28.12.05, 10:56
Zawiodłam się na wszystkim, w co wierzyłam... Zostałam zraniona, oszukana i
nie potrafię wybaczyć... Nie umiem odciąć się od przeszłości, zapomnieć i żyć
dalej... Nie potrafię, nie chcę... Nie mam siły...
Pół roku po ślubie, zaraz po narodzeniu naszego dziecka mój mąż znalazł sobie
inną kobietę...
Znaliśmy się 11 lat przed ślubem. 3 lata mieszkaliśmy ze sobą. Mój mąż wśród
wszystkich znajomych, rodziny uchodził za wspaniałego człowieka. Zaradny,
odpowiedzialny, zorganizowany, opiekuńczy a do tego zabawny, dowcipny,
świetny kumpel i dusza towarzystwa. Ja też zawsze uważałam go za najlepszego
przyjaciela, a przy tym za miłość swojego życia. On - zdaniem wszystkich -
zakochany we mnie bez pamięci... Wspaniała para... Nic dodać, nic
ująć...Przetrwaliśmy wiele i zawsze było wspaniale. Wielka miłość, zaufanie,
szczęście. Niczego nam nie brakowało. Mieliśmy świetną pracę, upragnionego
synka, wielkie plany... I nagle wszystko prysło jak mydlana bańka. Świat się
skończył. Przeżyłam koszmar, kiedy przypadkowo dowiedziałam się o wszystkim.
Przeczytałam smsa w męża telefonie i tak po nitce do kłębka... rozwikłałam
zagadkę. Zajęło mi to chyba 3 m-ce, bo on oczywiście wszystkiego sie wyparł.
Najpierw twierdził, że to znajoma z pracy, potem że koleżanka,
przyjaciółka... Że to tylko kilka spotkań, żadnych zobowiązań, deklaracji...
Prawda jednak okazała się inna... Prawda była tak bolesna, że teraz chyba
wolałabym jej nie znać...
Mój mąż przeżył półroczny romans z dojrzałą (ok.45 l.) przypadkowo poznaną
kobietą. Rozwódką, matką 23 letniego chłopaka, zaangażowaną w stały związek z
jakimś mężczyzną i od czasu do czasu lubiącą takie właśnie przygody... Z
typem osoby, jakim do tej pory pogardzał, jakiego nie uznawał, a wręcz jakim
się brzydził.... Zapomniał o mnie, o naszym nowonarodzonym synku, którego,
jak twierdził kochał nad życie, o naszych problemach... deklaracjach,
obietnicach... Nie myślał, że to my (ja i dziecko) właśnie teraz najbardziej
potrzebujemy jego opieki, miłości... jego zaangażowania... Wszystko przestało
się liczyć. Były kwiaty, kolacje, wypady za miasto, spacery... Były czułe
smsy, telefony... Słowa tęsknię, kocham, pragnę... A to przecież ja miałam
dostawać to wszystko. To mi powinien był kupować kwiaty, mnie rozpieszczać,
mi szeptać do ucha wyznania miłości. To ja urodziłam mu syna, ja jestem
kobietą jego życia!!!!
Całe dnie spędzał poza domem. Wychodził rano - wracał wieczorem pod
pretekstem zarabiania za nas oboje. Bo przecież trzeba utrzymać dziecko,
rodzinę, przecież kupujemy mieszkanie... Rozumiałam... Wytrzymywałam, choć
było bardzo ciężko. Całe dnie sama z dzieckiem, nieprzespane noce...kolejne
tygodnie, miesiące - czas wlókł się niemiłosiernie a ja marzyłam, żeby
wreszcie odpocząć, żeby znaleźć choć chwilę dla siebie... co dzień czekałam
kiedy wróci, pomoże... zamiast odpoczywać, kiedy Mały usypiał gotowałam
obiad, sprzątałam... A on nie dość że zawsze wracał później niż obiecał to
jeszcze zazwyczaj nie był głodny (twierdził, że nie chce jesć obiadu na noc)
i wszystko co zrobiłam lądowało w kiblu!!
Raz, drugi, trzeci... kolejne awantury, pretensje... płacz. Nie wiedziałam
dlaczego... przecież się starałam, przecież zrezygnowałam z siebie, swojej
kariery, przyjemności... zajmuję się naszym dzieckiem! Było mi ciężko,
smutno... ale wiedziałam, że na dobre i złe jesteśmy razem. Że on jest
blisko, że mogę na niego liczyć, że przecież nas kocha...
Nigdy nie podejrzewałam, że mogło zdarzyć się coś takiego...
Ufałam mu, wierzyłam i tak bardzo potrzebowałam... A on mnie zawiódł...
Zniszczył wszystko, podeptał. Gdzie było jego sumienie, gdzie miejsce na żal,
wyrzuty, postanowienie poprawy, kiedy po powrocie do domu przytulałam się do
niego i mówiłam jak bardzo mi trudno...
Czego pragnął... czego mu brakowało? Co takiego widział w 45-letniej
kobiecie, która usilnie starała się wyglądać młodo...? Ona nie miała nic do
stracenia, bawiła się ludźmi... dorosły syn, rozwalona rodzina... A on...
Zaryzykował tak wiele. Postawił wszystko na jedną kartę... Nie potrafię mu
wybaczyć! Nie umiem zrozumieć jak mógł to zrobić! Jak to wszystko co do tej
pory przeżyliśmy i to co nas łączyło mogło nagle przestać być dla niego
ważne? Jak mógł tak szybko zakochać się w kimś innym... przecież nasze emocje
po ślubie, po porodzie jeszcze nie wystygły... zdjęcia takie świeże, nawet
nie wszystkie wklejone do albumu...
On twierdzi, że kocha mnie nad życie i nigdy nie przestał. Że zawsze myślał o
mnie i synku, wręcz chwalił się nami, kiedy był z nią... że pokazywał
zdjęcia, opowiadał o mnie... Nie potrafi wyjaśnić dlaczego to zrobił i że
dopiero teraz wie jak wielki popełnił błąd... Nie myślał o konsekwencjach, o
bólu jaki nam wyrządzi... nie sądził, że tak będzie to wyglądać.
Chce być z nami, chce wszystko naprawić... zapomnieć o tamtym i stworzyć
szczęśliwą rodzinę. Powiedział, że taki błąd popełnia się tylko raz... że
wiele go ta historia nauczyła i nigdy już nie skrzywdzi ani mnie ani dziecka!
Opowiedział mi wszystko... dużo rozmawialiśmy... starałam się nawet
zrozumieć... nie drążyć, nie dociekać więcej, ale nie potrafię...
Napisałam list, dzwoniłam, wreszcie spotkałam się z nią... nie wiem po co.
Może żeby się dowartościować... żeby przekonać się, że jest beznadziejna...
Nic mi to nie dało, nic nie pomogło. Nie mogę cofnąć czasu, a tylko to byłoby
w stanie mi pomóc. Jestem rozbita i nie potrafię pozbierać się po tym
wszystkim. Czasami mam ochotę zostawić to wszystko i uciec... byleby tylko
nie musieć co dzień przeżywać tego samego. Czasami mam ochotę się zemścić...
zniszczyć ją, zranić jego... odegrać się za to co mi zrobili. Czasami chcę
wybaczyć, zapomnieć i znowu być szczęśliwa...
Chciałabym, żeby mąż poniósł konsekwencje swojego postępowania, żeby zobaczył
co zrobił i żeby dotarło do niego to wszystko... Sprawa byłaby prosta gdyby
chodziło tylko o nas, ale my przecież mamy dziecko. Dziecko, które kocha i
potrzebuje nas oboje... które nie rozumie tego, co się stało... które pragnie
tylko miłości i pełnej rodziny... Nie mogę karać dziecka za błędy jego
ojca... ale czy dlatego to ja mam cierpieć?
Obserwuj wątek
    • ishtarr Re: zdrada... 28.12.05, 11:03
      Nie zazdrosze sytuacji, wrecz przeciwnie, gleboko ci wspolczuje, bo ciezkie dni
      przed toba. I nie zaleznie jaka droge wybierzesz, zawsze bedzie zle. Zawsze
      ktos bedzie skrzywdzony.
      Naprawde wspolczuje
    • nika69 Re: zdrada... 28.12.05, 11:15
      współczuję...
      czasem lepiej nie wiedzieć...
      spróbuj wybaczyć, może to faktycznie był jednorazowy wyskok, sprobuj wybaczyć,
      wiem, łatwo powiedzieć, ale właściwie co masz do stracenia? nie dać sie drugi
      raz skrzywdzić
      a jesli nie dasz rady - zawsze możesz odejść, zdaj sobie z tego sprawe tak
      mocno i do końca, zawsze możesz odejść, kiedyś pewnie przestaniesz go kochać i
      kiedyś przestanie Cię boleć
      • bonnie-blue Re: zdrada... 28.12.05, 11:53
        Jednorazowy? Przeciez dziewczyna napisala, ze to trwalo pol roku!
        Wybaczenie nie przyjdzie latwo.
        • bonnie-blue Re: zdrada... 28.12.05, 12:01
          Zreszta, nigdy nie wiadomo, czy to faktycznie bedzie tylko jednorazowo.
    • granix77 Re: zdrada... 28.12.05, 11:35
      Przypomniałaś mi wszystko, co sama przeszłam. Żałuję tylko, że wybaczałam, bo i
      tak skończyło się na kolejnych zdradach. Daj sobie trochę czasu i postaraj się
      spojrzeć na to wszystko "na zimno". Nieszczęśliwa matka, nawet jak wszystko
      pozornie wraca do normy, unieszczęśliwia swoje dziecko. Trochę egoizmu w Twojej
      sytuacji wyjdzie tylko na dobre.
    • patrycja033 Re: zdrada... 28.12.05, 11:40
      Tobie to się musi w pracy wybitnie nudzić:)))))))))
      • granix77 Re: zdrada... 28.12.05, 11:43
        Komu???
      • k_kiki Re: zdrada... 28.12.05, 12:04
        jestem w domu....
        • zuziknatropie Re: zdrada... 28.12.05, 12:18
          kiki masz kogoś bliskiego obok siebie?
          Kogoś z kim możesz pójść na spacer, pogadać? To chyba lepsze rozwiązanie
    • k_kiki Re: zdrada... 28.12.05, 12:01
      ... Tyle wszystkiego kłębi się we mnie, że nie wiem, jak mam o tym napisać w
      kilku zdaniach. Nie muszę chyba pisać jak mnie boli to co się stało i jakie
      straszne rozgoryczenie a zarazem złość przeze mnie przemawia. Oprócz tego, że
      cierpię, bo nie potrafię zrozumieć jego zachowania i bezwzględności w stosunku
      do mnie, do dziecka to jeszcze czuję się podle dlatego, że ktoś zabrał mi coś
      najcenniejszego co miałam: moją miłość. To jest chyba po prostu duma, którą
      ktoś uraził do cna i z czym bardzo trudno jest żyć.
      Macie rację, mówiąc że najlepiej wybaczyć. Ze przebaczenie ma moc
      oczyszczającą...Cały problem w tym, że ja nie potrafię wybaczyć... staram sie o
      tym nie mysleć, nie wspominać...nie zadręczać się pytaniami, ale nie potrafię.
      To wszystko wraca jak bumerang i za każdym razem coraz mocniej daje o sobie
      znać! Tak wiele rzeczy przypomina mi o tym, co się wydarzyło: jakieś fakty
      przywołane pamięcią, które dopiero teraz nabrały właściwego znaczenia, zdjęcia,
      miejsca, z którymi wiążą się jakieś wspomnienia... to obłęd. Stan jakiego nigdy
      nie doświadczyłam i coś takiego, co nie daje normalnie funkcjonować. Jedna myśl
      w głowie, jeden obraz i poczucie, że wszystko nie ma sensu, że nie warto...
      Nic nie jest już taie jak dawniej i pewnie nigdy nie będzie. Człowiek z którym
      do tej pory przezyłam najpiękniejsze chwile swojego życia, który był mi zawsze
      najbliższy, któremu oddałam wszystko, zaufałam, pokochałam całą sobą... nie
      istnieje! Jest ktoś, kogo zupełnie nie znam, ktoś kogo się boję i ktorego
      reakcji nie jestem w stanie przewidziec...
      Najbardziej boli jednak to, że jest to ojciec mojego dziecka i człowiek,
      którego wybrałam na towarzysza mojego życia... ktoś, kto miał być na zawsze, na
      dobre i na złe... Śmieszne, ale jak mało trzeba było czasu, żeby przekonać się
      że w potrzebie nie można na niego liczyć... że kiedy tylko pojawią sie
      problemy, trudności - jestem sama.
      Wielki żal, smutek, pustka... nawet przyjaciółki potraktowały tę sprawę
      bardziej w kategoriach sensacji jak problemu, który jakoś trzeba rozwiązać..
      Miało być pięknie (obiecał przecież, przysięgał), wszystko tak wspaniale się
      zapowiadało, rzeczywistość przerosła nawet moje najskrytrze marzenia... jednak
      życie okazało się okrutne, bo życie jest okrutne, a my mamy tylko złudzenia...

      Wiem...potrzeba czasu, żeby sobie poradzić z tym wszystkim. Ale
      ile czasu? Jak długo mam żyć tak jak teraz z poczuciem niepewności, strachu i
      wielkiego zawodu. Czy to dla nas będzie dobre i szczęśliwe życie? Pełne
      podejrzeń, ciągłych pytań, powracania do tematu, roztrząsania i doszukiwania
      się ciągle to nowych niedomówień i kłamstw...
      Nie wiem dlaczego tak się stało z naszym życiem? Może to wszystko go przerosło,
      może nie podołał...
      nie wiem... ale mogliśmy przecież o tym rozmawiać, mogliśmy próbować coś
      zmienić... dlaczego wybrał inne rozwiązanie? Jak mógł kochać nas tak mocno a
      jednocześnie ranić chyba w najbardziej okrutny sposób?
      • granix77 Re: zdrada... 28.12.05, 12:14
        Na pewno nie jest to pocieszenie, że nie jesteś sama z takimi uczuciami. Każdy
        przeżywa to podobnie - i kobiety, i mężczyźni. Ja zastosowałam chirurgiczne
        cięcie. Bolało, ale było warto. Teraz jestem szczęśliwa.
    • mskaiq Re: zdrada... 28.12.05, 12:17
      Mysle ze Sama rozumiesz ze jedyna droga jesr wybaczenie. Jesli zdecydujesz sie
      przeciwko to Twoja rana bedzie coraz bolesniejsza, bedziesz nieustannie
      plakala, stracisz chec do zycia, zaczniesz nienawidziec wlasne Dziecko bo Ono
      jest od Niego.
      Nie ma ludzi bez wad i slabosci, kazdy potrafi zrobic glupstwo, On juz to
      rozumie, dajac szanse Jemu dajesz ja rowniez Sobie i Dziecku. Musisz wybrac
      pomiedzy miloscia a tym uczuciom ktore powoduja ze nie chcesz wybaczyc. To sa
      bardzo zle uczucia, przynosza gleboka depresje.
      • granix77 Re: zdrada... 28.12.05, 12:24
        Wybaczenie nie jest żadną drogą. Przesuwa tylko granice w związku. Jeżeli świat
        nie zawalił sie po jednej zdradzie, to mogę sobie pozwolić na mniejsze grzechy.
        Aż znowu na horyzoncie pojawi się jakaś pani, która nie będzie kojarzyć się z
        żadnymi przykrymi uczuciami i chętnie wysłucha, jak to się ciężko żyje z
        kobietą, która się zmieniła, choć przecież tak bardzo przepraszał i już od
        dawna jest ok. Najgorsze jest to, że banał goni banał, a w tym wszystkim jest
        autentyczne cierpienie.
    • weronika_k2 Re: zdrada... 28.12.05, 12:25
      Ty tez poszukaj sobie kochanka, bo tak czy inaczej bedzie cie teraz kusilo,
      zeby to zrobic:)
    • viel Re: Wybacz mu! 28.12.05, 13:08
      Żyjąc nawet przez 30 lat z człowiekiem można go zupełnie nie znać i to na dobre
      i na złe....Jaki był powód zdrady? Różne są powody i nawet jakie by one nie były
      to niech twoja urażona ambicja nie rujnuje zycia twojemu dziecku, ojcu i tobie
      samej.
      Owszem wiem, że to przykre uczucie, ale nawet to uczucie maleje. Przyjdzie czas,
      że będziesz się czuła normalnie.Daj mu szansę nie rozstrząsaj problemu jak mu
      było w łóżku z inną babą. To o nich obojgu nie świadczy zbyt dobrze....Ludzie są
      mali, głupi to ludzkie być małym....dlatego staraj się mieć do tych spraw
      większy dystans...Bo może warto jeszcze raz spróbować...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka