Dodaj do ulubionych

Czy terapia się uda???

04.11.02, 09:34
Sprawa wygląda następująco: ktoś jest w katastrofalnej kondycji psychicznej
(nie ma w tym ani krzty przesady, zaklinamy los, żeby okazało się, że to
"tylko" bardzo głęboka depresja, a nie początki choroby psychicznej). Osoba
ta zgadza się na terapię, ale jak sama mówi, nie wierzy w jej skuteczność.
Może ktoś z was zna podobną sytuację? Czy można mieć nadzieję, na to, że
terapia jej pomoże? Terapeuta został polecony przez zaprzyjaźnionego
fachowca, więc raczej nie istnieje ryzyko, że trafiliśmy na niedouczonego
krwiopijcę.
Przyznam się, że bardzo liczę na słowa pocieszenia, bo osoba te jest mi
bardzo bliska, a w tej chwili wszystko wygląda jak najgorzej. Ale nie
próbujcie pocieszać za wszelką cenę, proszę.

carduus
przybita
Obserwuj wątek
    • malwinamalwina Re: Czy terapia się uda??? 04.11.02, 09:41
      ta niby niewiara to tylko mizerna obrona. Dlaczego mialoby sie nie udac.
      Badz optymista ...:-)
    • arek_cz Re: Czy terapia się uda??? 04.11.02, 10:05
      Ja wypowiem sie jako osoba z tej drugiej strony.
      ponad 3 lata temu byle w stanie o jakim piszesz ze jest
      bliska Ci osoba. Wiem jak ciezko jest sie przekonac ze
      moze jednak sie uda, ze bedzie lepiej ale jednak sie da.
      Wazne jest jedno - nie leki, terapia itp. ale wlasnie
      wsparcie bliskich, chec pomocy, ja gdybym to mial to
      sadze ze o wiele szybciej bym wyszedl z tego piekla. Bo
      to jest pieklo w tej osobie ktora sie zalamala. Dlatego
      uwierz ze mozna wyjsc :o)

      Zycze powodzenia, sily i wiary.
      • Gość: carduus Re: Czy terapia się uda??? IP: proxy / 10.30.1.* 04.11.02, 11:23
        Bardzo proszę, gdybyś mógł powiedzieć coś więcej (może wolisz na priva:
        carduus@gazeta.pl). Co Tobie pomogło?
        O tym, że to piekło, wiem aż za dobrze. Sama przez to przeszłam swego czasu,
        ale ja bardzo chciałam z tego wyjść i wierzyłam, że to się może udać. Ona
        uważa, że terapia niczego nie zmieni. Boję się bardzo, że zrobi coś
        nieodwracalnego. Nie mogę być z nią przez 24 godziny na dobę. W dodatku jej
        sytuacja życiowa jest rzeczywiście nie do pozazdroszczenia, ale w tej kwestii
        ani ja, ani nikt inny nie jest w stanie nic zrobić.
        Ja wiem, że gdyby zechciała walczyć o samą siebie, udałoby się jej. Problem w
        tym, że ona już nie chce. Czy w tej sytuacji można w ogóle mieć nadzieję, że
        terapia jej pomoże?
        carduus
    • Gość: inka-sama Re: Czy terapia się uda??? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 04.11.02, 11:14
      Uda sie.
      Nie będę pocieszac za wszelką cenę :)

      Ta niewiara to może tylko zakamuflowana prośba "pomózcie, ja sam/sama nie daję
      rady! wesprzyjcie mnie - przekonajcie że jeszcze moze być dobrze!".
      Myślę że nie tylko wsparcie ale i leki i terapia wszystko razem dadzą efekt
      pozytywny.
      Sama powinnam kogoś wypchnąć na siłę do lekarza. Ale zapiera sie ze wszsytkich
      sił...
      pozdrawiam z lusterka
      inka_sama
      • Gość: carduus Re: Czy terapia się uda??? IP: proxy / 10.30.1.* 04.11.02, 11:29
        Ach, inko droga, na Ciebie zawsze można liczyć. Jestem ciężko przerażona tym co
        sie dzieje. Wiem, że zwykły psycholog może nie wystarczyć. Może konieczne
        będzie nie tylko zasięgnięcie opinii psychiatry, ale i całościowe leczenie
        psychiatryczne. To straszne, co się dzieje. Tak się boję, że to się źle
        skończy... Wiem, że nie powinnam tak mysleć, nie chcę tak myśleć, ale ciemną
        nocą, gdy nie mogę zasnąć wydaje mi się, że to wszystko zmierza w jak
        najgorszym kierunku. Nie potrafię opanowac tych myśli.
        Wiedziałam, że cos się rypnie. Za pięknie było, za pięknie...
        (Swego czasu ktos tu coś krakał na ten temat, a niech to...)

        carduus
    • olek13 Re: Czy terapia się uda??? 04.11.02, 11:57
      carduus napisała:

      > Czy można mieć nadzieję, na to, że terapia jej pomoże?

      > Przyznam się, że bardzo liczę na słowa pocieszenia, bo osoba te jest mi
      > bardzo bliska, a w tej chwili wszystko wygląda jak najgorzej. Ale nie
      > próbujcie pocieszać za wszelką cenę, proszę.
      >
      > carduus
      > przybita

      Droga carduus,

      Najlepsze wsparcie daje osoba wiarygodna, taka, która sama nie jest targana wątpliwościami. Jeśli chcesz pomóc, to sama uwolnij się od lęku, a spokój emanujący z Ciebie będzie najlepszym lekarstwem.

      Pozdrawiam serdecznie
      • carduus Re: Czy terapia się uda??? 04.11.02, 12:12
        Prawda jakie to banalnie proste? Pyk i już! Zrobione! Nic prostszego! Tylko
        jeżeli tak, to skąd na świecie tyle problemów?
        • olek13 Re: Czy terapia się uda??? 04.11.02, 12:28
          Drwisz sobie? Tylko po co?
          Skąd problemy na świecie? Mam swoją teorię i praktykę radzenia sobie z nimi.
          Co istotne, wynika z nich, że najlepiej pomogę innym, gdy będę potrafił pomóc sobie. Aby zmienić świat, sam muszę się zmienić. Tylko i aż tyle.
          To chciałem Ci przekazać. Ty zrobisz, co zechcesz.

          Pozdrawiam Cię i życzę Ci mnóstwo spokoju i miłości.
          • carduus Re: Czy terapia się uda??? 04.11.02, 13:08
            Tak... Znam Twoją teorię. Według niej jeśli stanie sie najgorsze, nie powinnam
            się tym przejmować. Bo to co nas dotyka ma źródło w nas samych. Swiat, który
            nas otacza jest odbiciem naszego wnętrza. Jeżeli moje wnętrze będzie spokojem i
            miłością, śmierć osoby którą kocham wcale mnie nie zaboli.
            I wiesz, chyba jednak wolę mój niepokój.
            Chcę być zimna albo gorąca. Nigdy letnia.

            carduus
            niespokojna
          • Gość: maja Re: Czy terapia się uda??? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.11.02, 13:17
            Czasami człowiek czuje się tak słaby, że pomijając świat, sam siebie nie ma
            siły zmieniać. Oczywiście, że Eichelberger miał racje pisząc 'Pomóż sobie, daj
            światu odetchnąć" (dla koneserów gatunku) i masz rację pisząc, że dobre i mądre
            wsparcie innych ludzi to bardzo wiele i gdy jest się w tak krytycznej sytuacji
            może okazać bardzo pomocne. Powalczyć o siebie zawsze warto - o nasze lepsze
            samopoczucie, o lepsze kontakty z innymi ludżmi, no i o ten lepszy świat.
    • kol5 Re: Czy terapia się uda??? 05.11.02, 09:15
      Klient musi wierzyć w skuteczność terapii i całym sobą współpracować z
      terapeutą.
      On po prostu musi chcieć wyjść z choroby.

      Pozdrawiam Cię Carduus
      • jola66 Re: Czy terapia się uda??? 05.11.02, 16:29
        Kol5, świetne są te Twoje proste recepty.
        Uwierzyć i już.
        A jak to niby się robi?
        Wiesz, ja mam sporo doświadczeń z psychologami, głownie z racji dysleksji
        dzieci. Sama też próbowałam psychoterapii, w bardzo renomowanym ośrodku.
        Skutek jest jak na razie oględnie mówiąc dyskusyjny.
        Niestety, trudno jest znaleźć dobrego psychologa, psychiatrę, terapeutę.
        Takiego, który nie tylko zada pracę domową: zadanie napisać, ćwiczenie wykonać,
        w coś tam uwierzyć. I nie powie tak sobie po prostu "uwolnij się od lęku",
        albo "z czym pani dziś przychodzi?".
        Ale właśnie: pomoże uwierzyć w to, że terapia może być (jest?) właściwą,
        skuteczną metodą wyjścia z choroby.

        Carduus, pozdrawiam i trzymam kciuki.

        Jola
        • kol5 Re: Czy terapia się uda??? 06.11.02, 12:07
          jola66 napisała:

          > Kol5, świetne są te Twoje proste recepty.
          > Uwierzyć i już.
          > A jak to niby się robi?

          Też uważam, że są świetne:).
          Twoja irnia mnie nie zraża.

          Przez pół życia szukałam pogmatwanych rozwiązań.
          Na proste najtrudniej wpaść.

          Psychoterapeuta powinien mieć świadomość, że istnieją różne formy zachęcenia
          klienta do odnalezienia sensu życia, do odnalezienia tej iskierki /stłumione
          emocje, niespełnione marzenia.../, która spowoduje, że klient spojrzy na
          świat /i siebie/ inaczej.

          Pozdrawiam
          • Gość: carduus Proste recepty IP: proxy / 10.30.1.* 06.11.02, 12:27
            No właśnie. Ja bardzo chciałabym, żeby wszystko było takie proste, łatwe i
            przyjemne. Wtedy nikt zapewne nie potrzebowałby żadnych psychoterapii. Tylko,
            że powiedzieć sobie "Będzie dobrze" jest bardzo łatwo. Znacznie trudniej w to
            uwierzyć, kiedy wszystko w Tobie krzyczy, że nie będzie dobrze, kiedy nie
            widzisz żadnej nadzieji, chociaż bardzo pragniesz ją zobaczyć. Naprawdę nigdy
            nie doświadczyłaś takiego stanu, droga kol15? Jesli tak, to wypada Ci tylko
            zazdrościć.
            Niestety życie jak to życie. Teoria swoje, a praktyka swoje. Nic łatwiejszego:
            udzielić genialnej w swej prostocie rady, typu "Uwierz w siebie", "Znajdź
            nadzieję, sens życia". Ale konia z rzędem temu kto potrafi mi (a może lepiej
            "zaocznej" bohaterce wątku) wyjaśnić JAK to się robi.

            carduus
            zniechęcona

            PS. Ale po przeczytaniu postu aiko11

            carduus
            zniechęcona
            trochę mniej
            • kol5 Re: Proste recepty 06.11.02, 17:07
              Gość portalu: carduus napisał(a):

              > No właśnie. Ja bardzo chciałabym, żeby wszystko było takie proste, łatwe i
              > przyjemne. Wtedy nikt zapewne nie potrzebowałby żadnych psychoterapii.
              Tylko,
              > że powiedzieć sobie "Będzie dobrze" jest bardzo łatwo. Znacznie trudniej w
              to
              > uwierzyć, kiedy wszystko w Tobie krzyczy, ...........

              To należy dać się temu wykrzyczeć.
              FOrmy są różne. Można pisać wszystko /przekleństwa, zberezieństwa, o
              odrzceniu, niespełnionych miłościach czy marzeniach/. Pisanie jest dobrą
              terapią, pod warunkiem, że nie pozwalamy mózgowi kontrolować stylu ani
              pojawiających się myśli. Warto to robić by poznać swoje emocje, potrzeby.
              Warto słuchać muzyki, która wyzwala złe czy pozytywne emocje./i notować je/
              Warto rysować - niby bez sensu.
              Po kilku dniach przeczytaj te bzdury - obejrzyj/rysunki/ stworzone przez
              siebie, lecz nie traktuj ich jak bzdury. To też Ty - ta krzycząca!

              A skoro krzyczy - to wie, że coś musi już zmienić.
              Żeby zmienić - musi najpierw się poznać - tę prawdziwą, /a nie stworzoną dla
              zaspokajania potrzeb otoczenia/ fantastyczną osobę.

              Pozdrawiam Cię Carduus i trzymam za Was kciuki.

              PS
              dobry psycholog tez stosuje opisane przeze mnie metody. Z nim bezpieczniej
              jest pracowac.
              Sama nie zastosuje logoterapii, która jest niezwykle ważna.
              • Gość: carduus Re: Proste recepty IP: proxy / 10.30.1.* 07.11.02, 10:06
                Tak, myślę, że to dobry sposób, ale jak sama napisałaś bezpieczniej stosować go
                pod okiem fachowca. Wiem, że osoba o której mowa od początku bezwzględnie
                wymaga pomocy psychologa i on już sam będzie wiedział najlepiej jaką metodę
                zastosować.
                Sama swego czasu pisałam pamiętnik, który stanowił właśnie rodzaj terapii, bo
                jakoś łatwiej było zmagać się z problemami, gdy na papierze rozebrało się je na
                części, albo właśnie tylko wyrzuciło z siebie złość, gniew czy co tam jeszcze
                się w człowieku kłębiło. Często pomagało. Byłam kiedyś jednak w bardzo trudnym
                położeniu. Wtedy to było za mało.
                Mam nadzieję, że jakoś to się uda... Bo inaczej... Nawet nie chcę o tym mysleć.

                Carduus

                PS. Kol, skąd Ty wiesz takie rzeczy? Może sama masz coś wspólnego z
                psychologią))
                • kol5 Re: Proste recepty 07.11.02, 20:47
                  Gość portalu: carduus napisał(a):

                  > Tak, myślę, że to dobry sposób, ale jak sama napisałaś bezpieczniej stosować
                  go
                  >
                  > pod okiem fachowca. Wiem, że osoba o której mowa od początku bezwzględnie
                  > wymaga pomocy psychologa i on już sam będzie wiedział najlepiej jaką metodę
                  > zastosować.
                  > Sama swego czasu pisałam pamiętnik, który stanowił właśnie rodzaj terapii, bo
                  > jakoś łatwiej było zmagać się z problemami, gdy na papierze rozebrało się je
                  na
                  >
                  > części, albo właśnie tylko wyrzuciło z siebie złość, gniew czy co tam jeszcze
                  > się w człowieku kłębiło. Często pomagało. Byłam kiedyś jednak w bardzo
                  trudnym
                  > położeniu. Wtedy to było za mało.
                  > Mam nadzieję, że jakoś to się uda... Bo inaczej... Nawet nie chcę o tym
                  mysleć.
                  >
                  > Carduus
                  >
                  > PS. Kol, skąd Ty wiesz takie rzeczy? Może sama masz coś wspólnego z
                  > psychologią))


                  Mam zamiar zostać jednym z lepszych psychologów - ale jeszcze chwilę.
                  Żałuję, że nie ma u nas np instytutu Junga.
                  Pamiętnik - to nie to. Bezsensowny potok zdań - to jest to.

                  Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.
                  Czytam między wierszami. Ciekawa jestem czy dobrze czytam- to nawiązanie do
                  początku naszej znajomości.
                  Chcę abyś odpowiedziała tak lub nie na moją skrzynkę. To pomoże mi w
                  przeanalizowaniu mojego postrzegania.
                  Bardzo Cię o to proszę Carduus.
    • aiko11 Re: Czy terapia się uda??? 06.11.02, 10:57
      Zapewne duzym plusem napewno jest to, że Ta osoba zgadza sie na terapie, to juz
      jakis sukces. Pozwala sobie pomoc, co przynajmniej dla osob bliskich rodzi
      jakias nadzieje na powodzenie. Napewno od razu nic sie nie zmieni, ani Ona nie
      zacznie walczyc o siebie, na to trzeba czasu. Z Twojej wypowiedzi wynika, ze
      jest w dosc ciezkim stanie psychicznym, wiec droga do "uzdrowienia" moze byc
      dluga i pelna zakretow. Na poczatku, kiedy zmiany beda niezauwzalne i
      nieodczuwalne moze zniechecac sie. Nie mozna Jej na to pozwolic.

      Duze znaczenie, tez ma fakt, jakie przyczyny wywołały taki stan, problemy
      zdrowotne, osobiste... Wydaje mi sie, ze jesli zdrowotne i raczej
      nieodwracalne - to trudniej bedzie podniesc sie.

      pozdrawiam
      zycze duzo wytrwalosci
      • Gość: jak Re: Czy terapia się uda??? IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 06.11.02, 13:33
        Witaj carduus,

        Pamietasz mnie jeszcze. To ja jakies dwa miesiace temu wylewalem swoje zale na
        forum. Postanowilem sie wlaczyc do dyskusji, gdyz wlasnie w owym ciezkim dla
        mnie czasie rowniez zdecydowalem sie sprobowac pomocy terapeuty. Mialem
        okropnego dola, psychicznie bylem rozbity i bliski depresji. Chodzilem tak
        powaznie zakrecony, ze ciezko to opisac. Nic nie bylo mi w stanie
        zagwarantowac spokojniejszego dnia. Az doszedlem do wniosku, ze sam sobie nie
        poradze z tym wszystkim. Oczywiscie rodzina i najblizsi pomagali na ile sami
        mieli sily i byli w stanie to robic. W koncu sprobowali mnie namowic na
        pojscie do terapeuty, bo moje zachowania byly juz naprawde powazne. Po prostu
        martwili sie o mnie, tak samo jak ty obecnie o "bohatera" tego watku. Ja
        jednak wzbranialem sie przed tym rekami i nogami. Nie wierzylem, ze cos
        takiego moze mi pomoc. Przeciez moge isc do kumpla i wygadac sie przy piwie,
        albo usiasc z moja siostra i sie wyzalic, a nie udac sie do nieznanej mi osoby
        i opowiadac o swoich problemach. W koncu jednak sam dojrzalem do takiej
        decyzji, bo zaczynalem sie bac o samego siebie. Nie wierzylem, ze takie
        spotkanie jest w stanie mi pomoc. Nie mowie, ze zaliczylem pelna terapie. Byly
        to dwa spotkania, po ktorych naprawde zaczalem troche inaczej patrzec na swiat
        i swoje problemy. Poczatkowo obawialem sie, kto to bedzie, jak bedzie
        wygladala rozmowa. Jednak moje obawy okazaly sie bezpodstawne. Naprawde te dwa
        spotkania byly dla mnie bardzo wazne. Do czego zmierzam, a no do tego, ze
        chyba samemu trzeba dojrzec do takiej decyzji i wiedziec, co bedzie i kiedy
        dla siebie samego najwazniejsze.

        Pozdrawiam
        • Gość: carduus Re: Czy terapia się uda??? IP: proxy / 10.30.1.* 06.11.02, 14:07
          Och jak! Jasne, że pamiętam. Mam nadzieję, że teraz wszystko wygląda lepiej,
          co?
          Dzięki za dobre słowo.
          Nie wiem czy "bohaterka" wątku jeszcze się o siebie boi. Powiedziała mi
          ostatnio, że jest przekonana, że jest dla niej tylko jedno, ostateczne wyjście,
          ale na razie jeszcze brakuje jej odwagi, by z niego skorzystać. I bardzo
          chciałabym wierzyć, że ten brak odwagi oznacza chęć skorzystania z pomocy,
          znalezienia nadziei, a nie tylko strach przed nieodwracalnym. Dlatego nie wiem,
          czy jak to mozna nazwać. Czy już dojrzała do decyzji o terapii, czy dopiero
          dojrzewa, czy też może nigdy do tego nie dojdzie.
          Ona deklaruje, że nie wierzy już nic, żadne terapie, żadna pomoc, żadna
          nadzieja dla niej nie istnieje. Jej zgoda wydaje się być w najwyższym stopniu
          bierna. I to najbardziej mnie w tym przeraża, bo chyba źle wróży całemu
          przedsięwzięciu...

          carduus
          • Gość: jak Re: Czy terapia się uda??? IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 06.11.02, 14:26
            Gość portalu: carduus napisał(a):

            Powiedziała mi > ostatnio, że jest przekonana, że jest dla niej tylko jedno,
            ostateczne wyjście,
            > ale na razie jeszcze brakuje jej odwagi, by z niego skorzystać. I bardzo
            > chciałabym wierzyć, że ten brak odwagi oznacza chęć skorzystania z pomocy,
            > znalezienia nadziei, a nie tylko strach przed nieodwracalnym.

            Według mnie to ostateczne wyjście to skorzystanie z pomocy. Oczywiście nie
            wiem, co dolega twojej znajomej i jakie sa powody takiego stanu ducha. Jesli
            ona nie jest przekonana o skorzystaniu z pomocy, to ty jej nie opuszczaj i
            badz dla niej wsparciem. Zreszta chyba nie musze tego tobie tlumaczyc, bo to
            oczywiste. Co do drugiego rozwiazania, to my ludzie mamy sklonnosci do
            przesady. To sie chyba bierze stad, ze gdy ktos jest zaangazowany w jakis
            problem emocjonalnie, to przewaznie rysuje sobie najczarniejszy scenariusz.
            Takze wspieraj swoja znajoma na ile ci sie uda, a wszystko bedzie dobrze, bo
            chyba ona jest w stanie docenic to, ze jest ktos jeszcze na kogo moze liczyc.
            To przeciez jest bardzo wazne dla kazdego czlowieka.

            PS. A u mnie sytuacja powoli sie stabilizuje i to w takim kierunku jakiego
            oczekiwalem. Ostatnio jest wrecz bardzo dobrze, ale nie zapeszajmy. Zdarzaja
            sie jeszcze jakies iskrzenia, ale nie moge narzekac. Jednak zanim zaufanie
            zostanie odbudowane uplynie jeszcze sporo czasu. Staram sie ze wszystkich sil
            i zaczyna byc widac tego efekty. Doszlo nawet do tego, ze dokladam sie do
            mieszkania, ktore ona wynajmuje i sobie pomieszkujemy razem. Takze
            odbudowujemu, co sie zawalilo.

            Dlatego nie wiem,
            >
            > czy jak to mozna nazwać. Czy już dojrzała do decyzji o terapii, czy dopiero
            > dojrzewa, czy też może nigdy do tego nie dojdzie.
            > Ona deklaruje, że nie wierzy już nic, żadne terapie, żadna pomoc, żadna
            > nadzieja dla niej nie istnieje. Jej zgoda wydaje się być w najwyższym
            stopniu
            > bierna. I to najbardziej mnie w tym przeraża, bo chyba źle wróży całemu
            > przedsięwzięciu...
            >
            > carduus
    • Gość: sowa Re: Czy terapia się uda??? IP: 195.94.196.* 06.11.02, 14:00
      ponad rok temu znalazlam sie w sytuacji dla mnie bez wyjcia. Osoba, ktora
      zwrocila uwage na moje zachowanie, byl moj ojciec. Polecil mi psychiatre, ale z
      decyzja na pierwsza wizyte zwlekalam jeszcze dwa miesiace. To, ze umowilam sie
      na spotkanie bylo chyba ostatnia deska ratunku zarowno dla mnie, jak i mojej
      najblizszej rodziny: meza i corki.
      Nie pamietam dokladnie pierwszych wizyt u psychiatry. Wydawalo mi sie, ze
      dostane tydzien, dwa zwolnienia, odpoczne i po krzyku. Ale zrozpaczona,
      zaplakana, zniechecona do wszystkiego pragnelam z siebie wszystko nareszcie
      wyrzucic. Prawda jest to, ze dobrze trafilam i bez zachety wykrzyczalam z
      siebie caly bol.
      Od razu zostaly mi zaaplikowane srodki podnoszace nastroj (tylko na dwa
      tygodnie) oraz antydepresanty.
      Tak naparwde, to bylo mi zupelnie obojetne czym mnie faszeruja, chcialam zaczac
      zyc, "normalnie" funkcjonowac, zmienic sie i swoj stosunek do swiata. Pogodzic
      sie ze soba.
      Niestety bardzo dlugo trwa wyprowadzanie mnie na "prosta". teraz juz inaczej
      wygladaja nasze spotkania (na poczatku co dwa, a teraz co trzy tygodnie).
      Wiecej jest wspolnej dyskusji, rozmow na nurtujace mnie wciaz watpliwosci,
      mozliwosci wyjscia z danej sytuacji i chociaz ciagnie sie to juz ponad rok, to
      nie zaluje mojej decyzji. Inne byly motywy moej wizyty, inaczej sie to wszystko
      potoczylo.
      jedank nie wyobrazam sobie innej drogi (oczywiscie z dzisiejszej perspektywy).
      Czasami decyzja o zwroceniu sie do psychologa/psychiatry ratuje nas przed
      nieodwracalnym. I chociaz ciagle biore leki, chodze na terapie, to wiem, ze
      moge zyc z calym bagazem doswiadczen, ktore mam i chociaz nie jest mi latwo, to
      jedank nie daje za wygrana. Pomoc uzyskalam od obcej mi osoby, ktora jednak
      darze wielkim zaufaniem.
      Musze dodac, ze nie mialam innej pomocy. Moj maz nie wyciagnal do mnie reki,
      chociaz doskonale znal przyczyny mojej depresji. Corka byla i jest zdecydowanie
      za mala na pomoc, ktorej potrzebowalam, a jej proby skonczyly sie wizytami u
      psychologa dzieciecego. Z moim ojcem widuje sie okazjonalnie i tym bardziej
      jestem mu wdzieczna za wskazanie wlasciewej drogi.
      Zycze powodzenia wszystkim, ktorzy potrzebuja fachowej opieki duchowej. Nie
      obawiajcie sie ludzi, ktorzy zostali przygotowani do niesienia pomocy innym.
      Pozdrawiam
      Sowa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka