest powodem, że nie wiesz jak
          się do tego zabrać. Świadczy to tylko o twojej dużej wrażliwości i tym, że
          jesteś dobrym człowiekiem. Musisz jednak sobie poradzić z tą sytuacją. I
          poradzisz sobie! Jesteś silna! Jeśli faktycznie decyzję już podjęłaś to
          realizuj to co postanowiłaś konsekwentnie!
          Jeśli zdarzy się, że podczas tej "ważnej" i decydującej rozmowy mąż zrozumie,
          że Ty nie żartujesz, okaże chęć pracy nad waszym związkiem (choć prędzej znowu
          zwali wszystko na ciebie) - będziesz musiała podjąć kolejną decyzję czy chcesz
          dać mu tę szansę naprawdę. Jeśli mu ją dasz, bądź również konsekwentna i
          egzekwuj to co razem postanowicie. Tu będzie Ci tej siły naprawdę potrzeba,
          żeby starać się nie ulegać jego manipulacjom i próbom powortu do "starego
          stylu" życia. Musisz wiedzieć czego sama chcesz i być konsekwentna w swoich
          postanowieniach. Wydaje mi się, że terapia pary w waszym przypadku miałaby
          szansę powodzenia, pod jednaym wszakże warunkiem, a raczej dwoma: pierwszy jest
          oczywisty - on tego chce, bo mu zalezy na Tobie i waszej wspolnej przyszlosci,
          drugi - jak najdalej od teściowej. Szacunek się jej zapewne należy jaka by nie
          byla, ale mieszkać z nią wraz z mężem nie musicie. Matka bowiem będzie
          skutecznie niszczyć wszelkie przejawy "poprawy" w waszym związku (w koncu
          pozytywna zmiana dla was - dla niej może nie okazac sie korzystna - "utrata"
          syna). Tylko wtedy wg. mnie jest szansa, ze da sie jeszcze cos z tym "fantem"
          zrobić. Jeśli twoj maż nie wyrazi zadnej chęci, próby naprawy związku - daj
          sobie od razu spokoj i niech to doda Ci odwagi, by czym prędzej tą farsę
          zakonczyc. Nie miej wtedy skrupolow, zeby powiedziec co masz do powiedzenia i
          odejsc. W przeciwym wypadku stracisz szacunek do samej siebie.
          Dobrze by było, żebyś w takich chwilach jakie teraz przezywasz, mogła komuś
          zaufanemu się zwierzyć ze swoich trosk i znależć w nim oparcie psychiczne, bo
          zadne rozmowy wirtualne tego nie zastapią, choć jak widzisz jest tu na forum
          sporo osob, ktore twoj problem rozumieja i probouja pomoc.
          I tak już na koniec - wiesz, mam nieodparte wrażenie, że sobie doskonale
          poradzisz (jaką decyzję nie podejmiesz), mimo, że ty sama w to nie wierzysz.
          Po prostu tak czuję wewnętrznie, a intuicję mam dobrą!

          pozdrawiam Cię i życzę Ci dużo wewnętrznej siły w walce o siebie samą
        • Gość: Wenus Mała poprawka...... IP: *.lodz.dialog.net.pl 14.10.02, 15:24
          Oczywiście przejęzyczenie drobne sprawiło, że z "crisis" zrobiłam kobietę ;-)
          Chciałam to tylko sprostować i zwrócić honor.

          pozdrawiam :-)
          • Gość: firanka tak tylko krotko IP: 212.244.188.* 14.10.02, 15:45
            Nic nie bede radzic, nic nie bede radzic, bo to Twoja jest decyzja. Doskonale, jak mi sie wydaje, wiem za to, co
            czujesz. Jedno, drobne pytanko - nie czujesz czasem, ze boisz sie mu o tym powiedziec, bo boisz sie go zranic oraz,
            czy nie masz czasem takiej idiotycznej mysli, ze nie mozesz go zostawic, bo on sobie bez Ciebie nie poradzi? Pytam,
            bo ja tak mialam. A wiesz, co sie na koniec okazalo, ze moj maz, w sytuacji prawie identycznej, jak opisana przez
            Ciebie, tylko ze znalismy sie przed slubem duzo dluzej, mnie zdradzal. Zdradzal mnie i przed slubem i po slubie pewno
            tez, chociaz tego akurat sie wypiera. Zostawilam go, czekam na sprawe rozwodowa. Bylo bardzo ciezko, do dzisiaj
            jest, tez przeszlam przez psychoterapeute, rozmowy z rodzina. Dzis bylaby (a w zasadzie jest, bo jeszcze formalnie
            sie nie rozwidlismy), moja rocznica slubu. Trzymaj sie, trzymaj, podejmij wlasciwa decyzje.
            Pozdrawiam
            • Gość: ZUnia rozmawialam IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 15.10.02, 07:59
              Wczoraj zebralam sie w sobie i rozmawialam z mezem. Powiedzial ze jest w szoku
              ze ja mysle o rozwodzie. Dla niego poza paroma klotniami jest ok. Doszlismy do
              wniosku ze nam nie chce sie chciec. Zarzucam jemu ze sie nie stara ale sama od
              jakiegos czasu tez tego nie robie. Przeciez wystarczy troszke wysilku i moze
              byc jak dawniej. ZApytal czy podjelam juz decyzje. Powiedizalam ze nie, ze chce
              jeszcze sprobowac. Ale potrzebuje czasu. Powiedzielismy sobie duzo rzeczy a on
              potem wyszedl. Wrocil jak juz spalam. A jak czekalam na niego to lezalam i
              plakalam i mialam wrazenie ze serce mi peklo.
              Teraz tez nie moge pisac bo jestem w pracy a lzy mi leca na klawiature.
              Pozdrawiam
              • constance Re: rozmawialam 15.10.02, 10:19
                Zuniu, trzymaj się.
                Z tego co napisałaś, nie wydaje mi się najgorsze to, że Twój mąż nie szukał tak
                długo pracy (chociaż nie jest to oczywiście szczególnie pocieszające).
                Najsmutniejsze jest to, że nie czujesz się chyba kochana, wspierana,
                akceptowana, pożądana. To jest chyba najważniejsze? Jak to jest, to z całą
                resztą da się wynegocjować, dogadać, porozumieć.
                Walcz o siebie! Na takiej pustelni uczuciowej kurczy się serducho...
              • Gość: Eboniet Re: rozmawialam IP: proxy / 195.193.202.* 15.10.02, 11:55
                Zuniu,

                Badz silna; w razie czego wiesz, ze mozesz sama siebie utrzymac (potrafilas
                utrzymac Was obojga). Wazne jest tez, by Twoja rodzina stala za Toba. Jezeli
                Twoj maz bedzie chcial sprobowac nie idz na ustepstwa!!! Wyraznie daj do
                zrozumienia, czego chcesz (wcale nie musisz byc agresywna, te rzeczy mozna
                tez "zalatwic" bardzo spokojnie, metoda "zepsutej plyty"). W koncu w Twoim
                zyciu, nie ukrywajmy, tylko Ty jestes najwazniejsza, bo nikt inny tego zycia za
                Ciebie nie przezyje. Jezeli Ty bedziesz nieszczesliwa (tak, jak jestes teraz)
                to nie bedzie mogla dac szczescia innym wokol Ciebie.

                Twoj maz musi do Ciebie dojrzec, na razie jest jeszcze na etapie synusia mamusi
                (widocznie taka sytuacja jest dla niego bardzo wygodna - zycie razem z matka i
                zona pod jednym dachem, a przeciez to jest nienormalne i do niczego dobrego nie
                doprowadzi). Ale jesli okaze sie, ze on nie jest wstanie sie zmienic - jeszcze
                raz - zrob to, co dla Ciebie najlepsze i czego Ty chcesz, bo kiedys bedziesz
                tego zalowac.

                Goraco pozdrawiam

                Ebo
    • Gość: wania Re: znow nieudane malzenstwo IP: 10.10.41.* 15.10.02, 14:19
      Zostaw go i zacznij od nowa. Będzie trudno, a nawet bardzo trudno. Bedziesz
      tęsknić i nie raz zastanawiać się nad słusznością swojej decyzji. I będziesz
      rozglądała się dookoła i zauważała, że inne kobiety tolerują takie zachowania
      swoich mężów/partnerów i myślała, że może taki ten świat jest. Będziesz
      gdybała, że może za mało walczyłaś, że on mógłby sie zmienić...
      A po jakimś czasie odetchniesz głęboko i pogratulujesz sobie tego wyboru.
      Zapewniam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka