fruttis_scythe
22.10.02, 12:05
...nie, ja nie jestem samcem. Jestem samicą tego "samca". Od prawie 17 lat.
Niewiarygodne, co, panowie? I panie, of korz. Że można tyle wytrzymać z jedną
samicą?! Ale jak sie pewnie domyślacie nie będzie to historia zakończona "i
zyli długo i szczęśliwie." Dzisiaj mój mąż powiedział "Jestem samcem i mam
pokusy. Ciebie kocham, jestes dla mnie oparciem, przystania i bez ciebie bym
zginął, podobasz mi sie, pożądam ciebie, ale mam pokusy, jestem samcem i
czasami chciałbym kogoś (jakąs panienkę) ot, tak po prostu przerżnąć, nie
kochac sie - tak jak z tobą, ale zwyczajnie dla seksu przrżnąć".
Nie piszcie, żebym mu zaproponowała, że założe worek na głowę i niech mnie
tak przerżnie, jak bym była obcą osobniczką. Nie załamałam się, bo mam
depresję sytuacyjna i biorę seroxat, więc żadnych palpitacji, leków, ino
refleksja. Ale jeszcze jej nie moge wyartykułować, bo strasznie duzo różnych
mysli mi sie kłębi w głowie i ... ale bez agresji. Całe szczęście. Napiszcie
mi cos, pliiz. Cokolwiek.