redma
08.01.06, 18:16
gnebi mnie to pytanie od dluzszego czasu. jestesmy po slubie ponad 8 lat,
stoimy dobrze finansowo, ale ja coraz czesciej mysle o rozwodzie.
Zainteresowania mamy calkiem inne, kregi znajomych osobne ale to nie jest tak
wazne jak to ze ja do mojego meza po prostu niczego poza przyzwyczajeniem nie
czuje. Naprawde. Nie bijemy sie, nie klocimy (za bardzo), on pomaga przy
domu i lubi moich rodzicow. Nic mu nie moge zarzucic. Dwa razy w roku on ze
swojej kasy placi za wspaniale zagraniczne wycieczki, na ktorych ja spedzam
wiekszosc czasu myslac ze jak tylko wrocimy do domu to mu powiem ze chce
rozwodu. tylko nigdy nic nie mowie tylko sie dusze wewnetrznie, kiedy on
glaszcze mnie po glowie i mowi:'znowu mamy humorek?'. Kochanka nie mam,
watpie czy to by ulatwilo decyzje? wydaje mi sie ze latwiej by mi bylo samej
ale rozwiesc sie tak bez powodu? tylko dlatego ze cos sie skonczylo,
wypalilo? to nie to ze mi sie nudzie - mam pochlaniajaca prace, rozne hobby
i grono przyjaciol. Od przynajmniej roku tkwie w tym zwiazku z litosci dla
niego i strachu przed zmiana. No i nie wiem nawet jak zaczac rozmowe:
kochanie ty jestes dobry facet, ale taaaaki nudny?
czy ktos byl w podobnej sytuacji, jak sobie poradziliscie?