Dodaj do ulubionych

He did it..

15.12.05, 10:50
zdradził. Mąż od trzech i pół miesiaca. My - razem od 2 lat. "Wielka miłosc" -
zawsze udawadnial ze kocha mnie na zycie i jestem wszystkim dla niego.
Uległ. Był trzezwy i swiadomy. Ona - zdzira, spotykal sie z nia kiedys łaczyl
ich tylko sex - zawsze powtarzał, że to pusta kobieta - mialo ją wielu...
Pisala do niego smsy (namietne, kuszace). Poklcilismy sie a i ostatnio
cierpielismy na maly kryzys lozkowy - pojechal do niej i ja przerż..ł/
Dowiedzialam sie wczoraj przez przypadek, potem sie do wszystkiego przyznał.
Teraz - cierpi, błaga o szanse, mówi ze zaluje, ze byl skonczonym idiotą itd.
Moje pytanie: czy znacie przypadki cudownego nawrócenia? Czy warto wybaczac,
czy tez warto tego nie robic by stracil wszystko co mial najwazniejszego i
poczuł, że zrobił najwiekszy blad w swoim zyciu...
Przepraszam jesli tresc haotyczna - swieza rana i milion mysli w glowie.
Obserwuj wątek
    • mathias_sammer Re: He did it.. 15.12.05, 10:52
      Cudowne nawrocenie? Hmm, czy to aby nie z Biblii?

      M.S.
      • aniolek_81 Re: He did it.. 15.12.05, 10:57
        wydalo mi sie to najwlasciwsze okreslenie, bo choc chcialabym myslec dzis
        inaczej, to wydaje mi sie, że jesli taki facet sie zmienil to ma to
        wymiar "cudu".
      • normaalka Re: He did it.. 15.12.05, 16:03
        Zalezy jak i kto. Dla jednych szansa, dla drugich juz nic.
    • poprawnyinaczej Re: He did it.. 15.12.05, 10:57
      aniolek_81 napisała:

      > zdradził. Mąż od trzech i pół miesiaca. My - razem od 2 lat. "Wielka miłosc" -
      > zawsze udawadnial ze kocha mnie na zycie i jestem wszystkim dla niego.
      > Uległ. Był trzezwy i swiadomy. Ona - zdzira, spotykal sie z nia kiedys łaczyl
      > ich tylko sex - zawsze powtarzał, że to pusta kobieta - mialo ją wielu...
      > Pisala do niego smsy (namietne, kuszace). Poklcilismy sie a i ostatnio
      > cierpielismy na maly kryzys lozkowy - pojechal do niej i ja przerż..ł/
      > Dowiedzialam sie wczoraj przez przypadek, potem sie do wszystkiego przyznał.
      > Teraz - cierpi, błaga o szanse, mówi ze zaluje, ze byl skonczonym idiotą itd.
      > Moje pytanie: czy znacie przypadki cudownego nawrócenia? Czy warto wybaczac,
      > czy tez warto tego nie robic by stracil wszystko co mial najwazniejszego i
      > poczuł, że zrobił najwiekszy blad w swoim zyciu...
      > Przepraszam jesli tresc haotyczna - swieza rana i milion mysli w glowie.

      Jasne, ze znamy. Faktycznie - masz do czynienia z idiota. Nie dosc, ze zdradzil
      to jeszcze sie do tego przyznal. Czyli nie byl w stanie przerobic tego
      uczuciowo. Wyrafinowany zdradzacz nigdy sie do niczego nie przyzna.
      Wybacz mu. Mozesz byc prawie pewna , ze sie to nie powtorzy.
      • bellima Re: He did it.. 15.12.05, 11:01
        > Wyrafinowany zdradzacz nigdy sie do niczego nie przyzna.
        > Wybacz mu. Mozesz byc prawie pewna , ze sie to nie powtorzy.


        ...chyba że sprawe przemyśli i się wyrafinuje na porzyszłość co bardzo
        prawdopodobne jest.
        • poprawnyinaczej Re: He did it.. 15.12.05, 11:06
          Dopadla Cie na hoopow jakas "zlosc incydentalna"?

          Normalnie - od Damaszku do fatalaszkow - to droga jednak daleka :)
          • bellima Re: He did it.. 15.12.05, 11:16
            zbiorowa zbiorowa a nie incydentalna:)
            "szczegółami" sobie głowy nie zawracam
            a idioci nie mądrzeja z powodu jednej przebaczonej wtopy
            • poprawnyinaczej Bredzisz. 15.12.05, 11:20
              bellima napisała:

              > zbiorowa zbiorowa a nie incydentalna:)
              > "szczegółami" sobie głowy nie zawracam
              > a idioci nie mądrzeja z powodu jednej przebaczonej wtopy

              Tylko sie rozwodza, biora sobie nastepna i przy niej juz lepiej klamia?

              Twoja filozofia jest bez sensu.
              Jezeli z gory zakladasz, ze ktos, kto raz zdradzil, bedzie to czynil zawsze,
              to oznacza, ze bedzie to czynil rowniez przy nastepnej zonie, tyle,
              ze lepiej i madrzej.

              Powiedz od razu, ze jestes adwokatka i nabijasz sobie klientow na kolejny
              proces rozwodowy, ok?
              • bellima Re: Bredzisz. 15.12.05, 11:24
                Zona ci zdrade wybaczyla i sie chcesz odwdzieczac ze sie tak podniecasz? czy
                wlasnie nie wybaczyla;)

                twoje twierdzenie "wybacz mu bo on nigdy więcej cie juz nie zdradzi" nie ma
                żadnych uzasadnionych podstaw, wiec graj dziewczynie na naiwnosci.
                • poprawnyinaczej Pomysl chwile, dobrze? 15.12.05, 11:31
                  bellima napisała:

                  > Zona ci zdrade wybaczyla i sie chcesz odwdzieczac ze sie tak podniecasz?
                  czy wlasnie nie wybaczyla;)

                  - Ja jestem wyjatkiem, a nie "typiszczem" wiec w obu sytuacjach
                  postepowalbym tak samo :)
                  >
                  > twoje twierdzenie "wybacz mu, bo on nigdy więcej Cie juz nie zdradzi"
                  nie ma żadnych uzasadnionych podstaw, wiec graj dziewczynie na naiwnosci.

                  - Moje Twierdzenie opiera sie na RACJONALNOSCI dzialania. Jezeli zona go
                  WYKOPIE, a jak TY TWIERDZISZ, on bedzie zdradzal dalej, to bedzie oszukiwal
                  nie ta, lecz nastepna zone.
                  W sumie bedzie to samo, bo kogos bedzie oszukiwal, a tylko "kase" zyskaja
                  adwokaci.

                  Czy pisze jasno?
                  Powiedz moze wprost, ze przezylas zdrade i nie mozesz z nia dojsc do spokoju,
                  co?
                  • bellima nie wiesz co piszesz? 15.12.05, 11:34
                    "Wybacz mu. Mozesz byc prawie pewna , ze sie to nie powtorzy." to twoje slowa.
                    jaką masz podstawę do w/w twierdzenia?
                    • poprawnyinaczej Nie wiem, zupelnie sie przy Tobie pogubilem :) 15.12.05, 11:48
                      bellima napisała:

                      > "Wybacz mu. Mozesz byc prawie pewna , ze sie to nie powtorzy." to twoje
                      slowa. Jaką masz podstawę do w/w twierdzenia?

                      Nie tylko nie wiem, co pisze, ale i nie wiem co mysle, gdy widze Twoje sliczne
                      oczy :) Z Toba nie mozna zdradzic, gdyz kazde dotkniecie Twojej dloni to jest
                      jak rozpoczecie zycia od nowa, Bello :)


                      Wroc do HOLLERY do tego, co napisalem.
                      Jak mu nie wybaczy, to w/g Twojej teorii bedzie zdradzal nie ta,
                      tylko nastepna zone.
                      Co sie w sumie zmieni?
                      Poza zyskiem adwokatow?
                      • bellima to się idź poszukać :) 15.12.05, 12:07
                        i wroc z łaski swojej do problemu 'on i ona'.
                        z podkresleniem 'ona'.
                        to, czy on bedzie czy nie bedzie zdradzal jakas nastepna -ją juz niespecjalnie
                        bedzie obchodzic.
                        chyba ze nadal bede razem, bo chce byc z kims kto swiezo po slubie przy
                        pierwszym nieporozumieniu rozwiazuje 'ich problem' w lozku jakiejs innej.
                        mozesz ją przekonywać, ze 'prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak
                        zaczyna ale jak kończy' hyhy -ja ci przecież nie zabraniam;)
                        • poprawnyinaczej Z Toba się idzie pojsc na koniec swiata :) 15.12.05, 12:15
                          bellima napisała:

                          > i wroc z łaski swojej do problemu 'on i ona'.
                          > z podkresleniem 'ona'.

                          - podkreslenie bez sensu

                          > to, czy on bedzie czy nie bedzie zdradzal jakas nastepna -ją juz niespecjalnie
                          > bedzie obchodzic.
                          > chyba ze nadal bede razem, bo chce byc z kims kto swiezo po slubie przy
                          > pierwszym nieporozumieniu rozwiazuje 'ich problem' w lozku jakiejs innej.
                          > mozesz ją przekonywać, ze 'prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak
                          > zaczyna ale jak kończy' hyhy -

                          - Wybacz, to zwykle "babskie gadanie". I babska filozofia, ze powiem wprost.
                          Zaklada ona, ze zdrada, jest czyms wyjatkowym. Tymczasem jest ona zjawiskiem
                          raczej POWSZECHNYM. I nie ma najmniejszej gwarancji, ze nastepny mezczyzna
                          zdradzal nie bedzie. problem zatem w umiejetnym obejsciu ze zdrada, a nie w
                          robieniu z niej konca swiata.

                          PS. Tobie to bym nawet zdrade wybaczyl :)
                          • bellima Re: Z Toba się idzie pojsc na koniec swiata :) 15.12.05, 12:25
                            podkreslenie z sensem - bo to 'ona' tu jest i czeka na slowa

                            'powszechna' moze byc zdrada po latach znudzenia malzenstwem i jednym i tym
                            samym chlopem w lozku. a nie po trzech miesiącach od slubu jako zemsta na zonie
                            za klotnie.
                            TO swiadczy ze w to malzenstwo weszli przez przypadek i nieprzemyslanie.


                            > PS. Tobie to bym nawet zdrade wybaczyl :)

                            ja Tobie nie, bo niby dlaczego;)
                            • poprawnyinaczej Re: Z Toba się idzie pojsc na koniec swiata :) 15.12.05, 12:34
                              bellima napisała:

                              > podkreslenie z sensem - bo to 'ona' tu jest i czeka na slowa
                              >
                              > 'powszechna' moze byc zdrada po latach znudzenia malzenstwem i jednym i tym
                              > samym chlopem w lozku. a nie po trzech miesiącach od slubu jako zemsta na
                              zonie za klotnie. TO swiadczy ze w to malzenstwo weszli przez przypadek i
                              nieprzemyslanie.

                              - To byc moze. Lecz podkreslam, ze chyba przeceniasz mezczyzn. Ja tymczasem
                              usiluje te dziewczyne sprowadzic nieco na ziemie i sugeruje, by mu dala szanse.
                              Bledy robi kazdy. A rozwod jest zawsze najprostszym, choc najgorszym wyjsciem.
                              >
                              >
                              > > PS. Tobie to bym nawet zdrade wybaczyl :)
                              >
                              > ja Tobie nie, bo niby dlaczego;)

                              - chyba nie kochalas nigdy naprawde.
                              Dlaczego? Chocby dlatego, ze zawsze KC, ale ulomny jestem - jak wielu...
                              • bellima Re: Z Toba się idzie pojsc na koniec swiata :) 15.12.05, 12:51
                                o, jasne.
                                niech mu da szanse
                                a przy najblizszej okazji niech sie zrewanżuje u ktoregos exa lub nexta.
                                tylko nie powinna mowic o tym mężowi- bo ona juz wie jak wiedza o zdradzie boli,
                                a że z mężem szczesliwe małżenstwo maja mieć to nie ma sensu bólu mu zadawać.
                                i beda kwita, a ona jakoś sobie wtedy z obecną trauma utraty zaufanie poradzi.

                                > Bledy robi kazdy.

                                owszem

                                >A rozwod jest zawsze najprostszym,

                                nie zawsze


                                >choc najgorszym wyjsciem.

                                pierwsze słysze....
                                znam kilka bardzo z tego zadowolonych osob.


                                a rada dla autorki-
                                tylko nie róbcie sobie dziecka jako genialnego sposobu na uzdrowienie waszego
                                malzenstwa i milosc po grob...


                                > - chyba nie kochalas nigdy naprawde.

                                nie nie, ja zawsze na niby
                                ale za to Oni zawsze naprawde;)


                                > Dlaczego? Chocby dlatego, ze zawsze KC, ale ulomny jestem - jak wielu...

                                no nie.... nie az tak wieeeluuu..;)
                                • poprawnyinaczej Re: Z Toba się idzie pojsc na koniec swiata :) 15.12.05, 12:59
                                  bellima napisała:
                                  > nie nie, ja zawsze na niby
                                  > ale za to Oni zawsze naprawde;)
                                  >
                                  > > > Dlaczego? Chocby dlatego, ze zawsze KC, ale ulomny jestem - jak wielu...
                                  > > no nie.... nie az tak wieeeluuu..;)

                                  Zobaczysz, ze zgubi Cie kiedys to ciazenie do idealu :)
                                  .
                                  humortadela2.uol.com.br/h/foto/uploaded/Mulher%20ideal.jpg
                                  ap.
                                  • bellima Re: Z Toba się idzie pojsc na koniec swiata :) 15.12.05, 13:03
                                    ho ho ho
                                    marzyciel
                                • aniolek_81 Re: Z Toba się idzie pojsc na koniec swiata :) 15.12.05, 15:04
                                  dziecko - nie, nie - to ostatnia rzecz o ktorej moglaym teraz pomyslec -
                                  spokojnie nie wpakuje w bagno niczemu winnej istotki.
                          • normaalka Re: Z Toba się idzie pojsc na koniec swiata :) 15.12.05, 16:27
                            poprawnyinaczej napisał:

                            > babska filozofia
                            > Zaklada, ze zdrada, jest czyms wyjatkowym. Tymczasem jest ona zjawiskiem
                            > raczej POWSZECHNYM.
                            Wiesz czy Ci sie wydaje?
                            > problem w umiejetnym obejsciu ze zdrada, a nie w
                            > robieniu z niej konca swiata.
                            Jesli zdradzajacy facet zachowuje sie jak notoryczny klamca, wine spycha na
                            zone, wypiera sie, upokarza, krzyczy i ani grama skruchy, a z kochanki - tez
                            przeciez przecietnej kobiety - robi zdzire, to rozwiazanie jest jedno. To
                            oczywiscie jeden z mozliwych wariantow, do tego kreslony gruba kreska.

                    • normaalka Re: nie wiesz co piszesz? 15.12.05, 16:09
                      bellima napisała:

                      > "Wybacz mu. Mozesz byc prawie pewna , ze sie to nie powtorzy."
                      A jak dalej bedzie wygladalo takie pozycie i to pod kazdym wzgledem?
                      • bellima Re: nie wiesz co piszesz? 15.12.05, 16:15
                        normaalka napisała:

                        > bellima napisała:
                        >
                        > > "Wybacz mu. Mozesz byc prawie pewna , ze sie to nie powtorzy."

                        chwilkę:) to cytat z cytatu więc nie moje słowa ale mojego przedrozmówcy..


                        > A jak dalej bedzie wygladalo takie pozycie i to pod kazdym wzgledem?

                        nooo... tak jak noga po złamaniu.
                        bedzie bolec dolegac, jak źle ją złożą to trzeba bedzie jeszcze raz łamać,
                        no i przy kazdej deszcowej pogodzie będzie rwał reumatyzm...
      • aniolek_81 Re: He did it.. 15.12.05, 11:01
        nie spodziewalam sie, ze maly grymas na twarzy (to jakby usmiech, ale nie
        zdazylam zarejestrowac) wywola mysl, ze moj maz nie jest "wyrafinowanym
        zdradzaczem", uff tylko "zdradzaczem".
        • aniolek_81 Re: He did it.. 15.12.05, 11:03
          myslicie ze czlowiek jest na tyle silny by przelamac sie i ponownie traktowac
          go jak czlowieka a nie: #@!|"@@! że jest w stanie ponownie wejsc z nim do łozka
          by dotyk nie parzył?
    • pilot.nawigator Re: He did it.. 15.12.05, 11:22
      Adminie zabanuj Kasie:)
      Ma tyle obowiazkow pradotworczych w pracy, ze nie wypada, zeby marnowala czas
      na forum. Martwie sie o nia, nie chce zeby zostawala po godzinach:)
      • aniolek_81 Re: He did it.. 15.12.05, 11:32
        jeden za i jeden przeciw.
        Solidarnosc plci czy racjonalnosc?
        • bellima Re: He did it.. 15.12.05, 11:36
          > Solidarnosc plci czy racjonalnosc?

          a zamierzasz zrobic to co ktos ci powie? czy to co bedziesz czula i na co
          bedziesz gotowa?
          • aniolek_81 Re: He did it.. 15.12.05, 11:43
            to co bede czula, ale wiesz co mysli czlowiek po nieprzespanej nocy i
            spuchnietych oczach? Po tym jak najpierw "dostal w twarz" a za chwile ktos
            przed nim kleczy, placze i blaga.
            Otóz: nie wie co ma myslec. Od natloku mysli mam jeden wielki harmider. Licze,
            ze wypowiedzi tych, którzy są z boku pozwola uspokoic mysli.
          • bba4 Re: He did it.. 15.12.05, 11:44
            cudowne uzdrowienia tez sie ponoc zdarzaja
            • bba4 Re: He did it.. 15.12.05, 11:46

              rada jest taka: nie kloc sie z nim wiecej bo to bardzo wrazlliwy chlopczyk ,
              musi swa wrazliwoscia podzielic sie z ta" zdzira" co tak kazdemu daje, moze to
              jakas matka teresa?
              • bba4 Re: He did it.. 15.12.05, 11:52
                przejales sie swoja rola , co?
        • pilot.nawigator Re: He did it.. 15.12.05, 11:50
          To jest tak puste dziewczatko a tak bardzo chce, by doceniono jej skromny
          intelekt:)
          • bba4 Re: He did it.. 15.12.05, 11:55
            haahha

            masz racje,mentorze
            ;)
    • pilot.nawigator Re: He did it.. 15.12.05, 11:46
      Idzcie sobie powrozyc, poszukajcie sobie pana na gadu-gadu, przejrzyjcie randki
      internetowe, poczytajcie jak codzien Pania Domu:)
    • falcon87 Re: He did it.. 15.12.05, 11:46
      Kryzys łóżkowy w trzy-i-pół miesięcznym małżeństwie świadczy o wcześniejszych
      problemach, jednym z ich skutków było to wydarzenie. Szukałbym profesjonalnej
      pomocy. Nie można się ograniczać do pytania czy warto wybaczyć - raczej jest
      pytanie o fundamenty Waszego małżeństwa. Wiem że teraz jesteś pewnie rozbita po
      tym co się stało, ale moim zdaniem sami sobie nie poradzicie. Nie wiem też czy
      Twój mąż byłby w stanie całkowicie zerwać tą znajomość - bez tego kroku nie
      wyobrażam sobie Waszego małżeństwa.
      • shachar Re: He did it.. 15.12.05, 12:57
        czyli na forum dzien jak co dzien, ze tak powiem;-)
        aniolku, poszperaj we wczorajszych, przedwczorajszych watkach
        zdradzonych tu co niemiara
        i nie ma na to dobrej rady,niestety, 'mleko sie rozlalo'
        czy to jest naprawialne? pewnie jest, mozna to jakos pozbierac z podlogi,ale
        wymaga wysilku i to juz nie bedzie to samo mleczko..
        a ty, roczniku 81 ,uklon sie i podziekuj za to doswiadczenie i nauke na
        przyszlosc
        jaka? znajdz sobie swoja
        moze taka ze z nieba na ziemie bywa bolesnie, ale bardziej prawdziwie
        aniolku ;-)







    • pilot.nawigator Re: He did it.. 15.12.05, 12:36
      Tak czasem sobie mysle, jak wy wygladacie bez makijazu i nago:) Ale chyba
      jednak lepiej o tym nie myslec:)
      • bba4 Re: He did it.. 15.12.05, 12:39
        jestem skromna

        wygladam bosko

        ;)
    • mataszka Aniołku.... 15.12.05, 12:57
      Zachowaj spokój i godność... Wiesz, jest taki tekst, przemyśl go sobie. Nie
      zatrzymuj konia, który zbiegł. Jeśli wróci, pozostanie na zawsze. Jeśli nie,
      znaczy, że nigdy nie był Twój....
      • pilot.nawigator Re: Aniołku.... 15.12.05, 12:59
        Aniolki, bellimy, kto by pomyslal ze wy takie piekne i wrazliwe:)
        • mataszka Re: Aniołku.... 15.12.05, 13:13
          Prawda? czasem sama nie wierze...:)
        • bellima Re: Aniołku.... 15.12.05, 13:17
          pilot.nawigator napisał:

          > bellimy, kto by pomyslal ze wy takie piekne i wrazliwe:)


          ja bym nie pomyslała, ale skoro tak twierdzisz...

      • aniolek_81 Re: Aniołku.... 15.12.05, 15:03
        trudne to wszystko strasznie.
        ale wydaje mi sie, ze jedno co powinnam zrobic na poczatek to wrocic
        (wyprowadzilam sie) i zobaczyc jaka jest moja reakcja na niego. Potrafie
        rozmawiac z nim przez telefon, ale czy potrafie znow dzielic z nim mieszkanie,
        łózko - nie wiem. Mimo iz on spier....ił sprawe to ja nie moge poddac sie od
        razu. Jesli awersja przezwyciezy - znaczy nie ma siły by stworzyc jeszce kiedys
        cos wartosciowego.
        • shachar Re: Aniołku.... 15.12.05, 15:45
          co ty ? dlaczego ty siebie wbijasz w wine ,ze jesli awersja przezwyciezy to cos
          z toba jest nie tak?
          ze nie masz sily budowac i takie tam...
          co ty? co ty?
          ty sie wyciagnij na lezaku, przestan tymi recami budowac ciagle...
          serio

          • obcylogin Re: Aniołku.... 15.12.05, 15:54
            Aniołku, nie Ty powinnaś to odbudowywać. Co najwyżej możesz dać mu szansę, jeśli
            go kochasz (lub kochałaś).

            • bellima Re: Aniołku.... 15.12.05, 16:17
              ...ale nie za szybko z tymi powrotami...
              • aniolek_81 Re: Aniołku.... 15.12.05, 16:37
                bellima napisała:

                > ...ale nie za szybko z tymi powrotami...


                narazie problem stanowi fakt, ze mam do niego obrzydzenie - patrzcie - jaka to
                cienka linia od milosci do nienawisci.
                • lidia.w Re: Aniołku.... 15.12.05, 22:38
                  nie jest latwo skonczyc zwiazek tak od razu, spedzilo sie jednak troche czasu na jego budowaniu i jest
                  tez milosc, przywiazanie, cale zycie, ktore sie ulozylo wspolnie. mysle, ze dobrym sposobem jest chwila
                  odsapniecia, wziecia glebokiego oddechu, spotkac znajomych, isc sie wybawic, nie wracac tak szybko
                  do domu. wez sobie urlop od malzenstwa, nie decyduj na szybko, odnajdz rownowage. a gdy bedzie
                  juz troche latwiej, daj mu szanse jesli bedzie cie na to stac rozwijajac jednoczesnie swoja wolnosc i
                  kontakty, cele i marzenia.
                  ja wprawdzie nie zostalam zdradzona i pewnie nie pomoge ci za wiele ale sprobuj zajac sie czyms
                  innym, to twoje zycie i pochopne decyzje i duzo emocji myli nam drogi.
                  powodzenia!
    • don.experto Re: He did it.. 15.12.05, 16:29
      Czy leci jeszcze z nami pilot?
    • viel Re: W sumie to straszne! 15.12.05, 16:38
      Być zdradzonym. Ja bym nie wybaczała. Coś co się rozbiło na drobne części nie da
      się skleić w całość. Rana pozostanie na zawsze. Jak wierzyć w takiego męża
      później? Nie ważne że ta 'dziwka' go uwiodła, po co do niej łażił skoro taka
      straszna kobieta? Chyba nie taka straszna skoro jednak z nią spał? czy jak to
      nalezy rozumieć. Daj kopa dziadu w D i niech się uczy szanować kobiety.
      • psychcio Re: W sumie to straszne! 16.12.05, 15:20
        viel napisała:
        > ... ta 'dziwka' ...
        A może to twoja najlepsza przyjaciółka? :))

        >... Daj kopa dziadu w D i niech się uczy szanować kobiety.
        Że kopa, to mogę się zgodzić - z powodu jego ogromnej głupoty!!!
        Kto ze śladem rozumu przyznaje się do zdrady? Chyba, że świadomie chce kopa,
        żeby rozpocząć nowe życie!
    • ania1022 Re: He did it.. 15.12.05, 22:21
      To jakis radiesteta wiedziony swoim "ogonkiem"
      Wspolczuje i dziwie sie tym kobieta ktore biora sobie zamezow takich bubkow co
      to po piereszej burzy laduja w lozku z pierwsza lepsza. Zycie jest dlugie, ile
      takich burz przyniesc moze, ile razy bedziesz wybaczac ? Dla mnie taki facet to
      kompletne ZERO. Zeru mowie nie!
    • merediith Re: He did it.. 16.12.05, 19:45
      Hmmm.
      Sprawa jest trudna.
      Myślę,że najlepiej będzie jak pobędziesz przez kilka dni sam na sam ze soba i
      postarasz się o tym wsyztskim w spokoju pomysleć. Może pojedź sobie na weekend
      do jakiegość pensjonatu...
      I tam przemyśl wszystko z dala od wsyztskiego.
      A potem sugerując się swoimi odczuciami zrób to czeg oTy naprawdę chcesz. Albo
      odejdź albo zostań i wybacz<- nie zapominając prz tym> .
      Życzę szczęścia:)
      • aniolek_81 Re: He did it.. 16.12.05, 22:07
        nie dziękuje;) z tym szczesciem.
        hmm. od dwoch dni nie mieszkam z nim, nie widze sie. tylko telefon, sms, maile.
        On strasznie cierpi (bozszeee nawet czasem mi go szkoda - symptom ofiary) ja
        naprawde chcialabym by znow bylo jak wczesniej, nie inaczej by bylo lepiej by
        do takich sytuacji dojsc nie moglo. Ale droga jest dluga, blotnista i kręta. Od
        poznania i zanalizowania przyczyn po niekonczaca sie droge prób zrodzenia
        zaufania. Napewno nie poradze(może - /dzimy) sobie bez pomocy lekarzy.
        Narazie zdecydowalam by spotkac sie jutro i zobacze z jakim wiatrem musze sie
        zmierzyc. Napewno tez chce pomieszkac sama a z nim widziec sie tylko "od
        swieta". Jakbysmy zaczynali od poczatku, od spotkan na kawe i spacerow.
        I nie pytam: co o tym myslicie.
    • ona250 Re: He did it.. 18.12.05, 00:00
      jak on tak mógł?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka